GALA: Długo cię nie było. Po sukcesie komedii romantycznej „Kate i Leopold” praktycznie zniknęłaś z ekranu. Na siedem długich lat.

MEG RYAN: Poczułam się wypalona. Pusta w środku, wyzuta ze wszystkich emocji. Przez dwadzieścia lat pracowałam prawie bez przerwy. W końcu powiedziałam: „dość”. Chciałam poznać nowych ludzi, nowe miejsca. Dać sobie szansę na zrealizowanie wszystkich marzeń, które stopniowo wypełniały moją głowę.

GALA: Wiedziałaś, że kryzys był aż tak poważny?

MEG RYAN: Nie chciałam się nad tym zastanawiać. Nie miałam na to nawet siły. Mój poziom energii wewnętrznej spadł prawie do zera.

GALA: W 2001 roku rozstałaś się z mężem Dennisem Quaidem. Akurat przed premierą „Kate i Leopolda”. Zbieżność dat nie jest chyba przypadkowa…

MEG RYAN: Nie jest. To był rok, w którym zburzyłam swoje dotychczasowe życie i zaczęłam nowe. Od tego momentu nie wracam do czasów mojego małżeństwa. W pewnym sensie mnie zawiodło i przysporzyło zbyt wielu rozczarowań. Wyciągnęłam wnioski, przyjęłam ciosy i nauczyłam się czerpać siły z nowych doznań. Wcześniej nie wiedziałam, że cierpienie może sprawiać, że człowiek dojrzewa. Że tak bardzo odświeża mu się i klaruje światopogląd.

GALA: Dużo czasu zajęło ci dojście do takich wniosków?

MEG RYAN: Wtedy wydawało mi się, że trwa to wieczność. Ale tak nie było. Pozbierałam się po kilku miesiącach. Powoli zaczęłam się nawet cieszyć wolnością. Okazało się, że wreszcie zaczęłam mieć mnóstwo czasu dla siebie.

GALA: A osobę, na którą mogłaś liczyć?

MEG RYAN: Nie chciałam się wtedy z nikim wiązać. Absolutnie nie byłam na to gotowa.

GALA: Od tamtego czasu nie byłaś z nikim na dłużej.

MEG RYAN: Poświęciłam się dzieciom. Mój syn Jack ma teraz 16 lat. Rozwód zastał go w wieku, w którym potrzebował dużo uwagi i cierpliwości z naszej strony. Prawie dwa lata temu adoptowałam dziewczynkę z Chin. Dziś Daisy True ma trzy lata. Nie miałam czasu i miejsca w sercu na nową miłość.

GALA: To może przyjaciółki? W filmie „Kobiety” twoja bohaterka ma w nich olbrzymie wsparcie.

MEG RYAN: Wtedy były przy mnie tylko najbliższe osoby. Resztę znajomości zweryfikowały trudne chwile. Ale nie żałuję. Mogłam się bardziej otworzyć na nowych ludzi. I nagle zobaczyłam, że wcale nie muszę mieć przyjaciół, którzy grają w filmach, są menedżerami czy producentami. Byłam w wielu krajach dotkniętych głodem, wojną, chorobami. Poznałam mnóstwo osób z prawdziwymi, przejmującymi historiami. To właśnie one zbliżyły nas do siebie. Z każdej podróży wyniosłam więcej prawdziwych emocji, niż doświadczałam przez kilka lat życia w Hollywood.

GALA: Co jest najważniejsze w przyjaźni?

MEG RYAN: Przede wszystkim zaufanie. W świecie, gdzie wszystko jest na sprzedaż, to jedna z najbardziej istotnych wartości. Na drugim miejscu jest… poczucie humoru. Dobry żart jest czasem lepszy niż poważna, kilkumiesięczna terapia.

GALA: Chodziłaś na terapię?

MEG RYAN: Wiele razy. Spotykałam się z wieloma psychologami. Każdy miał inne sposoby, ale zawsze okazywało się, że nic na mnie nie działa. Chyba musiałam pomóc sobie sama. Stopniowo każdą przykrą rzecz oswajałam i wyrzucałam z głowy.

GALA: Z czym miałaś najwięcej kłopotów?

MEG RYAN: Ze zdradą.

GALA: Byłego męża?

MEG RYAN: Mogę tylko powiedzieć, że nasze małżeństwo nie było idealne. Ale nie stawiam siebie w roli ofiary. Żyłam w tym związku i walczyłam o niego. W końcu oboje stwierdziliśmy, że nic z tego nie będzie.

GALA: W „Kobietach” twoja bohaterka radzi sobie z romansem ukochanego. Wygląda nawet na to, że jest mu w stanie przebaczyć.

MEG RYAN: Na pewno bardzo chce to zrobić. Chwila, w której dowiaduje się o niewierności, całkowicie zmienia jej życie. Zaczyna wreszcie zauważać, że ono nie było idealne już wcześniej. Jest strasznie załamana, ale później bierze się w garść. Błyskawicznie udaje jej się stanąć na nogi. Ja tak nie umiałam.

GALA: To jest już poza tobą?

MEG RYAN: Tak, jestem tego pewna.

GALA: Teraz wróciłaś na plan. Niedawno premierę miała komedia „Centralne biuro uwodzenia”, a teraz „Kobiety”. Wydaje się, że Meg Ryan znowu zaistniała w świadomości widzów.

MEG RYAN: To właściwie był przypadek. Nie planowałam akurat takiego powrotu. „Centralne biuro uwodzenia” miało być jedynym filmem przewidzianym na ten rok. Nie sądziłam, że w końcu ruszymy z pracą przy „Kobietach”. Miałam regularny kontakt z reżyserką Diane English. Dzwoniła do mnie średnio trzy razy w roku w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Wciąż jednak ze złymi wiadomościami. Nie miałyśmy zaakceptowanego budżetu, nie mogłyśmy zgrać terminów z innymi dziewczynami. W końcu, to było w zeszłym roku, odebrałam telefon, na który czekałam. Tym razem Diane aż krzyczała w słuchawkę z radości. Mogłyśmy zacząć kręcić „Kobiety”.

GALA: Wszystkie bohaterki filmu odnoszą sukcesy. W różnych dziedzinach życia. Mężczyźni boją się takich kobiet?

MEG RYAN: Boją się raczej przyjaciółek swoich partnerek, które wyśledzą każdą ich zdradę. Wydaje mi się, że większość mężczyzn odczuwa lęk przed silnymi kobietami. Chociaż znam też paru panów, którzy szukają tylko i wyłącznie takich partnerek. Może liczą na to, że one pokierują także ich życiem?

GALA: Ale mąż Mary chce do niej wrócić, dopiero kiedy udaje jej się odnieść sukces.

 

MEG RYAN: Raczej gdy się dowiaduje, czego chce od życia. Kiedy wie, kim jest.

GALA: Ty już wiesz?

MEG RYAN: Tak. Jestem bardzo szczęśliwą kobietą.