GALA: Gdybyś jednym zdaniem miała scharakteryzować mijający rok, co byś powiedziała?

MARIA SEWERYN: 2008, skończ się już! Tylko, że zazwyczaj poprzedzam to zdanie słowem, które w żadnym razie nie nadaje się do publikacji...

GALA: Naprawdę nie wydarzyło się nic dobrego?

MARIA SEWERYN: Oczywiście, wydarzyło się. Zagrałam m.in. w „Dowodzie” w Polonii. Rolę, którą kocham, z której jestem dumna i która została doceniona. Bez wątpienia jednak był to rok przełomów.

GALA: Przełomy są w życiu potrzebne, bo podobno tylko dzięki nim możemy się dowiedzieć, jakimi tak naprawdę jesteśmy ludźmi.

MARIA SEWERYN: Mam wrażenie, że kiedy odchodzą twoi bliscy, jest to absolutnie niepotrzebne, bo nagle rozpada ci się świat i musisz sobie z tym jakoś poradzić. Tyle na ten temat mogę powiedzieć. A jeśli chodzi o dokonywanie życiowych wyborów, czas pokaże, czy były słuszne, czy też nie. Ja na razie nie mam zielonego pojęcia. Ale może, gdy już ten rok się skończy, będę wiedziała więcej.

GALA: Czy gdy mówisz o dokonywaniu życiowych wyborów, masz na myśli rozstanie z mężem?

MARIA SEWERYN: To prawda, że się rozstaliśmy, ale w jakiś sposób już zawsze będziemy stanowili parę, bo mamy dwie córki.

GALA: Jak one zareagowały?

MARIA SEWERYN: Oboje z mężem ciężko pracujemy, żeby nie miały problemu z tym tematem. Rozmawiamy z nimi i staramy się po prostu mądrze zachować, ale nie jest to łatwe i wie o tym każdy, kto ma dzieci.

GALA: Gdy dowiedziałam się o twoim rozstaniu z mężem, przypomniało mi się, jak mówiłaś: „Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby nasze małżeństwo się rozpadło, ponieważ to jest taka miłość, której nic nie jest w stanie zniszczyć”. A jednak…

MARIA SEWERYN: No widzisz, jakie życie potrafi być zaskakujące.

GALA: Jesteś kobietą na zakręcie?

MARIA SEWERYN: Pewnie tak, tylko zastanawiam się, w którą stronę ten zakręt prowadzi. Na razie staram się odnaleźć w nowym kontekście życia.

GALA: Szczerze mówiąc, myślałam, że gdy cię o to zapytam, to się wściekniesz. A ty nie dość, że zachowujesz spokój, to jeszcze się śmiejesz. Poczucie humoru jest najlepszym lekarstwem?

MARIA SEWERYN: W tej chwili najwyżej cenię sobie przyjaźń i najbardziej w nią wierzę. I w poczucie humoru właśnie. Myślę, że ludzie, którzy go nie mają, muszą być strasznie nieszczęśliwi.

GALA: Często nawet popadają w depresję.

MARIA SEWERYN: Ja też raz postanowiłam mieć depresję (śmiech). Dojrzewałam wtedy, hormony we mnie buzowały i chyba sama do końca nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Pamiętam, że cały czas płakałam, a pewnego dnia założyłam ciemne okulary, usiadłam na kanapie w pokoju mojej babci i tak siedziałam, czekając na reakcję otoczenia. W końcu przyszła moja mama i spytała: „Co ci jest?”. „Mam depresję” – powiedziałam. „W takim razie weź wiadro, szmatę, bo są dwa piętra schodów do umycia. Gwarantuję, że ci to pomoże” – poradziła mi. Tak to się u nas w domu załatwiało (śmiech).

GALA: Zostało coś w tobie z tamtej zbuntowanej nastolatki?

MARIA SEWERYN: Nie potrafi ę odpowiedzieć na to pytanie, bo ja się nie buntowałam.

GALA: Nie wierzę.

MARIA SEWERYN: A niby przeciwko czemu miałam się buntować? Wychowałam się w domu, w którym rozmawiało się na każdy temat, w którym nigdy nikt mnie do niczego nie zmuszał. W którym od początku uczono mnie, że sama odpowiadam za swoje życie i nikt niczego za mnie nie zrobi. Może dlatego, choć nie znałam mechanizmów zakazów ani kar, byłam odpowiedzialna, obowiązkowa i pragmatyczna. To mi zostało do dzisiaj. Choć ostatnio zaczęłam wierzyć w chemię w organizmie.

GALA: To znaczy?

MARIA SEWERYN: To znaczy, że dla jakiejś chwili, przygody, przeżycia czy też spotkania z kimś ważnym, wyjątkowym może się ze mną stać coś takiego, że zapominam o swojej pragmatyczności. Ta chemia powoduje także, że w chwilach stresu czy euforii potrafię stracić głowę. I czasami zachowuję się naprawdę irracjonalnie.

GALA: Jakiś przykład?

MARIA SEWERYN: Kiedyś, na tydzień przed premierą przedstawienia, w którym grałam, zaczęłam krzyczeć do reżysera, żeby natychmiast wezwał dla mnie karetkę. Że za chwilę, jeśli tu wciąż będzie tak strasznie, jak jest, ja po prostu zwariuję. A w trakcie premiery, w przerwie, schowałam się gdzieś i wszyscy mnie szukali. Byli pewni, że uciekłam.

GALA: Dlaczego się schowałaś?

MARIA SEWERYN: Myślałam, że nie dam rady wyjść po przerwie na scenę. Miałam problem z tą rolą. To była totalna histeria.

GALA: Mówisz o niej z uśmiechem, więc chyba ją lubisz?

MARIA SEWERYN: Histerię? Nienawidzę. Bo zdarza mi się. Kiedy się zdenerwuję, nie zawsze potrafię wyhamować.

GALA: Czujesz się już dojrzała?

 

MARIA SEWERYN: Zastanawiam się. Czasami, gdy wstaję rano, jestem bardzo dojrzałą kobietą, a czasami wręcz przeciwnie. Wszyscy mówią mi, że zachowuję się za mało poważnie jak na swój wiek. Bez względu jednak na to, że sprawiam wrażenie młodszej, nie da się ukryć, że nie mam już dwudziestu paru lat. Raz mi tej młodości szkoda, innym razem nie. Z pewnością podoba mi się stan mojego umysłu. Bo wiem więcej, potrafię dokonywać selekcji i nabrałam dystansu do wielu spraw. Z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, że zbliżam się do wieku trudnego dla aktorki. Ale podobno po czterdziestce jest już lepiej.

GALA: A czy to, że masz tych trzydzieści parę lat, sprawiło, że zaczęłaś myśleć o przemijaniu, o własnej śmiertelności?

MARIA SEWERYN: O śmierci myślałam od zawsze. Ale nie w kontekście, czy pójdę do nieba i będę szczęśliwa, czy może będę się smażyć w piekle. Bardziej zajmuje mnie to, co po ludziach zostaje. Bo niektórzy żyli tak, że nikt o nich nie pamięta. A inni, przez to, co dali z siebie, na zawsze pozostają w naszej świadomości. I to – moim zdaniem – w tej całej niesprawiedliwości jest OK. Nie boję się śmierci, bo śmierć to śmierć. W pewnym momencie wszystko się kończy i cię nie ma. Bardziej przeraża mnie starość, bo ona często jest trwaniem w pewnej zależności od kogoś, w jakiejś chorobie, albo jeszcze gorzej – w nieświadomości. To banalne, co teraz mówię, ale tak właśnie czuję.

GALA: Nie ty jedna boisz się starości. Sądzę, że trudno się jej nie bać w kraju, w którym nikogo nie interesuje los starych ludzi.

MARIA SEWERYN: Teatr Polonia dużo na ten temat mówi, m.in. w spektaklach „Starość jest piękna” i „Miłość ci wszystko wybaczy”. Nawet w „Darkroomie” pada moje ukochane zdanie, wypowiadane przez Jurka Łapińskiego: „Kogo obchodzi los starych ludzi w tym kraju?”. Wierzę jednak, że kiedyś w Polsce będzie większa kultura życia.

GALA: Teatr Polonia nazywasz swoim drugim domem i nie boisz się już mówić o sobie „aktorka”. Ale jako córka Krystyny Jandy i Andrzeja Seweryna wybrałaś chyba najtrudniejszą z możliwych dróg. Od początku miałaś tego świadomość?

MARIA SEWERYN: Nie do końca. Po raz pierwszy zagrałam w filmie w wieku siedemnastu lat. Spodobało mi się to, bo była to dla mnie przygoda. Parę osób wmówiło mi, że jestem świetna i że czeka mnie świetlana przyszłość. A ja w to uwierzyłam (śmiech). Ale gdybym dzisiaj musiała wybierać sobie zawód, to być może zostałabym kimś innym. Szczerze mówiąc, czasem sobie myślę: „Boże, dlaczego ja chciałam być po tej stronie kamery, a nie po drugiej?”.

GALA: A czy tak zwana sodówka uderzyła ci do głowy, gdy po raz pierwszy wystąpiłaś w filmie?

MARIA SEWERYN: Jasne (śmiech). Ostatnio spotkałam znajomego, który był wtedy moim chłopakiem. I on mi przypomniał, jak pewnego dnia przyjechał do mnie i zdziwił się, że jestem umalowana. Odpowiedziałam mu wtedy, że już zawsze będę się malować, bo zagrałam w filmie i taki mam obowiązek – wyglądać dobrze w każdych okolicznościach (śmiech). Ale już na drugim czy trzecim roku studiów postanowiłam, że nigdy nie będę się malować.

GALA: Manifest?

MARIA SEWERYN: Absolutnie nie. Powiem więcej – bardzo podziwiam kobiety, które rano nakładają sobie makijaż i potrafią do wieczora wyglądać perfekcyjnie.

GALA: Może powinnaś tego spróbować, bo poza wszystkim makijaż często pozwala kobiecie poczuć się lepiej.

MARIA SEWERYN: Ja mam na to inne sposoby.

GALA: A ty masz w sobie więcej z kobiety czy z mężczyzny?

MARIA SEWERYN: Gdy dzisiaj mówiłam mojej menedżerce, że jestem z tobą umówiona na rozmowę, ona wykrzyczała radośnie: „Mam dla ciebie tytuł – »Chciałabym być mężczyzną!«” (śmiech).

GALA: A chciałabyś?

MARIA SEWERYN: Czasami tak, bo mam wrażenie, że oni mają jednak łatwiej. Ale tylko dlatego, że są przy nich fantastyczne kobiety. Nie znaczy to jednak, że nie lubię mężczyzn. Ja ich uwielbiam, nie mogłabym bez nich żyć. Żadna kobieta nie opowie dowcipu tak jak mężczyzna.

GALA: Chciałabyś się jeszcze zakochać?

MARIA SEWERYN: Bardzo.

GALA: Jesteś już na to gotowa?

MARIA SEWERYN: Nie wiem. Na pewno nie będę szukała miłości na siłę. Poza tym mam miłość moich córek. Ale gdyby moje serce drgnęło dla jakiegoś mężczyzny – byłoby wspaniale.

GALA: Tego właśnie powinnam ci życzyć na nadchodzący rok?

MARIA SEWERYN: Życz mi lepiej, żeby mi się udało z Kretynikiem.

GALA: A kto to jest Kretynik?

MARIA SEWERYN: Postać, którą gram w „Bogu”. 15 listopada była premiera tej sztuki w Teatrze Polonia. Mam nadzieję, że udało nam się uchwycić konwencję Woody’ego Allena, który jest dla mnie geniuszem, jeśli chodzi o opowiadanie, poczucie humoru i patrzenie na świat. Ta sztuka jest o aktorach i o teatrze.

GALA: Rozprawiacie się ze stereotypami dotyczącymi aktorów – że są skrajnie egoistyczni, próżni, a na dodatek większość z nich to kabotyni?

MARIA SEWERYN: Wszystkie cechy, które wymieniłaś, charakteryzują postać, w którą się wcielam. Woody Allen wyśmiewa się z aktorów, ale robi to w sposób czuły.

GALA: Ale powiedz, tak z ręką na sercu, czy to na pewno są stereotypy. A może tak wygląda po prostu prawda o was?

 

MARIA SEWERYN: Aktorzy bywają trudni, wręcz nie do zniesienia, bo pracują na swoim sercu, emocjach i ciele. A ponieważ w różny sposób dochodzą do roli, potrafią nagle stać się dla wszystkich niemili albo złapać focha. Bywają też egoistami, no ale w końcu uprawiając ten zawód, muszą być skupieni na sobie. Moim zdaniem dla własnego zdrowia psychicznego muszą też podnosić swoją wartość, nawet jeśli to irytuje innych ludzi. Bo aktorzy poddawani są nieustannej ocenie i muszą sobie z tym radzić. A kabotynizm bierze się z obrony. To jest pewna kreacja: coś sobie wymyślasz, żeby schronić się przed krytyką całego świata. Tak naprawdę sądzę, że aktorom – ponieważ uprawiają tak okrutny zawód – wolno mieć więcej wad (śmiech). Oczywiście sama się w ten sposób usprawiedliwiam.

GALA: A ty sama do czego dążysz jako aktorka?

MARIA SEWERYN: Do ciągłego rozwoju.

GALA: Nie chciałabyś, tak jak twoja mama, stać się legendą kina?

MARIA SEWERYN: Tęsknię za kinem.

GALA: Może zamiast czekać, sama powinnaś szukać, chodzić na castingi.

MARIA SEWERYN: Jeśli tylko mogę, to chodzę na nie. Na szczęście na razie utrzymuję się z tego zawodu, mimo że nie gram w serialach ani nie występuję w „Tańcu z gwiazdami”.

GALA: A wystąpiłabyś kiedyś w tego typu programie?

MARIA SEWERYN: Nie, ponieważ nie odczuwam takiej potrzeby.

GALA: Czego w takim razie chcesz?

MARIA SEWERYN: Chciałabym pograć w wielkiej literaturze. Także z pobudek czysto egoistycznych. Bo na przykład teksty Szekspira sprawiają, że nie tylko dużo się uczysz jako aktorka, ale także jako człowiek.

GALA: Jak cię znam, to masz już kalendarz zapełniony na rok do przodu?

MARIA SEWERYN: Półtora roku temu wiedziałam z rocznym wyprzedzeniem, co będę robiła. A teraz wiem tylko tyle, że w styczniu jadę z córkami na narty. Ale choć mam ewidentne zadatki na pracoholiczkę, cieszę się, że poza spektaklami będę miała więcej czasu wolnego. Muszę bowiem zająć się teraz domową stroną życia. Bo ona się zmieniła. Po prostu.