MONIKA JARUZELSKA Grzech chcieć więcej

Udostępnij

Szczęśliwa kobieta. Od kilku lat singielka. Prowadzi Szkołę Stylu i urządza nowe mieszkanie w przedwojennej kamienicy. Interesuje się polityką. Z uwagą śledzi proces ojca. Nie ma wątpliwości, że wyrok w tej sprawie niewiele zmieni. „Dla mnie najważniejsze jest zdrowie ojca. Czy on to wszystko wytrzyma fizycznie” – mówi „Gali”. Przed rozmową oprowadza nas po swoim wymarzonym domu.

MONIKA JARUZELSKA Grzech chcieć więcej

GALA: Mam wrażenie, że znalazłaś mieszkanie swoich marzeń?

MONIKA JARUZELSKA: Powiedziałabym, że nawet więcej. Nie śmiałam marzyć, żeby kiedyś takie mieszkanie mieć. W centrum Warszawy, nieopodal Łazienek i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To miejsca mojego dzieciństwa. Urodziłam się, kiedy rodzice mieszkali na placu Na Rozdrożu, a babcia kilka ulic dalej. Zawsze czułam się mocno związana z tą częścią Warszawy, obecną w literaturze dwudziestolecia międzywojennego, naznaczoną historią i po prostu bardzo piękną. Od kilku lat, po urodzeniu Gucia, szukałam nowego mieszkania. Byłam bardzo przywiązana do poprzedniego, które jest zresztą w pobliżu, ale były tam dwa pokoje i Gucio nie miał swojego. Szukałam czegoś większego, cichego, zielonego i co najważniejsze – z przedwojenną, drewnianą stolarką okien i drzwi.

GALA: Kamienica, w której teraz mieszkasz, jest niezwykła.

MONIKA JARUZELSKA: To dom z tradycjami, klimatem. Wybudowano go w latach trzydziestych, podobno z inicjatywy marszałka Józefa Piłsudskiego. Przed wojną mieszkał tu premier Walery Sławek, który popełnił samobójstwo. Po wojnie zamieszkał Stefan Kisielewski, Mira Michałowska. Moje mieszkanie kupiłam od rodziny pewnego generała. Co ciekawe, ten dom znałam już jako dziecko. Przypomniała mi to mama. W tej kamienicy mieszkał profesor Marian Garlicki, doskonały ortopeda, z którym rodzice byli zaprzyjaźnieni. Kiedyś byliśmy u niego na przyjęciu. Żona profesora robiła wspaniałe orzechowe torty. Ich mieszkanie zapadło mi głęboko w pamięć. Kojarzyło mi się z wielkim światem, budziło nieznaną tęsknotę. Pamiętam do dziś jego piękny wystrój. I po latach kamienica z dziecięcych marzeń do mnie wróciła.

GALA: Kiedy weszłaś tu pierwszy raz, co cię najbardziej urzekło?

MONIKA JARUZELSKA: Najpierw zobaczyłam piękną klatkę schodową w stylu art déco, która mi przypominała kamienicę z mojego dzieciństwa na Starej Ochocie. Drzwi wejściowe do mieszkania były solidne, przedwojenne. Stanęłam w przedpokoju, z którego było widać gabinet, i widok za oknem mnie urzekł. Był początek grudnia, słoneczny, mroźny dzień, spadł śnieg, ośnieżone gałęzie drzew niemal wchodziły do pokoju. Każdego dnia mam wrażenie, że mieszkam w środku parku. Lubię siedzieć i patrzeć na wiewiórki, które biegają po drzewach. Słyszeć, jak deszcz uderza o liście. Każda pora roku jest tu piękna. Nawet listopadowe dni. Mgła, gołe drzewa i zapalone gazowe latarnie. Niezwykle romantyczna sceneria, jak z „Nocy listopadowej”.

GALA: Poprzednio też mieszkałaś w starej kamienicy.

MONIKA JARUZELSKA: Źle bym się czuła w nowym budynku. Lubię miejsca, które mają swoją historię, duszę. Może wiąże się to trochę z moją nostalgiczną naturą. Kiedy wyprowadzałam się ze starego mieszkania, czułam duży smutek. Miałam poczucie, że opuszczam część swojego życia. Bardzo zwracałam uwagę, komu sprzedaję mieszkanie. Podobnie jak znalezionego kota, chciałam je oddać w dobre ręce. Kupiła je miła, piękna dziewczyna, z bardzo dobrym gustem, która doceniła na przykład klamki w starych oknach.

GALA: W starych wnętrzach czujesz się bezpieczniej?

MONIKA JARUZELSKA: Coś w tym jest. Lubię stałość, stabilność, pewną ciągłość. Bardziej cenię książki z antykwariatu niż te nowe. Lubię zobaczyć, że jakaś strona była szczególnie czytana, coś jest zaznaczone ołówkiem, jest napisana dedykacja. Czasem wtedy dopowiadam sobie różne historie. Mam wrażenie, jakbym przygarnęła bezdomną książkę, która znalazła bezpieczne miejsce na mojej półce.

GALA: Kanapa, na której siedzimy, też ma swoją historię?

MONIKA JARUZELSKA: Nawet mówię: „Mój dom jest tam, gdzie jest moja kanapa”. Została zrobiona w 1934 roku, a u mnie jest już od dwudziestu kilku lat. Zmieniam jej tylko obicia. Obrazy, które wisiały u babci, teraz wiszą u mnie. Tamten fotel w gabinecie przez wiele lat był ulubionym fotelem taty. Zabrałam tu większość rzeczy ze starego mieszkania. Część wywiozłam do mojego domu na Mazurach. Stary klosz od lampy, która stała na biurku u mamy, najpierw wyniosłam na śmietnik, a następnego dnia po niego wróciłam.

GALA: Masz jakiś przedmiot, który w twojej rodzinie jest przekazywany od pokoleń?

MONIKA JARUZELSKA: Mam jedynie pierścionek po chrzestnej mamie mojego taty. To żałobna biżuteria z okresu po powstaniu styczniowym, z czarnym brylantem. Pierścionek nosiła moja mama i dała mi go po maturze. Zawsze go teraz noszę.

GALA: Pomyślałaś: nowe mieszkanie, nowe życie?

MONIKA JARUZELSKA: Nigdy tak nie myślę. W żadnych, najbardziej przełomowych momentach nie miałam poczucia nowego życia. Dla mnie wszystko ma ciągłość, cokolwiek się dzieje. Jest po prostu moim życiem. Bawią mnie wypowiedzi niektórych młodych gwiazd, dla których zmiana fryzury bywa zapowiedzią ich nowego życia.

GALA: Kilka miesięcy temu powiedziałaś, że w twoim życiu pojawił się ktoś ważny, ale za wcześnie o tym mówić.

MONIKA JARUZELSKA: A teraz już za późno (śmiech).

GALA: Kiedyś mi mówiłaś, że już nie chciałabyś się zakochać. Rozumiem, że nadal tak jest?

MONIKA JARUZELSKA: Wszystkie znaki na niebie i ziemi mi mówią, że to zawsze tylko bardziej komplikuje mi życie, a nie pomaga. Mam teraz dobry czas zawodowy, rozwija się moja szkoła dla stylistek, współpracuję z różnymi firmami. Myślimy z Beatą Tyszkiewicz i Karoliną Wajdą o założeniu Szkoły Stołu, uczeniu dobrych zasad ubierania i podawania do stołu, kultury jedzenia. Zdecydowanie stawiam na pracę.

GALA: Gucio nie chciałby mieć w domu mężczyzny?

 

MONIKA JARUZELSKA: Niedawno powiedział, że chciałby mieć braciszka. Poradziłam mu, żeby się zwrócił do taty. A tata odesłał go do mnie (śmiech).

GALA: A tak poważnie. Nie brakuje mu na co dzień męskiego wzorca?

MONIKA JARUZELSKA: Gucio ma bardzo dobry kontakt ze swoim tatą. Często u niego nocuje. Widzę, że są ze sobą związani emocjonalnie. Ma dziadka, który opowiada mu różne historie z czasów wojny. Gucio przymierza jego czapki, ogląda szable i bardzo jest wtedy przejęty. Kiedyś, jak był młodszy, zapytał mnie ze smutną miną: „Mamo, a czy dziadek niedługo umrze?”. Mówię: „Syneczku, dziadziuś jest stary, ale mam nadzieję, że będzie żył jak najdłużej. A dlaczego pytasz?”. A Gucio: „Bo mi powiedział, że jak umrze, to dostanę jego szablę” (śmiech). Tatę też to szalenie rozbawiło. Mamy domową anegdotę.

GALA: Gucio jest dla dziadka takim pocieszeniem?

MONIKA JARUZELSKA: Tata uwielbia Gucia, ale mało co jest dla niego pocieszeniem. Jako zatwardziały pesymista zawsze znajdzie powód, żeby się martwić. Kiedy Gucio, jak normalne dziecko, biega szybko po ogrodzie, mówi: „Może powinnaś z nim pójść do psychologa, czy on nie ma ADHD?”. Cieszę się, że Gucio dobrze je, a tata: „Jednak on ma już cztery i pół roku, a je samym widelcem. Musisz jakoś na niego wpłynąć, żeby posługiwał się sztućcami”.

GALA: Jak znosisz to wszystko, co dzieje się teraz wokół ojca?

MONIKA JARUZELSKA: Mam świadomość, że wyrok sądu niewiele w ojca sytuacji zmieni. Stan wojenny na zawsze będzie dzielił Polaków na tych, którzy uważają ojca za męża opatrznościowego, tych, którzy mają go za zdrajcę, i takich, dla których jest postacią tragiczną i kontrowersyjną. Wiem jednak, jak bardzo ojcu zależy, żeby proces się odbywał i żeby mógł głośno wypowiedzieć swoje racje, być usłyszany. Dla mnie najważniejsze jest jego zdrowie i czy to wszystko fizycznie wytrzyma. Pierwszego dnia, kiedy składał wyjaśnienia w sądzie, miał zapalenie oskrzeli, brał antybiotyk, ale nie chciał, żeby sprawa była odraczana I kiedy oglądałam w telewizji wystąpienie ojca i widziałam napady kaszlu, to były dla mnie bardzo dramatyczne momenty.

GALA: Jak przyjęłaś słowa Jerzego Urbana, że jeżeli ojciec straci część emerytury, to mu wyrówna z własnych pieniędzy?

MONIKA JARUZELSKA: Cieszę się, że ojciec ma prawdziwych przyjaciół. Ale sprawa emerytury jest trzeciorzędna. To bardziej problem godności ojca.

GALA: Czujesz, że ta godność jest naruszana?

MONIKA JARUZELSKA: Nie, bo ojciec sam zachowuje godność. A tylko on może własną godność naruszyć, nikt mu jej nie odbierze. Ojciec zrezygnował z emerytury prezydenckiej, która byłaby wyższa. Zdecydował się na wojskową, bo całe życie czuł się przede wszystkim żołnierzem.

GALA: Boisz się o niego?

MONIKA JARUZELSKA: Bardzo, bo jest starym, schorowanym człowiekiem, który żyje w ogromnym stresie. Chciałabym, żeby jak najdłużej z nami był... Jest mi bardzo bliski, bardzo kocham ojca...

GALA: Radzi się ciebie?

MONIKA JARUZELSKA: Rzadko, taki już jest. Nawet w procesie nie ma adwokata, tylko broni się sam. Kiedy pierwszego dnia składał w sądzie wyjaśnienia, cały czas śledziłam relacje telewizyjne. Przerzucałam się z TVN 24 na TVP Info. Gdy tylko ojciec wyszedł z sądu, zaraz do mnie zadzwonił i długo rozmawialiśmy.

GALA: Masz świadomość, że go wspierasz, pomagasz mu, że teraz jesteś dla niego najważniejsza?

MONIKA JARUZELSKA: Nie jestem tego pewna. Ojciec wie, że całym sercem jestem z nim, ale jego nie jest łatwo wesprzeć. Ojciec ma takie przedwojenne poczucie bycia mężczyzną. A mężczyzna nie wspiera się na kobiecie, nie obciąża jej, tylko radzi sobie sam i wszystko bierze na siebie. Bardzo trudno jest wyciągnąć z ojca, że jest mu ciężko, trudno. Sama to widzę, ale on rzadko o tym mówi.

GALA: Proces ojca pewnie będzie trwał do końca jego życia. Niedługo Gucio będzie się musiał zmierzyć z historią, nazwiskiem.

MONIKA JARUZELSKA: Nie wyprzedzam czasu. Zależy, na jakich ludzi Gucio natrafi w przyszłości, jakich będzie miał kolegów w klasie, jaką osobą będzie jego nauczyciel historii, ale przede wszystkim jaki on sam będzie. Najważniejsze, żeby potrafił zjednać sobie przyjaciół i życzliwych ludzi. Też musiałam się zmierzyć z historią, nazwiskiem. Wyszłam bez szwanku. Myślę, że Guciowi będzie łatwiej. Dla jego rówieśników stan wojenny będzie daleko mniej ważny, niż był dla moich.

GALA: Z jakimi reakcjami ludzi spotykasz się na co dzień?

MONIKA JARUZELSKA: Na ogół z dobrymi. Kiedy jadę taksówką lub jestem na spacerze z psem, ludzie przekazują mi wyrazy wsparcia dla ojca. Niedawno jedna ze znanych aktorek podeszła do mnie w banku i prosiła, żeby go serdecznie pozdrowić. Dla mnie to bardzo budujące, że dużo osób traktuje ojca z szacunkiem i sympatią.

GALA: Był taki moment, kiedy nie wykluczałaś możliwości zaangażowania się w politykę. Córka generała Jaruzelskiego mogłaby wiele namieszać, może nawet uratować lewicę.

MONIKA JARUZELSKA: Czyli Jaruzelska jako wunderwaffe polskiej lewicy? (śmiech). Jestem pewna, że lewica świetnie sobie poradzi, zgodnie z powiedzeniem: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Z radością zauważam, że po lewej stronie występuje coraz większy ruch. Jest dużo postaci zarówno z Platformy Obywatelskiej, jak i z rozproszonej lewicy, z którymi mogłabym się identyfikować, które lubię i szanuję. Ale nie mam już takich impulsów, jakie miałam trzy czy dwa lata temu, że trzeba coś zrobić. A co widzisz we mnie politycznego poza nazwiskiem?

 

GALA: Bardzo silny charakter, osobowość, umiejętność rozmowy, skłonność do kompromisów.

MONIKA JARUZELSKA: Wcale nie jestem pewna, czy ta ostatnia cecha nie byłaby raczej przeszkodą. Jak na polityka jest we mnie za duży relatywizm poglądowy. Często rozumiem argumenty kilku stron. Nie potrafiłabym być rzecznikiem jednej racji. Mało jest we mnie radykalizmu, który jednak w polityce jest potrzebny, za dużo patrzenia na drugiego człowieka przez pryzmat jego uczuć, problemów. Gdybym wiedziała, że mój przeciwnik polityczny ma w domu chorego psa, tobym mu współczuła i już nie atakowała (śmiech).

GALA: Ale polityka nadal cię interesuje?

MONIKA JARUZELSKA: Nawet bardzo. Oglądam ją jak wielkie, wspaniałe widowisko, dramat psychologiczny z niespodziewanymi zwrotami akcji. W polityce fascynuje mnie przede wszystkim człowiek. Jak pycha zamienia się w pokorę, a skromność w megalomanię w zależności od sytuacji. Polityka niesamowicie ludzi obnaża. W trudnych momentach z wielkich nagle stają się mali i odwrotnie.

GALA: Mogłabyś powiedzieć, że jesteś szczęśliwa?

MONIKA JARUZELSKA: Pamiętam, jak byłam na studiach i moja mama powiedziała do mnie i koleżanki: „W moim wieku jak się ma święty spokój, to znaczy, że jest się szczęśliwym”. Wtedy to dla mnie było niezrozumiałe. Spokój oznaczał coś niedobrego. Dziś myślę, że póki żyją moi bliscy, dziecko jest zdrowe, jestem w mieszkaniu, które kocham, a obok mnie leży mój pies, to aż boję się mówić o tym, co mam, żeby nie zapeszyć. Byłoby grzechem pychy chcieć od życia czegoś więcej.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł