Pielęgniarki z ostrego dyżuru nie mogły uwierzyć własnym oczom. Ze zdumieniem patrzyły na roztrzęsioną i zapłakaną Mischę Barton, którą ratownicy przywieźli do szpitala Cedars-Sinai w Los Angeles około 3.30 nad ranem. Aktorka bardzo źle się czuła po zmieszaniu alkoholu i leków. „Nie była w stanie stać o własnych siłach. Prosiła tylko o wodę do picia i zioła na ból głowy. Gdy jedna z moich koleżanek zaprowadziła ją do pokoju, dziewczyna położyła się na łóżku i zaczęła strasznie płakać. Przez dłuższy czas nikt nie mógł jej uspokoić. Nawet lekarze” – relacjonowała dziennikarzom starsza salowa. Choć gwiazda serialu „Życie na fali” zapłaciła pracownikom szpitala, by zachowali dla siebie informacje o jej stanie zdrowia, nikt nie uszanował jej woli. Już kilka godzin po jej przybyciu do kliniki wszystkie amerykańskie portale o show-biznesie podały informacje o fatalnej kondycji 23-latki. „Barton na równi pochyłej”, „Chciała się zabić?”, „O krok od śmierci?” – spekulowali żądni sensacji redaktorzy.

KURACJA DRINKAMI
Na szczęście tym razem zmieszanie lekarstw i whisky nie skończyło się dla Barton tragicznie. Po prawie dwóch tygodniach hospitalizacji aktorka wróciła do domu cała i zdrowa. „Mischa czuje się coraz lepiej. To dzielna dziewczyna” – powiedział jej rzecznik prasowy. Dobrej myśli jest także aktor Ashton Kutcher, który zaangażował Mischę do swojego nowego serialu o losach modelek „The Beautiful Life”. Wierzy, że po ostatniej wizycie w szpitalu dziewczyna zacznie dbać o zdrowie. Zdaje sobie jednak sprawę, że radykalna zmiana stylu życia nie będzie taka prosta. W końcu problemy aktorki z alkoholem i różnymi używkami rozpoczęły się wiele lat temu. Już jako 14-latka Mischa imprezowała do białego rana w nocnych klubach. „Wszyscy patrzyliśmy na tę dziewczynę z przerażeniem. Nie czuła żadnych ograniczeń. Piła i paliła tak jak ludzie dwa razy starsi od niej” – przyznała niedawno Stacey Kives, stylistka z serialu „Życie na fali”.

Prawdziwy świat nocnych klubów poznała jednak na dobre kilka lat później. Jako 20-latka nie odstępowała na krok Paris Hilton i Nicole Richie. „Były nierozłączne. Wszędzie pojawiały się razem” – pisano o nich w prasie. Mischa doskonale rozumiała się z zabawowymi dziewczynami, dla których najważniejsze było wówczas picie kolorowych drinków i podrywanie najprzystojniejszych chłopaków z klubu. „Towarzystwo Paris i Nicole nie miało na nią dobrego wpływu. Zapominała często o swoich zawodowych obowiązkach. Poza tym bardzo podupadła na zdrowiu. Mało jadła, mało spała i ostro nadwyrężała swój organizm” – zdradziła dziennikarzom jedna z jej bliskich koleżanek. Tak dłużej być nie mogło...

RÓWNIA POCHYŁA

Pierwszy poważny kryzys nastąpił w maju 2007 roku. Na grillu zorganizowanym przez Nicole Richie z okazji narodowego święta Memorial Day, upamiętniającego poległych amerykańskich żołnierzy, Mischa pokazała, na co ją naprawdę stać. Aktorka popiła antybiotyki, które brała na zapalenie oskrzeli, hektolitrami alkoholu. „Nagle straciła przytomność. Od razu odwieziono ją do szpitala. Lekarze bali się, że może nie uda się jej uratować” – opowiadali potem świadkowie.

To właśnie wtedy rodzina Mischy zaczęła się o nią naprawdę bać. Rodzice dziewczyny nie mogli uwierzyć, że ich ukochana córeczka zamiast pracować, woli odurzać się używkami. Za wszelką cenę chcieli, by zmieniła środowisko. Nieoficjalnie się mówiło, że to właśnie państwo Barton kazali córce w 2008 roku wyjechać na parę miesięcy do Paryża. Zabronili jej kontaktować się ze znajomymi z USA. Mieli nadzieję, że pobyt w miejscu oddalonym o kilka tysięcy kilometrów od szalonego LA pomoże ich córce uporać się z problemami.

Bardzo się jednak pomylili. Gdy po wojażach znowu wróciła do Stanów, odnowiła stare, „sprawdzone” kontakty. Niestety, najbliżsi Mischy nie zdawali sobie do końca sprawy z powodów, dla których aktorka często sięgała po alkohol. Wiedzieli, że dziewczyna miała kompleksy na punkcie swojego wyglądu. Nie sądzili jednak, że były aż tak głęboko zakorzenione w jej podświadomości. Mischa piła i łykała dziesiątki różnych leków, by zapomnieć o swoim – jak to sama kiedyś określiła – pokracznym wyglądzie. Do dziś uważa, że ma niezgrabne nogi i zbyt dużą pupę. Podobno popadła w głęboką depresję, gdy dziennikarze opublikowali jej roznegliżowane zdjęcia, na których było widać spory cellulit.

 

BITWA Z ODBICIEM W LUSTRZE

Mischa nie jest jednak jedyną młodą gwiazdą w Hollywood, która wpadła w pułapkę sławy. Wiele początkujących aktorek i piosenkarek, zanim osiągnęło sukces, przeszło przez prawdziwe piekło niskiej samooceny. Mnóstwo utalentowanych dziewczyn nie mogło wytrzymać presji, jaką wywierali na nie dziennikarze z kolorowych magazynów. Ciągła ocena ich wyglądu, a także liczenie zbędnych centymetrów w talii wpędziło je w depresję. Tak jak Lindsay Lohan. 23-letnia dzisiaj aktorka jako nastolatka często miewała huśtawki emocjonalne. A wszystko dlatego, że w niczym nie przypominała wychudzonych piękności. Płakała przez swoje krągłe biodra, obfity biust i mocne łydki. Za wszelką cenę chciała schudnąć i upodobnić się do modelek chodzących po wybiegach. W końcu przestała jeść. Już w 2005 roku dziennikarze zaczęli się zastanawiać, co się stało z pucołowatą, zdrowo wyglądającą Lindsay. W ciągu kilku miesięcy schudła ponad 10 kilogramów. „To przez stres związany z rozwodem moich rodziców. Nie mogę patrzeć na to, jak się kłócą” – tłumaczyła dziewczyna.

Jednak jej problemy nie zakończyły się na złej diecie. Lindsay już kilka lat temu rzuciła się w wir nocnych imprez. Drink w dłoni i papieros w ustach stały się jej znakiem rozpoznawczym. Z roku na rok ta zdolna i ciężko pracująca kiedyś dziewczyna zaczęła się zamieniać w największą imprezowiczkę Hollywood. Znajomi Lilo zdradzili, że młoda gwiazda próbuje w ten sposób zagłuszyć potrzebę bliskości. Od lat brakuje jej bowiem rodzicielskiej miłości. Nikt jej nie wspierał, gdy stawiała pierwsze kroki w show-biznesie. Tak naprawdę była zdana tylko na siebie. Jej opiekunom, a szczególnie ojcu, zależało głównie na pieniądzach, które zarabiała. Michael Lohan jakiś czas temu zorientował się, że na zdolnej córce można nieźle się wzbogacić. Od kilku lat sprzedaje więc prasie pikantne szczegóły z życia swojej pociechy.

ZRANIONE UCZUCIA

Najbardziej narażeni na pułapki Hollywood są jednak nadwrażliwcy, tacy jak Heath Ledger czy Kirsten Dunst. Heath, zmarły w styczniu 2008 roku, przez lata na próżno szukał swojego miejsca na świecie. „Chciał być aktorem, marzył o ambitnych rolach filmowych, ale nie do końca radził sobie z regułami, które rządziły show-biznesem” – mówili bliscy znajomi. Aktor głupio się czuł, gdy rozhisteryzowane fanki podbiegały do niego na ulicy i prosiły o autograf. Wciąż był pochłonięty swoimi myślami. Zastanawiał się nad tym, czym jest dobro, a czym zło. Szczególnie po premierach filmów „I’am Not There". Gdzie indziej jestem” i „Mroczny rycerz”. „Od jakiegoś czasu prawie w ogóle nie sypiam. Może dwie godziny w ciągu tygodnia. W mojej głowie ciągle pojawiają się pędzące gdzieś dziwne myśli” – zdradził tuż przed śmiercią. Z czasem aktorstwo zaczęło go męczyć. Chciał reżyserować. Nie zdążył jednak zrealizować tych pragnień. Miał na koncie tylko kilka teledysków.

Z problemami egzystencjalnymi zmagała się również zdolna i ambitna Kirsten Dunst. Młoda gwiazda nie mogła się pogodzić z wizerunkiem trochę nierozgarniętej dziewczyny z sąsiedztwa, który przylgnął do niej po takich filmach, jak „Elizabethtown” czy „Uśmiech Mony Lizy”. Wciąż marzyła o filmowych kreacjach seksownych uwodzicielek. Niestety, reżyserzy widzieli ją zazwyczaj w rolach sympatycznych kumpelek. Kirsten próbowała ich przekonać, że jest zupełnie inna od tych wyobrażeń. Zaczęła szukać szczęścia w nocnych lokalach. Aż w pewnym momencie przestała sobie radzić z otaczającą ją rzeczywistością. W lutym 2008 roku, zaledwie miesiąc po śmierci Ledgera, zgłosiła się na odwyk do kliniki Cirque Lodge Treatment Center w Utah, gdzie leczyła się także Lindsay Lohan. Dopiero dzięki tragedii starszego kolegi zrozumiała, że żyjąc w ten sposób, igrała z ogniem. Dzisiaj czuje się dużo lepiej. Ciężko pracuje i nie myśli o imprezach. „Opamiętałam się w porę. Jestem z siebie dumna. Uważam, że mogę być wzorem dla innych” – mówi. Bo jak sama przyznała, najgorsze, co może spotkać prawdziwego artystę, to czytanie o swoich wybrykach w rubrykach towarzyskich.