Wciąż nie mogę uwierzyć, że wygraliśmy. Nawet nie marzyłam, że dotrę do finału. Przewidywałam, że dotrwam do trzeciego odcinka. Ale udało się. Dostałam więcej, niż mogłabym się spodziewać” – opowiada rozemocjonowana zwyciężczyni 7. edycji „Tańca z gwiazdami”. Ale to ona, w parze z Cezarym Olszewskim, była od początku jedną z faworytek programu. Zbierała pochwały od jurorów i SMS-y od telewidzów. „Taniec jest poezją ruchu, w twoim pokazie było to widać, tańczyłaś jak ulotny motyl” – oceniał aktorkę juror Piotr Galiński .

„By wygrać, musiałam przełamać się, pokonać samą siebie, a zarazem pozostać dawną Magdą. Nie wiedziałam, czy uda mi się tego dokonać” – mówi aktorka. Widzowie pokochali Magdę za elegancję, styl, subtelność. Nie wszyscy jednak wiedzą, ile wysiłku i wyrzeczeń kosztowało ją te kilkanaście tygodni show. „Czasami wydawało mi się, że zatańczę się na śmierć, zwijałam się z bólu. W takich chwilach krótka przerwa i ciastko musiały postawić mnie na nogi – wspomina Magda Walach. – Najlepiej czułam się w walcu angielskim. Miałam na sobie niebieską sukienkę, siedziałam na ławce, świecił księżyc... Resztę pamiętam jak przez mgłę” – uśmiecha się aktorka.

W tańcach standardowych Magda i Cezary byli nie do pokonania. Perfekcyjnie poradzili sobie także z tangiem. „Jestem z Ostrołęki, Magda z Krakowa, w tangu razem byliśmy z Buenos Aires” – żartował po występie Cezary Olszewski. I znów otrzymali najwyższe noty. Podczas pierwszej próby przez przypadek stłukli lustro, jednak od razu wzięli to za dobry znak. „Być może to dzięki temu wygraliśmy i zdobyliśmy Kryształową Kulę” – śmieje się Magda. Co dalej? „Muszę odpocząć. Wracam do Krakowa, chcę pobyć trochę z rodziną. Niebawem czeka mnie kolejne wyzwanie”. Zaczyna zdjęcia do drugiej części serialu „Twarzą w twarz”.