GALA: Violu, pożyczyłabyś Natalii swój samochód?

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Oczywiście. Niedawno Natalia pożyczyła mi vana, gdy jechałam na targi mody do Mediolanu.

GALA: Natalio, a ty puściłabyś męża na wakacje z Violą? Gdybyście planowali wyjazd we czwórkę, ale później okazałoby się, że ani ty, ani partner Violi nie możecie jechać…

NATALIA KUKULSKA: Pewnie w takiej sytuacji nikt by nie pojechał. Ale nie z powodów, o których myślisz. Chodzi o solidarność: jeśli któreś z nas nie może, rezygnujemy wszyscy, bo to już nie ta sama wycieczka. Byliśmy razem na wakacjach. Viola z Adasiem są wymarzoną parą na takie wyjazdy: niekonfliktowi, pełni dobrej energii. Rozpieszczali nas. Adaś pukał do nas: „Może kawkę wam podać?”. Przy okazji zabawna obserwacja. Mój mąż zawsze miał pretensje, że zabieram za dużo rzeczy. I nagle w Hiszpanii okazało się, że moja walizka to nic w porównaniu z walizką Violi. Co się okazało? Viola przywiozła tonę kosmetyków. Mówię: „Viola, masz kremy na wszystko: na dekolt, dłonie, szyję, pośladki... Oszalałaś!”. A rok później miałam dokładnie tak samo (śmiech). Ciekawe, jak się zabierzemy do Bhutanu...

GALA: Dlaczego właśnie tam?

NATALIA KUKULSKA: To nieprawdopodobna historia. Pokazuje, jak mały jest świat i jak rządzi nami przeznaczenie.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Jesteśmy z Adasiem buddystami i chcieliśmy pojechać na otwarcie buddyjskiej stupy w Hiszpanii. Nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie. Miał tam przyjechać buddyjski lama Tseczu Rinpocze. Niestety, zmarł, więc zaczęliśmy rozważać inne możliwości. Wtedy zjawiła się Natalia. „Jedźcie do Hiszpanii” – powiedziała. Trzeciego dnia podróży zgubiliśmy drogę. I nagle wyrosła przed nami stupa, do której wcześniej chcieliśmy przyjechać. Okazało się, że miejsce znalezione dla nas przez Natalię było o krok od niej. A przed stupą stali lamowie, których wcześniej poznaliśmy w Nepalu, wśród nich Polka Maggie, dawna sekretarka lamy Rinpoczego. Zaprzyjaźniliśmy się.

NATALIA KUKULSKA: Dzięki Violi stała się i moją przyjaciółką. W uzgodnieniu z rodziną królewską zaproponowała, żeby w Bhutanie odbył się pokaz mody Violi i mój koncert. Planujemy wyjazd w połowie przyszłego roku. Maggie pisze, że jeżeli istnieje raj, to właśnie tam.

GALA: Test przyjaźni za nami, mąż i samochód was nie podzielą. Jak się poznałyście?

NATALIA KUKULSKA: W Odzieżowym Polu, firmie, w której Viola działała. W 1996 roku ktoś z telewizji zawiózł mnie do „jakiejś” projektantki, abym wybrała ubrania do programu. Niedługo potem sama tam zapukałam.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: To, co zaiskrzyło między nami, to ogromne poczucie humoru Natalii. Na dodatek mnie wzruszała.

NATALIA KUKULSKA: Viola ujęła mnie dobrocią. Wśród ludzi show-biznesu jest dziewicza.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Matka Teresa, ratunku...

NATALIA KUKULSKA: Ufa ludziom.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Czyli naiwna (śmiech).

NATALIA KUKULSKA: Nie, otwarta. Wszystkich tłumaczy, wierzy w dobre intencje. Ja trochę mniej. I może to mnie tak rozśmiesza...

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Ale też rzadko źle mówisz o kimś. Musi sobie naprawdę zasłużyć.

GALA: Natalia świetnie się dzięki Violi prezentuje, Viola ma modelkę do swoich kolekcji. Ta zależność ma wpływ na przyjaźń?

NATALIA KUKULSKA: Śmiejemy się z tego. Na początku wpadałam do Violi: „To ja teraz ciebie troszeczkę podlansuję”, i pożyczałam coś z pracowni... Siedziałyśmy przy kawie, gadałyśmy. Nie miałam jeszcze dzieci. Teraz jest trudniej. Ubrania często są pretekstem do spotkań. Nie potrafi łabym jej wykorzystywać, prosić o projektowanie, bo się przyjaźnimy...

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Uwielbiam to robić dla Natalii, czasami na siłę (śmiech). Dobrze ją znam. Jak wymyślam ubranie, wiem, jak się będzie w nim poruszać.

GALA: Kiedy pomagacie sobie najbardziej?

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Zawsze w trudnych sytuacjach. Natalia pomogła mi, kiedy rozstawałam się z Odzieżowym Polem.

NATALIA KUKULSKA: Gdy byłam w drugiej ciąży, okazało się, że muszę rodzić przez cesarskie cięcie i mogę wybrać termin porodu. Mąż dużo koncertował, więc z notesem w ręku wybieraliśmy pomiędzy jego wolnymi terminami. Znaleźliśmy piękną datę: 5.05.2005. Szczęśliwa dzwonię do Violi. Dzień później Viola: „Będziesz na mnie zła. Ale rozmawiałam z numerolożką. Zbadałyśmy tę datę w połączeniu z imieniem i nazwiskiem Ani. I niestety...”. „To jaki termin jest lepszy?” – pytam. A Viola: „Czwarty maja”. Ja na to: „Viola, przecież to bzdura…”. A Viola: „Ja tylko radzę”. Po tym telefonie nie mogłam zaznać spokoju. Tym bardziej że nie uważam jej za wariatkę. Pewne rzeczy dzieją się po coś. Jak w dowcipie o Panu Bogu i powodzi. Ludzie utonęli, bo zignorowali tratwy, które im podsyłał. Urodziłam czwartego!

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Nie powiedziała mi, że przesunęła poród, bo była na mnie zła. A ja pomyślałam, że skoro poród nie odbędzie się siłami natury, to niepowtarzalna szansa, żeby sprawdzić układ planet.

NATALIA KUKULSKA: Była też akcja z tytułem mojej płyty „Sexi Flexi”. To Viola wybrała go z piosenki na tytuł całej płyty. Adaś jest autorem projektu grafi cznego okładki. Na końcu wspólnie zastanawialiśmy się nad pisownią: czy przez „i”, czy przez „y”. I znów wkroczyła numerologia.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Robiłyśmy też bilans za i przeciw, kiedy Natalia dostała propozycję wystąpienia w „Tańcu z gwiazdami”.

 

NATALIA KUKULSKA: Żartujemy, że powinnam być menedżerką Violi, a Viola moją. W stosunku do własnych karier mamy dwie lewe ręce, za to doskonale wiemy, co powinna zrobić druga (śmiech).

GALA: Co sobie zawdzięczacie?

NATALIA KUKULSKA: Przez to, że Viola we mnie wierzy, czuję się silniejsza.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Niesamowite! Niech będzie, że ja to powiedziałam, dobra? Bo mam podobne odczucia. Po ostatnim koncercie Natalii miałam się spotkać z Anglikami przygotowującymi Rok Polski w Londynie. A mnie, żebym nie wiem jaką kolekcję miała do pokazania, zawsze się wydaje, że to za mało. Kiedy zobaczyłam Natalię na koncercie, udzieliła mi się jej siła.

NATALIA KUKULSKA: Viola jest megazdolna, ale nie ma parcia na karierę. Potrzebuje kogoś, kto się nią zajmie. Siedzi w pracowni od rana do wieczora.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Z przerwami na wino.

GALA: Wino też was łączy?

NATALIA KUKULSKA: Lubimy przy nim rozmawiać.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Pijemy, gadamy, pokazujemy sobie, co ostatnio zrobiłyśmy. Natalia przynosi jakieś nagrane kawałki. Ja swoje projekty. Natalia mnie inspiruje, pobudza wyobraźnię. Czasami razem gotujemy. A potem ja jem najwięcej.

NATALIA KUKULSKA: Viola jest łasuchem. I wegetarianką, muszę o tym pamiętać. Na szczęście obie lubimy tajską kuchnię.

GALA: Natalia jest tą silniejszą?

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Tak, na pewno.

NATALIA KUKULSKA: Moja siła leży w umiejętności podejmowania decyzji. Wiem, czego chcę.

GALA: Skąd ta siła w tobie, Natalio?

NATALIA KUKULSKA: Z życia. Wiele razy bywałam ofiarą różnych sytuacji. I teraz jest jak w mojej piosence: „Ufam tylko sobie”. Otaczam się ludźmi, którym wierzę, ale to ja jestem motorem działań.

GALA: Kto rządzi w waszych związkach?

NATALIA KUKULSKA: Obydwie mamy mężczyzn łagodniejszych od nas. Oni są spokojni, my bardziej świrowate. Ale wbrew pozorom ten spokój daje im siłę. Niby potulnie się godzą na nasze pomysły, ale mają swoje zdanie i nie dają się prowadzić za uszy.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Zupełnie jakbyśmy miały tego samego faceta (śmiech).

NATALIA KUKULSKA: Są do siebie podobni. Też się od razu polubili.

GALA: Na czym polega ta świrowatość?

NATALIA KUKULSKA: Wpadamy w głupawki, a ludzie nie wiedzą, co nas śmieszy.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Któregoś dnia przyszli do nas Natalia i Michał, Paulina i Maciek Kurzajewscy, wszyscy z dziećmi. Ktoś przyniósł płytę z piosenkami dla dzieci, ale wyjątkowo głupimi. Rozkręciłyśmy z Natalią orgiastyczną balangę. Był taneczny wąż między drzewami. Na to wszystko weszli moi sąsiedzi i opadła im szczęka.

GALA: A czego w sobie nie lubicie?

NATALIA KUKULSKA: Uduszę ją kiedyś za to, że się spóźnia. Urządzam kinderbal. Początek o 17, a matka chrzestna przychodzi o 21. Na szczęście wychodzi ostatnia.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: No to ja też coś powiem. Wkurza mnie… że Natalia nie odbiera telefonów i nie oddzwania. Długo.

NATALIA KUKULSKA: Violu, bywasz ze mną i moimi dziećmi, wiesz, co się dzieje. Włoska rodzina.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Taki młyn, że ciężko nad tym zapanować. Natalii się udaje, ja się gubię.

GALA: Jaką matką chrzestną jest Viola?

NATALIA KUKULSKA: Dzieci ją uwielbiają, podobnie jak Adama, który jest ojcem chrzestnym Ani. Złoszczę się, bo zawsze przynoszą Ani i Jasiowi prezenty.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: A dzieci witają nas cudownie, wzruszająco. Biegną z daleka z rozłożonymi ramionami. Mam wtedy łzy w oczach. Chcemy z Adasiem zabrać je na wakacje.

NATALIA KUKULSKA: Często Viola dzwoni do mnie: „Jestem w centrum handlowym, jaki Ania ma teraz rozmiar buta?”. Są takimi chrzestnymi, którzy znają potrzeby dzieci. A moja córka odziedziczyła po matce chrzestnej zamiłowanie do ciuchów. Od rana do wieczora się przebiera.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Oczywiście, można to zwalić na matkę chrzestną (śmiech).

GALA: Czy rodzice chrzestni mogą być buddystami?

NATALIA KUKULSKA: Prawnie określa się ich świadkami chrztu. Jestem szczęśliwa, że Ania ma takich chrzestnych! Cudownych, mądrych ludzi, na których będzie mogła polegać. Ja swoich chrzestnych w ogóle nie znam, a są katolikami. Mój ojciec chrzestny był kiedyś dyrektorem w Pagarcie. Powiedział rodzicom: „Jak będzie chrzest, pamiętajcie, będę ojcem”. W 1997 roku podczas festiwalu w Sopocie spotkałam go w windzie: „Dzień dobry, chciałem powiedzieć, że jestem pani ojcem chrzestnym”. I tyle. Matką chrzestną jest była żona brata mojej mamy, która wyjechała do Stanów i straciłyśmy kontakt. Co z tego, że Viola z Adasiem są buddystami, a ja katoliczką?!

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Do buddyzmu doszliśmy na drodze duchowych poszukiwań. Wcześniej byliśmy katolikami. W sensie moralnym zgadzamy się z Natalią i Michałem. Myślę, że się wzajemnie wzbogacamy.

GALA: A po co szczęśliwym w związkach kobietom przyjaciółka?

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Dla sprawiania sobie przyjemności. Trzeba spędzać życie w otoczeniu fajnych ludzi.

NATALIA KUKULSKA: Po to się żyje, żeby się dzielić swoimi odczuciami z tymi, którzy nas rozumieją. A tak trudno jest się odnaleźć...

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Trzeba szukać.

NATALIA KUKULSKA: Patrz, nie szukałyśmy i się udało.

VIOLA ŚPIECHOWICZ: Bo Pan Bóg nam przysłał tratwę