GALA: Wiesz, Małgosiu, współczuję ci.

MAŁGORZATA SOCHA: A to dlaczego?!

GALA: To musi być smutne brać ślub po cichu i prosto z wesela jechać na plan filmowy. I nie byłaś w podróży poślubnej.

MAŁGORZATA SOCHA: Czy ja wyglądam na osobę smutną lub nieszczęśliwą? A jeśli chodzi o podróż poślubną, to wreszcie po tylu miesiącach pracy udało nam się wymknąć na upragnione wakacje do Kenii. To taka spóźniona podróż poślubna.

GALA: Dlaczego wzięłaś cichy ślub?

MAŁGORZATA SOCHA: Nie chciałam robić z tego szopki. Mam takie wrażenie, że im głośniejsze wesele, tym cichszy rozwód. Może coś przez to straciłam, ale zrobiłam to świadomie. Jestem aktorką i nie chcę być uważana za „celebrytkę”. Nie chciałam, żeby ktoś mi później zarzucił, że ślub był pretekstem, aby pokazać się w mediach. Postanowiłam przeżyć ten wyjątkowy dzień w gronie najbliższych.

GALA: Do której godziny tańczyłaś na swoim weselu?

MAŁGORZATA SOCHA: Do 8 rano. Wszyscy mówią, że to była impreza życia.

GALA: A dlaczego na twoim palcu nie widzę obrączki?

MAŁGORZATA SOCHA: Bawią mnie takie pytania. Obecnie gram w serialach, w których żadna z moich postaci nie jest mężatką. Nie chcę kusić losu. Jestem praktyczna i nie lubię wydawać pieniędzy dwa razy na tę samą rzecz.

GALA: Twój mąż też zdjął obrączkę?

MAŁGORZATA SOCHA: Oczywiście. Jak ja nie noszę, to on także nie. Przecież tu nie chodzi o ten jeden czy dwa gramy złota, tylko o miłość między ludźmi...

GALA: Dlaczego tak westchnęłaś? Miłość jest trudna?

MAŁGORZATA SOCHA: Miłość jest czymś pięknym, fantastycznym. Cudownie, że dwoje ludzi może się spotkać i kochać. Ale jako mężatka mogę powiedzieć, że jeśli ma być fantastycznie, to nie wystarczy, żeby dwoje ludzi się kochało. Miłość to również odpowiedzialność, wyrozumiałość. Umiejętność pójścia na kompromis. Z Krzysztofem znamy się 12 lat.

GALA: Miałaś 16 lat, jak się poznaliście!

MAŁGORZATA SOCHA: Tak, więc prokurator już mnie nie obejmował.

GALA: Po tylu latach bycia z jedną osobą nie wkrada się w wasz związek nuda?

MAŁGORZATA SOCHA: Nie. Mój mąż zapewnia mi mnóstwo atrakcji! Na przykład co wieczór robi mi striptiz.

GALA: Krzysztof poznał cię jako podlotka, teraz jesteś kobietą...

MAŁGORZATA SOCHA: To była wakacyjna miłość. Pochodziliśmy z innych miast, więc dzieliły nas kilometry. Każde miało zupełnie inny pomysł na życie. Mimo wszystko kontaktowaliśmy się ze sobą, wisząc codziennie na telefonie albo pisząc maile.

GALA: Wasze początki były trochę jak z telenoweli. Krzysiek był ratownikiem na nadmorskim kąpielisku...

MAŁGORZATA SOCHA: Jestem estetką, a on był najprzystojniejszym chłopakiem w promieniu paruset kilometrów. Nasze uczucie wybuchło, gdy skończyłam szkołę teatralną. Krzyśkowi zawsze podobało się, że mam wolny zawód. On też jest takim wolnym duchem, marzycielem. I świetnie, bo dzięki temu wiele rzeczy osiąga. Jest niesamowity, bo dziś te jego marzenia się spełniają.

GALA: A ty jesteś praktyczna do bólu i nie masz w sobie romantyzmu?

MAŁGORZATA SOCHA: Myślę, że jestem praktyczna. Nawet wybierając sukienkę, kierowałam się terminem wykonania. Odebrała ją moja druhna. Przymierzyłam ją dopiero o 12 w nocy przed ślubem. Wszyscy się denerwowali oprócz mnie. Może więc jestem i praktyczna, i romantyczna?

GALA: Po co ci właściwie małżeństwo? Po co mąż?

MAŁGORZATA SOCHA: Rzeczywiście, jak się temu tak dobrze przyjrzeć, to mąż nie jest mi potrzebny. Jestem samowystarczalną, niezależną kobietą. Ale gdzieś w głębi duszy jestem tradycjonalistką. Czuję się bezpieczniejsza w małżeństwie. Wyszłam za mąż, bo tego chciałam. Pragnęłam mieć rodzinę i dom. Może to banalne i niemodne podejście?

GALA: Taki masz wzorzec rodziny?

MAŁGORZATA SOCHA: Pochodzę ze szczęśliwej, pełnej rodziny. W szkole teatralnej miałam nawet z tego powodu kompleksy, ponieważ wszyscy byli tacy „skomplikowani”. Myślałam: „Oni już tyle przeżyli”. A ja byłam taka czysta, jasna, radosna, ze szczęśliwego domu. I na dodatek z Warszawy. Mój zawód jest nieustabilizowany i staram się, aby moje życie było na tyle klarowne, żebym się nie pogubiła. Pracuję na emocjach, moje ciało jest takim laboratorium, gdzie przelewają się te wszystkie próbki, i jest to czasami rzeczywiście trudne. Dlatego zdałam sobie sprawę, jak ważne jest, by mój świat był w miarę poukładany i prosty. Żebym wiedziała, kim jestem, gdzie wracam, gdzie jest mój dom.

GALA: Dlaczego wzięłaś ślub kościelny?

MAŁGORZATA SOCHA: Jestem katoliczką, więc było dla mnie ważne powiedzieć sakramentalne „tak” w kościele w obecności naszych rodziców. Nawet mi nie przyszło do głowy wyjeżdżać gdzieś na egzotyczną wyspę. Zależało mi na tym, żeby założyć białą sukienkę i raz w życiu być panną młodą. Wiedziałam, że chcę to zrobić i dla siebie, i dla rodziców, którzy nas ukształtowali. W końcu oddają swoją córkę obcemu mężczyźnie, który ma się stać ich synem, a dla mnie kimś najważniejszym w życiu.

GALA: Mówisz „mamo” do teściowej?

MAŁGORZATA SOCHA: Jeszcze nie umiem, to jest trudne. Dajemy sobie czas. A do męża nie mówię „mąż”, tylko „muż”.

GALA: Przeszliście nauki przedmałżeńskie? Czy na to też nie miałaś czasu?

MAŁGORZATA SOCHA: Udało się eksternistycznie. Ksiądz był tak łaskaw, że kazał nam jedynie jechać na obóz dla młodych małżeństw. To będzie przeżycie.

GALA: Czujesz, że coś się w tobie zmieniło po tym ślubie?

 

MAŁGORZATA SOCHA: Nie. Ale to chyba dobrze.

GALA: A nikt ci nie mówił, że jesteś za młoda na małżeństwo?

MAŁGORZATA SOCHA: Jak to za młoda? Mam 28 lat. Podoba mi się, że jesteśmy mężem i żoną. Mój Krzysiek jakiś czas temu miał poważny wypadek. Cudem przeżył. Myślę, że ten moment przyspieszył decyzję o ślubie.

GALA: Co to był za wypadek?

MAŁGORZATA SOCHA: Krzysiek wspinał się w górach i spadł 250 metrów. Uratowało go to, że z przodu i z tyłu miał plecak. Pojechał z przyjacielem w polskie góry. To była brawura, bo uznali, że skoro to Tatry, mogą wspinać się bez zabezpieczeń. To miał być szybki weekend, męski wyjazd...

GALA: Otarliście się o śmierć. Inaczej patrzycie na życie?

MAŁGORZATA SOCHA: Krzysiek na pewno się zmienił od tego wypadku. Stał się pokorniejszy. Do tej pory był człowiekiem, który mówił: „Jedziemy na Kilimandżaro? Jedziemy. Nawet jutro”. Nagle się okazało, że nie jest niezniszczalny. To się wydarzyło dwa lata temu. Wtedy właśnie zaczęliśmy dojrzewać do tego, żeby przestać być jedynie parą mieszkającą razem. Może wtedy zaczęliśmy myśleć o sobie poważniej. I to nas doprowadziło do punktu, w którym jesteśmy teraz.

GALA: A jakie masz marzenia jako młoda mężatka?

MAŁGORZATA SOCHA: Właśnie sobie uświadomiłam, że chciałabym pojechać z tatą na narty. Tata jest pilotem i zapalonym narciarzem. Jak będę miała wolną chwilę, to chciałabym spędzić z nim kilka dni...

GALA: Wzruszyłaś się, mówiąc o tacie.

MAŁGORZATA SOCHA: Tak, bardzo go kocham...

GALA: Tata lubi Krzyśka?

MAŁGORZATA SOCHA: Lubi, lubi. Grają razem w szachy. Wiesz, im jestem starsza, tym mam większą przyjemność z tego, że mogę pomóc moim rodzicom. Kiedyś się od nich uciekało, a teraz, wiedząc, jak bardzo to jest ulotne, dbam o każdą chwilę z nimi.

GALA: Nie boisz się tego, że mężczyzna po ślubie przestanie się starać?

MAŁGORZATA SOCHA: Nie. Mąż nawet się uaktywnił.

GALA: A co ty mu dałaś?

MAŁGORZATA SOCHA: Jego ulubioną pastę z łososiem w sosie śmietanowym.

GALA: Krążą plotki o zazdrości Krzysztofa.

MAŁGORZATA SOCHA: Nie jest bardziej zazdrosny niż każdy mężczyzna o swoją ukochaną. Czasami jest mi przykro, gdy musi odpierać złośliwości tak zwanych życzliwych.

GALA: A jak zareagował, gdy widzowie „Tańca z gwiazdami” zobaczyli twoją pierś?

MAŁGORZATA SOCHA: To nie była żadna afera. Produkcja „Tańca z gwiazdami” obejrzała mój występ klatka po klatce i nie zauważyła nic, o czym warto byłoby rozpisywać się w gazetach.

GALA: Ale twoje nagie zdjęcia ze „Stacyjki” czy z „To my” Szarka wciąż krążą po internecie. Wstydzisz się tych scen?

MAŁGORZATA SOCHA: A mam się czego wstydzić?

GALA: Swojego ciała nie, natomiast filmów – tak.

MAŁGORZATA SOCHA: Projekt, scenariusz filmu nie są uzależnione ode mnie. Ja mogę odpowiadać tylko za moją grę aktorską.

GALA: Kto w tobie rozbudził chęć, by zostać aktorką?

MAŁGORZATA SOCHA: Moja babcia chciała zostać aktorką. Nie pozwoliła jej na to moja prababcia, mówiąc, że swojej córki „na stracenie nie puści”. W ten sam sposób przestrzegała mnie moja babcia. A że jestem przekorna, to zostałam aktorką.

GALA: Zaraz po szkole zostałaś przyjęta do Ateneum, gdzie dyrektorem był Gustaw Holoubek. Kim on był dla ciebie?

MAŁGORZATA SOCHA: Wielkim mistrzem. On mnie zatrudnił. Podobno po moim wyjściu z rozmowy kwalifikacyjnej powiedział: „No, niezła wariatka”. Mnie się wydawało, że jestem taka normalna. To właśnie pan dyrektor zobaczył we mnie jakieś szaleństwo. Jego odejście było dla nas bardzo bolesne. Premierę „Bliżej” mieliśmy w przeddzień jego pogrzebu...

GALA: Niedawno musiałaś podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji zawodowych: wybrać pomiędzy teatrem i serialami. Zdecydowałaś się na telewizję.

MAŁGORZATA SOCHA: Granie w trzech serialach i próby do następnego spektaklu wzajemnie się wykluczały, a staram się uczciwie podchodzić do pracy. Fizycznie nie dałabym rady, nie chciałam też robić problemów organizacyjnych na planie seriali i w teatrze. Decyzja była tym trudniejsza, że teatr obchodzi swoje 80-lecie.

GALA: Bardzo tęsknisz za teatrem?

MAŁGORZATA SOCHA: Cały czas gram w spektaklach, w których do tej pory brałam udział. Myślę, że zatęsknię za teatrem, dopiero gdy przedstawienia zejdą z afiszy.

GALA: Nie będziesz żałowała?

MAŁGORZATA SOCHA: Żałować można, że nie kupiło się sukienki na wyprzedaży. Ja mam nadzieję, że nie popełniam życiowego błędu.

GALA: Poświęciłaś dla tego zawodu coś, czego teraz jest ci żal?

MAŁGORZATA SOCHA: Nie mogłam sprawdzić siebie w sytuacjach, w których wszystko zależy ode mnie. Na przykład wyjechać za granicę i zarabiać na siebie.

GALA: Ciągle się martwisz, że nic nie przeżyłaś. Ale początki aktorstwa przecież nie były takie różowe.

 

MAŁGORZATA SOCHA: Rzeczywiście, był taki moment, że nie miałam pracy. Zdarzyło się to, jak zagrałam u Janusza Majewskiego w filmie „Po sezonie” i dostałam dobre recenzje. Taki sukces, a telefon milczał. Myślałam nawet o tym, by zmienić zawód. Sięgnęłam po „Gazetę Wyborczą” i znalazłam ogłoszenie o pracy w biurze nieruchomości. Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną. Dziewczyna, która mnie przyjmowała, cały czas się rozglądała, czy ktoś za chwilę nie wpadnie i nie powie: „Mamy cię!”. Praca w agencji nieruchomości nauczyła mnie pokory. Przepracowałam tam miesiąc, ale z sukcesem! Sprzedałam jedno mieszkanie i jedno wynajęłam. Odeszłam, kiedy dostałam propozycję zagrania w serialu. Ale już jako inna osoba. Silniejsza, pewniejsza siebie, taka, która potrafi o siebie zadbać.