Niektórzy bogaci przedsiębiorcy uważają, że podstawą do stworzenia firmy są pieniądze i kontakty. Innego zdania jest jednak Ottavio Missoni, założyciel legendarnej marki odzieżowej. „Gdyby nie miłość, przyjaźń i znakomite włoskie tkaniny, nie udałoby się zbudować naszego imperium” – powiedział. Choć dzisiaj Ottavio ma 87 lat i nie zajmuje się już projektowaniem, jego dom mody ciągle należy do najlepszych na rynku. W oryginalnie skrojonych ubraniach z metką Missoni wciąż chodzą miłośnicy kolorowych, wzorzystych tunik. Wśród nich jest nawet naczelna amerykańskiego „Vogue’a” Anna Wintour.

NAJPIERW BYŁ MAŁY SKLEP

Wszystko zaczęło się w latach 50. ubiegłego stulecia. Ottavio i jego żona Rosita otworzyli niewielki sklepik w miejscowości Gallarate. Sprzedawali w nim dziergane kardigany, a także wełniane kamizelki, które uchodziły w tamtych czasach za dość awangardowe. Missoni eksperymentowali z kolorem i formą, a także w odważny sposób łączyli tkaniny. Początkowo nie myśleli o tym, by rozbudowywać rodzinny interes. Cenili proste, skromne życie z dala od zgiełku skomercjalizowanego Mediolanu czy zatłoczonego Rzymu. Szybko jednak zmienili zdanie, gdy zauważyli, że ich ubrania cieszą się ogromną popularnością Do prowincjonalnego Gallarate przyjeżdżały po nie nawet mieszkanki odległego Varese. To właśnie wtedy Ottavio i Rosita wpadli na znakomity pomysł, by zacząć budować własną modową markę. Najpierw w 1954 roku stworzyli specjalną kolekcję dla włoskiego domu handlowego La Rinascente, a cztery lata później zarejestrowali pod własnym nazwiskiem firmę odzieżową.

SEKSOWNE DZIANINY

Dzisiaj Ottavio ma niewiele wspólnego z domem mody. Podobnie jak jego żona Rosita. W latach 90. wyznała w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Corriere della Sera”, że straciła zainteresowanie ubraniami. „Będę odpowiedzialna za linię domową Missoni Home, ale nie mam już ochoty zajmować się projektowaniem ubrań” – powiedziała. W 1998 roku po rodzicach pałeczkę przejęła Angela, która jest odpowiedzialna za projektowanie damskich kolekcji. „Byłam szczęśliwa, gdy dowiedziałam się, że to właśnie ja zajmę się firmą. Przez całe życie marzyłam o tym, by kiedyś zarządzać rodzinnym imperium. Moda to przecież całe moje życie” – powiedziała. Choć największymi wzorami dla Angeli zawsze byli jej rodzice, projektantka nie zamierza ich naśladować. Wręcz przeciwnie. W ciągu ostatnich lat udało się jej wypracować swój niepowtarzalny styl, rozpoznawalny przez kobiety na całym świecie. I to nie tylko dlatego, że ubrania Missoni wciąż są kolorowe i wzorzyste. Angela trochę je skróciła, ciekawie wykończyła i zaproponowała kobietom wysokie obcasy. „Moje kolekcje są seksowniejsze niż te, które kiedyś projektowała mama. Patchworkowe tuniki i sukienki z ostatnich pokazów chętnie noszą także młode kobiety, takie jak moja córka Margherita” – powiedziała.

PRZYSTANEK: AMERYKA

Choć wspomniana 25-letnia wnuczka Ottavia i Rosity nie ma nic wspólnego z tworzeniem kolekcji, jest żywą reklamą rodzinnej firmy. Mimo że uwielbia ubrania Louis Vuittona i Giambattisty Valli, prawie zawsze ma na sobie także coś, co zostało zaprojektowane przez jej matkę Angelę. „To mój obowiązek, by promować markę założoną przez moich dziadków” – przyznała. Dwa lata temu została również twarzą perfum Missoni. „To był dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie. Musiałam jednak odstawić na półkę ulubione Acqua di Gio Armaniego i słynne perfumy Annick Goutal” – wyznała. Piękna Włoszka od kilku lat żyje w Nowym Jorku. Ma niewielki, jednopokojowy apartament w Soho. „Kiedyś mieszkałam w ekskluzywnej dzielnicy Upper East Side, ale nie podobało mi się, że wszystkie moje bogate sąsiadki miały takie same twarze: naciągnięte po liftingach i pozbawione jakiegokolwiek wyrazu” – śmiała się. Na razie Margherita nie zamierza wracać do rodzinnych Włoch. Przyjechała do USA, by studiować filozofię na Uniwersytecie Columbia, ale zaczęła uczęszczać na kurs aktorski w legendarnej szkole Lee Strasberga. Niedawno wystąpiła nawet ze swoją przyjaciółką, włoską modelką Marią Carlą Boscono w offowej sztuce na Broadwayu. „Na scenie czuję się jak ryba w wodzie” – przyznała. Nie wyklucza jednak, że pewnego dnia wróci na stałe do Włoch i zajmie się firmą. „Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś obcy przejął kiedyś stery w naszym rodzinnym biznesie. Nie dopuszczę do tego”– powiedziała z uśmiechem.