Trampki, dżinsy, dyskretny makijaż. Wpada spóźniona, bo przedłużyło się spotkanie z reżyserką nowego programu w TV4 „cruZer-Sport:ex” o sportach ekstremalnych. Marysia robi też drugi projekt, który był jej wielkim marzeniem, czyli program motoryzacyjny przygotowywany dla Polsatu. Sama jeździ ogromnym nissanem pathfinderem. „Uwielbiam go. Jest wielki, bezpieczny. Tylko ten czarny kolor doprowadza mnie do szaleństwa. Bo muszę go myć co drugi dzień” – śmieje się.

GALA: Co ty, Marysiu, wiesz o samochodach?

MARYSIA GÓRALCZYK: Wiem więcej niż większość dziewczyn, ale mam ogromne braki. Od dziecka kręcą mnie samochody. Pod tym względem byłam inna niż reszta rówieśniczek. Kiedy w dzieciństwie jeździłam z rodzicami maluchem na działkę, moim ulubionym zajęciem było zgadywanie marek i modeli nadjeżdżających aut. Zawsze wygrywałam.

GALA: Samochody cię podniecają?

MARIA GÓRALCZYK: Nie chodzi o to, że jak widzę maserati, to mnie skręca. Albo że podnieca mnie ktoś, kto czymś takim jeździ.

GALA: Nie dzielisz mężczyzn na tych w supersamochodach i resztę?

MARIA GÓRALCZYK: Nie dzielę ludzi w ten sposób! Ktoś miałby być fajniejszy, bo ma fajny samochód? Nie o to w życiu chodzi.

GALA: Będziesz się mądrzyć w tym programie?

MARIA GÓRALCZYK: Jasne, że nie. Ale mam na temat samochodów większą wiedzę niż niejedna koleżanka.

GALA: Koło też sama sobie potrafisz zmienić?

MARIA GÓRALCZYK: A to mnie akurat nie kręci, żeby się umorusać w smarze. Ale na balangach, gdy jest grupa dziewczyn rozmawiająca o ciuchach i grupa facetów rozmawiająca o samochodach, to ja zawsze znajduję się w męskiej podgrupie.

GALA: Co ci zostało po programie „Gwiezdny cyrk”?

MARIA GÓRALCZYK: Przetrącony kręgosłup! Żartuję oczywiście.

GALA: Nie masz poczucia, że się skompromitowałaś?

MARIA GÓRALCZYK: Ależ skąd! Miałam wypadek, bo faktycznie nie byłam zbyt wysportowana, ale to nie powód, żeby się dołować. Niczego nie żałuję. To było dla mnie bardzo ważne doświadczenie.

GALA: Dorabiasz do tego chyba niepotrzebnie ideologię. To był tylko cyrk...

MARIA GÓRALCZYK: To był AŻ cyrk. Musisz wiedzieć, że na mojej decyzji wzięcia udziału w tym programie zaważyła fascynacja cyrkiem. Zaraził mnie nią mój ukochany tata. On uwielbiał cyrk. Uważał cyrkowców za artystów. To była dla niego poważna dziedzina sztuki, a nie kiczowata rozrywka. Jako dziecko właściwie co weekend byłam z tatą w cyrku. Potem, gdy podrosłam, sama tam biegałam z przyjaciółką Julką, bo namiot zawsze rozbijano niedaleko naszych bloków. W dzieciństwie marzyłam o tym, żeby zostać cyrkówką. Chciałam zdawać do szkoły w Julinku. Mama mi to sukcesywnie wybijała z głowy.

GALA: Tata nie zdążył zobaczyć cię jako artystki cyrkowej.

MARIA GÓRALCZYK: Nie. Odszedł niedługo przed programem. Ale myślę, że patrzył na mnie z góry i był ze mnie dumny.

GALA: Rozmawiasz z nim?

MARIA GÓRALCZYK: Oczywiście. Staram się być przynajmniej raz w tygodniu na cmentarzu. Najchętniej, gdybym tylko mogła, byłabym tam codziennie. Staram się wychodzić z domu dwie godziny wcześniej i jechać do taty.

GALA: Śmierć jest kresem wszystkiego?

MARIA GÓRALCZYK: Śmierć ojca to był koniec świata. Tata długo chorował. Mama próbowała mnie przygotować na to, że w każdej chwili tata może odejść. Lekarze milion razy mówili, że to koniec, a on walczył. Nie wierzyłam, że odejdzie. Potem długo to do mnie nie docierało. Właściwie nie dotarło do dziś. Mam takie dni, że sobie myślę, że on żyje, po prostu leży chory, a ja zaraz do niego pojadę.

GALA: Jaki był?

MARIA GÓRALCZYK: Należał do pokolenia, które nie jest zbyt wylewne. W czasie jego wielomiesięcznej choroby po raz pierwszy jako dorosła osoba usłyszałam, że mnie kocha. Wcześniej pewnie też musiałam to słyszeć, ale teraz to było coś innego. Spokojny, dobry, stanowczy. Wymagający. Bardzo o mnie dbał i martwił się. Wymagał, żeby zabierający mnie na imprezę kolega czy koleżanka przedstawiali się i deklarowali, o której mnie odwiozą z powrotem do domu. Kilka razy zawiodłam rodziców, ale generalnie mieli do mnie zaufanie. Dali mi dużą swobodę, choć tata zawsze trzymał rękę na pulsie.

GALA: Byłaś córeczką tatusia?

MARIA GÓRALCZYK: Tak. Ale to nie komplikowało moich późniejszych relacji z mężczyznami. Tata od początku akceptował mojego męża Rafała. Są podobni. Rafał też jest małomówny. Ja mówię dziesięć zdań, on jedno. Pamiętam, że tata leżał na kanapie i wydawało się, że nie brał udziału w dyskusjach, ale kiedy już się odezwał, jednym zdaniem załatwiał wszystko.

GALA: Po tym, co się wydarzyło, myślisz o swojej śmierci?

MARIA GÓRALCZYK: Boję się jej i dlatego wychodzę z założenia, że należy żyć chwilą. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy nam się coś przytrafi . Nie lubię się kłócić i wychodzić z domu bez godzenia się. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś się stało, a ja miałabym nie załatwione sprawy. Gdy wychodzę pogniewana na męża, zaraz za rogiem przystaję, dzwonię i przepraszam. Bo zdaję sobie sprawę, jak kruche jest życie. Ostatnio dużo chorób pojawiło się wokół naszej rodziny. Denerwuje mnie, że medycyna wciąż sobie nie radzi z pewnymi sprawami. Chcieliby klonować ludzi, a nie potrafią poradzić sobie z rakiem! Bezradność mnie wkurza.

 

GALA: Czy religia pomogła ci w pogodzeniu się z odejściem ojca?

MARIA GÓRALCZYK: I tak, i nie. Cały czas się z nim łączę przez modlitwę. Ale z drugiej strony to, co się wydarzyło, nie spowodowało, że chodzę co niedziela do kościoła.

GALA: Jak się widzisz za 10 lat?

MARIA GÓRALCZYK: Jako zdrową, szczęśliwą żonę i mamę dwójki dzieci. Dopóki człowieka nie dotknie ciężka choroba w rodzinie, to nic o sobie nie wie. Mnie po śmierci taty przewartościował się cały świat. Bezradność w takich sytuacjach jest straszna. Czego ja mogę być pewna? Jak mam o sobie myśleć za 10–20 lat?

GALA: Masz chyba duży dystans do życia po tym wszystkim, co cię ostatnio spotkało.

MARIA GÓRALCZYK: Dobrze, że miałam program cyrkowy, bo gdyby nie to, siedziałabym w domu i zamartwiałabym się. Ale zdarzało się, że chodziłam na treningi, śmiałam się, żartowałam, jednak byłam gdzieś obok.

GALA: Te przeżycia zbliżyły cię do męża?

MARIA GÓRALCZYK: Oczywiście. W takich momentach okazuje się, czy możesz na kogoś liczyć, czy nie. Nas trudne doświadczenia bardzo zbliżyły. To wszystko utwierdziło mnie w przekonaniu, że się kochamy i możemy na siebie liczyć.

GALA: Wokół ciebie jest aura...

MARIA GÓRALCZYK: ...wiem, wiem – takiej lekkiej, beztroskiej, roztrzepanej dziewczyny. Ja nadal taka jestem. Jestem szczęśliwa, gdy są wokół mnie ludzie. Ale mam też drugą, smutną naturę.

GALA: Jak poznałaś swojego męża? To romantyczna historia?

MARIA GÓRALCZYK: Mało romantyczna. Poznaliśmy się w pracy, na planie teledysku. Rafał wydawał mi się dużo starszy. Miałam 18 lat, on – 28 i wtedy dla mnie to był starszy pan. Teraz ta różnica mi nie przeszkadza. Okazało się, że Rafał przyjaźnił się z chłopakami pracującymi przy „Bellissimie” Artura Urbańskiego, w której debiutowałam, i tak zaczęła się nasza bliższa znajomość.

GALA: Co Rafał musiał zrobić, żeby cię zdobyć?

MARIA GÓRALCZYK: Mama się śmieje, że Rafał sobie wychodził tę miłość. Długo wmawiałam jej, że jest tylko kolegą, ale ona od razu poczuła, że z jego strony to coś więcej. Zaczęliśmy od przyjaźni. Dużo czasu spędzaliśmy ze sobą. Potem wyjechał na pół roku do Ameryki Południowej. Gdy wrócił, zadzwonił i po prostu zaczęliśmy być razem.

GALA: Ale po co od razu ślub? Byłaś młoda, mogłaś jeszcze poszaleć.

MARIA GÓRALCZYK: Teoretycznie jestem bardzo wyluzowana, ale w tej sprawie mam konserwatywne poglądy. Nie rozumiem mężczyzn, którzy unikają ślubu. Z drugiej strony przeciwniczką rozwodów też nie jestem. Ważne, żeby na starość w bujanym fotelu powiedzieć sobie, że się miało fajne życie z fajnym facetem.

GALA: Ale to wiesz teraz. A wtedy po co ci to było?

MARIA GÓRALCZYK: Chciałam, żeby był ojcem moich dzieci. W wieku 23 lat poczułam, że chcę z Rafałem spędzić resztę życia. Na co miałam czekać?

GALA: I nikt ci nie mówił: „Dziewczyno, po co ten pośpiech”?

MARIA GÓRALCZYK: W rodzinie nie. Ale znajomi trochę się dziwili. Nie interesowało mnie, co mówią inni. Wzięłam ślub z miłości.

GALA: Małżeństwo cię zmieniło?

MARIA GÓRALCZYK: Oczywiście. Łatwiej mi rozwiązywać problemy, bo działamy w nich wspólnie. Ale nadal dziwnie się czuję, gdy ktoś mówi o mnie „żona”.

GALA: A jak masz ochotę na flirt?

MARIA GÓRALCZYK: Nie zabraniamy sobie zachwycać się innymi. Ale od zachwytu do flirtu jest daleka droga.

GALA: Zdrada jest dopuszczalna?

MARIA GÓRALCZYK: Kiedyś byłam radykalna – uważałam, że jest niedopuszczalna. Teraz może jestem bardziej wyrozumiała. Zdradę chyba można wybaczyć, ale nie da się jej zapomnieć.

GALA: Doświadczyłaś nienawiści kobiet z powodu swojej urody?

MARIA GÓRALCZYK: Doświadczyłam. Zawsze miałam więcej kumpli. Nawet teraz, gdy poznaję parę, to czuję chłód ze strony kobiety. Mój mąż jest megatolerancyjny i pozwala mi widywać się z kolegami. On ma po prostu do mnie zaufanie.

GALA: Ty bywasz zazdrosna o Rafała?

MARIA GÓRALCZYK: Oczywiście! Ale to chyba jest zdrowy objaw?

GALA: Chciałabyś już mieć dzieci?

MARIA GÓRALCZYK: Chciałabym. Siła wyższa nam ich jeszcze nie dała. Ale 28 lat to jest magiczna liczba w naszej rodzinie, więc czuję, że to się niebawem wydarzy.

GALA: Chcesz mieć dziecko, bo wszyscy znajomi już mają? Czujesz taki przymus?

MARIA GÓRALCZYK: Rzeczywiście wśród znajomych jesteśmy jedną z niewielu par, która nie ma jeszcze dzieci. Są tacy, którzy ciągle pytają: „A kiedy dziecko?”. Wtedy czujemy się trochę pod presją. To męczy.

GALA: Drażnią cię młode mamy?

MARIA GÓRALCZYK: Tylko te, które ostentacyjnie pokazują piersi podczas karmienia. Generalnie jesteśmy też podporządkowani godzinom karmienia, usypiania i kąpania dzieci znajomych. Już nie możemy tak beztrosko planować balang czy wyjazdów.

GALA: To czemu właściwie chcesz mieć dziecko?

MARIA GÓRALCZYK: Dzieci przynoszą mnóstwo radości i szczęścia. Nie znam tego uczucia, ale przeczuwam, że to nieustające pasmo ekstazy. Koleżanki mi mówią, że miłość do dzieci wszystko wynagradza, także nieprzespane noce. Jak byłam nastolatką, to marzyłam o tym, że zostanę młodą matką dwójki dzieci i w wieku 30 lat będę je miała odchowane.

GALA: To co cię powstrzymuje?

 

MARIA GÓRALCZYK: Jestem gotowa i czekam. Jakoś nam jeszcze nie wyszło, ale nie mam ciśnienia i nie panikuję, że jeszcze się nic nie dzieje. Mama stwierdziła, że to musi być psychiczna blokada. Myślę, że wpływ na to miała śmierć taty. Siła wyższa sprawiła, że jeszcze nie czas na dziecko.

GALA: Twój mąż jest na to gotowy?

MARIA GÓRALCZYK: Rafał będzie świetnym ojcem. Dzieci się do niego kleją. Nawet myślę, że będzie przeszczęśliwy, jak ja wieczorami nie będę go już nigdzie wyciągać. Będzie miał wymówkę w postaci dziecka.

GALA: Boisz się, że zmieni się twoje ciało?

MARIA GÓRALCZYK: Nie boję się, chociaż w naszej rodzinie kobiety bardzo tyją po ciąży. Ale zwalczę to.

GALA: Co dziecko może zabrać?

MARIA GÓRALCZYK: Nic. Z drugiej strony sama jeszcze jestem dzieckiem. Mama mówi, że jestem zbyt roztrzepana. „Boże, dziecko, jak ty sobie poradzisz z dzieckiem?” – pojękuje żartobliwie.

GALA: I nie boisz się, że dzieci mogą przeszkodzić w karierze?

MARIA GÓRALCZYK: W ogóle tak nie myślę. Trzeba żyć chwilą, kochać i nie planować za bardzo, bo życie i tak nas zaskoczy.

GALA: Na razie zajmujecie się wiciem gniazda, czyli kończycie remont mieszkania.

MARIA GÓRALCZYK: Skończyliśmy już jakiś czas temu, ale kable ze ścian wciąż wiszą. Lamp nie ma. Poza tym nie umiem zdecydować się na określony styl. Podobają mi się zarówno wnętrza minimalistyczne, jak i „etnorozgardiasz”. Jestem Bliźniakiem i pewnie dlatego nie umiem podejmować radykalnych decyzji.

GALA: Dom, marzenie o dziecku, rodzina. To tak nie pasuje do twojego wizerunku „zabawowej dziewczyny”.

MARIA GÓRALCZYK: Bo w gruncie rzeczy jestem bardzo rodzinna. Cały czas podtrzymuję kontakt z ciotkami, wujkami. Moja mama jest moją najlepszą przyjaciółką. Babcia, skądinąd w świetnej formie, mówi, że to wspaniałe, że jesteśmy tacy solidarni. Chciałbym za siedemdziesiąt lat móc powiedzieć to samo o mojej rodzinie.