W serialowych Złotopolicach była jedną z najważniejszych bohaterek. Choć momentami głupiutka, trochę zagubiona, a czasami bardzo naiwna, Marcysia zaskarbiła sobie jednak sympatię tysięcy widzów, którzy pisali do niej listy miłosne i zaczepiali na ulicy. Z odcinka na odcinek scenarzyści rozwijali jej wątek. I tak z epizodycznej rólki zrobiła się naprawdę duża rola, a grana przez Stużyńską bohaterka na dobre zagościła w obsadzie dwójkowego serialu. Teraz aktorka zdecydowała, że jej przygoda z telenowelą „Złotopolscy” dobiegła końca.

GALA: Twoje odjeście z serialu okazało się sprawą narodową.

MAGDALENA STUŻYŃSKA:: Tak? A to dlaczego?

GALA : Bo informację o tym opublikowały nie tylko wszystkie portale internetowe, ale podano ją nawet przez głośniki na stacjach warszawskiego metra. Między zapowiedziami o nadjeżdżającym pociągu.

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Słyszałam o tym od mojej siostry, Była bardzo zdumiona, podobnie jak ja. Decyzji o odejściu nie podjęłam z dnia na dzień. To nie było tak, że wstałam rano i oznajmiłam, że kończę ze „Złotopolskimi”.

GALA: Co zatem się stało? Zaczęła cię cisnąć skóra Marcysi?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Mogłabym nadal swobodnie w nią wchodzić, ale poczułam, że mój apetyt na inne role jest nienasycony.

GALA: I myślisz, że teraz go zaspokoisz? Zaczniesz np. chodzić na castingi?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Na pewno. Przeraziłam się, bo niedawno dotarło do mnie, że w ciągu tych jedenastu lat byłam pięciokrotnie na castingu, podczas gdy moje koleżanki obskakiwały ich dziesiątki w miesiącu. Bardzo oddałam się Marcysi.

GALA: Której wizerunek pewnie będzie się ciągnął za tobą jeszcze wiele lat.

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Właśnie nie wizerunek, choć to charakterystyczna postać. Zdarzało mi się spotkać reżyserów, którzy widzieli mnie w innych rolach. Bolesne okazało się to, że nie udawało mi się tych propozycji pogodzić, a ja nie miałam prawa wyboru.

GALA: Czyli musiałaś grać Marcysię i tylko Marcysię?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Godzę się z tym, że muszę czasem poddawać się ograniczeniom. Jednak wolę należeć do siebie.

GALA: Jak zareagowała ekipa na twoje odejście? Reżyser i producent na pewno chcieli, żebyś została.

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Tak. Wiem, że narobiłam sporo zamieszania i kłopotu. Dla mnie była to trudna decyzja ze względów osobistych. Przez jedenaście lat dużo wspólnie przeżyliśmy. Zaprzyjaźniłam się z niektórymi. Przyznaję, że kilka rozmów, które odbyto ze mną po tym, jak ogłosiłam, że odchodzę, było trudnych. Cenne jest dla mnie to, że reżyserzy, scenarzysta i aktorzy potrafili jednak zrozumieć i uszanować moją decyzję.

GALA: Tego dnia twój telefon grzał się pewnie do czerwoności?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: To prawda. Wiem, że dzwonili głównie dziennikarze. Ale nie odbierałam telefonu. Miałam próby generalne przed premierą. Byłam nimi całkowicie pochłonięta. Na szczęście.

GALA: Od jak dawna myślałaś, żeby odejść ze „Złotopolskich”?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Pierwszy raz przyszło mi to do głowy, kiedy urodziłam dziecko, czyli trzy lata temu. Właśnie mijał szósty rok grania w serialu. Pomyślałam, że powinnam zmienić swoje życie. Chciałam być nie tylko inną kobietą, ale i inną aktorką. Odejście z serialu mogło być elementem tej zmiany.

GALA: A jednak zostałaś. Dlaczego?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Bo ta praca dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Miałam co robić, zarabiałam pieniądze, byłam popularna. Do tego serial jest świetnie zorganizowany. Jako młoda mama pracowałam na specjalnych warunkach. Mogłam zabierać dziecko na plan, miałam mnóstwo innych udogodnień. Nie było powodu, żeby to wszystko burzyć.

GALA: Podejrzewam cię o wygodnictwo.

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Ja siebie też. Moja sytuacja na planie przypominała życie trzydziestolatka, który wciąż mieszka z rodzicami. Niby wszystko dobrze. Jest samodzielny, wraca do domu, o której chce, umawia się na randki. Nic złego mu się nie przytrafia. Jednak to bezpieczeństwo i spokój są pozorne. Tak jak ten trzydziestolatek, nie żyłam naprawdę własnym życiem, tak jak mogłabym i chciałabym.

GALA: Czego ci brakowało?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Zmian. Bo wiem, że jestem dobrą aktorką, i chcę się rozwijać. To jest największa radość tego zawodu. Granie różnorodnych postaci. To daje możliwość metamorfozy. A w obrębie jednego serialu to nie jest możliwe. Bohater nie może przez lata zmieniać się, nawet fizycznie. Bez zgody producenta nie wolno mu nawet zmienić fryzury czy koloru włosów.

GALA: Marcysia zawsze była blondynką. Nie obraź się, ale uważam, że niezbyt mądrą.

MAGDALENA STUŻYŃSKA: To prawda, ale Marcysia nieco ewoluowała przez te jedenaście lat, bo życie ją doświadczyło.

GALA: I zapewne mogła być jeszcze mądrzejsza. Ale nie dałaś jej szansy. Kiedy ostatecznie schodzisz z planu serialu?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Gram do grudnia.

GALA: Co się stanie z Marcysią? Zostanie uśmiercona?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Na razie ustalono tylko jedno. Mam otwartą furtkę w serialu. Moja bohaterka będzie żyła w pamięci innych. To często stosowany zabieg.

GALA: A ta furtka jest po to, żebyś mogła wrócić do „Złotopolskich”?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Tak.

GALA: Wrócisz?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Nie wiem. Przecież dopiero co odeszłam. Ale jeśli miałabym znów zagrać, to na pewno nie po tygodniu. Może – jeżeli serial będzie nadal istniał – pojawię się w trzytysięcznym odcinku jako stara Marcysia. I nikt mnie wtedy nie pozna.

GALA: W marcu odszedł ze „Złotopolskich” Andrzej Nejman, który grał Waldka, twojego męża.

 

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Nie umawialiśmy się z Andrzejem w sprawie odchodzenia. Ale wiem, że podjął swoją decyzję z podobnych powodów co ja. Teraz świetnie sobie radzi. Zagrał w dwóch innych serialach oraz główną rolę w filmie fabularnym Tomasza Szafrańskiego.

GALA: To nie jest bez sensu – odejść z serialu, żeby potem zagrać w innym?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Żeby było jasne, ja nie mam nic przeciwko serialom i z radością zagram w kolejnym. Ale chcę to zrobić inaczej.

GALA: A może teraz dasz się namówić na udział w którymś z telewizyjnych show? Potrafisz przecież pięknie śpiewać?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Wiem, że to niezła trampolina. Ale wolę z niej nie korzystać. W tej chwili popularność nie jest dla mnie najważniejsza.

GALA: A co jest?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Po pierwsze, jestem Magdą Stużyńską, kobietą, a dopiero potem aktorką. Mój zawód mnie nie określa, nie wartościuje, nie definiuje.

GALA: To znaczy, że odchodząc ze „Złotopolskich”, zrywasz z aktorstwem?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Nie. Chcę grać i żyć ze swojego zawodu. Mam przecież jeszcze teatr. A gdyby okazało się, że nie mogę w ogóle grać, to sprzedam wszystko, pojadę do Sopotu, który kocham, i tam rozpocznę nowe życie. Praca nie jest fundamentem mojego życia.

GALA: Dobrze, że mówisz o fundamentach. Budujesz dom pod Warszawą. To dowód, że dzięki serialowi można się dorobić...

MAGDALENA STUŻYŃSKA: ... na tyle żeby dostać kredyt. Mocno w siebie wierzę, skoro w takim momencie odchodzę z pracy.

GALA: Jak zareagował na to twój mąż?

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Przyznam, że on nigdy jakoś specjalnie nie interesował się tym, co działo się z Marcysią. Bardzo ceni moją pracę, wspiera mnie, ale Marcysi nie pokochał na tyle, żeby siedzieć przed telewizorem w każdy weekend.

GALA: Posłuchaj tego: ,,Szok. Dramat. Niedowierzanie. Po jedenastu latach Magda Stużyńska, aktorka znana głównie jako serialowa Marcysia ze »Złotopolskich«, zrezygnowała z bycia Marcysią. Podobno dostała rolę Ryśka z »Klanu«”.

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Kto tak powiedział?

GALA: Napisał. Kuba Wojewódzki na łamach poważnego tygodnika.

MAGDALENA STUŻYŃSKA: Czekam więc na tę propozycję. Nie boję się nowych wyzwań.