GALA: W twoim rodzinnym domu nosiło się garnitury?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Pamiętam, że w szafie mojego dziadka było kilka bardzo dobrze skrojonych klasycznych garniturów. Dziadek był przystojnym mężczyzną i wyglądał w nich rewelacyjnie.

GALA: Dlaczego wybrałeś modę męską?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Jest mi bliższa, bardziej przyjazna i bardziej czytelna. Wydaje mi się, że doskonale ją czuję.

GALA: Wziąłeś się za projektowanie ubrań dla mężczyzn w kraju, w którym niewielu ma świadomość swojego stylu.

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Nie jest cudownie, ale nie ma również tragedii. U nas mężczyźni mają zupełnie inne nawyki. Od jakiegoś czasu obserwuję jednak, że coraz więcej panów chce mieć rzeczy zaprojektowane specjalnie dla nich. Dostaję czasami kilkanaście listów e-mailowych w miesiącu z pytaniami, gdzie można zobaczyć moją kolekcję, czy można coś z niej kupić lub zamówić jakiś jej element.

GALA: W naszym kraju mężczyzna, który zwraca się o pomoc do projektanta, uważany jest za metroseksualnego faceta, dziwaka albo kogoś, kto nie ma co zrobić z pieniędzmi.

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Mężczyzna, który zgłasza się do projektanta i chce uszyć garnitur na miarę, nie musi być od razu ,,fashion victim”, czyli maniakiem mody, a czasami jej ofiarą. On po prostu chce dobrze wyglądać. Panowie mają ogromny problem, żeby znaleźć garnitur, w którym będą się dobrze prezentowali.

GALA: Dla jakich mężczyzn najtrudniej ci się projektuje? Grubych, niskich, chudych, blondynów?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: To, o czym mówisz, zależy bardziej od sposobu ich myślenia i poczucia estetyki. Jeżeli ktoś żyje w zgodzie ze sobą, to nie będzie miał problemów z ubieraniem. Gorzej, kiedy nie akceptuje siebie i swojej fizyczności. Wtedy zaczynają się kłopoty. A jaka jest w tym moja rola? Muszę umiejętnie eksponować u mężczyzny to, co ma najlepszego w sylwetce, i ukrywać jej niedoskonałości.

GALA: Czy są mężczyźni, którzy wierzą, że dzięki tobie staną się przystojniejsi?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Tak. Ale ja nie mam czarodziejskiej różdżki. Mogę trochę pomóc, sprawić, że ich sylwetka będzie lżejsza, smuklejsza. Biologii jednak nie oszukam.

GALA: Projektujesz też płaszcze, spodnie i marynarki. Która część męskiej garderoby sprawia ci najwięcej trudności?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Największym wyzwaniem jest dla mnie garnitur. Już tyle ich powstało. Miały różne kroje, fasony, kolory i desenie... A ja wciąż poszukuję takich rozwiązań, aby garnitur w pełni nadawał się do noszenia, a jednocześnie był całkowicie nowatorski.

GALA: Twoje garnitury są niepowtarzalne, a to kosztuje...

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Trzeba zrozumieć, że ubrania szyte na miarę powstają zupełnie inaczej niż te, które wiszą na wieszakach w sklepach. Składają się na nie projekt, praca krojczego, krawca. Także tkaniny, jakich używam, są najwyższej jakości. To zazwyczaj wełny lub kaszmiry w bardzo dobrym gatunku.

GALA: Kim są twoi klienci?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: To osoby publiczne, ale także pracownicy banków, kancelarii adwokackich, czyli osoby, które muszą i chcą dobrze wyglądać.

GALA: Ile garniturów w swojej szafie powinien mieć mężczyzna?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: To zależy, co robi.

GALA: Na przykład jest biznesmenem.

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Pięć. Na każdy dzień pracy inny.

GALA: Czy twoi klienci ubierają się dla swoich żon, dziewczyn?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Kiedy ich obserwuję, to myślę, że nie. Przychodzą do mnie z własnych pobudek i to mi się podoba. Jeszcze kilka lat temu panowie przyjeżdżali do mojej pracowni z żonami lub partnerkami, żeby te zobaczyły projekt, zatwierdziły go i powiedziały, co myślą. Teraz już się to nie zdarza.

GALA: W zasadzie nie ubierasz kobiet, ale dla Kasi Figury uszyłeś damski garnitur. Jak to się stało?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Z moim projektowaniem dla kobiet jest tak, że staram się w nich odnaleźć męski pierwiastek. To jest dla mnie klucz do przygotowania projektów dla pań. Nie ubieram kobiet lekko. Nie robię z nich nimf. Zdarza się, że na sukienkę biorę ten sam materiał, z którego szyję garnitur. Kasia przyszła na jeden z moich pokazów. Kolekcja jej się spodobała. Powiedziała mi, że chce, abym uszył jej garnitur.

GALA: Wywołałeś poruszenie, kiedy ubrałeś w spódnicę Sebastiana Karpiela- -Bułeckę.

MARIUSZ PRZYBYLSKI: On ma w sobie tyle testosteronu... Nie miałem obaw, że może mu to zaszkodzić. Pomysł powstał przy okazji premiery jego płyty ,,Na siedem”. Chciał wtedy zmienić swój wizerunek. Podczas projektowania spódnicy dla Sebastiana zainspirowałem się strojem wojowników wschodnich sztuk walki, np. kung-fu. Japońscy samuraje, będący wzorem męskości, zakładali przed walką hakamę, która miała fason spódnicy.

GALA: Wyprawiłeś do ślubu Reni Jusis i Tomka Makowieckiego.

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Reni była moją pierwszą klientką celebrytką. Poza tym już wiele lat się znamy i przyjaźnimy. Sądziłem, że skończy się na garniturze dla Tomka, ale kiedy okazało się, że bardzo podobnie myślimy o tym, jak ma wyglądać jej ślubna sukienka, to zająłem się jej zaprojektowaniem.

GALA: Czym się inspirujesz, kiedy zaczynasz projektować?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Prawie wszystkim. Do tej pory byli to m.in. amanci francuskiego kina, ale także wojskowość. Ostatnio zachwyciły mnie dwa miasta: Berlin i Stambuł. Następna kolekcja, którą zaprezentuję w maju, będzie miała dużo wspólnego z matematyką i naukami ścisłymi.

 

GALA: Gdzie w Europie są najciekawiej ubrani mężczyźni, których styl robi na tobie wrażenie?

MARIUSZ PRZYBYLSKI: Myślę, że we Francji. Tamtejsi panowie uprawiają tzw. modę z filozofią. To jest zabawa szczegółem, akcentem. Nie ma tam przesadnej formy ani koloru. To wysublimowana moda.