„Były dopasowane do jej odcienia skóry. Kiedy pierwszy raz ich użyła była zachwycona. Dlatego zdecydowała się kupić zapas na miesiąc. Jednak później nie było już tak kolorowo. Kosmetyki okazały się zwykłymi balsamami samoopalającymi" - opowiadała znajoma aktorki.

Oszukana Lindsay ponoć wpadła w szał. Kiedyś taka kwotę wydawała w kilkanaście minut, lecz teraz bardziej zaczęła zwracać uwagę na pieniądze. „Ma poważny problem z płynnością finansową. niedawno zastanawiała się nawet, czy nie ogłosić bankructwa. Nie dostaje już intratnych propozycji filmowych. Stopniowo traci też kontrakty reklamowe. Desperacko potrzebuje hitu, który sprawi, że stanie na nogi" - tłumaczył jej były księgowy.

Wydatki aktorki rzeczywiście są imponujące. W ciągu roku za noclegi w swoim ulubionym hotelu Chateau Marmont w Los Angeles, zapłaciła... ponad milion dolarów. Lindsay mieszkała w apartamencie, który kosztował ją 2700 dolarów za noc. Dwie wizyty w klinikach odwykowych to kolejne 315 tysięcy dolarów mniej na koncie. Ostatnim jej pomysłem na odbudowanie domowego budżetu było zaprojektowanie własnej kolekcji... legginsów. Lecz jeżeli i ten projekt nie wypali Lindsay będzie miała poważne kłopoty.