Jego Atelier w warszawskiej Promenadzie łączy w sobie sklep z teatrem i kozetką psychoterapeuty. Można się tam wygodnie rozsiąść wśród pięknych sukni ozdobionych falbankami, błyszczącymi kryształami Swarovskiego, kolorowymi strusimi piórami. Ton nadają kobiece fasony i wyszukane tkaniny: jedwabne żorżety, połyskujące satyny, delikatne koronki. Siadam w fotelu obok manekina odzianego w jedwabne cudo: długą wieczorową suknię w ciepłym odcieniu beżu z koronkowymi wstawkami. Ze świata fantazji wyrywa mnie zaproszenie do pracowni mieszczącej się piętro wyżej. Projektant wita mnie w nieodłącznych dżinsach i T-shircie. Przede mną ściana pełna odręcznych projektów: smukłe suknie z fantazyjnymi drapowaniami pod biustem, na ramionach, z pasem wszytym w talię i bez. Do wyboru, do koloru. Maciek się uśmiecha. Mimo 28 lat wciąż wygląda jak rozmarzony chłopiec.

GALA: Najważniejsza decyzja w życiu?

MACIEJ ZIEŃ: Jeszcze jej nie podjąłem.

GALA: A przeprowadzka z Lublina do Warszawy, gdy miałeś 17 lat?

MACIEJ ZIEŃ: To prawda, gdybym tam został, pewnie nie rozmawiałabyś dzisiaj ze mną. Wyjazd z Lublina to jedno z ważniejszych wydarzeń. Ale najważniejsze jest przede mną.

GALA: Jesteś szczęściarzem?

MACIEJ ZIEŃ: Tak! Również dlatego, że spotkałem na swojej drodze odpowiednie osoby.

GALA: Kto ci pomógł najbardziej?

MACIEJ ZIEŃ: Przede wszystkim mama, ona we mnie wierzyła. Potem Agnieszka Mankiewicz, organizatorka imprez modowych, która zauważyła mnie na lubelskich „Prowokacjach”, gdy pokazałem swoje projekty. To ona, gdy miałem 18 lat, pomogła mi zorganizować pierwszy autorski pokaz w warszawskiej Królikarni. W piątki urywałem się z lekcji i jeździłem z nią na pokazy mody. Zobaczyłem inny świat, zakosztowałem życia w biegu, pełnego projektantów, modelek. Spodobało mi się. Liceum sztuk plastycznych postanowiłem dokończyć w Warszawie.

GALA: Ojciec wtedy powiedział: „No to będziesz sobie radził sam”.

MACIEJ ZIEŃ: Tata sądził, że zdoła mnie powstrzymać. Dla rodziców ta decyzja była szokiem. Bali się, że mogę nie skończyć szkoły, wpaść w złe towarzystwo. Teraz się z tego śmiejemy. Dyplom zrobiłem już w Warszawie. Rodzice pomagali mi finansowo, a ja starałem się uniezależnić. Od początku miałem tu klientki, szyłem. Ale sercem pozostałem przy znajomych z Lublina.

GALA: Poznałeś tam, a właściwie zaczepiłeś po koncercie, Renatę Przemyk, kolejną ważną dla twojej kariery osobę.

MACIEJ ZIEŃ: Teraz widzę, jaki byłem ambitny. Niosła mnie determinacja. Miałem 17 lat, a Renata była moją idolką. Na koncert wybrałem się z koleżanką. Zaplanowałem, że podejdę do gwiazdy. To był wielki stres, pierwsza w życiu rozmowa z osobą publiczną. Ale zdobyłem się na to! Wyczekałem moment, gdy wychodziła, i zapytałem, czy mógłbym coś dla niej zaprojektować. Zgodziła się! Uszyłem dla niej małą czarną. Prostą, krótką, bez rękawów, w kształcie T-shirta. A później, w Warszawie, jako pierwsza uwieJustyna Steczkowska. Jestem jej za to wdzięczny. A ona nagrodziła mnie w wyjątkowy sposób: włożyła moją sukienkę w najważniejszym dniu swojego życia, czyli na swój ślub. Kiedy teraz sam jestem zaczepiany przez młodych, nie odmawiam pomocy. Wiem, ile to znaczy.

GALA: Kiedy uszyłeś pierwszą w życiu rzecz?

MACIEJ ZIEŃ: Nie mam pojęcia. Odkąd pamiętam, zawsze mnie to interesowało. W domu szyła mama, babcia i prababcia. Kiedy mama siadała do maszyny marki Łucznik, aż się trząsłem, żeby dostać kawałek materiału, pozszywać go i ubrać w to miśka. Później zacząłem rysować stroje. Mój starszy o pięć lat brat (dziś jest naukowcem, biotechnologiem) bawił się w tym czasie samochodami. Wielkim świętem były dla mnie wizyty u ciotecznych sióstr, bo miały szafkę pełną lalek! Wpadałem w szał, przebierałem je, wymyślałem kreacje. Z tego powodu lubiłem wyjeżdżać na wakacje do babci. Nie rozumiałem jeszcze wtedy, dlaczego, ale czułem, że powinienem ukrywać się ze swoją pasją. Największą frajdą było dla mnie zaszycie się na strychu i prucie starych ubrań babci, aby potem uszyć z nich nowe rzeczy. Dzisiaj patrzę na to jak na scenę z filmu: chłopak, który znalazł swój idealny świat i ucieka w niego. Im byłem starszy, tym bardziej rozumiałem, że to, co robię, jest dziwne. Na szczęście zmieniła się obyczajowość. Dziś rodzice chłopców wygrywających modowe konkursy są zachwyceni tym, że ich synowie zajmują się projektowaniem mody.

GALA: A jak twój ojciec reagował na dziwnego syna?

MACIEJ ZIEŃ: Tata chciał, żebym został architektem wnętrz. Ja też o tym myślałem. Zainteresowanie modą ujawniłem dopiero przed egzaminami do liceum. Wtedy rodzice zobaczyli, jak ważne jest dla mnie projektowanie.

GALA: Dziś ubierasz gwiazdy. Które najchętniej?

MACIEJ ZIEŃ: Wszystkie, z którymi współpracuję. Najdłużej ubieram Edytę Górniak, kobietę przepiękną. Świetnie mi się pracuje z Moniką Richardson, Justyną Steczkowską i Jolantą Pieńkowską. Od czasu do czasu odwiedza mnie Kayah. Nie ubieram ich na wyłączność, raczej przy okazji wielkich gal. Ale to miłe, że do mnie wracają. Najnowszą klientką jest Natalia Kukulska, dla której szyłem kreacje na promocję jej nowej płyty. Zaprzyjaźniam się z osobami, dla których szyję. To najprzyjemniejsza strona mojej pracy.

GALA: Twoje kreacje noszą nie tylko Polki. Wystąpiły w nich także takie gwiazdy, jak Andie MacDowell, Patricia Kaas, Eva Herzigova i brytyjska top modelka Jodie Kidd. Jak do ciebie trafiły?

 

MACIEJ ZIEŃ: Każda inną drogą. Andie MacDowell jest twarzą L’Oréal Paris, firmy, z którą ja również współpracuję. Patricia Kaas znalazła się u mnie dzięki temu, że wcześniej poznałem jej menedżera. Pokazałem mu swoje projekty, zaproponował wspólny wyjazd na jej koncert i pokazanie ich Patricii. Spodobało jej się coś, a ja to potem uszyłem. A Evę Herzigovą wybrałem z agencji modelek na otwarcie Atelier w Promenadzie. Możliwość ubrania ich to wyróżnienie dla projektanta.

GALA: Jesteś krawieckim samoukiem?

MACIEJ ZIEŃ: Trochę tak. W liceum byłem na kierunku wystawienniczym. Ale zaprzyjaźniłem się z panią profesor, która prowadziła dział tkaniny. Po lekcjach rozmawialiśmy godzinami. A po maturze poszedłem do prywatnego studium projektowania ubiorów w Warszawie. Zrezygnowałem, bo poziom był niski. Potem odbyłem krótki staż w Paryżu u projektanta Oliviera Lapidusa. A kiedy starałem się o staż u Jeana Paula Gaultiera, pojawiła się szansa założenia własnej firmy w Polsce. Wróciłem.

GALA: Jeśli Coco Chanel nie podobała się nowo uszyta suknia, potrafi ła ją ze złości pociąć. A ty co robisz w takiej sytuacji?

MACIEJ ZIEŃ: Po prostu wyrzucam. Złe rzeczy lądują na śmietniku.

GALA: Czy kiedy patrzysz na kobiety, oceniasz ich sposób ubierania się?

MACIEJ ZIEŃ: Tak, to zboczenie zawodowe. Uwielbiam przyglądać się kobietom, one mnie inspirują. Najczęściej podczas wakacji. Wybieram „modowe” miejsca: modne kawiarnie czy kluby, gdzie przychodzą osoby przywiązujące wagę do stroju. Biorę kartkę i godzinami projektuję.

GALA: Jakiej narodowości kobiety uważasz za najlepiej ubrane?

MACIEJ ZIEŃ: Świat się przemieszał, myślisz, że poznajesz Francuzkę, a ona okazuje się Słowaczką albo Polką. Najbardziej podoba mi się styl Francuzek: klasyczna elegancja.

GALA: Projektujesz nie tylko ubrania i kostiumy teatralne, ale również wnętrza. Zaprojektowałeś też swoje mieszkanie?

MACIEJ ZIEŃ: Oczywiście, trudno się pozbawić takiej przyjemności! Urządziłem je w stylu francuskim. Jest jasne, w kolorach ziemi. Meble też projektuję sam – i te drewniane, i te ze szlifowanych luster. Zainspirowało mnie muzeum kryształów w Baccarat we Francji. Ale często ze zmęczenia zasypiam w pracowni na kanapie, najczęściej przed pokazami. A potem dwa razy do roku mam święto: pokaz mojej autorskiej kolekcji!

GALA: Paryż, Londyn – z tymi miastami wiążesz wielkie nadzieje.

MACIEJ ZIEŃ: Dziesiątą rocznicę pracy uczciłem pokazem w Paryżu. Udał się dzięki Kasi Różan, która uwierzyła we mnie i udostępniła mi swoje mieszkanie przy Avenue Montaigne. Zaprosiliśmy dziennikarzy z Polski i Francji oraz znanych ludzi show-biznesu. Marzę, aby otworzyć sklep w Paryżu. A we wrześniu w Londynie, podczas Fashion Week, pokażę kolekcję na wiosnę/lato 2009, którą teraz przygotowuję.