„To najlepszy prezent urodzinowy, jaki kiedykolwiek dostałam” powiedziała ze sceny, ze łzami wzruszenia w oczach, po tym jak w sobotę, 80 000-tysięczny tłum sprawił jej cudowną niespodziankę odśpiewując „Sto lat”. Nad publicznością falowało tysiące białych serduszek, specjalnie na tę okazję przygotowanych przez wiernych fanów.

Jej występ w Polsce był kilkakrotnie zagrożony. Brak pozwoleń przeciwpożarowych, protesty ultra katolików. Grupa Pro Polonia utworzyła nawet specjalny komitet, walczący przeciwko organizacji tego koncertu. Problemem okazała się data – 15 sierpnia – Święto Wniebowzięcia Maryi Panny i Matki Boskiej Zielnej. Pisano petycje do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, swój sprzeciw wyraził Lech Wałęsa a nawet dziennikarze tacy jak Wojciech Cejrowski czy Szymon Hołownia. Zapowiadano protesty, zagłuszanie koncertu przez publiczne modlitwy a nawet „pomoc” pseudokibiców… Jednym słowem w mediach wrzało. A służby porządkowe mobilizowały dodatkowe siły.

Problemy Madonny i jej trasy „Sticky And Sweet tour” to nie tylko protesty ultrakatolickich Polaków. Gorzkie przyjęcie albumu przez krytyków, odwołanie koncertu w Słowenii ze względów logistycznych, zapadnięcie się sceny w Marsylii. Królowa Popu potrzebowała wsparcia i dostał je od polskich fanów, co jednocześnie było symbolicznym odcięciem się od cenzury którą próbowali narzucić ultrakatoliccy przeciwnicy koncertu.

W podziękowaniu za wzruszający prezent, poruszona Madonna nawiązała do jednego z banerów przygotowanego przez fana: „Kocham to co robię. Zmieniliście moje życie”. Szkoda, że nie nawiązała do deklaracji innej osoby, która wypisała na białym serduszku: „adopt me” – zaadoptuj mnie… To się nazywa lojalność!