MICHAŁ ŻEBROWSKI: Fajne ma pani pudełko na papierosy. Kurczę, naprawdę fajne. Lubię oryginalne rzeczy.

GALA: Fajne. Z Bruce’em Lee. Chciałby pan je dostać?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Z Bruce’a wyrosłem jakieś 25 lat temu.

GALA: Ile było wejść na „Wejście smoka”?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Gdy ten film wchodził na ekrany, miałem naście lat, a nie był on, jak pani wie, dla dzieci. Do kina dostałem się po dwóch czy trzech latach starań i do domu wróciłem z wypiekami. Pamiętam, że w ogóle nic nie mówiłem, pod tak wielkim byłem wrażeniem.

GALA: A następnego dnia kupił pan sobie nunczaku?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Zrobiłem sobie sam z leszczyny. Pamiętam, jak wbijałem młotkiem zagięte gwoździe, żeby łańcuszek miał się czego trzymać. I... się ćwiczyło. Mimo że czasem kończyło się to rozbitym nosem lub wybitym zębem. Miałem też imponującą kolekcję wielkich zdjęć Bruce’a Lee w liczbie 14. Był jedynym idolem, którego wieszałem na ścianie.

GALA: W tamtych czasach nie było łatwo o takie zdjęcia.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Jeździłem na bazar na Wolumenie, na którym można było wtedy kupić absolutnie wszystko. Plastikowe żołnierzyki, sprowadzane ze Stanów matchboksy, wytarte ciuchy z demobilu, narty. Do dziś uwielbiam takie miejsca. Oraz sklepy z chemią gospodarczą i geesy na wsi. Pamięta pani, w jaki sposób piło się kawę w latach 70., 80.? W takich prostych, zwykłych, komunistycznych szklankach, które łapało się w dwa palce, żeby nie parzyło. Brakowało mi ich, więc niedawno kupiłem 20 sztuk. Zawiozłem je do domu i będę częstował gości kawą po turecku.

GALA: Zatoczył pan koło i wylądował w górach, w miejscu, w którym bywał pan w dzieciństwie. I wybudował tam dom. Co pan czuł po przeprowadzce?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Że po raz drugi nie byłbym już chyba taki odważny. To wielka praca.

GALA: Szoruje pan w nim podłogi?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Nie, ale szukam piękna wokół siebie i umiem znaleźć je na przykład w szczotce. Bardzo lubię te ryżowe, drewniane, z ostrym włóknem. Staram się otaczać ładnymi przedmiotami, by przynajmniej w tym zakresie odpowiadać za urodę Ziemi.

GALA: Co dla pana znaczy ładny?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Nieefekciarski. Maksimum wyrazu przy minimum środków. Szczotka ma być szczotką. A nie czymś więcej niż szczotką, jak to teraz jest w reklamach.

GALA: Dostał pan od górali tytuł zbójnika. Za co?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Nie wystarczy zjeść oscypka z góralami przed wyborami. Trzeba być autentycznym, szanowanym przez ludzi z Podhala i czuć więź z tym regionem, wykazać się umiejętnością koszenia, grabienia, dojenia krowy. Wiedzieć, co to jest pawąz, ostrewka czy grostuch.

GALA: Co to jest pawąz?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: A widzi pani. To jest taki drąg, którym przyciska się siano, by jadąca z nim fura się nie przewróciła, a siano nie spadło.

GALA: Czego jeszcze nauczył się pan od górali?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Żeby być śmiałym. Nie odważnym, ale śmiałym. Bo to nie jest to samo. Mam na myśli brak zarozumiałości i wiarę w to, że jeśli się uczciwie żyje, ciężko pracuje i jest się idealistą, to czasem udaje się mieć poczucie, że zrobiło się w życiu coś wartościowego.

GALA: Patriotyzmu też się pan od nich uczy?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Górale inaczej go pojmują niż warszawiacy. Codzienną pracą i dbaniem o swój majątek, który jest wymierny, bo jest to pole, łąka, gospodarstwo. Ludzie oderwani od takiego codziennego wysiłku często puszczają słowa na wiatr.

GALA: Co patriotyzm oznacza dla pana?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: To zrozumienie specyfiki, kultury, charakteru, duszy swojego narodu. Coś, co pozwala żyć z podniesioną głową

GALA: Jak się to jeszcze u pana objawia?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Współczesny patriotyzm to dbanie o własne powołanie i wypełnianie go po to, by móc serwować innym swoją pracę w jak najlepszej jakości.

GALA: A jak to się ma do filmu „Rok 1612”?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Wprost. Po prostu chciałem bardzo dobrze tę rolę zagrać.

GALA: Powiedział pan niedawno, że z Rosjanami strach grać. Co to znaczy?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Są tak utalentowani. Współpraca z nimi była satysfakcjonująca z uwagi na poziom efektów specjalnych, znakomitych aktorów, wybitnego reżysera, dobrą organizację pracy. Tak jak powinno być w dobrym europejskim filmie.

GALA: Przed meczem FK Moskwa – Legia Warszawa w Rosji wykorzystano fragmenty filmu „Rok 1612”, by podkręcić antypolskie nastroje. Spodziewał się pan tego?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: A kto poradził polskim dziennikarzom, żeby przed meczem Polska – Niemcy na Euro pokazać na pierwszej stronie gazety fotomontaż z obciętymi głowami Niemców i tytułem: „Leo, przywieź nam ich głowy”? Ci sami ludzie.

GALA: A jednak film „Rok 1612” powstał na zamówienie Kremla. Po to, by przypomnieć dzień wygnania stamtąd Polaków.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: W tamtym czasie pojechała do Rosji cała hałastra z Europy, by grabić i łupić, bo na tym polegała wojna. Gdyby 400 lat temu udało nam się tam zostać, odnoszę wrażenie, że 4 listopada byłoby naszym świętem narodowym.

GALA: Ale nie jest. I dlatego mamy problem z pana rolą w tym filmie.

 

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Gdy Bohdan Stupka dostał propozycję zagrania Chmielnickiego w „Ogniem i mieczem”, to jak, jako Ukrainiec i w dodatku minister kultury, mógł się z tego najuczciwiej wywiązać wobec Ukrainy? Zagrać po prostu najlepiej, jak potrafi. Poszedłem jego śladem.

GALA: Ale on grał bohatera narodowego, a pan gra złego Polaka najeźdźcę.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Każdy ma prawo próbować być coraz lepszym człowiekiem. Mój bohater też. W filmie zawsze jest zły charakter i dobry charakter, tym razem przydarzyło mi się zagrać tego złego. U pani Agnieszki Holland w „Prawdziwej historii Janosika” gram teraz zbója Huncagę, też zły charakter, też Polaka, też zdrajcę. W słowackim filmie. I sprawia mi to olbrzymią satysfakcję. Jak cała zresztą współpraca z panią Holland, która zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że pełen spontan czy improwizacja jest najlepsza wtedy, kiedy jest wyreżyserowana. W nowym filmie Magdy Piekorz „Senność” również gram sukinsyna. Cóż, być może przyszedł czas na czarne charaktery?

GALA: Zagrałby pan siebie?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: A po co?

GALA: Bo wymagałaby tego chwila dziejowa.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Pani uważa, że jestem ciekawym tematem na film?

GALA: Nie wiem. Jest pan dosyć dziwny.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Co ma pani na myśli, mówiąc, że jestem dziwny?

GALA: Z pozoru jest pan dość pogodny, a w środku pręgi i podejrzliwość.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: I co ja mam teraz powiedzieć?

GALA: Tak albo nie. 

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Nie wiem.

GALA: Mawiał pan, że życie jest samo w sobie smutne, a przyjemności wywołują w panu poczucie lęku. To trochę dziwne. Coś się w tym względzie zmieniło?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Jak jest źle, to w gruncie rzeczy warto się czasami tym nie przejmować, ponieważ... może być tylko lepiej. A gdy jest dobrze, zazwyczaj dzieje się coś bardzo przykrego. Jakaś logika w tym jest.

GALA: Logika strachu?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Nie wiem. Może pani napisać, że jest to logika X, jeśli musi to pani definiować.

GALA: Czy pańskim zdaniem, gdy jest nam dobrze, to powinniśmy się od razu lękać, że ta przyjemność zaraz minie?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Pani myli pojęcia. Ja coś mówię, a pani chce to tłumaczyć głębiej.

GALA: Bo pan mnie spławia.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Pani nie daje sobie ze mną rady. Ci, co sobie nie dają, przypinają mi łatki, że jestem trudnym rozmówcą.

GALA: Pan nie jest trudnym rozmówcą. Powiedziałam tylko, że pan mnie spławia.

MICHAŁ ŻEBROWSKI: O właśnie, łatka, że spławiam dziennikarzy.

GALA: Tylko pytam, czy poczucie lęku jest wpisane w pana odczuwanie przyjemności? I jak mocno?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Nie wiem. Lubię, jak jest przyjemnie, ale nie lubię upajać się tym i tracić ostrości widzenia. Lubię mieć przed sobą cele. To dobrze mężczyźnie służy. Jeśli jest ambitny i konsekwentny.

GALA: To się panu najbardziej w sobie podoba?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Skupiam się raczej na rzeczach, których w sobie nie lubię... Chyba lubię swoją fantazję.

GALA: A kiedy ostatnio śmiał się pan do rozpuku?

MICHAŁ ŻEBROWSKI: Ostatnio rozśmieszył mnie Waldemar Malicki. Po wspólnym koncercie powiedział na pożegnanie: „Do widzenia, przepraszam za współpracę”. Myślę, że jestem stworzony do tego, żeby się śmiać. Uwielbiam ten stan. Tak naprawdę jestem aktorem komediowym, tylko mało osób to rozumie. Producent, który obsadzi mnie w dobrej komedii, zarobi niezłe pieniądze. Ale... jak znam życie, to sam się wcześniej obsadzę. I trudno, zarobię niezłe pieniądze