GALA: Zmieniłeś się. Do tej pory miałeś wygląd nastolatka, a teraz z okładki twojej nowej płyty spogląda zupełnie inny, surowy mężczyzna.

MARCIN ROZYNEK: Surowy to był Iwan Groźny. A mówiąc poważnie, to nie chcę wiecznie nosić młodzieżowych koszulek i wyglądać na wywiadówce jak brat swojego syna. Dzieci chcą mieć dojrzałego tatę, a nie kolegę z podwórka. Zarówno pod względem wyglądu, jak i zachowania.

GALA: Nowa płyta też jest dojrzalsza od poprzednich?

MARCIN ROZYNEK: Każda moja płyta wynika w jakimś sensie z poprzedniej, pewnie zawsze mają wspólny mianownik. Wszyscy moi znajomi, którzy jej słuchali, powiedzieli, że jest na niej wiele nowych rzeczy, których by się nie spodziewali. Ale i tak, nawet gdybym na niej nie śpiewał, to z zamkniętymi oczami mogliby powiedzieć, że to jest moja muzyka.

GALA: A jeśli krążek nie spodoba się recenzentom?

MARCIN ROZYNEK: Nie mam problemu z tym, że komuś coś się nie podoba. Też nie wszystkich lubię, więc mnie też nie wszyscy muszą lubić. Nie rozumiem tylko jadu i chamstwa, które wylewają się czasem z niektórych ludzi. Nie roztrząsam tego tylko pod swoim kątem, ale także pod kątem moich dzieci. Nie chcę, żeby pewne rzeczy do nich docierały, ponieważ one to potem bardzo przeżywają. Ale co mam zrobić? Wsiąść w pociąg i spoliczkować panią redaktor, która pisze bzdury? Sensowna krytyka może nierzadko być bardzo pomocna. Więc jeśli już ktoś mnie krytykuje, niech robi to w sposób konstruktywny. Niech mi na przykład powie: „Stary, odstaw tę całą elektronikę, bo twoja muzyka jest fajniejsza, kiedy jest prosta”.

GALA: Dużo mówisz o swoich dzieciach. Jakim jesteś dla nich ojcem?

MARCIN ROZYNEK: Dobrym, ale i zasadniczym. Czasem może z tym przesadzam.

GALA: Co jest twoją największą wadą?

MARCIN ROZYNEK: Jestem egoistą. Jestem też nadpunktualny.

GALA: Muzyk „zasadniczy” to już raczej ewenement. Przecież ten zawód powinien gwarantować nieograniczoną wolność.

MARCIN ROZYNEK: Można używać tej wolności, gdy nie ma dzieci, rodziny. Gdy byłem w liceum, prowadziłem bardziej rockandrollowe życie.

GALA: To znaczy? Alkohol i kobiety?

MARCIN ROZYNEK: Daj spokój, nie będę ci przecież opowiadał, że miałem tysiąc dziewczyn. Mick Jagger i tak pewnie miał więcej. Ale jak się gra na gitarze i ma się włosy do samej ziemi, to jakoś wszystko samo się toczy...

GALA: A teraz co jest dla ciebie najważniejsze?

MARCIN ROZYNEK: Myślę, że skoro powołałem dzieci na ten świat, to dla nich żyję. Można powiedzieć, że żyjemy dla życia. A ono chyba nas trochę wykorzystuje. A muzyka to pewien rodzaj aktywności, którą można nazwać podróżą. Ostatnio wymyśliłem sobie, że przestanę nagrywać płyty, gdy Edyta Bartosiewicz znów zacznie grać.