Spotykamy się w jego domu- twierdzy. Z kuchni dobiega gwar dziecięcych głosów. Córeczki Michała kończą kolację. Najmłodsza Vivienne czeka na wieczorną kąpiel. Przy wejściu do gabinetu, gdzie stoją symulatory lotów samolotowych, natykam się na fryzjerkę. Wywiad musi się trochę opóźnić, bo Michał farbuje włosy. Robi to co dwa tygodnie.

GALA: Dzieciom też przefarbujesz włosy?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Nie.

GALA: One nie pytają, dlaczego jesteś inny niż reszta tatusiów?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Nie. Nigdy żadne z nich nie zadało mi tego pytania. Dla nich tata to czerwień. I już.

GALA: Nadejdzie taki moment, że przestaniesz się farbować?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Oczywiście! Ja chcę być łysy. Ogolę się na łyso, gdy nagram płytę w „sweterkowych” klimatach. Wtedy będę taki, jak zawsze marzyłem – spokojny, opanowany.

GALA: Ale na razie się na to nie zanosi. Miałeś wszystko, cały show-biznes u swych stóp, a teraz mówi się o Tobie – bankrut.

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Dzielę życie na sferę zainteresowań i sferę wpływów. W mojej karierze są rzeczy zależne ode mnie i takie, które ode mnie nie zależą w żaden sposób. Poza sferą moich wpływów są plotki na mój temat. Mam w sobie spokój, którego wy, media, nigdy mieć nie będziecie. Nauczyłem się delektować chwilą.

GALA: Twoje pięć minut już minęło?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Miałem swoje pięć minut, a może było to nawet 15. Ale czy to znaczy, że nie będzie kolejnych pięciu? Może w innej dziedzinie? Wciąż szukam nowych wyzwań.

GALA: Ale gdzie właściwie, bo jakoś o nich nie słychać...

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Po tym sukcesie, jaki odniosłem z zespołem Ich Troje po 2000 roku, zdarzyło się wiele. Wydałem album Mandaryny, który pokrył się platyną. Zrobiliśmy dwie trasy koncertowe z Plusem i Avansem, to ponad 300 koncertów łącznie. Uwieńczone to było sprzedażą 200 tys. egzemplarzy naszej siódmej płyty i prawie 100 tysiącami ostatniej „Ósmy Obcy Pasażer”. Nie słyszałaś o tym, bo żadna wytwórnia za tym sukcesem nie stała. Ludzie nas słuchają, a media o tym milczą. Branża nigdy mnie nie zaakceptowała. Co najwyżej jako kuriozum. Nie jako faceta, którego słucha ogromna część Polaków.

GALA: Prawda jest taka, że zniknąłeś.

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Teraz zniknąłem na własne życzenie. Jest to wynik nagonki na moją osobę, a ja potrzebuję spokoju. Mam świadomość, że to się nigdy nie skończy. Niezależnie od tego, czy znowu zdobędę wszystko, czy będę w rynsztoku – wciąż będą pisać, co chcą.

GALA: Czy Ty czasem nie robisz z siebie ofiary?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Jestem ofiarą mediów i pewnie też samego siebie. Kilku złych postaci z rynku fonograficznego. Dla moich fanów a także fanów zespołu Ich Troje wcale nie zniknąłem. Mój coach przekonał mnie, żebym przestał pisać blog, mimo że był bardzo poczytny. Skupiłem się bardziej na sobie i na tym, co jest dla mnie ważne.

GALA: Więc możesz się przyznać, że jako muzyk najlepsze masz już za sobą?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Wierzę w to, że najlepsze dopiero przede mną. Wiesz, kiedy tak naprawdę miałem swoje pięć minut? Kiedy zostałem ojcem mojego pierwszego dziecka. Żaden sukces nie przyniósł mi takiej radości, jak moment, w którym trzymam swoje dziecko na rękach. Dlatego moim mottem życiowym jest: „Wszystko możecie mi zabrać, ale nie te chwile”. Sukces przychodzi i odchodzi, a to, co się dzieje w moim sercu – zostaje.

GALA: Jesteś facetem, który za żadne skarby nie przyzna się do porażki.

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Teraz odpoczywam od muzyki, co nie znaczy, że się z nią rozstałem na dobre. Jeśli komuś się wydaje, że nic nie robię, to się grubo myli. Stworzyłem jeden z największych portali pokerowych w Polsce, zostałem wiceprezesem Polskiej Federacji Pokera Sportowego i wprowadziłem polskiego pokera w struktury międzynarodowe.

GALA: Powiedziałeś, że odpoczywasz od muzyki. A może nikt już nie potrzebuje grupy Ich Troje?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Z pewnością są i tacy, ale ja znam wielu, dla których ten zespół ma znaczenie i dla których warto być nadal. I tak prawdziwą karierę zrobię po pięćdziesiątce. Dla mnie teraz najważniejsze to wyciszyć się. Ja się zamykam, ale moje historie i tak ktoś pisze za mnie.

GALA: Dlatego przychodzę do Ciebie, żebyś sam powiedział, czy jesteś bankrutem? Czy rację mają ci, którzy założyli „Stowarzyszenie poszkodowanych przez Michała Wiśniewskiego”? Kradłeś teksty piosenek?

 

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Po kolei. Jeśli chodzi o zarzut bankructwa. Klub Extravaganza wydzierżawiłem komuś, kto później zrobił tam przekręt. Sprawa jest w prokuraturze. To jest moja porażka biznesowa, ale w życiu bywają gorsze. Okazało się, że się do prowadzenia klubu kompletnie nie nadaję. Nie jestem restauratorem, lecz artystą. Jeśli chodzi o „Stowarzyszenie poszkodowanych przez Michała Wiśniewskiego”. Podejrzewam, że jest to wymyślone przez Katarzynę Kanclerz (była menedżerka artysty – przyp. red.) i nie mam zamiaru niczego udowadniać. Następna to sprawa rzekomego plagiatu. Po koncercie w więzieniu w Potulicach, w którym kiedyś zagraliśmy, ktoś wepchnął mi do ręki maszynopis. Przeczytałem i uznałem, że to świetne. Powstała do tego muzyka, a ja szukałem autora słów. Ponieważ go nie znalazłem, podpisałem te teksty „NN”. Nie podpisałem nic swoim nazwiskiem, nie wziąłem za to pieniędzy z ZAiKS-u. Mimo to, gdy znalazł się autor, w sądzie dostałem najwyższą karę z możliwych. Ten wyrok to granda. Ja tej kary nie zapłacę! Po latach znalazł się autor „Białego misia” i nikt z wykonawców nie ponosi kary za używanie tego tekstu! Co gorsza, człowiek, który mnie pozwał i wygrał sprawę, sam zrobił plagiat z kogoś innego. Wykorzystane w utworze „Jeanny” teksty, które przypisywał sobie, jak się okazało, nie były autorstwa pana Bogdanowicza, tylko znanego poety i autora aforyzmów Stanisława Jerzego Leca. Dlatego pusty śmiech mnie ogarnął. Nie przyznaję się do żadnej winy. Ja myślałem, że człowiekowi skazanemu na dożywocie robię przyjemność, w pewien sposób doceniam. Gdyby się tylko zgłosił, natychmiast bym go podpisał pod utworem... Wiesz, mnie już tyle razy skarżono. Na przykład w „sprawie pabianickiej”, że ukradłem dwa mln złotych. Czy ktoś mnie za te pomówienia przeprosił? Nikt. W całym swoim życiu rozdałem więcej, niż jestem winien. Podobno wyrzuciłem Mandarynę z dziećmi z domu. A dziś moja była żona mówi, że byłem dobrym mężem. To gdzie jest prawda, prawda o mnie? Tylko ja ją znam. Ale mnie i tak nikt nie posłucha. Machina pomówień jest uruchomiona i nikt jej nie zatrzyma.

GALA: Fakty są takie, że masz zapłacić dwa i pół miliona złotych za klub.

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: I co? Mam się z tego powodu pochlastać? To są tylko pieniądze. One są zawsze do odzyskania. Ale są na świecie rzeczy, których nic nie wróci: zawiedzione nadzieje, zabite miłości. Ja wiem, jak się podnieść i iść dalej własną drogą.

GALA: Nadal czujesz się królem życia?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Nigdy nie czułem się, jak król życia. Co najwyżej uważałem, że szczęście się do mnie uśmiechnęło. Dopiero teraz buduję swoje szczęśliwe, świadome życie. Ja się czuję bardzo szczęśliwym człowiekiem. Na 1000 procent.

GALA: Co byś zabrał z tego domu, gdyby wkroczył tu komornik?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Mamę, bo mieszka z nami. Dzieci, Anię. No i może twardy dysk z moimi nowymi pomysłami.

GALA: I umiałbyś żyć bez tych wszystkich gadżetów, jak samochody, motory, samoloty?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Rozejrzyj się, co tu naprawdę ma wartość? Może jedynie ten dyplom od dzieci z domu dziecka. Na szczęście tego właśnie dyplomu komornik nigdy nie zabierze, bo dla niego to nie ma wartości. Wiesz, co jeszcze jest dla mnie cenne? To zdjęcie Ani w ciąży. Kiedy nie mieliśmy pieniędzy na prezenty, ona mi je ofiarowała pod choinkę. Będę pamiętał to do końca życia, a nie gadżety, samochody, motory, samoloty, kryształy czy plazmy.

GALA: Wydajesz się bardzo wyciszony. To zasługa Twojego psychologa?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: To nie jest psycholog, tylko coach, czyli trener. Spotkałem ostatnio w samolocie poważnego prezesa wielkiego banku i wiesz co mi powiedział: „Wie pan co, ja chyba też potrzebuję takiego coacha, kogoś, kto będzie mnie trenował, jak przejść przez życie”. Większości kojarzy się to z psychoterapią czy z psychiatrią. To błędne pojęcie. W czasie rozpadu mojego małżeństwa z Martą poszedłem na terapię małżeńską. Bo opinia kogoś, kto patrzy na to wszystko z boku, jest bardzo potrzebna. Niestety, wtedy to nam nie pomogło. Teraz mój trener bierze ode mnie pieniądze za zadawanie mi wciąż jednego pytania: „Jak mógłbym zrobić coś inaczej?”. Do tej pory kierowałem się instynktem, a on pokazuje mi, że racjonalność też jest w życiu potrzebna. Uczy mnie asertywności, mówienia „nie”. Zastanawiam się ostatnio, czy nie powiedzieć na jakiś czas temu krajowi właśnie takie „nie”, czy nie wyjechać gdzieś, choćby na jakiś czas z całą rodziną. Żeby nie musieć wciąż się tłumaczyć. Żeby odpocząć od tej nagonki.

GALA: Myślisz, że od tego uciekniesz? Internet jest wszędzie.

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Mam dosyć tego, że przychodzi do mnie fryzjerka i pyta, czy to prawda, że mam kochankę. Dziewczyna, która pracuje z nami od lat i nadzoruje moje strony internetowe, jest przyjacielem rodziny, a nie żadną kochanką. W Stanach w spokoju nagram płytę. I pobędziemy z Anią razem, blisko.

GALA: Masz stół pokerowy w domu. Czy to aby nie przesada?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Powiem więcej, niejeden . Nie uważam, by była to przesada, po części jest teraz narzędziem mojej pracy.

GALA: Nie jesteś uzależniony od pokera?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Uzależniony z pewnością nie. Każda moja pasja wciąga mnie bezgranicznie. Najpierw była to muzyka, potem latanie. Nie potrafię robić czegoś połowicznie. Zrobiłem licencję pilota i wylatałem 400 godzin, potem, gdy nie miałem możliwości latania w realu, znów zacząłem latać na symulatorze. A teraz bardzo możliwe, że znów zasiądę za prawdziwym sterem.

GALA: Ania nie umiera ze strachu, gdy siadasz za sterami?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Ona bardzo mi ufa. To, co jest fajne w lotnictwie, to właśnie to, że są zasady, których trzeba się trzymać. Tam nigdy się nie szarżuje.

GALA: A jak to się stało, że poker Cię nie uzależnił?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Bo to jest moja praca. Nie gram, żeby zarabiać, gram pokazowo. Staram się zwiększyć świadomość Polaków dotyczącą tego sportu, to nie jest mój sposób na życie. Jeździmy z Anią od czasu do czasu na turnieje. Ona niedługo będzie miała kobiecy pokerowy portal społecznościowy. Wygrane nie mają w moim przypadku większego znaczenia, liczy się co innego. Dzięki pokerowym turniejom zobaczyliśmy duży kawałek świata. Tylko w tym roku byliśmy w Dortmundzie, Budapeszcie, portugalskim Algarve, w Londynie, niedawno wróciliśmy z Pragi. W pokerze świetne jest też to, że poznajesz różnych ludzi. Grają wszyscy: od profesorów po kierowców wywożących śmieci.

GALA: Największe błędy życiowe, gdy patrzysz wstecz?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Mam już zabliźnione rany. Po co je rozdrapywać? Mam za sobą hardcorowe przejścia, ale nie chcę tego wspominać. Chcę iść do przodu. Za mną dwa nieudane małżeństwa. Cieszę się, że każda z moich byłych kobiet jest teraz szczęśliwa. Byłem etapem w ich życiu. Każda z nich wie, dlaczego nasze małżeństwa się rozpadły. A publiczność tego nie musi słuchać. Nie chcę naszych dobrych relacji psuć zwierzeniami, które nic już nie zmienią, a tylko mogą popsuć. Nie zrobiłem nikomu w życiu krzywdy. A w każdym razie nie takiego kalibru, jaki mi się przypisuje.

GALA: Wciąż krążą plotki o Twoich zmiennych upodobaniach seksualnych.

 

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Nie będę się wypierał tego, co było kiedyś, ale na ten temat już się kiedyś wypowiedziałem, więcej nie będę.

GALA: Ani ta przeszłość nie przeszkadza?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Nie, bo to jest kawałek mojego życia. Nie mam się czego wstydzić. Ona akceptuje mnie z tą przeszłością. Sfera seksualności jest bardzo zawikłana. Każdy ma prawo kochać i być kochanym.

GALA: Co takiego ma Twoja Ania, czego nie posiadają inne kobiety?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Ja się nie czułem w innych związkach niekochany, ale dopiero przy Ani zrozumiałem, że można kochać każdą częścią ciała, każdym centymetrem. Tego nie da się opisać. Mandaryna była miłością mojego życia. Taką szaloną, od pierwszego wejrzenia, można by powiedzieć. Ale teraz jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Trwałe szczęście jest najważniejsze.

GALA: Początki Waszej miłości były trudne.

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Ania ma za sobą także trudne związki. Wchodziliśmy w tę miłość obciążeni klęskami, złymi doświadczeniami. Poza tym Ania była oskarżana o to, że rozbija moje małżeństwo. Na początku traktowano ją jak kogoś, kto zabrał męża, ojca rodzinie. Była tą najgorszą. Okazało się, że to nie czas wyleczył rany, tylko zmiana postaw. Niektórzy z naszych znajomych, jak Ania Dymna czy Nina Terentiew, byli wtedy z nami i dawali nam wsparcie. Ania kocha jak Ślązaczka. Ma wielką siłę i ciepło, choć jednocześnie jest taka drobna. Kocha całą sobą. To kobieta na dobre i na złe. Nasze uczucie nie wybuchło w czasach prosperity, lecz gdy było dość ciężko. Nie jesteśmy skażeni sukcesem i blichtrem.

GALA: Michał, a dlaczego chcesz mieć tak dużo dzieci?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Dzieci są dla mnie celem w życiu. Zawsze chciałem mieć rodzinę, bo sam jej nie miałem. Staram się stworzyć moim dzieciom najlepszy dom, jaki tylko mogę, całej czwórce. Z Xavierem i Fabienne spędzamy razem co drugi weekend. W każdej chwili mogą do mnie przyjechać, bo mieszkamy blisko siebie.

GALA: Sam miałeś traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa.

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Kiedy po latach wróciłem do ojca, on następnego dnia odebrał sobie życie. Rozmawiałem niedawno o tym z mamą i zastanawialiśmy się, czy był tchórzem, czy był tak odważny? Być może wystraszył się, że jego syn stał się rzeczywistością? Po takim doświadczeniu wiem, że muszę być twardy, jak skała. Teraz, gdy sam mam dzieci, jestem jeszcze twardszy.

GALA: Chcesz mieć jeszcze więcej dzieci?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Bardzo chcemy mieć jeszcze syna. Lekarze nas zapewniają, że jest możliwe zaplanowanie płci dziecka.

GALA: Jakim jesteś ojcem?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Kochającym. Generalnie uczę dzieci konsekwencji. Kilka razy dostały ode mnie klapsa, wielokrotnie korzystaliśmy z rad Superniani. Dzieci siadają na krzesełku, gdy coś przeskrobią. Ale mają do mnie szacunek. A ja najbardziej lubię odrabiać z nimi lekcje.

GALA: Jakim jesteś mężem?

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: O to chyba trzeba by było spytać Anię. Musimy się kłócić na siłę, bo tak nam się dobrze układa. Ania bardzo mi imponuje. Robi doktorat z politologii. Teraz wydała płytę i jeszcze ma czas dla dwójki dzieci. Nacierpiała się w przeszłości i teraz nadrabia stracony czas.

GALA: Widzę u Ciebie w salonie portret Jana Pawła II.

MICHAŁ WIŚNIEWSKI: Wojtyła jest dla mnie ważnym człowiekiem. Prawdziwym symbolem wiary, nadziei i miłości. Przeżyłem jego odejście, jak każdy Polak. Kiedyś, gdy śpiewałem kolędy dla korpusu dyplomatycznego, zostałem zaproszony do Watykanu. Nie zdążyłem...