Gigantyczna ceremonia pożegnalna Michaela Jacksona, która odbyła się 7 lipca, wzbudza wiele kontrowersji. Miasto aniołów jest w żałobie, jednak nie brak głosów, że organizatorów uroczystości cechowała przede wszystkim rozrzutność. Wydatki związane z ceremonią wyniosły łącznie 1,4 miliona dolarów – wszystko z kasy miasta Los Angeles.

Kwota okazała się być podejrzanie wysoka i prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie kosztów organizacji wydarzenia. Podczas gdy Kalifornia musi szukać oszczędności, aby uporać się z kolosalnym deficytem budżetowym (26 miliardów dolarów), wstępne rozpoznanie wykazało m.in, że na same kanapki dla policjantów zabezpieczających uroczystości wydano 48 tys. dolarów, a dostarczono je z miejsca odległego od Staples Center o 110 kilometrów! "Nasze śledztwo przybrało nieoczekiwany obrót, ujawniając aspekty zarówno cywilne, jak i kryminalne’” powiedziała prokurator Carmen Trutanich. Przykład? Okolice Staplec Center patrolowało aż 4 000 policjantów, których praca kosztowała 1,1 miliona dolarów.

Tymczasem, zamiast 250 tysięcy fanów bez biletów wstępu, których spodziewano się na miejscu, pojawiło sie zaledwie około tysiąca. Do obsługi prywatnej ceremonii pogrzebowej na cmentarzu Forest Lawn w Hollywood zmobilizowano tysiące pracowników miejskich. Do tego dochodzą koszty regulacji ruchu, sprzątania, obsługi technicznej. Prokurator Trutanich zapowiedziała też, że skontaktuje się z firmą AEG, która jest właścicielem Staples Center i której spółka-córka, AEG Live zajmowała się organizacją niedoszłych koncertów Michaela Jacksona w Londynie. Wygląda na to, że po raz kolejny biznes pokonał miłość i łzy.