MIUCCIA PRADA Całkiem jak zakonnica

Udostępnij

Nie lubi rozgłosu ani życia w blasku fleszy. Nudzą ją rozmowy z kolegami po fachu. Najszczęśliwsza jest wtedy, kiedy w swojej pracowni wymyśla nowe kreacje. Podczas gdy inni projektanci narzekają na kryzys i tną wydatki, ona właśnie otworzyła w Paryżu bajkowy butik.

MIUCCIA PRADA Całkiem jak zakonnica

Projektanci mody nie mogą ostatnio spać spokojnie. Prawie wszyscy martwią się, że prędzej czy później będą musieli zmierzyć się z kryzysem finansowym, jaki od roku paraliżuje świat. Nic dziwnego. Kilka tygodni temu upadłość ogłosił słynny twórca haute-couture Christian Lacroix. Z problemami borykają się także takie renomowane marki, jak niemiecka Escada czy włoska Mariella Burani.

O losy swojego domu mody nie boi się jednak Miuccia Prada. Kreatorka zamiast radzić się prawników, jak ratować rodzinny biznes, otwiera kolejne butiki. Ostatnio zainwestowała w dwupiętrowy sklep w Paryżu przy Place Beauvau. To właśnie o nim miłośnicy dobrego stylu rozmawiają od kilku tygodni. I to nie tylko dlatego, że można w nim już kupić oryginalną, jesienno-zimową kolekcję Miucci na ten sezon. Francuzów i bogatych turystów przyciąga do butiku niezwykły wystrój wnętrza, zaprojektowany przez architekta Roberto Baciocchiego. No i fakt, że w tym eleganckim salonie będzie można robić zakupy tylko przez pięć miesięcy. Pod koniec grudnia sklep Prady zniknie z modowej mapy Paryża na zawsze.

MODA? TYLKO POLITYKA I SZTUKA!
Do otwarcia luksusowego sklepu tylko „na chwilę”, 59-letnia Miuccia przekonała się dopiero niedawno. Jeszcze kilkanaście lat temu nie zdecydowałaby się pewnie na takie szaleństwo. W końcu tymczasowe lub często zmieniające swoją siedzibę butiki były raczej domeną bardziej awangardowych marek, jak choćby Comme des Garçons. „Kiedyś podchodziłam do mody strasznie konserwatywnie. W latach 90. uważałam, że ubrania są tylko po to, by nie chodzić nago po ulicach. Projektowałam więc same ascetyczne kostiumy. Kobiety w moich kreacjach wyglądały po prostu ohydnie” – powiedziała Miuccia w jednym z wywiadów dla brytyjskiego „The Telegraph”. Przez lata nie ceniła także pracy zarówno swojej, jak i kolegów po fachu. „Moda może być tylko komercyjna. Moda jest dla mas” – podkreślała z przekąsem.

Zanim utalentowana Włoszka odkryła swoje powołanie i przejęła rodzinną firmę po dziadku Mario Pradzie, marzyła o karierze naukowej. Z wyróżnieniem skończyła politologię na uniwersytecie w Mediolanie. „Gdy miałam dwadzieścia parę lat, byłam bardzo zaangażowana w życie społeczne kraju. Jeśli tylko szykował się gdzieś jakiś wiec organizowany przez komunistów, z którymi się utożsamiałam, od razu na niego biegłam” – zdradziła. Całymi dniami zaczytywała się tekstami Karola pantomimy. „Chciałam zostać profesjonalnym mimem. Wszyscy mówili wtedy, że mam bardzo plastyczną twarz” – wspominała po latach. Niestety, nie udało się jej spełnić marzenia o karierze na teatralnych deskach. W 1971 roku za namową najbliższych dołączyła do rodzinnej fi rmy, która słynęła wówczas z tworzenia toreb i walizek. Na początku czuła się tam nieswojo. Nie była pewna, czy poradzi sobie jako szefowa dużej firmy. Swoją przygodę z modą zaczęła więc bardzo ostrożnie. Kontynuowała dotychczasową politykę marki i tak jak dziadek skoncentrowała się na projektowaniu toreb. Dopiero po 17 latach pracy zdecydowała się na szycie ubrań. W 1988 roku zaprezentowała swoją pierwszą kolekcję. Dwa lata później stała się już ikoną stylu. Bogate miłośniczki mody z całej Europy przyjeżdżały do Włoch, by kupić sobie choćby spódnicę czy charakterystyczną nylonową, czarną torbę.

GENIALNY DUET AWANTURNIKÓW
Za sukcesem domu mody stoi jednak nie tylko sama Miuccia. Być może nigdy nie powstałaby żadna sukienka z metką Prady, gdyby nie jej zdolni asystenci. To oni od lat wyręczają ją w rysowaniu projektów ubrań. „Nie potrafi ę posługiwać się ołówkiem” – wyznała szczerze wiele lat temu. Ważną rolę w rozwoju marki odgrywa też mąż projektantki Patrizio Bertelli, który zajmuje się fi nansami. To on namówił kiedyś żonę, by zdecydowała się projektować nie tylko poręczne torby na ramię, ale także ubrania. „Patrizio zawsze miał smykałkę do biznesu. Wiedział, co się ludziom spodoba, a co nie. Nic dziwnego, w wieku 17 lat sam prowadził sklep, w którym sprzedawał wyroby skórzane” – opowiadała dziennikarzom Miuccia.

Małżonkowie – choć uważają się za zgodną parę i z chęcią spędzają każdą wolną chwilę w swoim mediolańskim apartamencie – starają się jak najmniej widywać się w pracy. „Kłócą się bez przerwy” – zdradzili ich przyjaciele. Gdy bardzo się czymś zdenerwują, potrafią krzyczeć na siebie nawet przy innych. „Wiesz, co myślę o twoich torbach? Są gówniane!” – wydarł się kiedyś na Miuccię rozwścieczony Patrizio. Znajomi twierdzą jednak, że to projektantka jest inicjatorką większości awantur. Jeśli coś się jej nie podoba, nie boi się o tym głośno powiedzieć. Może dlatego nie ma zbyt wielu przyjaciół. Także w świecie mody. „Projektanci mnie zazwyczaj drażnią. Nie mam o czym z nimi rozmawiać. Nie lubię ich pretensjonalnych dyskusji o dalekich podróżach do Azji, gdzie znajdują inspirację do kolejnych kolekcji. To takie banalne” – krytykowała nieraz kolegów.

 

Rzadko chodzi także na bankiety czy premiery filmów. Nie lubi pozować do zdjęć z gwiazdami. Nie lubi nawet... projektować dla nich sukni na specjalne okazje. „Dziwię się Cavalliemu czy Donatelli, że godzą się szyć kreacje na zamówienie aktorek czy piosenkarek. To niewłaściwe. Uważam, że każdy, nawet hollywoodzka gwiazda, może pofatygować się do najbliższego sklepu ulubionego projektanta i wybrać coś odpowiedniego dla siebie” – powiedziała kiedyś Miuccia. Wizjonerka mody, jak nazywają ją zgodnie dziennikarze, najlepiej czuje się w środowisku artystów. Z nimi ma najwięcej wspólnych tematów do rozmów.

W 1995 r. wraz z Bertellim założyła fundację zajmującą się wspieraniem najbardziej uzdolnionych przedstawicieli sztuki współczesnej. „Przez całe życie uważałam, że malarstwo czy rzeźba to najdoskonalsze formy wyrazu” – wyznała. W zagospodarowanej przez nią starej, postindustrialnej hali w Mediolanie prezentowało swoje prace wielu wybitnych twórców, takich jak performerka Sam Taylor Wood czy rzeźbiarz Anish Kapoor. Większość wystaw fundacji Prady cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Jedną z nich, zatytułowaną „Upside Down Mushroom Room” Carstena Hollera, z przymocowanymi do sufi tu muchomorami, odwiedziło w ciągu miesiąca ponad 13 tysięcy osób.

W STYLU ZAKONNICY
Pomimo wielkiej miłości, jaką Miuccia darzy sztukę współczesną, nie ma zamiaru odstawić projektowania ubrań na bok. „W ciągu ostatnich lat polubiłam swoją pracę. Dzisiaj już wiem, że moda to narzędzie, za pomocą którego można wyrażać swoje emocje i poglądy. Nawet polityczne” – wyznała niedawno. Zrozumiała, że tworzenie pięknych sukienek i poszukiwanie idealnych materiałów może być pasjonujące. Przekonuje również kobiety, by przestały się wstydzić tego, jak bardzo lubią kupować nowe ubrania. „Nie bójcie się mówić na głos, ile płacicie za torby czy porządne swetry. Dobra moda kosztuje. Ale na nią warto sporo wydawać. A poświęcenie co rano choćby 15 minut na wybranie odpowiedniego stroju opłaca się. W końcu to, w czym pokazujemy się innym, mówi o nas samych najwięcej” – zapewniła. Ma rację. Jednak czasem patrząc na ubrania, które sama najchętniej zakłada, trudno uwierzyć, że moda ma dla niej jakiekolwiek znaczenie. Spódnica za kolano, sweter, męskie buty za kostkę – to jej ulubiony zestaw. Do tego włosy podpięte spinkami i zero makijażu. „Wiem, całkiem jak zakonnica! Ale już nic na to nie poradzę. Tylko w takim stroju czuję się komfortowo” – żartowała nieraz. No cóż, okazuje się, że nie trzeba wyglądać jak gwiazda, by osiągnąć wielki sukces w świecie mody.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł