GALA: Gdybyś miała przygotować informację bio o sobie, co napisałabyś?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Szukająca własnej legendy córka człowieka legendy. Fundatorka i prezes Celebrity Nation, organizacji, która – podobnie jak ona – raczy wątpić, zanim określi pop-rzeczywistość mianem prawdy. Kobieta szczęśliwa.

GALA: A jako młoda kobieta?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Określam się jako człowiek. Moja kobiecość mnie...

GALA: ...zniewala?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Nie, absolutnie nie. Gdybym miała wybierać płeć, ponownie wybrałabym bycie kobietą.

GALA: Dlaczego?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Ja po prostu dobrze się czuję w swoim ciele. Poza tym podobają mi się różnice między kobietą a mężczyzną. Kobiety są w zupełnie inny sposób wrażliwe, mają w sobie dużo czułości, dobroci i przez to widzą świat ładniej. Ale jest też we mnie dużo faceta.

GALA: Na przykład?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Jestem bardzo zdecydowana, klarownie myślę i nie wkręcam się łatwo w rzeczy błahe. Dlatego w sprawach ważnych, w konkretnych sytuacjach często łatwiej mi się dogadać z mężczyznami. Mężczyźni nie dają się ponieść emocjom, przez co widzą świat jaśniej. Kiedy masz dystans, trafniej oceniasz sytuację i szybciej podejmujesz decyzję. I to jest w facetach. Pracując z ojcem, często obcowałam z siłą męskich argumentów.

GALA: Ale w mężczyznach jest także agresja w dążeniu do celu.

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Faceci są napompowani testosteronem i muszą się nauczyć z nim funkcjonować. Agresja, władza bywają hipnotyczne, ale jak za bardzo uwierzysz w ich siłę, to cię może zgubić.

GALA: 4 czerwca, 20. rocznica upadku komunizmu. Twój tato Lech Wałęsa, w garniturze. Ty obok w koszulce Celebrity Nation. Media orzekły, że to skandal: ,,Wałęsówna ośmieszyła Polskę”.

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Też byłam w garniturze, pod nim miałam ten T-shirt. Ale o czym my mówimy?! To było święto wolności i ten T-shirt był jej manifestem. To był mój wybór. Jeżeli 20 lat temu można było obalić komunizm we flanelowej koszuli, to co to za skandal, że ja założyłam T-shirt?! Zresztą w dzisiejszym świecie każdy coś reklamuje, nawet nieświadomie. Wszyscy jesteśmy opakowani w różne logo, a ja wybrałam moje: Celebrity Nation.

GALA: Czasami mam wrażenie, że wszystkie twoje kłopoty wzięły się z tego, że urodziłaś się jako córka człowieka legendy.

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Nie prosiłam się o to. Stało się. Nie rozumiem jednak, dlaczego ludzie myślą, że mają do mnie prawo. Że mają prawo mówić o mnie, co chcą. Czasami mam wrażenie, że jestem w milionach kawałków i żaden nie jest mój. Wszystko, co zrobię i czego nie zrobię, jest oceniane. Ciągle ktoś za mną łazi, podgląda, fotografuje. Sprzedaje się moją prywatność dla czyichś materialnych korzyści. A te pieniądze są poplamione kłamstwem. Chcę tylko przekierować tę uwagę w bardziej istotne obszary.

GALA: Myślałaś o zmianie nazwiska?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Myślałam o tym, że nawet gdybym je zmieniła, nic by to nie dało. Jestem córką Lecha Wałęsy, czy noszę jego nazwisko, czy nie.

GALA: Cała ta machina uruchomiła się, kiedy podjęłaś decyzję o udziale w „Tańcu z gwiazdami”.

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Miałam dopiero 24 lata i trudno mi było odmówić z takich zwyczajnych, ludzkich powodów. Chciałam nauczyć się tańczyć, chciałam przeżyć przygodę... Nie miałam świadomości tego, co się później wydarzy. Pracowałam już jakiś czas z moim tatą i wydawało mi się, że – przynajmniej trochę – wiem, jak funkcjonują media. Byłam w błędzie. Na początku, przy pierwszych odcinkach, to było nawet miłe i pozytywne uczucie, taka uwaga, którą poświęcali mi ludzie dookoła. Byli cierpliwi, mieli dla mnie czas, uśmiechali się, wspierali. Naprawdę bardzo łatwo było to pomylić z bezinteresowną życzliwością i troską. Dziś wiem, jak działa świat, który w Polsce, lekko na wyrost, nazywany jest show-biznesem. Wydaje mi się, że kiedy korzystamy z uwagi świadomie, staje się ona narzędziem o nieograniczonym potencjale. Teraz pracuję z ludźmi, z którymi wspólnie uczymy się to wykorzystywać, zamieniać na coś, co czemuś lub komuś służy.

GALA: Kiedy boleśnie zderzyłaś się z rzeczywistością?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Kiedy zrozumiałam, że z tego świata nie da się odejść. Jak z mafii. Kiedy raz się upublicznisz, to po prostu stajesz się tego częścią – oni nie dadzą ci odejść, mogą co najwyżej na chwilę o tobie zapomnieć. Z tą chorobą trzeba uczyć się żyć na nowo, krok po kroku. Moje zderzenie było dość przyjemne – to raczej coś w stylu oświecenia. Przestało mnie to martwić, kiedy zrozumiałam, że w ten sposób można pomagać innym.

GALA: A gdzie byłaś przez te dwa lata, kiedy cię... nie było?

 

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Robiłam różne rzeczy, zaczynałam różne kursy, próbowałam różnych prac. I nic do końca nie dawało mi satysfakcji. Miałam wrażenie, że nie ma dla mnie miejsca. Że może muszę wyjechać z kraju, zdobyć inne wykształcenie, może zacząć zupełnie od nowa? Jeszcze jedno rozdanie kart? Tylko jak można uciec od tego, kim się jest? Oprócz tego, że po ojcu mam nazwisko, mam też po rodzicach różne cechy. Moi rodzice są unikatowymi ludźmi i ja też mogę zrobić coś dobrego. Nawet, w pewnym sensie, czuję się do tego zobowiązana. Nie chcę przerosnąć moich rodziców. Chcę tylko, aby Wałęsa było także moim nazwiskiem, rodzącym konotacje powstałe w biegu jedynie mojego życia.

GALA: Postanowiłaś zrobić coś własnego i założyłaś fundację Celebrity Nation.

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Ten pomysł rodził się we mnie przez te ostatnie dwa lata. Poznałam innych celebrytów, którym kradnie się życie, wysłuchałam ich historii. Potrzebowałam czasu, żeby ocenić plusy i minusy naszej sytuacji. I zrozumieć, że uwaga, ciekawość, jaką wzbudzamy, ma wielką siłę i wartość, ale jeśli kryje się za tym jakaś treść. Celebrity Nation to jest nowa filozofia, którą wyznaję. Na początek zebrałam wspaniałych ludzi, z którymi wspólnie ją zgłębiamy: Waldemar Kasta, Maciej Kawulski, Edyta Herbuś i Grzech Piotrowski. Każda z tych osób jest błyskotliwa i inteligentna, każda jest specjalistą w swojej dziedzinie. To jest moja rada programowa, mój gabinet cieni.

GALA: Według jakiego klucza dobrałaś swoich współtowarzyszy?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Maciej Kawulski – architekt filozoficzno- ekonomicznych fundamentów tej budowli, Waldemar Kasta – człowiek obdarzony ludyczną charyzmą, pierwsza linia naszej barykady Grzech Piotrowski, Edyta Herbuś – wrażliwość, smak, kreacja, siódma muza naszej fundacji, jedyna prawdziwa celebrytka w Celebrity Nation, nasze główne oręże. I niezastąpiony Ryszard Woś, człowiek, który skrzętnie układa nasze myśli, nadając im urzędowy, niezbędny w tych realiach kształt. Razem stanowimy całość – mój mały sekretny przepis na prawdę.

GALA: Wierzysz, że to będzie TO lekarstwo?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Ja nie jestem od tego, by szukać lekarstw. Chcę być lepszą wersją siebie. Poza tym wierzę, że prawda jest lekarstwem, które może uzdrowić ten obszar naszego świata. Często śmiejemy się, że jesteśmy dilerami prawdy – to dość trafnie określa nasz sposób pracy (śmiech). Żyjemy w centrum Europy i ja mam wreszcie zamiar skorzystać z tych możliwości, które daje mi życie, a nie tylko nazwisko. Ogólnie mówiąc, mamy zamiar przekuć to zainteresowanie tabloidów i internetowych portali naszymi osobami na coś pozytywnego również dla innych. Istotą Celebrity Nation nie jest kwesta, ale sam sposób działania.

GALA: Jesteś typem samotnika?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Z jednej strony, jestem towarzyska, uwielbiam poznawać ludzi, rozmawiać. Z drugiej, każdego dnia potrzebuję samotności, czasu tylko dla siebie. Ludzie tego nie rozumieją. A ja nie rozumiem, jak można ciągle z kimś być. Ja wtedy nie wiedziałabym, kim jestem.

GALA: Nie wyobrażam sobie, żebyś potrafiła się komuś podporządkować.

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Próbowałam robić różne rzeczy na siłę, iść na kompromis z facetem, sama ze sobą... I nie potrafię. Ale już mnie to nie boli. Wiem, że wszyscy rozpisują się o moich romansach, a tak naprawdę ja jestem już bardzo długo sama. Moje życie jest najlepszym przykładem na to, że tabloidy pożegnały się z rzetelnym dziennikarstwem. Od przykładu jest bardzo blisko do ćwiczeń, zaczęłam więc ćwiczyć – sterować nimi tak, jak oni chcą sterować moim życiem. Kto tu jest teraz króliczkiem?

GALA: Czy w życiu nadchodzi taki moment, że rodzice nie są nam potrzebni?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Mnie nadal są niezbędni. Ale nie potrzebuję ich towarzystwa na co dzień, żeby mieć poczucie, że są ze mną. Ja jestem w Warszawie, oni są w Gdańsku, nie widujemy się często, ale nie ma tygodnia, żebym nie rozmawiała z mamą. Z tatą rozmawiam rzadziej, ale łączy nas silna więź. Zdarzają się momenty, kiedy naprawdę tęsknię. Na 4 czerwca cieszyłam się bardzo długo, że będę mogła spędzić czas z moim ojcem. Tata już trzeciego był w Warszawie, w Sejmie, więc te dwa dni spędziliśmy razem.

GALA: Poszliście gdzieś we dwoje?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Nie uszczknęłabym mojemu ojcu tak egoistycznie czasu, bo jego czas jest bardzo wartościowy. Po prostu cieszyłam się, że mogłam być blisko niego. To tyle. Nie śmiałabym poprosić go, żeby tylko ze mną spędził dwie godziny. Wiem, że gdybym bardzo tego potrzebowała, zawsze mogłabym jakoś to zorganizować, ale nie nadużywam tego.

GALA: Zaskoczyłaś mnie. Nie spodziewałam się takiego szacunku.

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Ludzie czasami odczytują moje zachowanie jako wyraz braku szacunku, a kompletnie tak nie jest. Bywałam samolubna, ale nie było w tym złych intencji. Popełniałam mnóstwo błędów, ale nigdy nie było to przejawem lekceważenia mojego ojca. Po prostu każdy ma swoją koncepcję tego, jak ja się powinnam zachowywać, co mówić. Jak robię inaczej, ogłaszają wielką porażkę.

GALA: Mam coraz silniejsze wrażenie, że mnóstwo ludzi ma SWÓJ scenariusz na TWOJE życie.

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Trafiłaś w dziesiątkę (śmiech). To może ogłośmy konkurs na scenariusz życia Marii Wiktorii Wałęsy?

GALA: Może ty go napiszesz?

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Bardzo dużo piszę, regularnie już od 7 lat. To niemal przymus. Kiedy się budzę, potrzebuję pobyć sama ze sobą i wtedy piszę, jeszcze w łóżku, 30–40 minut. Nie wszystko jest wartościowe, ale parę smaczków się znajdzie. Mam pamiętniki z 10 miesięcy, kiedy pracowałam z ojcem. Zapisuję też magiczne momenty z mojego życia, złote myśli, cytaty.

GALA: Też mam dla ciebie cytat. Paul Auster powiedział niedawno: ,,Nie wiemy do końca, kim jesteśmy, dopóki życie nie wystawi nas na próbę”. Pasuje do ciebie.

 

MARIA WIKTORIA WAŁĘSA: Całe moje życie to jedna wielka próba sił. Ludzie publiczni tak po prostu żyją. Idziemy przez życie w tak niepoukładany sposób, że czasem tylko niezwykle wnikliwa siła obiektywów jest w stanie, jedyna, choć trochę je poukładać. I nadać cel dalszej egzystencji. Jeśli się tak dzieje, jeśli los rzuca nam takie zadanie, to może to jest ta próba.

Podziękowania dla Biura Podróży Itaka za pomoc w realizacji sesji.