GALA: Rola dziewczyny molestowanej seksualnie musiała być wyczerpująca psychicznie. Potrafisz odczuć to, co przeżywa ofiara gwałtu?

MARIETA ŻUKOWSKA: Na szczęście nie mam takich doświadczeń. Podjęłam się tej roli, bo to ważny temat i wyzwanie.

GALA: Prezydent Olsztyna podejrzany o molestowanie seksualne urzędniczek o mały włos zostałby na swoim stanowisku, bo w referendum głosowało za nim wiele kobiet. W sądach jako argument na obronę mężczyzny w takich sprawach mówi się, że kobieta miała za krótką spódniczkę...

MARIETA ŻUKOWSKA:  To znaczy, że nie mam prawa pomalować sobie na czerwono paznokci ani włożyć takiej czy innej sukienki, bo tym samym pozwalam mężczyźnie na przekroczenie granicy?! Nie godzę się na to!

GALA: Słyszałam, że płakałaś, kiedy skończyłaś czytać ten scenariusz.

MARIETA ŻUKOWSKA:  Teresa jest poruszającą postacią. Poznajemy ją jako wolną kobietę, która powoli staje się ubezwłasnowolniona.

GALA: rola Teresy wymagała od ciebie nie tylko talentu, ale i rozbierania się przed kamerą. Nie krępowało cię to?

MARIETA ŻUKOWSKA:  A czy ktoś oskarża Krystynę Jandę, że w „Przesłuchaniu” jest naga? Ciało jest moim narzędziem pracy.

GALA: Nie oskarżam. Pytam o twój stosunek do nagości. Wiele aktorek nie przyjmuje takich ról.

MARIETA ŻUKOWSKA:  Jeżeli decydujesz się na role przenikliwe, trudne, musisz je brać z całym ich emocjonalnym bagażem. Nie jesteś już ładną, wypindrzoną Marietą, tylko grasz naga, zapłakana, z rozmazanym makijażem, w brzydkiej sukience i z brudnymi paznokciami, bo taka jest twoja postać. Nie ma trudnych ról bez konsekwencji.

GALA: Jakie poniosłaś konsekwencje?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Ten film był dla mnie aktem odwagi. Najtrudniejsza była scena na fotelu. Teresa pali papierosa i wypowiada zaledwie kilka słów, a my kręciliśmy to przez cały dzień. Tak trudne do oddania były jej emocje. Weszłam w taki stan, że zaczynałam się siebie bać.

GALA: Jak zniosłaś sceny gwałtu?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Mówiłam sobie, że to nie jestem ja, Marieta, tylko Teresa. Chroniłam się. Widziałam, że równie przerażony jest Janek Frycz. A zaraz potem żartowaliśmy. Nie uwierzyłabyś, jak myśmy się wygłupiali! To było odreagowanie. Śmialiśmy się, śpiewaliśmy piosenki Krajewskiego i Ordonówny. A teraz ludzie różnie ten film odbierają. Jedni wychodzą z kina, inni nam dziękują. Tak jak skrajne są recenzje: od euforycznych po bardzo złe. My dla tego filmu jako aktorzy oddaliśmy wszystko.

GALA: Zachwycała cię wolność i niezależność Teresy. też taka jesteś?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Nie wiem, to zależy od sytuacji. W dzieciństwie żyłam w mydlanej bańce. Ta bańka zabierała mnie w inny świat, świat muzyki. Mama na dobranoc czytała mi przewodnik operowy. Od 13. roku życia mieszkałam w internacie u sióstr zakonnych w Bielsku-Białej, chodziłam do liceum muzycznego, grałam na skrzypcach. Uciekałam od bezpośrednich konfrontacji z życiem. Myślałam o sobie, że jestem tchórzem. Nienawidzę tych lęków. Zazdroszczę tym, którzy potrafią ryzykować, bo oni przeżywają dwa życia.

GALA: Skąd w tobie te lęki? inaczej myślimy o góralkach, a ty przecież pochodzisz z Żywca.

MARIETA ŻUKOWSKA:  Tylko się tam urodziłam, korzenie mam na Wschodzie. Tata pochodzi z okolic Lwowa, mama z Kielc. Nie jestem typową góralką. Zamiast biegać po halach, od siódmego roku życia grałam na skrzypcach. To było marzenie taty.

GALA: Jest muzykiem?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Nie, fizykiem, a mama nauczycielką wychowania muzycznego. Rodzice chcieli, żebym obcowała z idealnym pięknem, czyli muzyką klasyczną. Byłam trochę więźniem skrzypiec, wciąż musiałam ćwiczyć. Jednocześnie obiecywały one wyzwolenie, bo dzięki nim mogłam wysoko dojść. W ogóle nie miałam dzieciństwa. Wypełniały je lekcje skrzypiec, rytmiki, umuzykalnienia.

GALA: Jak to znosiłaś?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Ciężko. W internacie nikt mnie nie głaskał po głowie. Musiałam szybko rosnąć, zahartować się. Ale to szkoła muzyczna mnie ukształtowała. Nauczyła dyscypliny. Co trzy miesiące egzaminy, wciąż musiałam się sprawdzać.

GALA: Tęskniłaś za rodzicami?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Tęskniłam. I dalej tęsknię. Tata każe mi codziennie do siebie dzwonić.

GALA: I dzwonisz?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Tak, ale najpierw się kłócimy, bo jednak nie dzwonię codziennie. Jemu pewnie mnie teraz brakuje. Rodzice zostali sami. Mój starszy brat prawnik, który mieszka w Katowicach, o wiele częściej do nich zagląda. Wiem, że mogę na nim polegać.

GALA: Jak to się stało, że po 12 latach gry na skrzypcach porzuciłaś naukę?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Matura ze skrzypiec była dla mnie stresem paraliżującym znacznie bardziej niż dzisiaj premiera teatralna. Czułam, że potrzebuję czegoś innego. nie żałuję. Będąc muzykiem, byłabym nieszczęśliwa. Dyplomowy koncert oznaczał dla mnie lata pracy, życie bez chłopaka. Skrzypce zastępowały cały świat.

GALA: Od razu się dostałaś do łódzkiej Filmówki? Bez żadnych dodatkowych lekcji?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Nie brałam żadnych lekcji. Ale już na pierwszym roku zaczęłam dostawać po łapach. Najpierw zaczęto mnie wkładać w kolejne matryce, foremki. Potem usłyszałam, że jestem za mała, za ładna, za chuda, że w ogóle nie jestem kobieca. Bo fizyczność jest narzędziem w tym zawodzie. A śp. Janek Machulski, który był opiekunem mojego roku i zawsze we mnie wierzył, mówił: „O, to jest ta cholera, co będzie grała ciekawe role”.

GALA: Pracujesz w teatrze w Łodzi. Dlaczego przeprowadziłaś się do Warszawy?

 

MARIETA ŻUKOWSKA:  Lubię to miasto, czuję, jakbym się tu urodziła. Może dlatego, że mam kompletnego bzika na punkcie II wojny światowej. Dużo czytałam o Powstaniu Warszawskim, wiem, co gdzie się wydarzyło, jakimi kanałami przemieszczali się powstańcy. Marzyłam o roli w filmie wojennym. I zagrałam Alicję Iwańską w „Generale” Anny Jadowskiej – o śmierci generała Sikorskiego (premiera w styczniu – przyp. red.).

GALA: Skąd ta fascynacja wojną?

MARIETA ŻUKOWSKA:  To wpływ dziadka, który walczył na Helu. Wojna ukształtowała też mojego tatę. Nie uwierzysz, ale historia do mnie wraca. Kupowałam niedawno mieszkanie. Adres wydał mi się dziwnie znajomy, ale nie mogłam sobie przypomnieć, skąd. Sięgam w domu po pamiętnik Alicji Iwańskiej: pod tym adresem odbywały się tajne komplety, na które ona chodziła! Przypadek? Czy to mieszkanie czekało na mnie?

GALA: Twój życiowy partner Wojtek Kasperski jest utalentowanym reżyserem. Planujecie wspólny film?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Już pracowaliśmy razem, zrobiliśmy kilka szkolnych etiud. Świetnie się rozumiemy.

GALA: Myślisz o dziecku?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Oczywiście, ale na wszystko jest czas i „ta” chwila.

GALA: Ulubiona scena z życia w domu?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Kąpiel (śmiech). Dawniej dużo biegałam. Teraz zaczynam doceniać dom, spokój, deski na podłodze, to, że mogę się wyluzować. Lubię, jak się spotkamy ze znajomymi i robimy sushi albo włoskie jedzenie. Mogę gotować cały czas!

GALA: Dwa lata temu skończyłaś studia, a już zdobyłaś 11 nagród teatralnych!

MARIETA ŻUKOWSKA:  W teatrze się realizuję. Mam wielkie szczęście, gram mocne emocjonalnie role. Pracuję m.in. z Mariuszem Grzegorzkiem, czuję się mentalnie jego córką. Ale co z tego, że zdobyłam nagrodę za najlepszy debiut teatralny, skoro media interesuje to, co jem na śniadanie i gdzie kupuję buty.

GALA: Takie są koszty popularności?

MARIETA ŻUKOWSKA:  Zgadzam się na to, ale chciałabym też, żeby inne wartości miały znaczenie. Wszystko zostało przekręcone na niewłaściwą stronę. Z okładek pism, z telewizji zniknęły starsze osoby. A powinno być tak: zrobiłeś dużo dobrych rzeczy, jesteś świetnym pisarzem, aktorem, reżyserem lub dziennikarzem – jesteś gwiazdą. Mnie zawstydza, kiedy ktoś o mnie mówi „gwiazda”. Dla mnie gwiazdą jest Jan Frycz i Staszka Celińska. Móc zrobić pierwszy duży film z takimi osobami to tak, jakbyś miała za darmo lekcje z De Niro czy Meryl Streep. Jako aktorka jestem klockiem w układance. Idę ze swoimi wielkimi chęciami i otwartym sercem na barykady. A co z tego wyjdzie, nigdy nie wiadomo.

GALA: Czy rodzice widzieli już „Nieruchomego poruszyciela”?

MARIETA ŻUKOWSKA: (śmiech) Jeszcze nie. Ale nie boję się ich oceny. Tata zawsze mnie popierał i występował przeciwko pruderii. Uważał, że trzeba podejmować trudne tematy, mówić o prawdziwych ludziach. A kto ma o tym mówić, jak nie my, aktorzy.