Meksyk zachwyca zabytkami, pięknem natury, ale i świetną kuchnią. W tym kraju nawet zwykła wizyta na bazarze staje się przeżyciem natury estetyczno-kulinarnej. Na targu w Cancún pełne dorodnych owoców i warzyw stragany przyciągają wzrok żywymi kolorami. Złociste banany (tu soczyste!) sąsiadują z przeznaczonym do smażenia gatunkiem o jasnobrązowej skórce. Obok papaje, pomarańcze, limonki, bez których nikt nie wypiłby tu piwa czy tequili (solenie dłoni to europejski wynalazek), kolby kukurydzy, pomidory, fasola... Ale królową straganów jest papryka. W Meksyku rośnie około stu jej odmian. Karol Okrasa, który uwielbia eksperymenty, na bazarze kupił ćwierć kilograma chapulines. To solone koniki polne prażone w głębokim oleju, które miejscowi traktują jak chipsy. Częstował nimi uczestników naszej wyprawy, twierdząc, że są zdrowe, bo zawierają dużo białka. Spróbowałam! Hmm, da się przełknąć... Wszystkim natomiast mogę polecić meksykańskie sery. Zwłaszcza biały, w smaku podobny do ricotty. Karol próbował również innych przysmaków. Najbardziej przypadła mu do gustu zupa z limonek, w smaku podobna do naszej ogórkowej. Był zachwycony tym, że do wielu potraw dodaje się świeżej kolendry. Obiecał meksykańskie fascynacje przenieść do polskiej kuchni