MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA Na prawdzie się nie zarabia

Udostępnij

Internetowe portale plotkarskie, które często się o niej rozpisują, nazywa potworami i przyznaje, że jest na dobrej drodze do ich oswojenia. „Ale to tylko mała część internetu” – mówi aktorka. „Bardzo dużo ludzi pisze do mnie, żebym była sobą, robiła swoje, bo to im daje radość. To jest moja siła, tego się trzymam” – wyznaje „Gali” Małgorzata Kożuchowska.

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA Na prawdzie się nie zarabia

Zdobyła Różę Internautów, którą po raz pierwszy przyznaliśmy w tym roku. Dla wielu mężczyzn jest ucieleśnieniem ich marzeń, wiele kobiet chciałoby żyć jej życiem. Dlatego oczekują, że Małgorzata Kożuchowska będzie nieskazitelna, nieomylna, będzie wzorem do naśladowania. Ostro wypominają jej, m.in. właśnie na portalach internetowych, każde potknięcie. A ona żyje według własnej dewizy, która brzmi: „Kochaj i rób, co chcesz”. Od lat jest jedną z najbardziej zapracowanych aktorek. Gra w „M jak miłość”, „Tylko miłość” i „Teraz albo nigdy”. W Pradze rozpoczęła zdjęcia do czeskiego filmu Jurija Hertza „Ciemność”, w którym wciela się w rolę chorej psychicznie. Choć pracuje z komputerem na co dzień, przyznaje się, że informatyka to dla niej czarna magia. Dlatego szuka kogoś zaufanego, kto będzie opiekował się jej stroną WWW.

GALA: Wyobrażasz sobie życie bez internetu?

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Jeszcze niedawno, kiedy nie wiedzieliśmy, czym jest sieć, radziłam sobie świetnie bez niego. Ale wtedy obywaliśmy się również bez telefonu komórkowego. Teraz bez obu tych rzeczy nie wyobrażam sobie życia. Internet jest fascynujący. Siedzisz sobie w domu i jednocześnie możesz być w dowolnym punkcie na ziemi. Masz swoje okno na świat, dzięki któremu możesz kupić bilet na przedstawienie w Metropolitan Opera w Nowym Jorku, zarezerwować samolot, zobaczyć egzotyczne, niedostępne miejsca, do których z różnych powodów nigdy nie dotrzesz. Kiedyś ludzie nie widzieli się miesiącami, latami, a teraz możemy z bliskimi porozmawiać przez Skype’a. Podłączamy kabelek, mamy wbudowaną kamerę i rozmawiamy za grosze. Świat się skurczył i cudownie oswoił.

GALA: Brak granic to siła internetu.

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Czuję się, jakbym była w światowej agencji aktorskiej. Internet to mój wirtualny agent. Jeśli nie masz tam swojej strony, to tak, jakbyś w tym zawodzie nie istniał. Kilka miesięcy temu dostałam rolę w czeskim thrillerze. W Polsce nikt tak mnie jeszcze nie obsadził: gram psychicznie chorą kobietę, która ucieka z domu wariatów, i morderczynię. Kiedy szłam na spotkanie z reżyserem, z którym już raz robiłam film tuż po ukończeniu szkoły, czyli jakieś czternaście lat temu, nie wiedziałam jeszcze, co to za rola. Byłam trochę zdenerwowana. Powiedziałam do Jurka Gudejki, mojego agenta: „Jurek, on mnie tak długo nie widział. Podczas pierwszego spotkania miałam włosy do pasa i 24 lata. Jak mnie teraz zobaczy, może się zdziwi”. Jurek spojrzał na mnie i odparł: „Widział cię w różnych rolach i doskonale wie, jak wyglądasz”.

GALA: Nagroda internautów to szczególne wyróżnienie – kryje się za nią wiele milionów anonimowych wielbicieli.

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: To jest chyba najbardziej zaskakująca nagroda, jaką otrzymałam.

GALA: Dlaczego?

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Nie mam wrażenia, że jestem osobą, której w internecie jest dużo. Znam wiele takich, które są zdecydowanie bardziej interesujące internetowo niż ja, ponieważ występują w telewizyjnych programach, które potem są w sieci szeroko komentowane. Ja nie występuję w teleturniejach, programach aktywizujących widzów do wysyłania SMS-ów. Nie robię rzeczy, które dziś budzą w ludziach tak wielkie emocje. Stąd moje zdziwienie: dlaczego ja?

GALA: Mam wrażenie, że prowadzisz bujne życie w internecie, tylko chyba nie do końca realne...

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Na mojej stronie internetowej jedna dziewczyna napisała, że śledzi to, co robię, przegląda gazety, czyta moje wywiady, podziwia mnie i troszkę mi zazdrości. Zwierzyła się, że jej życie jest tak nudne, monotonne i banalne, że czasami sobie marzy, by chociaż przez kilka dni pożyć moim życiem. I że to byłoby jej największe szczęście. Strasznie się tym przejęłam. Powiem ci, że nigdy by mi do głowy nie przyszło, że można chcieć pożyć cudzym życiem. Zdarzają się, owszem, chwile, kiedy myślę, że ten zawód sprawił, że mam niezwykłe szczęście, tyle różnych możliwości i fantastycznych momentów. Ale z drugiej strony moja codzienność jest taka sama jak codzienność moich rówieśniczek na całym świecie. Praca, zakupy, wykonywanie obowiązków, zmęczenie, nieprzespane noce, wstawanie o świcie i miesiące, kiedy nie mam czasu, żeby zrobić coś tylko dla siebie. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ten wpis utwierdził mnie w poczuciu odpowiedzialności za to, co robię, za moje wybory.

GALA: Jak wiele takich przejmujących wpisów masz na swojej stronie internetowej?

 

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Dużo. Miałam ambicję, żeby na każdy odpowiadać internautom, ale nie dałam rady. Jestem w stanie wysłać swoje zdjęcie każdemu, kto do mnie napisze list, ale ta góra internetowych wpisów mnie przerosła. Wywołała wstydliwe poczcie winy, że nie spełniłam obowiązku. Nie mogę też nadążyć z aktualizowaniem mojej strony, bo trzeba by cały czas o nią dbać, a ja po pierwsze nie potrafię jej obsłużyć technicznie, a poza tym nie mam czasu. Wracając do wpisów – wiele jest ciekawych i zabawnych. Jakiś chłopak opisał mi swoją przygodę. Jechał autobusem bez biletu czy zapomniał legitymacji. Weszły kanary i musiał się do tego przyznać. Sytuacja beznadziejna, wiemy, jak trudno z niej wybrnąć, więc wił się, dyskutował, tłumaczył... W pewnym momencie przypomniał sobie, że w torbie ma gazetę, a w niej duży, kolorowy plakat ze mną. Wyjął go i desperacko zapytał: „A może zamiast biletu wezmą panowie plakat z Kożuchowską?”. Oni się zawahali, popatrzyli na niego podejrzliwie, w końcu powiedzieli: „Dobra, dawaj pan i zjeżdżaj”.

GALA: O czym piszą do ciebie kobiety?

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Często porównują swoje życie z moim. Ostatnio jedna z nich napisała: „Jestem w pani wieku, założyłam rodzinę. Przeczytałam wywiad, w którym opowiada pani o swoich lękach. Miałam takie same wątpliwości, ale jestem już parę lat po ślubie, mam wspaniałego męża i dwójkę dzieci, wiem, że warto. Niech się pani trzyma tego, co ma, a na pewno pani też się uda”. Jakaś dziewczyna pyta, czy mam tipsy, czy prawdziwe paznokcie. Inna wyznaje: „Jakie to jest zastanawiające i na dodatek znaczące, że zawsze mam taką samą fryzurę jak pani”. Często kobiety proszą, żeby im przysłać moje zdjęcie w konkretnej sukience, ale w takim ujęciu, by dobrze było widać, jak jest skrojona. Niedawno przeczytałam: „Tak bardzo spodobała mi się pani sukienka ślubna, że będę chciała uszyć taką samą dla siebie na przyjęcie u syna”.

GALA: Istnieje też ciemna strona internetu – plotkarskie portale. Zaglądasz na nie?

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Kiedy mnie korci, biję się po łapach. To jest jak chodzenie po ciemnych ulicach w zakazanej dzielnicy Wiadomo, że nie spotka cię tam nic dobrego. A ja mam instynkt samozachowawczy. Czasami jednak nie mam wyboru, np. kiedy wchodzę na moją pocztę, muszę przejść przez taki portal. Gdy widzę swoje nazwisko wyskakujące na pierwszym planie, to siłą rzeczy tam zaglądam. Nie chcę mieć też naiwnego poczucia, że nie wiem, w jakim świecie żyję. Wiem, że taki „potwór” istnieje, i myślę, że jestem na dobrej drodze do oswojenia go.

GALA: To znaczy, że...

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: ...że te pomówienia nie są w stanie wytrącić mnie z równowagi. Nie miewam nieprzespanych nocy z tego powodu. Staram się w to nie zagłębiać, ale z drugiej strony jest też jakaś granica obojętności. Ludzie mówią mi: „Trzeba się przyzwyczaić, o wszystkich piszą źle. Trzeba wzruszyć ramionami i iść dalej”. Ale ja się trochę boję tej łatwości otrząsania się, tego, że po mnie wszystko ma spływać. Dla mnie jako aktorki, ale też jako człowieka wrażliwość jest jednym z najważniejszych darów. Jak się tak na wszystko uodpornię, to mam przeczucie, że na tym ucierpię. Boję się tego. Zatarcie granicy między tym, co dobre, a tym, co złe, sprawi, że nie będzie co zbierać.

GALA: Gdzie jest ta granica?

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Nie wiem. Każdy ma swoją. W końcu przychodzi moment, kiedy te wszystkie kłamstwa zaczynają godzić w najważniejsze zasady i wartości, jakimi się w życiu kierujesz. Wtedy trzeba reagować. Bo człowiek ma prawo do prawdy na swój temat.

GALA: Internet zapewnia pełną anonimowość piszących, a to rodzi bezkarność i agresję.

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Funkcjonuje jakieś przedziwne, silnie zakorzenione przeświadczenie, że kiedy wyleje się na innych kubeł oszczerstw, własnych kompleksów i frustracji, przyniesie to ulgę, spowoduje, że nasze problemy nagle znikną. Tyle tylko, że to nieprawda. Wcześniej czy później zła energia powraca do tych, którzy ją rozsiewają.

GALA: Ktoś brutalnie napisał: „Kożuchowska sprzedała swój ślub”. Anonimowo, rzecz jasna. Przez parę godzin byłaś oceniana na wszystkich portalach. Trudno z czymś takim walczyć, dochodzić prawdy?

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Mocna rzecz przychodzi mi do głowy. W rozmowie z Moniką Olejnik prezydent Lech Kaczyński tak powiedział o znaczeniu prawdy w życiu publicznym w naszym kraju: „W stosunku do jednych można mówić rzeczy kompletnie nieprawdziwe, łajdackie, nikczemne, a wobec drugich nie można mówić prawdy”. Niestety, coraz częściej prawda nikogo nie interesuje. Prawda nie jest popularna. Na prawdzie się nie zarabia.

GALA: Trochę to smutne?

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Na szczęście to tylko jedna, mała część internetu. Bardzo dużo ludzi pisze do mnie, żebym była sobą, robiła swoje, bo to im daje radość. I za to bardzo, bardzo im dziękuję. To jest moja siła, tego się trzymam.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł