Prowokacja to złe słowo, gdyż dzieło nie powstało z taką intencją. A jednak ciśnie się w pierwszej chwili na usta, kiedy słyszy się choćby taki fragment: „Wkraczasz w moje krocze, które stale moczę myślami o niepodległości. Flaga na maszt, majtki w dół, na baczność mały stój”. Warto przypomnieć sobie jednak, że Maria zawsze była inna. Trzeba pamiętać, że w rodzinie Peszków inność jest wartością. Inność, tolerancja, niezniszczalna wiara w człowieka i akceptacja siebie. To wszystko dostała Maria na powitanie świata. To wszystko daje nam teraz w prezencie. Nie boi się i nie wstydzi („lubię skóry mojej smak i fakt, że zawsze jestem na tak, i lubię też ten smak, gdy w ustach mam słowo fuck”). Wyciąga na powierzchnię to, o czym mówi się często tylko z zamkniętymi oczami. Przypomina, że w każdym z nas drzemią pierwotne moce: pożądanie, wyuzdanie, seks. Maria jest z wzajemnością zakochana. I nie kryje tego. W piosence (i wierszu) „Rosół” mówi: „chcę być twoją kurką, niedzielnym obiadkiem, kuchennym fartuszkiem, twoim cackiem z dziurką”. I wcale nie żartuje, choć dużo w „Bezwstydniku” i na „Marii Awarii” przymrużeń oka („by się pozbyć złych humorów, robię zupę z muchomorów”) i ciepła („wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przez kochanie”). Do tego całe mnóstwo lingwistycznych smaczków i neologizmów („i ty karmisz w mojej głowie głodne psy”, „hujwie _ czność”). Całość dryfuje przyjemnie w rzece bezpośrednich, prostych, choć niebanalnych dźwięków powstałych w głowie narzeczonego Edka. Maria dojrzała, wypiękniała. Przy tym nadal jest czarująco bezwstydna. Wszystko pod hasłem: seks, pokój, miłość.

Maria Peszek, „Maria Awaria”, Kayax