GALA: Dlaczego wyjeżdżasz?

MATEUSZ DAMIĘCKI: To pytanie zadawało mi już wielu ludzi, zadawałem sobie je również ja sam. Pewnie się dowiem, po co, kiedy wrócę... To jest bardzo ciekawe, że coś mnie wciąż ciągnie do Rosji.

GALA: Jesteś rusofilem?

MATEUSZ DAMIĘCKI:  Staram się być wyważony w tym swoim zauroczeniu Rosją. Choć pewnych rzeczy nie jestem w stanie opanować. Dlatego w pełni świadomy historii, znając swój zachwyt tamtymi stronami, robię wszystko, by znaleźć złoty środek. Wiem, że moja opinia o Rosji jest mało obiektywna i żeby zdjąć z siebie choć trochę tego niezdrowego podniecenia, muszę wiedzieć o Rosji więcej. Poznać wszystkie jej odcienie.

GALA: Ten kosmopolityzm mogłeś wyssać z mlekiem matki.

MATEUSZ DAMIĘCKI: A moja mama jest kosmopolitką?

GALA: Studiowała za granicą, zna perski, arabski, turecki – języki, którymi rzadko w Polsce ktoś włada.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Bo mama studiowała przez chwilę w Turcji, a później, już tutaj na uniwersytecie, stosunki międzykulturowe Azji i Afryki. Przez jakiś czas mieszkała także w Libii, Afganistanie i chodziła do rosyjskiej szkoły.

GALA: Co chcesz sobie udowodnić dzięki tej podróży?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nie wiem... Najgorsze są takie odpowiedzi.

GALA: Jakie?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Stoickie.

GALA: Posłuchaj tego: ,,Jakie on ma pojecie o takiej wyprawie. Pewnie mu zapłacili, żeby został twarzą tego projektu”. To o tobie. Tymczasem ty jesteś mózgiem, a nie twarzą tej podróży. Znasz język rosyjski, tamtejsze realia. Osobiście pilnujesz każdego szczegółu wyprawy.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Dla mnie to jest oczywiste. A taki komentarz, który przytoczyłeś, jest po prostu zabawny. Sam wiem najlepiej, ile nad tą wyprawą siedzę, jak długo ją przygotowuję, ile o niej myślę. Mija rok, odkąd padł pomysł tej ekspedycji, a przygotowania trwają od 5 stycznia. Dzień w dzień. Nawet na tygodniowym, upragnionym wakacyjnym wyjeździe do Grecji miałem tylko pozorny spokój. Każdego dnia pobytu przed snem myślałem o wyprawie.

GALA: Sprawdziłeś się jako organizator, poszukujący pieniędzy i pertraktujący menedżer. Rozsmakowałeś się w tym.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Rzeczywiście, trochę namąciło mi to w głowie – stworzyło… atrakcyjną alternatywę.

GALA: Mógłbyś rzucić aktorstwo?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nie. Ale pojawił się dla mnie drugi świat, równoległy do grania. Żeby jednak to miało zastąpić mój zawód? Tak daleko bym się nie posunął. Wiem, że dzięki tej wyprawie będę wiedział więcej. Tam będę miał bardzo dużo czasu na myślenie. Dominik Kopczyński, który ma za sobą podobną podróż, twierdzi, że po tygodniu przestaje się mówić, ponieważ wysiada głos albo kończą się tematy. I wtedy człowiek zostaje sam ze sobą.

GALA: Może wyjeżdżasz, bo odkryłeś, że czegoś bardzo ci brakuje. Jest jakaś dziura do załatania?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Zawsze chcemy czegoś, czego nie mamy. A inni zazdroszczą nam tego, co mamy, i mówią, że bluźnimy, narzekając.

GALA: Szukasz samotności?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nie po to tam jadę. A czy dam sobie z nią radę w Rosji? Zobaczymy. Ja Rosji nie szukałem, to ona mnie znalazła. I niech ona się teraz o to martwi. A w ogóle to myślę, że nie można lekceważyć takiego dotknięcia. To jest taka moja studnia bez dna, do której nikt nie ma dostępu. Wiedza Rosji, moja wiedza, daje mi przewagę.

GALA: „Twoja Rosja” jest jak teren prywatny. Do aktorstwa wszyscy mają dostęp. A do niej nikt.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Tak. Kiedy pojechałem tam po raz pierwszy, mając 17 lat, nie mogłem tego wiedzieć. Z czasem okazało się jednak, że panujące tam skrajności, dla wielu niezrozumiałe i nieatrakcyjne, mnie zafascynowały. Dziś wiem, że wynika to z kontrastu do mojego zawodu, w którym wszystko jest iluzją. Zawodu, który polega na tym, że jak trzeba zagrać scenę wojenną, to przygotowują mi rów okopu, podają herbatę z cytryną, później włączają deszczownicę i robią sztuczny deszcz. Następnie, po trzyminutowym ujęciu, mówią: ,,Stop. Mateusz, chodź, wyjdź, nie mocz się, bo jeszcze nam się przeziębisz”. I jak oglądam się w ,,Przedwiośniu’’, „Ruskim buncie” albo „Jutro idziemy do kina”, to widać, że jestem niezłym żołnierzem... Szybko jednak przypominam sobie, jak było naprawdę. Wtedy ogarnia mnie pusty śmiech. A Rosja to prawdziwe doznania i doświadczenia, w przeciwieństwie do kina. Może jest jednak we mnie dziura, którą tam załatam.

GALA: Ktoś był przeciwny wyprawie?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nikt nie był przeciwny. Ludzie, którzy mnie kochają, nie tyle starają się mnie odwieść od tej podróży, co po prostu się o mnie troszczą. To chyba normalne. Ale ta troska – zauważyłem – wywołuje błędne koło.

GALA: Dlaczego?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Bo im dłużej przygotowuję tę wyprawę to, teoretycznie, dla mnie staje się ona coraz bardziej „oswojona”. Z kolei ludzie, którzy nie są zaangażowani w przygotowania, stanęli w miejscu, wciąż żyją obawą przed nieznanym.

GALA: Ale najbliższym trzeba oddać prawo do strachu.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Oj tam, strachu od razu… Martwi mnie jedynie to, że moi bliscy i Patrycja niepokoją się.

GALA: Usłyszałeś od którejś z tych osób: „Wybieraj: albo wyprawa, albo...”.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nie.

GALA: To miałeś szczęście.

 

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nie zostałem postawiony przed takim wyborem. Nie tędy droga. Nie twierdzę, że sytuacja nie wymagała ode mnie delikatności i dyplomacji… Ale jak wiadomo, na podjęcie każdej decyzji trzeba mieć czas, a ja przecież nie przygotowuję tej wyprawy od wczoraj. Podobnie jak pozostali, którzy jadą – Paweł Długołęcki, Grzesiek Gos, Dominik Kopczyński, Marek Sudół, Tomek Toruń. Natomiast jeśli chodzi o moje życie zawodowe, to – znając realia mojej pracy – uprzedziłem wszystkich o moich planach. Pogodziłem się również z faktem, że musiałem zrezygnować z niektórych propozycji. To nie jest spontaniczna wycieczka, którą wymyśliło sobie sześciu chłopców... Kiedy widzę w internecie komentarz o naszej podróży: ,,...Koperski (odbył kilka podróży samochodowych przez Syberię. W 1994 przejechał z Zurychu do Nowego Jorku przez Syberię – przyp. red.) to pojechał sam i jeszcze dotarł do Nowego Jorku, a ci robią sobie imprezę na obcasach”...

GALA: To co wtedy myślisz?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Że człowiek, który to pisze, w życiu nie miałby odwagi nawet na „imprezę na obcasach”. Ja oczywiście chylę czoła przed panem Koperskim i nie mam wcale ciśnienia, aby nazywać siebie podróżnikiem. Jadę zrobić mapę swojej Rosji, a nie porównywać się z innymi.

GALA: Będziesz tęsknić?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nie wiem – zadasz to pytanie, gdy wrócę. Dominik, kierownik wyprawy, ma za zadanie przewidywać wszelkie sytuacje i mieć plan działania na 1., 7., 14., 31. czy 75. dzień podróży. Ja natomiast projektuję sobie ten syberyjski świat tylko na dwa tygodnie naprzód. Znam siebie. Wiem, że przez ten czas mój stopień podniecenia, moje zaangażowanie w tę wyprawę, rytm i chęć poznania czegoś nowego będą na tyle mocne, że stłumią tęsknotę. A co będzie później… Sam nie mogę się doczekać.

GALA: Będziesz miał telefon?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Zabieramy telefon satelitarny. Ale ma być używany jedynie w sytuacjach szczególnych.

GALA: Należy do nich rozmowa z ukochaną?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Na taką trzeba będzie zasłużyć.

GALA: Jak?

MATEUSZ DAMIĘCKI: W każdym kolejnym tygodniu podróży zamierzamy robić wzajemne podsumowania. Każdy z nas będzie miał zeszycik- dzienniczek, w którym ma oceniać kolegów. Będziemy obiektywnie wybierać podróżnika tygodnia. Kryteria oceny: koleżeństwo, pomoc w niebezpiecznych sytuacjach, czystość itd... Nagrodą będzie pięć minut rozmowy przez telefon, uścisk dłoni prezesa, dodatkowa racja cukru i medal wystrugany z kartofla… Sześciu ludzi zamkniętych w trzech samochodach. Będziemy tworzyć odizolowaną społeczność. Taki mały ekosystemik.

GALA: To jak życie w celi.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Tak?

GALA: Spanie na tak małej powierzchni. Ograniczona swoboda ruchu.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nie zapominaj o tym, że jedziemy w miejsca, gdzie są bezkresne przestrzenie. Mam nadzieję, że te skrajności będą się uzupełniały, wypełniały... Na wszelki wypadek przed wyjazdem mamy spotkanie z psychologiem. Wiele rzeczy trzeba było przewidzieć. Na przykład w tej wyprawie nie przypadkiem znalazł się Paweł Długołęcki, z którym przyjaźnię się od dziecka. Przeżyliśmy wspólnie bardzo wiele. To dla mnie ważne, że właśnie on jedzie.

GALA: Gdy wrócisz, możesz znaleźć się w nowej sytuacji, także osobistej.

MATEUSZ DAMIĘCKI: Nie myślałem o tym. Zabiłaby mnie świadomość, że może nastąpić jakiś definitywny koniec. Usłyszałem niedawno od kogoś: ,,Jedziesz tylko na dwa i pół miesiąca. Po co te górnolotne słowa, po co ten patos”, albo: „Przecież jedziesz tylko na wycieczkę”. Są ludzie, dla których rozłąka z ukochanym człowiekiem nie stanowi problemu... Ja do nich nie należę. Bo jeżeli facet uważa, że jest w szczęśliwym związku, a dwa i pół miesiąca rozłąki to dla niego drobiazg, to…

GALA: Kłamie, kiedy tak mówi?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Tak. Albo nie jest z kobietą, z którą powinien być.

GALA: Boisz się?

MATEUSZ DAMIĘCKI: Jakbym zaczął wymieniać alfabetycznie, czego po kolei, to powstałaby długa lista. Ale bez strachu nie ma takich wypraw.