GALA: Donna Karan zaczęła projektować ubrania, bo nigdzie nie mogła znaleźć odpowiednich dla siebie spodni i T-shirtu. Czy nie mogłaś dobrać odpowiedniej dla siebie torebki?

MARIANNA TOMASZKO: Nie znosiłam masówki, torebek produkowanych dla „każdego”. Zawsze szukałam czegoś wyjątkowego, oryginalnego, tylko dla mnie. Ale nigdy nie sądziłam, że zostanę projektantką torebek. Raczej myślałam, że otworzę stolarnię i będę robić meble (śmiech). To mnie znacznie bardziej pasjonowało.

GALA: Pamiętasz pierwszą torebkę, którą zrobiłaś?

MARIANNA TOMASZKO: Nie mogłam znaleźć nic ciekawego na przyjęcie. Usiadłam do domowej maszyny i sama uszyłam czarną, dużą, pikowaną kopertówkę. Była z materiału i lakierowanej, cieniutkiej skóry. Dziś też byłaby bardzo trendy. Gdzieś ją nawet mam. Potem trafiłam do hurtowni skór i zaczęłam projektować torebki dla siebie. Miały piękne podszewki w środku, ale brakowało im perfekcyjnego wykończenia.

GALA: Torebka może być dziełem sztuki?

MARIANNA TOMASZKO: Ależ tak. W pewnym momencie tak właśnie zaczęłam o nich myśleć. Wszyscy zauważali ich urodę i namawiali mnie, żebym zaczęła projektować nie tylko dla siebie. Zrobiłam wernisaż moich torebek, powiesiłam je na gwoździach, wyglądały niesamowicie. Miały różnorodne, dziwaczne, zaskakujące, ale piękne formy. Z około trzydziestu połowę sprzedałam już na wernisażu. To był dla mnie ogromny zastrzyk energii.

GALA: I wkrótce zaczęłaś projektować dla gwiazd?

MARIANNA TOMASZKO: Szczęśliwie również dla nich. Projektuję od lat dla Małgosi Kożuchowskiej. Małgosia ma dużo własnych pomysłów. Fajnie się dla niej projektuje, bo doskonale wie, co lubi, a przy tym ma świetny gust, nie boi się eksperymentować i czuje, o co chodzi w modzie.

GALA: A Joasia Brodzik i Iza Miko?

MARIANNA TOMASZKO: Dla Joasi torebka musi być zabawna, a jednocześnie ponadczasowa. Iza Miko, mimo że wszystkie butiki świata ma w zasięgu ręki, chętnie nosi Pola La. Oryginalne torebki kupuje u mnie Agnieszka Warchulska. Pamiętam jedną, w kolorze zielonego groszku, z różnej wielkości kieszonkami. Również jej mąż, Przemek Sadowski, kupował u mnie prezenty dla Agnieszki.

GALA: Ratujesz czasem gwiazdy przed wielkim wyjściem?

MARIANNA TOMASZKO: Kasia Herman kiedyś zadzwoniła w ostatniej chwili, przed jakąś galą. Zapytała: „Czy ta srebrna wieczorowa, którą ostatnio widziałam w butiku, może być moja?”. Oczywiście dałam jej zniżkę (śmiech).

GALA: Która z polskich gwiazd ma najpiękniejsze torebki, niekoniecznie twoje?

MARIANNA TOMASZKO: Nie chcę robić rankingu. Zawsze świetne ma Małgosia Kożuchowska. Niedawno złapałam się na tym, że większość torebek, które dla niej projektowałam, to torebki dzienne i nigdzie nie pokazuje się z nimi na zdjęciach. Na przyjęcia zabiera te Prady albo Chanel.

GALA: Ile torebek masz w szafie?

MARIANNA TOMASZKO: Niedużo. Tych na co dzień kilka, więcej imprezowych. Nie mam już potrzeby posiadania wciąż nowej torebki. Pewnie dlatego, że każdego dnia mam w ręku nowe, oryginalne wzory. Czasem na bardzo wielką fetę zabieram coś wyjątkowego z mojego studia. I jeśli ktoś mówi: „Jaka piękna”, odpowiadam: „Od jutra jest do kupienia” (śmiech).

GALA: Lubisz torby znanych, światowych projektantów?

MARIANNA TOMASZKO: Niektóre bardzo. Kilka modeli Fendi z tego sezonu mogłabym nosić natychmiast. Coś bym znalazła u Prady czy Galliano. Ale na szczęście nie muszę wydawać paru tysięcy euro na firmową torebkę. Mam swoje, jedyne i niepowtarzalne. Dla klientek też nigdy nie uszyję dwóch identycznych. Myślę, że ma to dużo większą wartość niż największe logo najdroższej torebki.

GALA: Kiedy projektujesz torebkę dla konkretnej klientki, to musisz najpierw ją poznać?

MARIANNA TOMASZKO: Najłatwiej jest, jeżeli kogoś dobrze znam i go lubię... i do tego jeszcze nie wtrąca mi się za bardzo do projektu. Wtedy powstają najpiękniejsze torebki. Na pierwszym spotkaniu z nową klientką jestem bardzo ostrożna. Pytam, jakie torebki lubi, pokazuję na zdjęciach moje modele, a jednocześnie próbuję podpatrzyć jej styl i temperament. Potem szkicuję projekt, wybieramy wspólnie skóry, uzgadniamy detale. Zazwyczaj kobiety są trochę przestraszone. Nie do końca potrafią sobie wyobrazić, jak ta wymarzona torebka będzie wyglądać. Ale na ogół po pierwszym zakupie wracają po kolejne. Cieszę się, kiedy później słyszę od nich, że kiedy były w markowych paryskich czy nowojorskich butikach, usłyszały pytania: „Skąd masz tak piękną torebkę?”.

GALA: Mój redakcyjny kolega poprosił, żebym koniecznie cię zapytała, dlaczego kobieta musi mieć w szafie dwadzieścia torebek, a i tak ciągle jej mało?

MARIANNA TOMASZKO: To tak jak ze wszystkim w życiu. Stare zawsze trochę nudzi. Dopóki torebka jest nowa, to kobieta chce ją nosić. Po pewnym czasie robi się stara i wtedy znowu chce mieć nową. Wcale mnie to nie dziwi. Sama tak mam z butami.

GALA: Masz ich więcej niż torebek?

MARIANNA TOMASZKO: Zdecydowanie. Mam nawet takie, które włożyłam tylko raz, bo później nie było okazji. Czasem, gdy widzę jakiś szczególnie piękny model, to kupuję nawet za ciasne pary. Bardzo lubię obcasy. Teraz jest modna platforma pod śródstopiem i bardzo wysoka szpila. Galliano zrobił takie buty-wygibasy. Nie da się w nich chodzić, ale są przepiękne. On jest mistrzem mody, prawdziwym kreatorem, wizjonerem. Jego ubrania, akcesoria to już jest sztuka.

GALA: Lubisz otaczać się pięknymi przedmiotami? Gdzie ich szukasz?

 

MARIANNA TOMASZKO: Lubię pojechać na warszawski targ staroci na Kole, żeby wyszukać tam coś specjalnego, starego... Podobają mi się również przepiękne współczesne designerskie cacka. Trochę przy tym zwariowane, niezwykłe i zaskakujące. Lubię nawet plastik, który ma szczególną formę. Tak naprawdę moją największą pasją jest projektowanie wnętrz, organizowanie ludziom przestrzeni i proponowanie im rozwiązań odbiegających od przyjętych standardów.

GALA: W twoim mieszkaniu zachwyciła mnie wielka, stalowa rama, a w niej Picasso. To twój projekt?

MARIANNA TOMASZKO: Mój i mojego męża. Przez prawie rok ta rama wisiała na ścianie i czekała na obraz. Potem zobaczyłam gdzieś tego właśnie Picassa i pomyślałam, że będzie idealnie pasował do ramy. Namalowałam wariację na temat. Kto by pomyślał, że zaczęło się od ramy (śmiech). W naszym mieszkaniu większość przedmiotów zaprojektowałam sama. Szezlong w korytarzu cały czas zmienia formę. Skracam go, zwężam, żeby pasował do kolejnych wnętrz. Mam do niego szczególny sentyment, bo to mój pierwszy mebel, robiony jeszcze podczas studiów w Akademii Sztuk Pięknych.

GALA: Nadal marzysz o mieszkaniu w starej kamienicy?

MARIANNA TOMASZKO: Zawsze, myśląc o nowym mieszkaniu, cieszę się, bo to znowu będzie jakaś kreacja. Uwielbiam swoje mieszkanie na Ursynowie, ale nie lubię okolicy. Blokowisko, za dużo ludzi, za mało zieleni i pięknej architektury. Znalazłam mieszkanie na starej Saskiej Kępie, w cichej uliczce, obok parku. To międzywojenny dom, w którym wszystko trzeba na nowo zaadaptować. Ale ja to uwielbiam. Szezlong z przedpokoju znowu będzie musiał zmienić formę.

GALA: Dlaczego wybrałaś dla córek tak nietypowe imiona?

MARIANNA TOMASZKO: Dziewczynki nazywają się Antonina Bianka Bylinka i Melania Bianka Bylinka. Nie znoszę dysonansu między imieniem a nazwiskiem, przecież nosi się je przez całe życie. Antosia nie lubi swojego imienia i każe do siebie mówić Tośka. Mam tylko nadzieję, że jak będzie piękną, mądrą, dorosłą kobietą, to doceni klasę i piękno tego imienia.