MAGDALENA RÓŻCZKA Moje dwa życia

Udostępnij

W czerwcu jej córka Wanda skończy rok. ,,Dzisiaj nie wyobrażam sobie, żeby mogło jej nie być” – mówi Magdalena Różczka, która teraz przygotowuje się do kolejnej filmowej roli w ,,Lejdis 2”. Zdjęcia mają się rozpocząć jesienią. W wolnych chwilach z dużym powodzeniem zajmuje się... stylizacją fryzur.

MAGDALENA RÓŻCZKA Moje dwa życia

MAGDALENA RÓŻCZKA:Przepraszam za spóźnienie.

GALA: Coś się stało?

MAGDALENA RÓŻCZKA:: Obcinałam włosy kuzynce.

GALA: Słucham?!

MAGDALENA RÓŻCZKA: Jak miałam 12 lat, wzięłam nożyczki i wybłagałam, żebym mogła ostrzyc dziadka. I na nim się uczyłam tego trudnego fachu. Później wzięłam się za moją kuzynkę Ankę.

GALA: Sobie również obcinałaś włosy?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Tak. Ale to najtrudniejsze. Raz postanowiłam je skrócić. Najgorzej było z tyłu głowy. Brałam dwa lusterka, zapamiętywałam, gdzie ciąć, odkładałam jedno i po omacku ścinałam.

GALA: Po takiej akcji na twoim miejscu już bym dał sobie spokój z fryzjerstwem.

MAGDALENA RÓŻCZKA: No co ty. Po naszym wywiadzie zabieram się za głowę mojego męża. Ale z Michałem będzie łatwo, bo on zawsze mówi: ,,Tylko żeby wyglądało tak, jakbym sam się obcinał”.

GALA: Zdumiewasz mnie.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Tym fryzjerstwem?

GALA: Nie tylko. Zdziwiłem się, gdy oznajmiłaś, że po urodzeniu Wandy w twoim życiu nic się nie zmieniło. To możliwe?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Wandzia przyszła na świat 17 czerwca. Przed tym każdy mówił mi, że wszystko stanie na głowie. A ja czuję, naprawdę, jakby nic się nie zmieniło. Ten moment, kiedy w naszym życiu pojawiła się córka, był najlepszy na jej przyjście. Czułam się gotowa.

GALA: Przyznałaś, że długo czekałaś na dziecko. Wcześniej liczyło się dla ciebie coś innego?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Długo czekałam, bo długo byłam sama, nie miałam ułożonego życia prywatnego, nie było mojej drugiej połowy. I dopiero jak się ta połowa znalazła, jak poczułam, że jest to ktoś, z kim patrzę w jednym kierunku i z kim chcę się zestarzeć, wtedy wiedziałam, że to jest dobry moment na dziecko.

GALA: Ta druga połowa to drugi reżyser w wielu polskich produkcjach filmowych. Poznaliście się na castingu, który on prowadził. Wygrałaś go, ale w ,,Mistrzu” Piotra Trzaskalskiego ostatecznie nie zagrałaś. Ale poznałaś Michała Marca...

MAGDALENA RÓŻCZKA: Po wyjściu ze studia o niczym innym nie mogłam myśleć, tylko o tym Michale.

GALA: Kiedy zobaczyłem Wandę, powiedziałem, że to skóra zdjęta z ojca.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Tak. Widzę u niej również dużo moich cech.

GALA: Do kogo ty jesteś podobna?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Do mamy.

GALA: Jesteś jedynaczką?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Tak. Mama zawsze szanowała moje decyzje i wybory, a przecież, jak to z jedynakami bywa, mogłam przeżywać życie tak, jak ona chciała, a nie ja. Dziwiła się, kiedy wymyśliłam, że chcę pojechać na jakiś casting do Warszawy, bo w telewizji usłyszałam, że szukają dziewczynki do serialu.

GALA: I na tamten casting nie pojechałyście. Dopiero kilka lat później wsiadłaś do pociągu Nowa Sól – Warszawa.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Pomyślałam wtedy, że będę zdawać do szkoły teatralnej. Wydawało mi się to nieosiągalne. Przecież miałam pracę, Pana Boga za nogi złapałam. Kiedy opowiedziałam o moich planach koleżance, ta odparła: ,,O super, super, ale to zaocznie, nie?”. Odpowiedziałam jej, że to dzienne studia i będę musiała zrezygnować z pracy i przenieść się do Warszawy: ,,A nie, nie, to tak nie możesz zrobić...” – odpowiedziała.

GALA: Jedyna córka przenosi się prawie 500 km od domu. Tobie i mamie było wtedy trudno?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Od momentu kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, co trzy tygodnie jeździłam do Nowej Soli. Nikt w to nie wierzył. To było szaleństwo – 7 dni w tygodniu po 12 godzin zajęć. Po każdym weekendzie w domu, kiedy wracałam do Warszawy, moja mama płakała, jakbym wyprowadzała się na zawsze.

GALA: Wracałaś do Nowej Soli tylko dla niej?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Również dla siebie. Zawsze to powtarzam. Tam ładuję baterie. Jeśli długo mnie nie ma w Nowej Soli albo jak mamy nie ma w Warszawie, to jestem bardzo zmęczona. I jadę do domu na trzy dni, po których dostaję skrzydeł. Z siłą, z werwą wracałam i nadal wracam do Warszawy, żeby dalej walczyć...

GALA: Musisz walczyć?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Musiałam. Walką był każdy dzień w szkole teatralnej, szczególnie początek nauki. Kiedy zdawałam na studia, czułam, że mogę przenosić góry, miałam taką siłę. Mogłam zrobić wszystko, byłam otwarta, nie bałam się popełniać błędów.

GALA: Faktycznie przenosiłaś wtedy góry. Pamiętam, że na festiwalu szkół teatralnych w 2005 roku twój kolega z roku Andrzej Młynarczyk rozciął ci powiekę. To był wypadek. Krew zalała ci oko podczas spektaklu konkursowego, a ty mimo wszystko grałaś dalej.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Bo niczego nie czułam. Dopiero moja koleżanka dała mi znak, że krew, że oko... I zeszłam za kulisy. Pojechałam na pogotowie, zszyli mi powiekę, wróciłam do teatru i dowiedziałam się, że za chwilę występujemy po raz drugi.

GALA: Mało brakowało, a nie zagrałabyś w ,,Lejdis”. Kiedy przeczytałaś scenariusz, powiedziałaś: „nie”.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Przestraszyłam się, że po prostu nie dam rady.

GALA: Skąd się brały te obawy?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Kilka rzeczy się na to złożyło. Trochę mi przykro, że do obsady dołączyłam z ławki rezerwowych. Poza tym myślałam, że przez gardło mi nie przejdzie tyle przekleństw. Naprawdę trudno jest grać, mówiąc co dwa zdania: „kurwa, kurwa...”. I żeby to jeszcze wyszło naturalnie. Każda z nas miała wtedy swoje bolączki, pytania... Nawet chciałyśmy się pozamieniać kwestiami.

 

GALA: Która z dziewczyn mogła opowiedzieć o tym nietoperzu za ciebie?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Edyta Olszówka chciała się ze mną zamienić, ale reżyser powiedział: „nie”. Dwie godziny z nim rozmawiałam i dopiero on mnie przekonał, że zrobienie tego filmu jest najlepszą rzeczą, jaka może się nam przytrafić.

GALA: Ty, Iza Kuna, Edyta Olszówka i Anna Dereszowska zaprzyjaźniłyście się po ,,Lejdis”. W waszym środowisku to niezwykłe.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Ktoś powiedział mi kiedyś, że przyjaźń między aktorkami jest niemożliwa. Otóż jest możliwa. Spotykamy się we cztery – albo u którejś z nas, albo w knajpie – i gadamy, gadamy... Ciągle do siebie dzwonimy. Bardzo się zżyłyśmy.

GALA: Wanda urodziła się półtora miesiąca po córce Anny Dereszowskiej Lenie.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Śmiałyśmy się, że „Lejdis” mogą urodzić tylko „lejdis”. Niedawno rozmawiałam z Andrzejem Saramonowiczem o tym, czy powstanie druga część filmu, czego wszystkie bardzo byśmy chciały. On już nawet myślał o rozpoczęciu realizacji ,,Lejdis 2” latem, ale ze względu na kolejną ciążę jednej z nas zdjęcia ruszyłyby jesienią. Podczas tej dyskusji powiedziałam do niego: „Andrzej, ale pomyśl, że zawsze któraś z nas będzie w ciąży”.

GALA: Solidarność aktorek, kobiet i mam.

MAGDALENA RÓŻCZKA: I to w praktyce. Pamiętam, jak wydzwaniałam do Anki jakiś czas temu z pytaniami: „Powiedz mi, co twoja Lena jada od rana do wieczora”. Ona skrupulatnie wymieniała: mleko, później jogurcik, później zupka, owoce... U mnie w domu Lena zaczęła raczkować.

GALA: Jak twój mąż znosi tę lejdisową rzeczywistość?

MAGDALENA RÓŻCZKA: On mówi, że ze wszystkich moich kolegów najbardziej lubi Izę Kunę.

GALA: Która niedługo też będzie mamą.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Odkładam dla niej ubrania po Wandzi. Nie wiem, czy będzie miała córkę, ale załóżmy, że mogą się jej przydać.

GALA: Słyszałem, że wciąż się czerwienisz, kiedy ktoś cię chwali. Wygląda to trochę na wyćwiczoną pozę.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Czerwienię się i to nawet bardzo. Poza tym zawsze po osobie, która prawi mi komplementy, pojawia się kolejna, z kubłem zimnej wody. Jadę samochodem. Ktoś puka w okno, otwieram i nieznajomy mężczyzna mówi do mnie: ,,Pani Magdo, ja pani wszystkie filmy oglądam, uwielbiam je i panią”. Na kolejnym skrzyżowaniu znowu daję autograf. Jadę dalej. Kolejne czerwone światła, podchodzi następna osoba. Otwieram okno, uśmiecham się od ucha do ucha uradowana. A facet zaczyna: ,,Pani Magdo, jak się sprawuje to auto, bo chcę takie samo kupić żonie?”. A niedawno na konferencji prasowej podeszła do mnie pani, która zapytała, czy można mnie zobaczyć w teatrze, bo chciałaby mnie na żywo obejrzeć, że bardzo jej się podoba to, co robię, itd... Za chwilę podchodzi do mnie druga pani i mówi: „Z medycyny rodzinnej, prawda?”. Myślę: co to jest ta medycyna rodzinna? I dopytuję kobietę. Ona odpowiada: „To taka klinika. Bo ja tam pracuję dopiero od czterech dni, ale panią pamiętam z recepcji, w której pani pracuje, prawda?”.

GALA: Poza kinem i telewizją praktycznie nie istniejesz. Nie prowadzisz życia celebrytki.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Często słyszę: ,,Magda, to nie może tak być, że jak masz zaproszenie na imprezę, to nie idziesz na nią”. Kilka razy chciałam się przełamać. Powiedziałam sobie: ,,OK. Pójdę, bo będzie korzystniej”. Ale w ostatniej chwili rezygnowałam z wyjścia i zostawałam w domu.

GALA: Tak właśnie chcesz funkcjonować?

MAGDALENA RÓŻCZKA: To nie jest świadomy wybór, przemyślana, wydumana decyzja. To moja cecha charakteru, bo ja naprawdę jestem domatorem. Nawet w czasie studiów najfajniejsze imprezy były u mnie w domu. Jak mam się z kimś spotkać, często ciągnę go do swojego domu i jest to zawsze dla mnie fajniejsze niż wyjście na miasto.

GALA: Nie do końca czujesz się dobrze w swojej skórze?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Wydaje mi się, że mam dwa życia, że nie czuję się tak bardzo zintegrowana z tą Magdą Różczką, którą widzę na ekranie. Odnoszę wrażenie, że jestem kimś innym, kiedy się, na przykład, ładnie ubiorę i umaluję.

GALA: Domatorka czy aktorka? Która skóra bardziej ci pasuje?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Ta nieumalowana. Jest mi w niej bardzo dobrze. Ale zawód kocham.

GALA: Dwoista natura, kobieca logika.

MAGDALENA RÓŻCZKA: Może. Są aktorzy, którzy rodzą się gwiazdami. Sporo moich znajomych, po całym dniu ciężkiej pracy na planie, wieczorem idzie na imprezę. Jak tylko mikrofon jest wolny, stają na scenie, chwytają go i zaczynają śpiewać. Ja tak nie mogę, nie potrafię.

GALA: Aktorsko też jesteś...

MAGDALENA RÓŻCZKA: Pomiędzy.

GALA: Czym a czym?

MAGDALENA RÓŻCZKA: Z jednej strony udało mi się zrobić dużo fajnych rzeczy, ale nigdy nie zdecydowałam się na to, żeby robić tylko ambitne kino, bo wiedziałam, że praca będzie mi się przytrafiała raz na dwa lata, raz na trzy i nie byłoby mnie stać, żeby na to czekać – w sensie finansowym i psychicznym. Z drugiej zaś strony są aktorzy, którzy istnieją w telewizji cały czas. W programach typu gwiazdy tańczą, gwiazdy śpiewają, w serialach, są ciągle na topie... I taką osobą też nigdy nie byłam i nie chciałabym być. Szukam swojego miejsca, a to nie jest łatwe. Jestem na rynku, mam swoją drogę, której się trzymam. Zdrowo podchodzę do tego, co robię.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł