Uśmiecha się jak Phoebe z „Przyjaciół”. Ale to jedyne podobieństwo z uwielbianą przez fanów serialu bohaterką. Lisa Kudrow jest elegancka i powściągliwa. Sprawia wrażenie twardo stąpającej po ziemi. Kiedy jej to mówię, prawie krztusi się wodą. „Mój mąż padnie ze śmiechu, jak się o tym dowie” – odpowiada przez łzy. Długo nie może się uspokoić. „Może sprawiam takie wrażenie, ale na szczęście to tylko wrażenie. Zachowuję dystans. Lubię to. Nie muszę przecież sypać żartami na zawołanie” – przyznaje po chwili.

GALA: Lubisz flirtować?

LISA KUDROW: Nie. Jestem zupełnie inna niż Denise. Chyba dlatego pytasz?

GALA: Tak. Twoja bohaterka z „PS Kocham Cię” nie ma żadnych problemów w kontaktach z mężczyznami. Jest mistrzynią uwodzenia.

LISA KUDROW: Wyobraź sobie, że Denise jest w tamtym końcu pokoju. Teraz dla porównania ja stanę tutaj. Widzisz, jak wiele nas dzieli. Ona podchodzi do faceta, który ją interesuje, i pyta, czy jest wolny, ma pracę, jest gejem. Spaliłabym się ze wstydu w takiej sytuacji. Chociaż z drugiej strony podziwiam kobiety bez zahamowań. Dużo się zmieniło na świecie przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Dzięki równouprawnieniu Denise może robić i takie rzeczy.

GALA: Ale na randki chodziłaś?

LISA KUDROW: Byłam na kilku. Teraz, gdy o tym myślę, pamiętam tylko te najgorsze. Kompletne niewypały.

GALA: Najgorsza...

LISA KUDROW: Był lekarzem geriatrą. Spotkaliśmy się w knajpie z hamburgerami. To już był pierwszy sygnał, że coś z nim jest nie tak. Kiedy powiedział, że mogę zamówić wszystko, co chcę, zdobył moje serce. Nie to było jednak najgorsze. Na początku powiedział, że ciągle musi być w kontakcie ze szpitalem. Ma 90-letniego pacjenta, który w każdej chwili może potrzebować jego pomocy. Nie minęła godzina, a dostał wiadomość na pager.

GALA: Chyba się ucieszyłaś? To oznaczało koniec randki.

LISA KUDROW: Tak ci się tylko wydaje. Wcisnął mnie do swojego sportowego auta i musiałam pojechać z nim do szpitala. To było piekło. Sobotnia noc w izbie przyjęć przypomina strefę działań wojennych. Szczególnie w Los Angeles. Ranni od kul, noży, pogryzieni przez psy i mój „narzeczony”, który krzyczy, żebym poszła za nim. Koszmar. Około północy w końcu zawiózł mnie do domu. Zapytał, czy myślę o rodzinie, dzieciach. Kiedy przytaknęłam, stwierdził, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Na pożegnanie rzucił: „Świetna randka. Nie uważasz?”. Odpowiedziałam, że nie. Więcej nie zadzwonił.

GALA: Dostałaś kiedyś list miłosny?

LISA KUDROW: Takiego prawdziwego nigdy. Zazwyczaj były to tylko jakieś kartki namazane na lekcjach albo jednozdaniowe walentynki.

GALA: Nawet od męża?

LISA KUDROW: Zwykle wysyłamy sobie romantyczne liściki z okazji urodzin czy kolejnych rocznic. Mimo że to nie jest nic wielkiego, trzymamy je wszystkie. Lubię je przeglądać.

GALA: Hilary Swank przyznała, że Holly, którą gra w „PS Kocham Cię”, dzięki listom od zmarłego męża stanęła na nogi.

LISA KUDROW: Dużo o tym rozmawiałyśmy. Według mnie rację miała Patricia (matka Holly grana przez Kathy Bates – przyp. red.). To nie było romantyczne, raczej okrutne. Listy mieszały w jej życiu. Nie pozwalały zapomnieć o zmarłym mężu. Rozdrapywały rany.

GALA: Przeczytałaś wcześniej książkę Cecelii Ahern, na podstawie której powstał scenariusz filmu?

LISA KUDROW: Nie. Powieść bardzo różni się od adaptacji Richarda LaGravenese. Nie chciałam mieć mętliku w głowie. Chętnie przeczytam ją teraz, już po premierze filmu. Znajomi polecili mi też inne książki Cecelii. Kiedy poznałam ją na planie (współtworzyła scenariusz), nie mogłam uwierzyć, że jest tak młoda i że napisała „PS Kocham Cię”, mając niewiele ponad 18 lat.

GALA: Ty karierę zrobiłaś po trzydziestce.

LISA KUDROW: Właśnie dlatego tak bardzo podziwiam młodych ludzi, którzy wiedzą, czego chcą, umieją wytyczyć sobie właściwe cele i konsekwentnie do nich dążyć.

GALA: Wierzyłaś, że ci się uda?

LISA KUDROW: Przede wszystkim świadomie wybrałam telewizję. Ma dużo więcej do zaoferowania kobietom niż kino. Wystarczy spojrzeć na karierę Murphy Brown czy Ellen DeGeneres.

GALA: Wiesz, dlaczego tak się dzieje?

LISA KUDROW: Chyba dlatego, że kobiety kochają telewizję. Chcą w niej innych kobiet, a nie seriali o kierowcach wyścigowych czy zapaśnikach.

GALA: Jednak po sukcesie „Przyjaciół” każde z was spróbowało sił na dużym ekranie.

LISA KUDROW: To naturalna kolej rzeczy. I jedyna właściwa. Telewizja bardzo dużo uczy, ale w pewnym momencie staje się za ciasna. Tak było z nami.

GALA: Lubisz kręcić filmy? Wielu aktorów serialowych narzeka na zupełnie inną specyfikę pracy.

LISA KUDROW: Serial to przede wszystkim praca na cały etat. Pod tym względem bardziej podoba mi się kino. Robisz jeden, dwa filmy w roku. Zajmuje to kilka miesięcy, a resztę możesz spożytkować, na co tylko chcesz. Ja cieszę się, że mam więcej czasu dla Juliana.

GALA: Ogląda mamę?

LISA KUDROW: Nie. To dziwne, bo jakoś nie ukrywam przed nim efektów swojej pracy. „Przyjaciół” widział tylko kilka razy. Przypadkiem. Tłumaczę to sobie, że jest chłopakiem i ma dziewięć lat. Może to obciach oglądać takie rzeczy? Za to jego koleżanki ze szkoły mnie uwielbiają. Ostatnio Julian wściekł się, kiedy ucięłam sobie z nimi dłuższą pogawędkę.

GALA: A kiedy fani zaczepiają cię na ulicy?

 

LISA KUDROW: Wtedy zawsze wymyka się i załatwia swoje sprawy. W sklepie biegnie do stoiska z grami komputerowymi, na ulicy ogląda wystawy sklepów sportowych. Nie zwraca uwagi na moją pracę i jej konsekwencje.

GALA: Nie jesteś surową mamą.

LISA KUDROW: Michel przyjął rolę tego „złego”, ja jestem ta fajna. Dziecko musi wiedzieć, co może, a czego absolutnie nie. Nie wierzę w całkowicie bezstresowe wychowanie.

GALA: Łatwo ci powiedzieć. W końcu ty jesteś tą dobrą.

LISA KUDROW: To najlepsza rola, jaką wybrałam.