Nie polubiły się. Podczas pierwszego spotkania zamieniły ze sobą raptem parę słów. Zdawkowa wymiana uprzejmości trwała parę minut. Przez ten czas Marion skomplementowała sukienkę Vanessy, a ta w rewanżu pogratulowała aktorce wspaniałego występu w filmie „Niczego nie żałuję – Edith Piaf”. Mimo starań Johnny’ego atmosfera wciąż była bardzo napięta. Kiedy nadszedł czas kolacji, panie usiadły po przeciwnych końcach ogromnego stołu. Już kiedy Marion Cotillard dołączyła do obsady filmu „Public Enemies”, zaczął się szum medialny. Wszystko przez niefortunny przeciek. Jeden z członków ekipy przyznał, że wybór francuskiej aktorki do roli Billie Frechette nie był przypadkowy: „Johnny bardzo chciał, żeby kochankę Johna Dillingera, postaci, w którą się wciela, zagrała właśnie Marion. Strasznie długo męczył o to producentów”. Ta informacja wystarczyła. „Depp ma romans” – krzyczały nagłówki gazet. Jeszcze bardziej zawrzało po ukazaniu się ich wspólnych zdjęć. Ujęcie, na którym Marion całuje Johnny’ego w policzek, stało się prawie „dowodem rzeczowym”. Właśnie wtedy media ochrzciły ją „francuską Angeliną Jolie”.

NIEWINNA?

„Marion działa na mężczyzn” – skwitował Samy Naceri, z którym grała w trzech częściach komedii „Taxi”. Kiedy w 1998 roku pojawiła się na planie filmu Luca Bessona, nie było osoby, która nie zwróciłaby uwagi na młodziutką aktorkę. To była jej pierwsza poważna rola. „Nie wyglądała na wystraszoną. Od razu ustawiła się na dobrej pozycji. Nie pozwoliła, żeby traktowano ją jak debiutantkę, ale nie była też zarozumiała. Raczej pewna siebie” – chwalił koleżankę Frédéric Diefenthal. Dzięki jej charyzmie rola Lilly Bertineau, narzeczonej szalonego taksówkarza, nie zginęła w fabule filmu. Po premierze została też zauważona przez francuskich krytyków, którzy nominowali Marion do Cezara dla najbardziej obiecującej aktorki Francji. „Czuję się, jakbym śniła – mówiła wtedy. – Odkąd pamiętam, chciałam grać. To rodzice zarazili mnie tą pasją”. Już w dzieciństwie występowała na scenie w sztukach ojca, a gdy skończyła 16 lat, wyjechała do Paryża w poszukiwaniu swojej szansy. Nie od razu jednak zaczęła grać. Pierwsze przesłuchania nie były dla niej zbyt szczęśliwe. Reżyserzy bali się zaangażować młodą dziewczynę bez doświadczenia. Dopiero dwa lata później dostała pierwszy angaż. Zagrała małą rólkę w jednym odcinku serialu „Nieśmiertelny”. Jej kariera powoli zaczęła się rozkręcać. „Weszłam na odpowiednią ścieżkę” – wspominała tamte lata. Po sukcesie „Taxi” było już zdecydowanie lepiej. Francuzi zakochali się w Marion od pierwszego wejrzenia. Ona jednak unikała przelotnych romansów. A przynajmniej nie afiszowała się z nimi. Dziennikarze na każdym kroku pytali, czy jest ktoś w jej sercu. Z niewinnym uśmiechem odpowiadała, że najbliższa rodzina. Nawet śledztwo paryskich paparazzich nic nie dało. Dopiero w 2003 roku Marion pokazała „ciemniejszą” stronę swojej kobiecej natury. Podczas zdjęć do filmu Tima Burtona „Duża ryba” bardzo zbliżyła się z Ewanem McGregorem. Nie był to typowy romans na planie, raczej zażyła przyjaźń. Żonatemu aktorowi udało się utrzymać dystans, ale świadkowie twierdzą, że z dnia na dzień coraz bardziej ulegał wdziękom Marion. „Gdyby zdjęcia przeciągnęły się jeszcze o miesiąc, mielibyśmy o czym pisać” – żartował ówczesny naczelny tygodnika „People”. Na gorący materiał trzeba było jednak trochę poczekać. Kilka tygodni później w belgijskim mieście Liège rozpoczęła pracę nad komedią roman tyczną „Miłość na żądanie”. Już pierwszego dnia zaprosiła na kolację filmowego partnera Guillaume’a Caneta. Tylko po to, żeby lepiej poznać faceta, z którym miała się później całować na planie.

UWODZICIELKA MIMO WOLI

Aktor, żonaty z Diane Kruger, nie zdawał sobie sprawy z siły uroku Marion. Żeby oczarować mężczyzn, nie musiała nawet nic robić. Wystarczyło, że po prostu była. Oprócz Guillaume’a kochało się w niej trzy czwarte ekipy filmowej. „Faceci czekali na chwilę, kiedy przyjeżdżała na plan. Schodzili się wtedy przed jej przyczepę i zasypywali żartami. Kompletnie tracili przy niej głowę” – śmiała się aktorka Élodie Navarre. Marion nie kokietowała, była typem kumpla, dziewczyny z sąsiedztwa. Jak sama mówi, od zawsze lepiej się czuje w towarzystwie mężczyzn. „To zasługa moich młodszych braci bliźniaków. Trzymaliśmy się razem. Jako starsza siostra wymyślałam im zabawy. Nie mogliśmy bawić się lalkami w dom, więc ganialiśmy wymyślone stada bizonów albo lecieliśmy w kosmos odkrywać nieznane planety” – tłumaczyła. Guillaume też był pod wrażeniem jej pomysłowości. Pod pretekstem powtarzania roli zabierała go do miasta. Do tej pory po zdjęciach nie zdarzało mu się jeździć konno, karmić ptaków w parkach ani szukać okazji w second-handach. Marion nie dała mu się nudzić. „Skoro na ekranie ma być chemia, trzeba ją stworzyć także poza kamerami” – tłumaczyła „rewolucyjne” podejście do pracy. „Gwiazdy wypowiadają swoje kwestie i uciekają do hotelu. Ona była inna – wspominali operatorzy. – Nawet po skończonych ujęciach zostawała na planie. Podpowiadała, co jeszcze można zrobić, żeby uzyskać ciekawszy efekt. Była dobrym duchem”. Film okazał się wielkim hitem. Mimo że komedie romantyczne nie są ulubionym gatunkiem krytyków, odtwórcy głównych ról dostali mnóstwo pochwał. Eksperci podkreślali zaangażowanie Marion i Guillaume’a. „W tej historii byli wiarygodni. Bez dwóch zdań” – pisał dziennik „Le Monde”. Tak bardzo, że kiedy skończyli zdjęcia i przyszedł czas pożegnania, Marion miała łzy w oczach.

CZY TO JUŻ MIŁOŚĆ?

 

Starali się utrzymywać kontakt. Często rozmawiali przez telefon, chętnie godzili się też na wspólne wywiady w czasie promocji filmu. Podczas jednego z nich brytyjska dziennikarka zapytała, czy mogliby być parą. Marion znacząco spojrzała na Guillaume’a, a potem zaczęli się histerycznie śmiać. „W życiu. Spójrz na niego. To życiowy nieudacznik” – mówiła Marion. „A ona jest kompletnym bezguściem. Widziałaś te spodnie? Kupiła je na wagę w komisie z używaną odzieżą w Liège. Ile kosztowały? Dwa euro, półtora?” – kończył aktor. Potem już trochę na poważniej dodali, że łączy ich prawdziwa przyjaźń i szkoda byłoby to zepsuć. Przynajmniej tak im się wtedy wydawało. Guillaume próbował jeszcze ratować swoje małżeństwo, a Marion, która wiedziała o kryzysie w związku przyjaciela, postanowiła zniknąć z jego życia. Nie wytrzymali długo. Już na początku 2005 roku znowu zaczęli do siebie dzwonić. Marion była pierwszą osobą, której powiedział, że bierze rozwód. Oficjalnym powodem rozstania z Diane Kruger była popularna w takich przypadkach niezgodność charakterów i brak możliwości wytyczenia wspólnych celów. Nieoficjalnie to Marion wymieniano jako pierwszą przyczynę rozpadu małżeństwa Guillaume’a.

DOBRE LATA

Kiedy dostała propozycję zagrania obok Russella Crowe’a w „Dobrym roku”, nie wahała się ani chwili. „To piękna historia. Pokazuje, co tak naprawdę jest w życiu ważne. I wcale nie są to pieniądze” – mówiła o filmie. Praca na planie zbiegła się akurat z rozwodem Guillaume’a. Marion nie chciała w tym uczestniczyć. Jednak nie dała rady oderwać się od rzeczywistości. Mimo że zdjęcia kręcono na francuskiej wsi, w okolicy aż roiło się od paparazzich, którzy próbowali przyłapać Marion i Russella. „Skoro zniszczyła małżeństwo Guillaume’a, kolejny żonaty facet będzie dla niej łatwym kąskiem” – pisał brukowiec „The Sun”. Długo nie mogła się otrząsnąć po tych publikacjach. Mogła jednak liczyć na pomoc. Russell Crowe i Guillaume, który codziennie dzwonił do Marion, sprawili, że nabrała odpowiedniego dystansu. Australijczyk żartował nawet, że sami mogą kreować rzeczywistość. „Wystarczy, że obejmę Marion podczas luźnej rozmowy, a na drugi dzień brukowce napiszą, że jesteśmy parą” – tłumaczył. I rzeczywiście. Podczas promocji filmu to ich „romans” był największą atrakcją. Po skończonych zdjęciach zaczęła się spotykać z Guillaume’em. Dali sobie najpierw trochę czasu na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. Jednak znajomi aktorki twierdzą, że chwila, kiedy zaczęli być parą, odmieniła Marion. Niedługo później spotkała się z producentem filmu biograficznego o życiu Edith Piaf. „Bezczelnie weszła do mojego gabinetu i oznajmiła, że muszę dać jej tę rolę. Gdy zapytałem: »Dlaczego?«, odpowiedziała: »Bo Edith Piaf to ja«” – opowiadał. Ponoć już po pierwszych ujęciach Marion przekonała do siebie wszystkich niedowiarków. „Kiedy zaśpiewała »La vie en rose«, byliśmy w szoku. To tak, jakby Edith weszła w jej ciało” – zachwycał się reżyser Olivier Dahan. Po premierze o Marion mówił cały świat. „To był najbardziej niesamowity pokaz umiejętności aktorskich, jaki kiedykolwiek miał miejsce w filmie” – pisał Stephen Holden z „New York Timesa”. A była to tylko jedna z wielu takich recenzji. Aktorka zdobyła wszystkie najważniejsze nagrody filmowe – Oscara, Cezara, Złoty Glob i BAFTĘ. „Wciąż nie umiem się odnaleźć w tej sytuacji. Muszę mówić po angielsku, a to nie jest dla mnie łatwe – śmiała się po rozdaniu Oscarów. – Ale chyba przeżywam właśnie najlepsze chwile swojego życia. Gdybym tylko nie miała tylu wywiadów”.

Podczas jednego z nich, dla francuskiego magazynu „Marianne”, Marion przedstawiła swoją wersję wydarzeń z 11 września 2001 roku. mówię, co myślę „Wieże WTC nie mogły się tak po prostu zawalić. Nowoczesne konstrukcje są projektowane tak, żeby do tego nie dochodziło. Ktoś musiał je wysadzić” – mówiła. W dalszej części rozmowy przyznała, że zrobili to sami Amerykanie. „Koszty remontu byłyby dużo wyższe” – tłumaczyła. W USA zawrzało. Pastor Robert Westman stojący na czele kościelnej społeczności „Option” nawoływał do bojkotu aktorki. „To lewicowa idiotka. Brzydka Francuzka obraziła nasz kraj. Nazwała Amerykanów kłamcami... Zabierzmy jej Oscara” – mówił na łamach magazynu „Globe”. Marion próbowała przeprosić, tłumacząc się, że zdania wyrwane były z kontekstu, to jednak nie wystarczyło. Przez kilka miesięcy była wrogiem numer 1. Sympatię odzyskała dopiero kilka dni temu. Akademia Filmowa zaprosiła ją do jury, które przyznaje Oscary. co dalej? Sama przyznaje, że jest teraz w najlepszym okresie życia. „Dojrzałam. Nabrałam siły tak potrzebnej, by wytrwać w tym biznesie. Wszystko świetnie się układa” – mówiła jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do „Public Enemies”. Niedługo zacznie pracę przy filmowej wersji musicalu „Nine”. Obok Sophii Loren, Daniela Day-Lewisa, Penélope Cruz i Nicole Kidman. „Kocham śpiewać. Gdybym nie grała w filmach, zostałabym piosenkarką” – mówiła. Teraz jednak jej nazwisko nie zginie w natłoku innych gwiazd. „Niepostrzeżenie narodziła nam się nowa sława. Zupełnie inna od hollywoodzkich aktorek. Ciepła, bezpośrednia, kochająca swoją pracę” – pisał „Le Figaro”. Co na to sama Marion? „Nie wiem, jak to jest być gwiazdą. I chyba nie chcę się dowiedzieć. Dobrze jest tak, jak jest. Mam ciekawe propozycje, duży komfort podejmowania decyzji. Czego chcieć więcej? Chyba tylko czasu dla siebie” – odpowiadała na pytania internautów. Po roli Edith Piaf jej życie przewróciło się do góry nogami. Marion zaniedbała trochę przyjaciół z organizacji ekologicznej Greenpeace, z którymi jeszcze niedawno protestowała przeciwko degradacji środowiska. „Postaram się działać w inny sposób. Wykorzystam to, że teraz ludzie chcą słuchać, co mam do powiedzenia” – tłumaczyła. W życiu prywatnym też nie może narzekać. Mimo że jej związek z Guillaume’em wciąż jest pod obstrzałem prasy, są szczęśliwi. Oboje nauczyli się już nie reagować na sensacyjne doniesienia o kolejnych gorących romansach Marion.