GALA: Kontrakt na płytę podpisałaś dziesięć lat temu, ale wydajesz ją dopiero teraz. Co w takim razie porabiałaś przez te wszystkie lata?

MIKA URBANIAK: Uczyłam się psychologii, śpiewałam z innymi artystami, podróżowałam. Spędziłam rok na Martynice, bo zakochałam się w tym miejscu. Poza tym imprezowałam.

GALA: To był fajny okres w twoim życiu?

MIKA URBANIAK: Zabawny, ale i trudny. A to dlatego, że dopiero na studiach – nieco później niż inni ludzie – dojrzewałam. A jak wiadomo, dojrzewanie wiąże się z buntem i z zadawaniem sobie mnóstwa egzystencjalnych pytań. Pamiętam, że miałam wtedy problem z dostrzeganiem radosnych stron życia. Jedni rodzą się optymistami i nie mają z tym problemu. Inni – jak ja – muszą się tego optymizmu dopiero nauczyć. Może trudniej im się cieszyć, bo widzą i czują więcej? W dodatku Nowy Jork, w którym się urodziłam i w którym mieszkałam do dwudziestego pierwszego roku życia, sprawia, że gdy jesteś szczęśliwa, odczuwasz to szczęście podwójnie. Ale gdy jesteś przygnębiona, to również podwójnie, bo tamtejszy styl życia, a nawet architektura to uczucie potęgują. Popełniłam wtedy także trochę błędów. Ich konsekwencją był ból – dla mnie wielka nauczka. Ale to naprawdę stare dzieje…

GALA: Jakie błędy masz na myśli?

MIKA URBANIAK: Teraz mam radosny okres w moim życiu i nie chcę wracać do tego, co złe. Może kiedyś ci opowiem… Mogę zdradzić, że wiele doświadczyłam, ale – jak to mówią – co nas nie zabije, to nas wzmocni. Być może właśnie te przejścia sprawiły, że moja muzyka zyskała. A ja poznałam techniki, dzięki którym teraz jestem prawdziwą optymistką.

GALA: Mogłabyś zdradzić, jakie to techniki?

MIKA URBANIAK: To ma związek z buddyzmem. Szukasz w sobie wewnętrznego spokoju poprzez medytację. Uczysz się być szczerym człowiekiem, dążącym do prawdy, pomagającym innym. Zrozumiałam także, że możemy w naszych myślach stworzyć taki świat, jaki chcemy, żeby był. Pojęłam, że magia pozytywnego myślenia naprawdę działa. Dużo piszę o tym w swoich tekstach.

GALA: A jak wspominasz Stany?

MIKA URBANIAK: Choć w USA się urodziłam, długo czułam się tam obco. Gdy z moją siostrą Kasią poszłyśmy do szkoły, na początku dzieci się z nas śmiały. Po pierwsze dlatego, że była wtedy moda na tak zwane polish jokes (dowcipy o Polakach, którym przypisywano głupotę – przyp. red.). A poza tym z tego powodu, że miałyśmy trudności ze zrozumieniem niektórych słów, ponieważ w domu rozmawialiśmy tylko po polsku. Nasi rodzice jako muzycy też różnili się od rodziców innych dzieci: prawników, lekarzy czy nauczycieli. Obie z Kasią wstydziłyśmy się tego. Dużo później zrozumiałyśmy, że inność może być atutem. I zaczęłyśmy się nią szczycić.

GALA: Słyszałam, że kiedy rzuciłaś studia, roznosiłaś tortillę w knajpie na Manhattanie. Rodzice na pewno martwili się o ciebie.

MIKA URBANIAK: No tak… I tym oto sposobem „niepostrzeżenie” wchodzimy na mój ulubiony temat (śmiech). Ale tym razem się nie dam, bo spotkałyśmy się po to, by rozmawiać o mnie i mojej płycie, a nie o Uli i Michale. A wszystkim, którzy są zainteresowani historią mojej rodziny, proponuję, by poczekali, aż ukaże się biografia mamy. Pracuję nad nią razem z Kasią.

GALA: Trudno nie rozmawiać o twoich rodzicach, skoro ty i Kasia jesteście ich częścią. Twoja siostra twierdzi, że z charakteru bardziej przypominasz tatę. To prawda?

MIKA URBANIAK: Oboje jesteśmy uparci, mamy charyzmę i podobne poczucie humoru. Tak samo czujemy muzykę.

GALA: Po mamie za to podobno odziedziczyłaś skłonność do tak zwanych trudnych mężczyzn?

MIKA URBANIAK: Faceci to temat rzeka… Nie do końca to rozumiem, ale wiem, że bardzo często fascynujący mężczyźni wiążą się z komplikacjami. A komplikacje z kolei powodują, że trudno się w miłości odnaleźć i nie ma mowy o naiwności, otwartości, dzięki którym miłość jest beztroska. Każdy z nas ma określone skłonności, kierują nami pewne mechanizmy. Warto je zrozumieć, żeby świadomie dobierać się w pary. I żeby szukać miłości jak najbardziej czystej, naiwnej. Takiej, którą czuje się w ciszy, takiej, która nie potrzebuje słów. Ja przeżyłam ból w związku, ale wiem, że jeszcze będę szczęśliwa, bo umiem kochać. Na razie skupiam się na muzyce.

GALA: Nie paraliżuje cię myśl, że choćbyś nie wiem co osiągnęła, zawsze będziesz postrzegana jako córka genialnych jazzmanów?

MIKA URBANIAK: Kiedyś tak było. Czułam, że jestem w ich cieniu. Ale dzisiaj w ogóle nie myślę o tym w tych kategoriach. Przeciwnie – cieszę się, że mam właśnie takich rodziców. Bo dzięki temu, że są muzykami, potrafią mnie zrozumieć, dzielimy się muzycznymi odkryciami, doradzamy sobie nawzajem. Jestem z nich bardzo dumna.

GALA: Jesteście ze sobą bardzo zżyci, mimo że twoi rodzice rozwiedli się wiele lat temu.

MIKA URBANIAK: To prawda, gdy jesteśmy razem, nie możemy się rozstać. Przez to święta Urbaniakowo-Dudziakowe trwają nawet do… wiosny. Nasza choinka czasem stoi aż do kwietnia. Potrafimy też do białego rana wspólnie oglądać filmy albo słuchać muzyki. A jak jesteśmy w bardzo dobrych humorach, to kolędujemy, bez względu na porę roku.

 

GALA: A jak teraz odnajdujesz się w Polsce? Słyszałam, że na początku nie czułaś się tu komfortowo.

MIKA URBANIAK: Kiedy jako czternastolatka po raz pierwszy przyjechałam do Polski, przeżyłam szok kulturowy. Pamiętam, że gdy jechałam na rolkach ulicą i głośno śpiewałam, ludzie patrzyli na mnie dziwnie. I nikt nie odwzajemniał uśmiechu. Na szczęście teraz powoli to się zmienia. Ale i ja się zmieniłam.

GALA: To znaczy?

MIKA URBANIAK: Na początku drażniło mnie, że gdy z potarganymi włosami i z rozmazanym makijażem schodzę rano do sklepu po kawę, ludzie zwracają na mnie uwagę. Bo w Nowym Jorku nikogo by to nie obchodziło. Ale dzisiaj myślę, że ten problem był jedynie w mojej głowie. To znaczy mnie się tylko wydawało, że wszyscy gapią się na mnie, ponieważ byłam wtedy zbyt skoncentrowana na sobie. Kasia twierdzi, że odkąd jestem w Polsce, stałam się bardziej konserwatywna, i może coś w tym jest. Kiedyś na przykład trudno było mi używać formy pan i pani, a teraz widzę w tym sens. Podoba mi się też, że tu ludzie są jednak bardziej porządni niż w Stanach i odnoszą się do siebie z szacunkiem.

GALA: Nie tęsknisz za Nowym Jorkiem?

MIKA URBANIAK: Tęsknię, ale inaczej niż kiedyś.

GALA: A zostały w tobie jakieś typowo nowojorskie cechy?

MIKA URBANIAK: Mam w sobie nutę szaleństwa przynależną nowojorczykom. Poza tym uwielbiam się wygłupiać. Gdy spotykam się z koleżanką z dzieciństwa, wspólnie wyśmiewamy różnego rodzaju absurdy. Dramaty zresztą też wolimy zabijać śmiechem, zamiast wypłakiwać. A poza tym? Woody Allen twierdzi, że wszyscy nowojorczycy są neurotyczni, ale to mam już za sobą. Podobnie jak fascynowanie się gwiazdami, z czego słyną Amerykanie. Wstyd się przyznać, ale kiedyś miałam obsesję na punkcie newsów o Britney Spears i Amy Winehouse. Z czasem zrozumiałam jednak, że jest to psychiczny fast food, czyli że jest to niezdrowe, wręcz szkodliwe dla człowieka.

GALA: Pisarka Manuela Gretkowska w jednym ze swych felietonów stwierdziła, że masz głos, który… obezwładnia ból.

MIKA URBANIAK: Modliłam się, żeby tak było. Ula też twierdzi, że mój głos ma działanie terapeutyczne. Ludzie po koncertach też czasami zwracają na to uwagę. Więc może moja modlitwa została wysłuchana?