GALA: Tuż po urodzeniu dziecka zarzekałaś się, że przez pewien czas nie będziesz grać w filmach. Jednak zmieniłaś zdanie.

MAGGIE GYLLENHAAL: Moja córeczka Ramona miała trzy miesiące, gdy zadzwonił do mnie reżyser Christopher Nolan. Powiedział, że chciałby, abym zagrała w „Mrocznym rycerzu”. Co mogłam zrobić? Przecież jestem fanką Christophera. A poza tym jak nie przyjąć propozycji zagrania w filmie, w którym jest tak niesamowita obsada: Heath Ledger, Christian Bale, Michael Caine... Te nazwiska to klasa sama w sobie. Nie mogłam odmówić. Chris przyniósł mi niedokończony jeszcze scenariusz. Powiedziałam, że zgodzę się zagrać rolę Rachel tylko wtedy, gdy będzie inteligentną kobietą, a nie tylko kwiatkiem do ozdoby. Po rozmowie z nim byłam pewna, że mamy taką samą wizję tej postaci.

GALA: Z dzieckiem przy piersi nie było chyba łatwo koncentrować się na roli?

MAGGIE GYLLENHAAL: Wprost przeciwnie. Bardzo stęskniłam się za filmem, a to była fantastyczna praca dla młodej mamy. Żona Chrisa była w tym czasie w ciąży, więc trzymałyśmy się razem. Poza tym wiele osób pracujących przy tym filmie przychodziło na plan ze swoimi dziećmi. Panowała bardzo rodzinna atmosfera i dzięki temu było mi raźniej.

GALA: Podobno występujesz tylko w filmach z misją. A jakie przesłanie może mieć historia o Batmanie? Przecież to typowo komercyjna produkcja. Na razie bije tylko rekordy popularności.

MAGGIE GYLLENHAAL: „Mroczny rycerz” jest hitem na całym świecie. Zarobił już mnóstwo pieniędzy i bardzo się z tego cieszę. Uważam jednak, że opowieść o człowieku-nietoperzu nie jest tylko zwyczajną rozrywką dla mas. Wbrew pozorom ten film porusza bardzo ważne problemy, z którymi spotykamy się na co dzień. Mam na myśli korupcję, układy, nieczysty biznes. Poza tym zgodziłam się zagrać w Batmanie, ponieważ rola Rachel była dla mnie dużym wyzwaniem. Zagrałam kobietę, która znalazła się w bardzo skomplikowanej sytuacji. Kocha dwóch mężczyzn jednocześnie. Obaj są nieustraszeni, z całych sił walczą z niesprawiedliwym systemem. Jeden zgodnie z literą prawa, drugi bardziej radykalnie. Jego metodą jest bunt. Rachel nagle staje przed dramatycznym wyborem. Wie, że jakąkolwiek decyzję podejmie, będzie musiała coś poświęcić.

GALA: A ty kiedyś musiałaś wybierać tę lepszą miłość?

MAGGIE GYLLENHAAL: Naturalnie. Ale nie byłam w takiej sytuacji jak Rachel. Nigdy nie pragnęłam dwóch mężczyzn tak samo.

GALA: Jesteś członkiem Akademii Filmowej. Uważasz, że Heath Ledger powinien dostać Oscara za rolę Jokera?

MAGGIE GYLLENHAAL: Na pewno na niego zagłosuję. Jest w tym filmie rewelacyjny. Wciąż jednak nie umiem mówić o nim w czasie przeszłym (do oczu Maggie napływają łzy).

GALA: O czym pomyślałaś, kiedy zobaczyłaś go w filmie?

MAGGIE GYLLENHAAL: Widziałam tylko Jokera, człowieka z krwi i kości, który kompletnie nie ma nic wspólnego z Heathem. To na pewno nie był mój kolega z planu. Heath perfekcyjnie wszedł w rolę.

GALA: Byłaś twarzą Miu Miu, niedawno reklamowałaś bieliznę Agent Provocateur. Lubisz prowokować?

MAGGIE GYLLENHAAL: Lubię ciuchy. Fajnie jest gadać i myśleć o nich, ale pod warunkiem że ma się jeszcze coś innego w głowie – dobrze byłoby umieć dyskutować także na inne tematy niż moda. Wzięłam udział w reklamie Miu Miu, bo naprawdę podziwiam jej kolekcje. Praca z fotografem przy tej reklamie była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Czułam się tak, jakbym pozowała do obrazu. A kontrakt z Agent Provocateur to w dużej mierze przypadek. Karmiłam jeszcze piersią, gdy przyjaciółka powiedziała mi, że oni mają w kolekcji bieliznę dla młodych matek. I to w dodatku ładną! Różową z koronką, a nie szaroburą, jaką wcześniej nosiłam. Miałam w szafie obrzydliwe, rozciągnięte staniki, bo nic innego nie można było znaleźć w sklepach. Więc gdy zobaczyłam te urocze, seksowne staniczki i majteczki, natychmiast kupiłam sobie kilkanaście kompletów. Wreszcie poczułam się jak prawdziwa kobieta, atrakcyjna i seksowna. To było objawienie. A gdy po kilku miesiącach zadzwonili do mnie z Agent Provocateur i zaproponowali, żebym reklamowała właśnie ich markę, nie zastanawiałam się ani chwili. A jeszcze kilka miesięcy wcześniej nawet przez myśl by mi nie przeszło, że półnaga, tylko w bieliźnie, będę leżeć na pianinie. Pytałam w myślach samą siebie, co ja właściwie tu robię? Byłam wtedy o dziesięć kilogramów grubsza niż teraz. Mimo to jestem dumna z tych zdjęć.

GALA: To był odważny krok.

MAGGIE GYLLENHAAL: Wprost przeciwnie. Myślałam wtedy, że wyglądam po prostu świetnie. Macierzyństwo kompletnie zmienia punkt widzenia. Przecież to zupełnie normalne, że podczas ciąży się tyje. Ostatnio musiałam uświadomić moją przyjaciółkę. Była przerażona, że tak przybiera na wadze. „Kiedy będziesz miała lepszy moment, by bezkarnie utyć?” – tłumaczyłam jej. Dodatkowym problemem są media. Ale dla mnie akurat były łaskawe. Gdy moja córeczka miała trzy miesiące, a ja kilka fałdek więcej niż teraz, czytałam: „Patrzcie, jak Maggie świetnie sobie radzi. Wróciła do figury sprzed ciąży”. Skłamałabym, mówiąc, że w Hollywood nie czuje się presji idealnego ciała. Powiedzmy sobie szczerze, figura jest niezmiernie ważna dla aktorki. I naprawdę trudno jest przechodzić cielesne metamorfozy na oczach świata.

GALA: Odważnie i spontanicznie wybierasz tylko bieliznę, role już rozważnie i z namysłem.

 

MAGGIE GYLLENHAAL: Jestem bardzo dumna z filmu „SherryBaby” (Maggie zagrała w nim kobietę, która wychodzi z więzienia i chce odbudować więź z córką. Film dostał dwie nominacje do Złotych Globów – od red.). Teraz szukam innych wyzwań. Czytam tony scenariuszy.

GALA: Po sukcesie „Mrocznego rycerza” będzie inaczej... Łatwiej?

MAGGIE GYLLENHAAL: Ludzie mnie pytają, jak moje życie zmieniło się po premierze. Nie wiem. Od jakiegoś czasu po prostu nie mam swojego życia. Cały czas spędzam w samolotach, limuzynach, kolejnych programach telewizyjnych albo na wywiadach. Nie mam pojęcia, co będzie dalej. Nie miałam nawet chwili, żeby się nad tym zastanowić. Marzę tylko o spokoju i wieczorach z córką. No chyba że ktoś obsadzi mnie w roli królowej. Korona na głowie to mój kolejny filmowy cel.