Zmysłowa Włoszka bez wahania weszła w roztańczony tłum. Trzej ochroniarze skoczyli natychmiast za nią, ale z trudem przedzierali się, rozpychając na boki rytmicznie podskakujących w rytm bębnów tancerzy. Po chwili aktorka znikła im z oczu. Pomysł, by najseksowniejsza kobieta show- -biznesu otwierała tegoroczny karnawał w Rio de Janeiro, był od początku szalony. Ale Bellucci była zachwycona. Podniecony tłum składający się głównie z mężczyzn skandował: MO-NI-CA, MO-NI-CA. Każdy z nich marzył, by przeszła na tyle blisko, żeby można było poczuć zapach jej perfum. Ona jak zwykle uśmiechała się kącikami ust. Trochę zagadkowo, trochę zalotnie. Przechylała głowę w charakterystyczny sposób, seksownie odgarniała opadające na twarz włosy. Znów czarne, bo wróciła do naturalnego koloru niedługo po zakończeniu zdjęć do fi lmu „The Second Wind”, gdzie zagrała blondwłosą femme fatale. Teraz z dumnie podniesioną głową, kołysząc się na wysokich obcasach, szła w szpalerze roztańczonych ciał. Mężczyźni ustępowali jej z drogi, a kobiety uważnie obserwowały, starając się odgadnąć sekret jej powodzenia.

B JAK BLOND
To był jej pomysł, żeby przefarbować się na blond. Reżyser Alain Corneau nie śmiałby zaproponować gwieździe tak drastycznej zmiany wizerunku. Nie wiedział jednak, że ma do czynienia z aktorką, która uwielbia bawić się swoim image’em i nie boi się zmian. Monicę zainspirowały diwy francuskiego kina: Catherine Deneuve i Brigitte Bardot. I chociaż na własnej skórze sprawdziła, jaką moc ma kolor włosów („Miałam wrażenie, że niektórzy mężczyźni zwracali na mnie uwagę tylko ze względu na ten blond” – śmiała się), wróciła do naturalnej czerni. Może dlatego, że jako płowowłosa piękność nie mogłaby już spokojnie przejść się po ulicy.

E JAK EMOCJE
„Manouche, którą gram w »The Second Wind«, jest bez przerwy rozedrgana, ciągle na granicy łez – mówi Monica. – Czy ja płaczę? Raczej nie. Choć muszę przyznać, że od czasu, kiedy urodziłam córkę, mniej boję się pokazywania emocji”. Była nieśmiałym, zamkniętym w sobie dzieckiem i nadal woli spędzać wieczory z przyjaciółmi w domu, niż bywać w wielkim świecie. „Nie mam ochoty spotykać się z ludźmi po to, by coś udawać, nie lubię czytać o sobie w brukowej prasie. Ale wiem, że powinnam zachować do tego zdrowy dystans, bo wizerunek to w końcu nie ja sama” – przyznaje.

K JAK KOŃSKI OGON
„Może być bardziej zmysłowy niż rozpuszczone włosy – twierdzi Monica. – Zwłaszcza kosmyki, które gdzieś tam wymkną się gumce. Mam wrażenie, że mężczyzna natychmiast ma ochotę je poprawić, a przy okazji dotknąć kobiecej twarzy”. Aktorka nie raz przyznawała, że uwielbia się zmieniać: „Dzięki temu nie czuję się niewolnicą swojego wizerunku”.

M JAK MACIERZYŃSTWO
Przewróciło życie Moniki do góry nogami. Po pierwsze, wreszcie zrozumiała, do czego służą kobiecie piersi i brzuch: „Wcześniej wydawało mi się, że do tego, by zwracać uwagę mężczyzn głębokimi dekoltami”. Po drugie, co innego stało się dla niej ważne: „To, że jest się matką, wiele zmienia w sztuce uwodzenia: „Nie chodzi oczywiście o zmianę wyglądu, tylko wnętrza, myślenia. Po urodzeniu dziecka kobieta nie ma już tak wielkiej potrzeby szukania uznania w oczach mężczyzny, bo w jej życiu pojawił się ktoś ważniejszy od niej. Nagle ona sama przestaje być w centrum własnego zainteresowania”. Ale jeśli dla Moniki uwodzenie przestało być sensem życia, dla mężczyzn z pewnością jest ona jeszcze bardziej pociągająca.

M JAK MĘŻCZYZNA
„W mojej rodzinie rozpieszczało się mężczyzn – wspomina. – Babcia chuchała na swoich synów”. Ona sama postępuje inaczej: „Poświęcam mężczyznom wiele emocji, jednak nie zamierzam wyręczać ich w obowiązkach. Uwielbiam, gdy kobieta gotuje dla mężczyzny, bo to bardzo uwodzicielskie, ale ja niestety nie potrafi ę”. Cieszy się też, że kobiety nie potrzebują już mężczyzn, żeby przeżyć. Są z nimi, bo chcą. Dzięki temu mogą mieć większą radość z miłości. „Potrzebuję do życia mężczyzny, ale w latach 70. wyszłabym z kobietami na ulicę domagać się swoich praw” – deklaruje i dodaje: „W relacji z mężczyzną najbardziej lubię to, co jest mi nieznane: seksualność tak różną od mojej i to, że on uczy mnie inaczej patrzeć na życie. Mam wrażenie, że kobiety zakochują się w sile mężczyzny, a potem kochają go za jego słabości. Akt miłości jest w końcu aktem zaufania”. Jest odważna. Nie wpadłaby na to, żeby zastrzec w kontrakcie, że nie bierze udziału w „scenach rozbieranych”, co jest dzisiaj praktyką w Hollywood. Nieraz przyznawała, że śmiałe sesje zdjęciowe ją pociągają i nie trzeba jej długo do nich namawiać. „Jeśli coś jest piękne, a dzięki dobrym zdjęciom może wyglądać jeszcze lepiej, dlaczego tego nie zrobić?” – pyta kokieteryjnie.

O JAK OBCASY
Dla Moniki są naturalne. Potrafi w nich szybko chodzić, biegać, a nawet ćwiczyć aerobik, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Twierdzi, że w jej rodzinie wszystkie kobiety nosiły obcasy, bez względu na wiek. „Mam nadzieję, że moja córka nie będzie za wysoka na to, by je nosić, bo to wielka przyjemność” – śmieje się aktorka. W końcu nie ma nic bardziej seksownego niż kobieta w cienkich pończochach na wysokich szpilkach.

 

P JAK PIĘKNO
„To tylko kostium. Jeśli nie masz nic więcej do zaproponowania, szybko staje się nudne” – uważa Monica. Ale nie udaje, że uroda nic w jej życiu nie znaczy. „Na pewno było mi łatwiej zacząć – przyznaje. – Kocham kobiecość i nie czuję się winna temu, że Bóg obdarzył mnie urodą. Chociaż ostatnio w hollywoodzkim kinie panuje moda na oszpecanie aktorek, wydaje mi się, że nie trzeba robić z siebie brzyduli, żeby udowodnić, że potrafi sz grać”.

P JAK PASJA
„Doświadczyłam miłości pełnej pasji, która sprawia, że dotykamy stref cienia, czarnych dziur, które każdy człowiek ma w sobie. Wolę jednak inne rodzaje miłości, gdzie też jest pożądanie, ale gdzie jakość związku ciągnie cię do góry, a nie w dół. Takiej, jaką mam teraz u boku Vincenta” – przyznaje Monica.

S JAK STAROŚĆ
Śmieje się, że na razie jest zbyt leniwa, żeby zajmować się swoimi zmarszczkami. Ale nie zarzeka się, że nigdy nie skorzysta z pomocy chirurga. „Nie mam pojęcia, co będzie za 10 lat. Może nie będę w stanie zaakceptować starości? – zwierzała się dziennikarzom. – Zawsze podziwiałam staruszki o twarzach pełnych zmarszczek, które potrafi ły w inteligentny sposób się z tym pogodzić. Chciałabym mieć kiedyś tyle siły, by godnie zmierzyć się z upływającym czasem” – marzy.

T JAK TALIA
Manouche, jej bohaterka w „The Second Wind”, ma wąską, mocno podkreśloną talię, co dziś rzadko się spotyka. „Gorset, który nosiłam podczas pracy, był bardzo kobiecy. Tak samo jak biustonosz, sztywny i spiczasty. Taki, że najpierw było widać piersi, a dopiero potem ich właścicielkę. Niestety, dzisiaj straciłyśmy wiele z klasycznych kodów kobiecości, moda jest androgyniczna. Ja chcę być kobieca”.