Garnitur, idealnie dobrana do niego koszula, elegancko przystrzyżone włosy. A zamiast używek, od których nigdy nie stronił, pastylki cynamonowe. Oto nowy styl Macieja Maleńczuka. Jak się szybko okazuje, „nowy, ulepszony Maleńczuk” to nie tylko fasada.

GALA: Zmieniłeś się.

MACIE J MALEŃCZUK: Coś w tym jest, bo wszyscy wokół mówią: „Maciek, nie wiemy, co się z tobą stało. Kiedyś byłeś inny”. Słyszę to bez przerwy.

GALA: Na czym polega zmiana poza tym, że ściąłeś włosy, zacząłeś jeździć na rolkach i przeprowadziłeś się z Krakowa na wieś?

MACIEJ MALEŃCZUK: Dawno już na wsi nie byłem, ponieważ dzieci chodzą do szkoły w Krakowie. I z tamtego domu zrobiła się dacza na weekendy. A i to nie na wszystkie. Ale już bardzo tęsknię, bo tam mam kominek, a jest zima. No, ale na razie pająki wszystkiego pilnują.

GALA: Co jest pociągającego we wsi?

MACIEJ MALEŃCZUK: Spora liczba zwierząt, które mnie otaczają: jeże, lisy, łasice, bezdomne psy i koty oraz bobry, z którymi zresztą prowadzę wojnę. Podchodzą naprawdę bardzo blisko. Dlatego nauczyłem się nie wyrzucać jedzenia. Zamiast tego wystawiam resztki przed dom. Pamiętam, że kiedyś położyłem tam chyba z kilogram zjełczałej kiełbasy. Następnego dnia zobaczyłem, że nie został po niej nawet ślad. Powiem szczerze, że włos mi się zjeżył na całym ciele, gdy pomyślałem, co tam przyszło. I naprawdę zastanawiam się nad kupnem noktowizora.

GALA: Zaskoczyłeś mnie. W życiu bym nie pomyślała, że dokarmiasz zwierzęta.

MACIEJ MALEŃCZUK: Wszyscy przyzwyczailiście się do tego, że Maleńczuk to obrazoburca i skandalista. Ale choć nie powiem, fajnie jest robić demolkę i mówić ludziom prawdę prosto w oczy – w końcu nie każdego na to stać – to ta etykieta zaczęła mnie trochę uwierać. Bo w pewnym momencie reputacja przesłoniła moją osobowość. Poza tym moim sąsiadom na wsi zależy, bym miał jako taką opinię. I dla nich chcę poprawić swój wizerunek.

GALA: Dlatego rzuciłeś wszystkie nałogi?

MACIEJ MALEŃCZUK: Nigdy do końca nie byłem nałogowcem. Bo jest nim ten, kto zażywa narkotyki latami.

GALA: Czyli twoje trzymiesięczne ciągi narkotyczne, o których nieraz mówiłeś, się nie liczą?

MACIEJ MALEŃCZUK: Trzy miesiące to nie całe życie, ale niech ci będzie – to był ciąg. Ale już go nie ma.

GALA: A co z alkoholem?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wóda nigdy mnie specjalnie nie kusiła, bo ona nie służy mojej psychice. Staję się po niej agresywny, robię wokół siebie bałagan i wszyscy mnie za to nienawidzą. Ale pod tym względem nie różnię się od 80 procent Polaków, którzy gdy walną coś mocniejszego, dostają korby. Gdyby to ode mnie zależało, kazałbym alkohol wpisać na listę zabronionych narkotyków. Albo chociaż ograniczyłbym dostęp do niego, tak jak to robią Norwegowie na przykład. U nich wódkę można kupić tylko do godziny 13, a wino – do 17.

GALA: Mówisz o tym z takim zaangażowaniem, że może powinieneś zostać politykiem?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wolę prowadzić politykę z tego miejsca, w jakim jestem.

GALA: Jaki jest twój program wyborczy?

MACIEJ MALEŃCZUK: Generalnie chciałbym, żeby to była polityka wolnej miłości, na której zostałem wychowany. Powinno być więcej form swobodniejszego seksu i wyższa kultura seksualna w społeczeństwie.

GALA: To znaczy?

MACIEJ MALEŃCZUK: To znaczy, że nie umiemy podejść do siebie po ludzku. Zamiast tego wyczyniamy jakieś dziwaczne gry przedwstępne, polegające na zapraszaniu do kina, widywaniu się z rodziną i chodzeniu za rękę na niekończące się spacery.

GALA: Rozumiem, że to wszystko jest twoim zdaniem bez sensu?

MACIEJ MALEŃCZUK: Jasne. Bo mogłoby to wyglądać tak, jak każdy z nas to sobie wyobraża.

GALA: Czyli?

MACIEJ MALEŃCZUK: Przecież nie będę ci opowiadał o swoich fantazjach seksualnych!

GALA: A dlaczego nie?

MACIEJ MALEŃCZUK: Być może powinno się to odbywać poprzez taniec. Najpierw tańczymy, a potem, gdy mamy już dość, odpoczywamy na leżąco. Później znowu rumba, cza-cza itd. Dobrze by było, gdyby lokale były w stanie parze chcącej odpocząć ofi arować coś więcej niż tylko toaletę. To powinno być ujęte w normy społeczne. Bo skoro wiemy, jak posługiwać się przy stole nożem i widelcem, tak samo powinniśmy wiedzieć, jak się zachować przy stole rozkoszy. Niech seks przestanie być tematem zakazanym. Ludzie! Przecież to nie średniowiecze.

GALA: Kobiety inaczej podchodzą do seksu. Dla nas zwykle wiąże się on z miłością.

MACIEJ MALEŃCZUK: Każda tak twierdzi i wszystkie mówicie, że facet to kurwiarz. Ale przepraszam bardzo, z kim ci faceci się puszczają? To jest czysta hipokryzja z waszej strony. I tyle.

GALA: Dlaczego masz takie złe zdanie o kobietach?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wiesz co? Jak byłem młodszy i mniej wiedziałem, to miałem lepsze.

GALA: I pomyśleć, że kobiety cię uwielbiają. Nie tylko młode zresztą. Wśród fanek jest spora grupa pań w średnim wieku…

 

MACIEJ MALEŃCZUK: Nawet w bardzo średnim wieku (śmiech). Kompletnie tego nie rozumiem, bo często te kobiety narażają się na moje impertynencje. Nie wiem, o co chodzi, to nie był mój cel, ale sam pogrążyłem się w tej sytuacji, nagrywając nową płytę „Psychodancing”. Los jest przewrotny. Moje marzenia wprawdzie się spełniają, ale zawsze w krzywym zwierciadle. Dlatego nigdy mi do końca nie odbiło. Owszem, kilka razy była palma, ale nie taka, jak u innych.

GALA: A czy status gwiazdy jest dla ciebie – jako dawnego barda – problemem?

MACIEJ MALEŃCZUK: Tak. Bo choć kiedyś miałem sen, że idę ulicą i nikt mnie nie poznaje i to był prawdziwy koszmar, to rozpoznawalność powoduje, że nie mogę się normalnie poruszać w rzeczywistości. Na szczęście wyrobiłem sobie taką opinię, że jak podchodzi do mnie człowiek i prosi o autograf, a ja mu mówię, żeby spieprzał, to w moich ustach nie jest to dla niego nic dziwnego. Choć pewnie jeden zrozumie to „spieprzaj”, a drugi uniesie je w sercu i będzie pielęgnował niechęć do mnie do końca życia.

GALA: Nie martwi cię to? Podobno wierzysz w złą energię…

MACIEJ MALEŃCZUK: Tak, i boję się jej. Ale mam nadzieję, że nikt mojej laleczki nie nakłuwa. Ja nikomu nigdy bym tego nie zrobił.

GALA: To znaczy, że nie lubisz szkodzić ludziom?

MACIEJ MALEŃCZUK: Nie do tego stopnia. Owszem, można komuś sprzedać jakąś słowną blachę. Albo ręczną. Ale na pewno nie chciałbym nikomu zmarnować życia. Więc może nie jestem taki straszny, jak mówią?

GALA: Straszny nie jesteś, ale mam wrażenie, że w głębi duszy jesteś bardzo smutnym człowiekiem…

MACIEJ MALEŃCZUK: Ja nawet to lubię. Lubię smutną tematykę i ponuractwo. Podoba mi się na przykład malarstwo Beksińskiego, pełne czaszek i obgryzionych kości. Ja po prostu uważam, że to jest ładne. Zresztą kiedyś u mnie na wsi znalazłem martwego ptaka i chciałem obserwować etapy jego rozkładu, ale niestety, przyszedł lis i go sobie wziął.

GALA: Można lubić mroczne klimaty, ale twierdzenie, że szczęście jest czymś tak wstydliwym jak publiczny orgazm i że wręcz amoralne jest bycie szczęśliwym człowiekiem, to już chyba przesada.

MACIEJ MALEŃCZUK: Nie wiem, czy mężczyźnie to nawet przystoi. Bo mam wrażenie, że jak człowiek jest szczęśliwy, to jest trochę obnażony. Szczęście nie kojarzy mi się ani z rozsądkiem, ani z równowagą.

GALA: Przeciwnie. Gdy człowiek osiągnie równowagę, wtedy jest szczęśliwy. Ty naprawdę nie znasz tego stanu?

MACIEJ MALEŃCZUK: Gdy ktoś kiedyś spytał Milesa Davisa o najszczęśliwsze chwile w życiu, Davis chciał wiedzieć, czy chodzi o chwile w ubraniu, czy bez (śmiech). W ubraniu jestem szczęśliwy na koncertach jakichś wyjątkowych artystów. Za takie chwile mógłbym oddać nawet dziesięć tych bez ubrania.

GALA: A nie doceniasz tego, co dostałeś od życia?

MACIEJ MALEŃCZUK: Oczywiście, że doceniam, bo jestem przystojny, mądry, zdolny, dowcipny, sexy i…

GALA: Bardzo skromny?

MACIEJ MALEŃCZUK: Raczej próżny – i przyznaję się do tego. A serio mówiąc, to, że udało mi się zostać artystą, było dla mnie rzeczywiście ratunkiem, bo nic innego nie mógłbym robić. Próbowałem być tokarzem, spawaczem, ale narobiłem sobie tylko kłopotów z kręgosłupem, ponieważ to jest jednak praca dla ludzi niższych ode mnie. Mógłbym wprawdzie jeszcze zostać przestępcą, ale ponieważ nie mam szczęścia w tych wszystkich kombinacjach finansowych, z pewnością dobrze by się to nie skończyło. Dziś jestem poetą, muzykiem. I fajnie. Życie dla mnie i dla mojej rodziny jest łaskawe, chociażby dlatego, że nie muszę się martwić, czy mi wystarczy do pierwszego. To dużo.

GALA: Ale podobno na stare lata robisz się sknerą.

MACIEJ MALEŃCZUK: To prawda. Czasami budzi się we mnie skąpstwo i pytam, co się stało z tym tysiącem, który wczoraj wybrałem z bankomatu. Gdzie jest ta forsa?! Ale tak naprawdę staram się wydawać wszystko na bieżąco, bo jest bardzo prawdopodobne, że przyjdzie wojna i banknoty stracą swoją wartość.

GALA: Oj, nie bądź taką Kasandrą!

MACIEJ MALEŃCZUK: Należy się z tym liczyć i ja swoje dzieci na to przygotowuję.

GALA: Co chciałbyś przekazać córkom?

MACIEJ MALEŃCZUK: Staram się im przekazać to wszystko, co sam potrafię. I co wiem. Jeśli chodzi o maluchy, jest to, na przykład, umiejętność trzymania w ręku pióra. A teraz uczymy się angielskiego. Ale ze starszą córką już jest ciekawiej, bo próbuję jej – dajmy na to – opisać exodus Albańczyków z Kosowa. I ona robi wielkie oczy. A przecież to się dzieje prawie pod naszym nosem.

GALA: Twoje dzieci cię wzruszają?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wzruszają mnie ludowe piosenki. Dużo jest w nich o śmierci.

GALA: Śmierć cię fascynuje?

MACIEJ MALEŃCZUK: Jest w niej coś fascynującego.

GALA: A o swojej śmierci myślisz?

MACIEJ MALEŃCZUK: Nieustannie. Kiedyś uważałem, że może sobie przyjść, kiedy chce, w każdej chwili, i nie będzie to dla mnie żaden problem. Ale jak masz dzieci, myślisz: niech ta śmierć jeszcze poczeka, bo dzieci są małe.

GALA: Zastanawiasz się, co jest potem?

MACIEJ MALEŃCZUK: Pewnie, że tak. Ale uważam, że potem nic nie ma. Jestem tego pewien prawie w stu procentach.

GALA: Z czego czerpiesz tę pewność?

MACIEJ MALEŃCZUK: Z rozsądku. To, co po nas zostaje, jest tylko w umysłach ludzi, którzy o nas pamiętają.

GALA: Nie wierzysz w Boga?

MACIEJ MALEŃCZUK: Nie, nie widzę go. Bardziej diabła widzę.

GALA: Zawarłeś z nim pakt? Biorąc pod uwagę, ile narkotyków w życiu wziąłeś i ile alkoholu w siebie wlałeś, powinno cię już dawno nie być na tym świecie…

 

MACIEJ MALEŃCZUK: Może to wszystko jedna wielka mistyfikacja była? A w rzeczywistości siedziałem całe życie przed telewizorem i oglądałem „Klan”. Kto wie…

GALA: Akurat!

MACIEJ MALEŃCZUK: Wracając do Boga. To, że sam go sobie odebrałem, bo chcę żyć świadomie, nie znaczy, że chcę zabrać Boga innym ludziom. Wieś sprawiła, że nabrałem szacunku do Kościoła. Zrozumiałem, że jest potrzebny.

GALA: Ty? Naczelny antyklerykał kraju?

MACIEJ MALEŃCZUK: Tak, bo to dla ludzi na wsi jest jedyna świętość. Bez Kościoła by się powyrzynali. Ale jeśli chodzi o samą konstytucję Kościoła, to mogłaby ona i powinna wyglądać inaczej.

GALA: A święta Bożego Narodzenia jak obchodzisz?

MACIEJ MALEŃCZUK: Kupujemy choinkę, są świeczki, prezenty, śpiewamy kolędy…

GALA: I przebierasz się za mikołaja?

MACIEJ MALEŃCZUK: Coś w tym rodzaju. A na Wielkanoc chodzimy poświęcić koszyczek.

GALA: Nie kłóci się to z twoją niewiarą?

MACIEJ MALEŃCZUK: Robię to przecież dla dzieci. Gdybym był sam i mieszkał w jakiejś wynajmowanej kawalerce, pewnie bym tych świąt tak nie celebrował.

GALA: Co chcesz dostać pod choinkę?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wolną chwilę, żeby uklepać jakąś większą formę literacką niż opowiadanie dla „Playboya”. Bo jeśli chodzi o muzykę, to jestem spełniony, zmęczony i mam dość życia w trasie. A pisanie mnie kręci. Poza tym trzeba pracować głową, żeby mózg pozostał jak najdłużej młody i sprawny. Bo ze starzejącym się ciałem jakoś dam sobie radę, choć z trudem. Ale agonii mózgu już bym nie zniósł.