MICHAŁ ŻEWŁAKOW Warszawiak, który gra w Grecji. Karierę zaczynał na początku lat 90. Grał między innymi w Polonii, Hutniku Warszawa, KSK Beveren, Excelsiorze Mouscron i RSC Anderlecht. W polskiej reprezentacji strzelił dwie bramki. Jego brat bliźniak też jest piłkarzem.

GALA: Kiedy obrońca strzela gola?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Jak się zaplącze gdzieś pod bramką przeciwnika. Mnie się ostatnio udało. Obrońcy też potrafią strzelać. I strzelają.

GALA: Strzelił pan kiedyś gola sam sobie?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: To nieszczęście mi się przydarzyło, kiedy grałem jeszcze w Belgii w barwach Excelsioru Mouscron. Przy stanie 1:2 strzeliłem gola na 1:3. Był wyjątkowej urody, szkoda, że nie do tej bramki, co trzeba.

GALA: Przed czym broni się obrońca?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Przed atakami rywali, ale bywa również, że przed zawiedzionymi kibicami.

GALA: Największa porażka?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: W życiu prywatnym los do mnie się uśmiecha. A w sporcie – nasz udział w dwóch ostatnich mistrzostwach świata.

GALA: Kiedy ostatnio czuł się pan jak zwycięzca?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Kiedy dowiedziałem się, że jestem ojcem córki, a potem, kiedy urodził mi się syn. Mieszanka dumy i radości. Rywalizowałem z bratem, najpierw na boisku, potem on pierwszy został ojcem. Nie chciałem być gorszy.

GALA: Jakim jest pan ojcem?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Chyba trochę dochodzącym. Sport pochłania dużo życia, czasu dla dzieci mam zdecydowanie za mało. Nie jestem policjantem w domu. Żona dba o dyscyplinę. Ja tę dyscyplinę rozluźniam.

GALA: Z Marcinem, bratem bliźniakiem, jest tak, że nawet jak się nie widzicie, czujecie, że u drugiego jest dobrze albo źle?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Jest coś na rzeczy. Miałem dwie długotrwałe kontuzje. Wtedy brat też narzekał, że zdrowie mu się popsuło. Ale nie jest tak, że jak mnie boli noga, to on kuleje.

GALA: Kiedy pan krzyczy?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Jestem nerwusem, więc kiedy się zdenerwuję. Muszę pracować nad kontrolowaniem emocji. Jeszcze nie zawsze mi wychodzi. Piłkarz jest normalnym człowiekiem: potafi warknąć, uśmiechnąć się, nie wstydzi się łez. Potrafi porozmawiać i z księdzem, i ze staruszką, i z pijaczkiem pod budką z piwem.

GALA: Kiedy krzyczą na pana?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Mam wokół siebie ludzi, którzy potrafi ą poskromić temperament. Moja żona jest zwolenniczką rozmowy. Na boisku ostre komendy padają z ust Artura Boruca, ale to jest zdrowe, sportowe. Z rozdartą gębą nawet mu do twarzy (śmiech).

GALA: Męska przyjaźń – co to takiego?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: To coś więcej niż zwykły szacunek, a troszkę mniej niż miłość. Coś, czego kobiety czasem nie rozumieją. Wzbudza to zazdrość z jednej strony, podziw – z drugiej. Przyjaźnimy się z Arturem Borucem. Mamy sekrety. Nasze żony, które się znają, chciałyby te nasze tajemnice poznać.

GALA: Co ostatnio kupił pan żonie?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Zegarek, choć podobno butów i zegarków nie powinno się kobietom kupować, bo odejdą. Tylko że mnie żona powiedziała, że odejdzie, jak nie będę jej tego kupował.

GALA: Kiedy ostatnio zabrał ją pan na sushi?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: W moje urodziny.

GALA: Życie piłkarza kończy się w wieku 35 lat?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Teoretycznie tak. To taka granica przyzwoitości, ale są wyjątki. Choćby Paolo Maldini. Chciałbym być takim wyjątkiem, ale kiedy zauważę, że moja sportowa forma jest słaba, a zdrowie szwankuje – sam podziękuję. Będę miał więcej czasu dla rodziny i porządnie odpocznę. Z drugiej strony chciałbym zostać przy futbolu, bo na tym znam się najlepiej. Może jako menedżer. Może spróbowałbym pomóc warszawskiej Polonii. Piłka ciągle mnie kręci.

GALA: Powiedział ktoś panu, że rozmowa z panem to przyjemność?

MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Pewnie tak, ale nie pamiętam kto, pewnie ksiądz przy spowiedzi, bo trochę się nasłuchał (śmiech).