MAŁGORZATA NIEMEN Świat się nie zatrzymał

Udostępnij

Chociaż skończyła 50 lat, wciąż jest najbardziej znaną polską modelką. Chociaż jej mąż Czesław Niemen zmarł cztery lata temu, wciąż jest jego żoną. Ale uczy się żyć bez niego. Cieszy się, że ma fantastyczne wnuki, fajnego zięcia, mądre córki. Docenia każdą chwilę radości.

MAŁGORZATA NIEMEN Świat się nie zatrzymał

Wrestauracji, w której się spotykamy, Małgorzata zamawia pierogi. Śmieje się, że zawsze wprowadzają ją w dobry nastrój. Opowiada, że w tym roku chce wydać felietony męża, które przez dziesięć lat pisał do muzycznego miesięcznika „Tylko Rock”. „Sam Czesław planował to zrobić. Chcę, żeby ludzie poznali również, jak pisał. Bardzo dowcipnie opisywał rzeczywistość. Czasem zahaczał o politykę, ganił nasz show- -biznes. Fajnie się to czyta”. Chciałaby też upowszechnić mniej znane utwory męża. „Pamiętam, jak Czesław niejednokrotnie ubolewał, że ludzie znają tylko kilka jego piosenek. Kiedyś byliśmy w kuchni, radio grało, ja się krzątałam, Czesław czytał gazetę i nagle słyszymy »Obok nas«. Odłożył gazetę i powiedział z ironią: »No tak, zatrzymałem się w rozwoju w latach 60.«”.

GALA: Od śmierci męża minęły cztery lata. Nadal trudno pani o tym mówić. Czas nie goi ran?

MAŁGORZATA NIEMEN: Dzisiaj wiem, że czas łagodzi rany, ale ich nie goi. Uczy, żeby żyć dalej, funkcjonować i tyle. Ostatnio kontaktuję się listownie z fanką Czesława, dziś już emerytowaną nauczycielką z Opola. Niedawno też odszedł jej mąż. Napisała do mnie piękny list. To, czego ja nie potrafiłam wyrazić, a czułam po śmierci Czesława, ona ujęła w jednym trafnym zdaniu: „On zmarł, a czas się nie zatrzymał”. Na ulicy samochody dalej jeździły, młodzi ludzie się całowali, w telewizji ktoś robił głupie miny. A stało się przecież coś nieodwracalnego. Chciało się krzyknąć: Ludzie, zatrzymajcie się, stańcie, mój mąż odszedł. Ale świat nie przystanął.

GALA: Poznaliście się jesienią 1973 roku. Powiedziała pani: „Poczułam, że coś się między nami zdarzyło”.

MAŁGORZATA NIEMEN: Pierwszy raz zobaczyłam Czesława w Wytwórni Filmów Fabularnych na Chełmskiej. Robił tam muzykę do filmu Janusza Kondratiuka „Dziewczyny do wzięcia”. Mijaliśmy się. Zaintrygował mnie, ale się nie obejrzałam. Nie chciałam mu dać powodu do satysfakcji, że jakaś małolata ogląda się za artystą. Czesław potem mi powiedział, że wtedy przystanął i patrzył za mną. Miał nadzieję, że się odwrócę. Po jakimś czasie z projektantką Grażyną Haase i koleżankami poszłyśmy po pokazie do „Remontu”. On też tam był. Grażyna nas poznała. Zaczęliśmy rozmawiać, tańczyć i tak już zostało.

GALA: Jaki był państwa dom?

MAŁGORZATA NIEMEN: Zwyczajny. Dzieci, koty, obowiązki, nieporządek... Gotowałam, odprowadzałam dziewczynki do szkoły. Wydawało mi się, że pokazy mody muszą się kiedyś skończyć i powinnam mieć poważny zawód. Czas mijał, córki rosły, a propozycje pokazów i zdjęć ciągle były. Myślałam: Jeszcze ten jeden raz i koniec. To „jeszcze” trwa do dziś i cały czas jestem gospodynią domową. Dom był najważniejszy, pielęgnowaliśmy to. Dziś ciągle trudno mi o tym mówić.

GALA: Czym się różniliście?

MAŁGORZATA NIEMEN: Czesław nigdy nie wszedł w blichtr show-biznesu. Uważał to za stratę czasu. Ja też nie byłam i nadal nie jestem bywalczynią, ale czasem lubiłam gdzieś pójść, poznać nowych ludzi, popatrzeć na dobre pokazy mody. Co jeszcze? On lubił stare, ciemne meble. Zachwycało go dobre rzemiosło, piękna rzeźba. Ja natomiast wolałam meble prostsze, jasne i takie, które się nie kiwają, nie trzeszczą, na których można śmiało usiąść, bez obawy, że coś się zniszczy.

GALA: Co jest w życiu ważne?

MAŁGORZATA NIEMEN: Na pewno miłość. Do mężczyzny, rodziny, przyjaciółki, zwierzęcia. To, żeby drugiemu człowiekowi nie robić krzywdy. Czasami bardzo się staramy i nie udaje się. Może samo staranie się, żeby być dobrym, już jest osiągnięciem? Po pięćdziesiątce zaczyna się inaczej patrzeć na swoje życie. Dociera do nas, że nawet to, że oddychamy, jest skarbem. Cieszę się, że chodzę, patrzę, słyszę, jakby banalnie to nie brzmiało. Ostatnio zauważyłam, że wysyłając kartki świąteczne, zaczęłam do: „Zdrowia, szczęścia, pomyślności” dopisywać: „I życzliwych ludzi na drodze”. Przez te cztery lata sporo się nauczyłam o naturze ludzkiej.

GALA: Jest pani osobą wierzącą?

MAŁGORZATA NIEMEN: Coraz częściej myślę, że nie. Kiedyś mówiłam: Większość wierzy, to coś w tym musi być. Ludziom, którzy wierzą, na pewno jest łatwiej, mają się gdzie zwrócić. Mogą powiedzieć: Tak widać miało być, Bóg tak chciał. Nie wierzę, że Bóg tak chciał.

GALA: Dlatego lubi pani ciszę.

MAŁGORZATA NIEMEN: Wtedy łatwiej zdystansować się, przemyśleć, czy jest sens dalej się czymś zagryzać, czy mam na to wpływ. Czasem lubię też muzykę, taniec, plotki, imprezy z koleżankami. Ale na co dzień dobrze się czuję sama z sobą.

GALA: I co pani wtedy robi?

MAŁGORZATA NIEMEN: Leniuchuję, czytam. Nawet prawo autorskie mnie wciąga. Ostatnio dotykałam spraw, z którymi wcześniej miał do czynienia Czesław. Pomyślałam, że nie mogę aż tak mocno wszystkiego przeżywać, bo to będzie ze szkodą dla mnie i rodziny. Muszę siebie oczyszczać z różnych pokładów emocji.

GALA: Co panią cieszy w życiu?

 

MAŁGORZATA NIEMEN: Że siedzę teraz z panią w pięknym miejscu, zajadamy pyszności. Cieszy mnie, że mam fantastyczne wnuki, fajnego zięcia, że moje córki są mądrymi kobietami, rodzice jeszcze nie potrzebują mojej pomocy, a wręcz odwrotnie, mnie podtrzymują na duchu. Lubię cieszyć się chwilą. Kiedyś zdzwoniłyśmy się rano z koleżanką, rozmawiamy, w pewnym momencie pytam: „Co teraz robisz?”. A ona: „Piję kawę i siedzę na tarasie”. Powiedziała to z taką rozkoszą. Też piłam kawę, popatrzyłam przez okno i ta chwila była taka kojąca. Nie lubię rano pośpiechu. Muszę najpierw wypić kawę, a dopiero potem odbieram telefony. Lubię delektować się powolnym wchodzeniem w dzień.

GALA: Lubi pani jeździć autobusem i patrzeć na ludzi.

MAŁGORZATA NIEMEN: Czasami po powrocie do domu napiszę jakiś tekst. Pamiętam starszą panią, siedziała obok mnie. Zwróciłam uwagę na jej ręce. Takie stare, spracowane, piękne. Żałowałam, że nie mam aparatu, ale pewnie nie odważyłabym się ją poprosić o zgodę. Lubię czarno-białe portrety starszych ludzi. W ich oczach jest szczerość, mądrość, doświadczenie życiowe. Mogę patrzeć i patrzeć na te ich zmarszczki, oczy, wyraz twarzy.

GALA: Łatwo godzi się pani z przemijaniem?

MAŁGORZATA NIEMEN: Nie zaciskam zębów i nie zmagam się z czymś, na co nie mam wpływu. Zawsze miałam świadomość, że nie będę wiecznie wyglądać jak pupcia mojego wnuka. Czasami zastanawiam się nad zabiegami kosmetycznymi. Myślę, że jeżeli to kobietom pomaga, to w porządku, niech robią. Ale walka z czasem też jest do jakiegoś punktu, do końca się nie da. Chyba pozostaje się pogodzić.

GALA: Pięknej kobiecie trudniej jest się starzeć?

MAŁGORZATA NIEMEN: Dla żadnej nie jest to łatwe. Tylko że piękną bardziej widać. Czy to będzie pani na poczcie, czy Demi Moore, każdą tak samo to boli.

GALA: Starość zawsze panią fascynowała. Kiedy miała pani dwadzieścia kilka lat, kupiła pani książkę o geriatrii.

MAŁGORZATA NIEMEN: To był jakiś rodzaj przystosowywania się do przemijania. Już wtedy myślałam: Nie będziesz całe życie osiemnastką. Gala: To dosyć dziwne. M.N.: Sama jestem zdziwiona. Mam tę książkę do dziś. Może jakiś wpływ miało to, że mama była pielęgniarką? Napatrzyła się na wiele ludzkich dramatów. Lubiłam z nią rozmawiać o życiu, o tym, co jest najważniejsze. Mam mądrą mamę.

GALA: Mówi pani, że wspomina dzieciństwo jako coś słonecznego.

MAŁGORZATA NIEMEN: Cudowne były zajęcia plastyczne w moim przedszkolu w Olsztynie i okolice mojego bloku. Teraz stoją już tam nowe domy, ale kiedy byłam mała, rosły drzewa. Wdrapywaliśmy się na jabłonkę, siadałyśmy z koleżankami na kocach i szyłyśmy ubranka dla lalek. Bawiliśmy się w Indian, kowbojów.

GALA: Jeszcze w podstawówce zaczęła pani zapisywać złote myśli.

MAŁGORZATA NIEMEN: Wypisywałam z książek cytaty, żeby potem nie szukać, tylko zawsze mieć ulubione fragmenty pod ręką. W „Przekroju” były różne mądre myśli znanych ludzi. Usilnie szukałam wskazówek, drogowskazów, podpowiedzi, jak żyć. Z czasem przestałam notować, zaglądać do tych zeszytów. Kiedyś pomyślałam: Dlaczego już nic nie notuję? Aha, bo już jestem taka mądra. W jakimś momencie ma się tyle własnych życiowych doświadczeń, że mądrości wielkich ludzi ma się w małym palcu. Dawno niczego nie notowałam.

GALA: Pamięta pani ulubione cytaty?

MAŁGORZATA NIEMEN: Bardzo mi się podoba powiedzenie: Lepiej zapytać raz i wstydzić się raz, niż nie zapytać i wstydzić się całe życie. Ktoś niezwykle elokwentny z nami rozmawia i co chwila pada jakieś mądre słowo. A my wstydzimy się przyznać, że nie rozumiemy i zapytać: Przepraszam, co to znaczy? Ja zawsze pytam, to przecież nie jest żadną ujmą. Nie musimy na wszystkim się znać. Jeszcze lubiłam: Cierpliwość drąży skałę. Genialne. Żeby w pewnych sprawach zanadto się nie spieszyć, bo cierpliwością też można dużo zyskać.

GALA: Anna Dymna powiedziała mi, że przez całe życie kolekcjonuje piękne chwile. Nazywa je swoim skarbcem. Gdy jest jej źle, zamyka oczy i przypomina sobie jedną z nich.

MAŁGORZATA NIEMEN: Ja sięgam w piękne zakątki, kiedy jest mi dobrze. Gdy jest mi źle, to jest mi źle. Ktoś mnie zranił, był nieelegancki, nietaktowny i dopóki ta cała mgławica się nie rozwieje, nie potrafi ę uciec w ładne wspomnienia.

GALA: Z kolei pani powiedziała kiedyś: Nie mogę się nadziwić, że tyle dobrego spotkało mnie w życiu. Dziś powtórzyłaby to pani?

MAŁGORZATA NIEMEN: Na pewno tak. Ważne jest, żeby od czasu do czasu wrócić do punktu, z którego się wychodziło. Gdzie byłam, gdy miałam 20 lat, a gdzie jestem teraz. Zrobić prosty rachunek życia. Ja kochałam i byłam kochana. Miałam szczęście do ciekawych wydarzeń, interesujących ludzi, mam wspaniałych rodziców. Mnóstwo im zawdzięczam.

GALA: Jacy są pani rodzice?

MAŁGORZATA NIEMEN: Są dynamitami. Chciałabym mieć jedną setną energii mamy. Mam nadzieję, że trochę wzięłam z jej żywotności, pogody ducha, dzielności. Jesteśmy podobne w powściągliwości. Obie nie lubimy obarczać sobą świata. Tata jest bardzo usportowiony. Kiedyś sędziował mecze koszykówki, siatkówki. Po nim lubię dużo chodzić, ruszać się. Może dlatego nie mam samochodu? Chociaż pewnie też z innych powodów. Czasem się zamyślam, zagapiam. Mogłabym być niebezpieczna na drodze.

GALA: Córki są pani przyjaciółkami?

MAŁGORZATA NIEMEN: Kiedy były małe, nie byłam mamą kumpelką. To przyszło później, kiedy mogłyśmy razem iść potańczyć, na koncert. Córki wiedzą, że ze wszystkim mogą do mnie przyjść. Podoba mi się, że mają świetny kontakt z babcią. Czasami mówią jej więcej niż mnie.

GALA: A wnuki? Pięknie pani powiedziała, że jak się rodzi dziecko, bezkrytycznie wierzy pani w Boga.

MAŁGORZATA NIEMEN: Nawet bardziej to odczułam przy wnukach niż moich dziewczynkach. Nie było człowieka i nagle jest... Takie małe źrebiątko, pulsują żyłki, krew wie, w którą stronę ma płynąć, za chwilę zacznie mówić. Cud niepojęty, boskie wydarzenie.

GALA: Wnuki mówią do pani „babciu”?

 

MAŁGORZATA NIEMEN: Jestem „baba Gosia”, jest jeszcze „baba Mira”, mama zięcia. Chłopcy mieszkają w Poznaniu, ale prawie cały styczeń spędzili u mnie. Na początku byłam w euforii, potem zaczynałam mieć dość (śmiech). Odkąd wyjechali, tęsknię i z uśmiechem wspominam ich zabawne zachowania. Fajne chłopaki. Choć testosteron chyba działa od początku. Wystarczy, że Bronek chwyci ołówek, już wywija, krzyczy, że jest rycerzem. Mimo że córka z zięciem dbają, żeby nie oglądali nawet kreskówek, w których są czołgi i wybuchy. Cieszę się, że Bronek ma dobry słuch. Młodszy Wincenty zabawnie tańczy.

GALA: Kiedyś pani malowała w sposób, który nazywała pani rozlewaniem kolorowych plam. Jaki kolor ma teraz pani życie?

MAŁGORZATA NIEMEN: Beżowy. I gdzieś już przemazuje się róż. Jeszcze do niedawna byłam jak w smogu. Szaro, ciemno, buro. Gdy byłam na spotkaniu, niby rozmawiałam, uśmiechałam się do ludzi, ale wiedziałam, że jest nas dwie. Ta podwójność już zawsze będzie mi towarzyszyć.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł