OLAF LUBASZENKO Wykuwam sobie miłość

Udostępnij

Właśnie skończył 40 lat. Urodziny spędzał w Krakowie, prowadząc niekończące się dysputy z ojcem. Jednak ostatnio najczęściej krąży między Warszawą a Poznaniem, gdzie mieszka Hanna Wawrowska, wykładowca etykiety biznesu, kobieta, z którą od dwóch lat tworzy udany związek. Tylko dla niej staje przy kuchennym blacie i przygotowuje popisową sałatę.

OLAF LUBASZENKO Wykuwam sobie miłość

GALA: PSL przygotowuje ustawę ograniczającą prawa artystów bez dyplomu szkoły teatralnej. Wśród nich wymienia się i pana. Sprawdziłam jednak, że ma pan dyplom eksternistyczny ministra kultury.

OLAF LUBASZENKO: No mam, zresztą już 18 lat. Myślę, że Beata Tyszkiewicz czy Daniel Olbrychski też mają, a jeśli nie mają, to nie potrzebują mieć, bo ich twórczość i dorobek są najwspanialszym dyplomem. Nie przejmowałbym się jednak za bardzo, bo ta ustawa i tak nie wejdzie w życie.

GALA: Podoba mi się pana optymizm.

OLAF LUBASZENKO: Jeśli wicepremier Schetyna mówi, że nie wejdzie, to nie wejdzie. Tak na marginesie, są w niej całkiem zabawne fragmenty, np. zapis o tym, że reżyser musi być na planie trzeźwy albo że artysta w czasie pracy nie może przeklinać. Pomyślałem sobie, że gdyby takie kryteria zastosować wstecz i unieważnić dorobek tych twórców, którzy nie mają dyplomów, przeklinali na planie albo grali czy reżyserowali nietrzeźwi, to obawiam się, że z dziedzictwa polskiego kina zostałoby niewiele. A szkoda.

GALA: Niedawno skończył pan 40 lat.

OLAF LUBASZENKO: To jest jubileusz, który powinien być cezurą wyraźną i odczuwalną, a tymczasem w ogóle nie poczułem tych urodzin. Mogę nawet powiedzieć, że stosunkowo najmniej były obchodzone ze wszystkich moich urodzin.

GALA: To znaczy jak?

OLAF LUBASZENKO: Nie było ani bankietów, ani tortu, ani świeczek. Spędziłem je, trochę przez przypadek, z dala od przyjaciół, bo w Krakowie, za to z miłą sercu osobą i z moim ojcem. Przegadaliśmy kilka godzin.

GALA: Powiedział panu coś mądrego?

OLAF LUBASZENKO: Ojciec zawsze mówi mi mądre rzeczy. Tym razem rozmawialiśmy dużo o tym, że wszystko było kiedyś inne, również w takich dziedzinach życia publicznego jak show-biznes. Na przykład Kalina Jędrusik była odbierana jako artystka skandalizująca, a Władysław Gomułka, I sekretarz partii, za namową żony protestował z trybuny i sprzeciwiał się jej występom w telewizji. Ciekawe, co zrobiłby Gomułka, widząc Dodę? Kiedyś mówiłem o średniowiecznym chłopie zagubionym w nowych czasach, dziś mam wrażenie, że już człowiek z 1915 roku przeniesiony w naszą rzeczywistość nie dałby sobie rady z niczym. Mogłoby mu się wydać, że jest w narkotycznym śnie, że ma wizje, a ten świat jest piekłem.

GALA: Pan też udziela ojcu rad?

OLAF LUBASZENKO: Czasami ja, czasami on... Ciekawe, że jednym z większych problemów istoty ludzkiej jest właśnie ułożenie sobie relacji z rodzicami i dziećmi. Zazwyczaj są one zastanawiająco trudne, często całkowicie wbrew intencjom. Rządzi nimi coś innego niż rozum. To raczej jakieś ukryte emocje, które deformują faktyczny stan rzeczy. Proszę zwrócić uwagę, że w relacjach z najbliższymi wszystko ma intensywniejszy charakter niż w rzeczywistości. Zwykle osoba z zewnątrz patrzy zdumiona na spory, kłótnie i konflikty wewnątrz jakiejś rodziny, bo jej wydają się one kompletnymi błahostkami. Ale problem w tym, że za nimi stoją lata niedomówień, krzywd, zaniedbań. Rzadko udaje się o tym opowiedzieć w atrakcyjny sposób. Ingmar Bergman robił świetne filmy na ten temat.

GALA: A panu, jako ojcu, jest łatwiej?

OLAF LUBASZENKO: Niekoniecznie, bo problemy, które napotykam w moich relacjach z córką, nie są wcale mniejsze z każdym rokiem. Marianna ma swój świat, fascynacje, lęki i nadzieje. To wszystko w jej życiu jest bardzo intensywne. Tak to bywa, kiedy ma się kilkanaście lat. Moja córka jest wspaniałą osobą. Mam nadzieję, że jak każdy czy prawie każdy człowiek za rok, dwa albo trzy spojrzy z dystansem na to, co dzisiaj wydaje się jej tak dramatyczne, bolesne, ważne, i będzie wiedziała, że już takie nie jest. Po latach zrozumiałem jedno. Nie chodzi o to, by mieć złote recepty czy złoty środek na wszystko. Myślę, że nikt, nawet dziecko, nie oczekuje od nas, że rozwiążemy jego problemy, ale że będziemy mieli dla niego czas, zainteresowanie, współczucie i zrozumienie. Ważne, żebyśmy byli przy nim, kiedy trzeba, w chwili wielkiej radości czy wielkiego smutku, choć niekoniecznie po to, żeby o tym rozmawiać.

GALA: Przeczytam coś panu: „Olaf Lubaszenko dojrzał ponownie do rodzinnej stabilizacji. Znowu jest szczęśliwy”.

OLAF LUBASZENKO: Proszę zrozumieć moją wstrzemięźliwość w mówieniu na ten temat! Proszę sobie przypomnieć te wszystkie okładki kolorowych magazynów, które donoszą o nowych miłościach i dużymi literami zapewniają, że teraz „to jest to”, że „tym razem uda się”, po czym, po dwóch latach, a zazwyczaj o wiele wcześniej, te same magazyny piszą o końcu kolejnego uczucia, o porażce. Wielkie sprawy wykuwają się w cichej kuźni.

GALA: Boi się pan takiej porażki?

OLAF LUBASZENKO: Powiem tak. Na pewno nie ma nic złego w radości z własnego szczęścia ani w smutnym przeżywaniu własnej klęski. To są ludzkie sprawy. Ale jest coś żenującego w ich upublicznianiu. Więc staram się swojego życia prywatnego nie udostępniać. Ale przyszło mi do głowy ciekawe pytanie. Czy w życiu jest tak, że człowiek dojrzewa do związku i wtedy znajduje sobie kogoś, żeby ten związek stworzyć? Czy też najpierw spotyka kogoś, a wtedy stwierdza, że dojrzał do związku z tą osobą...

 

GALA: Na pewno miłość w wieku lat 40 jest inna niż w wieku lat 25.

OLAF LUBASZENKO: Ma inną dynamikę. Na co innego zwracamy uwagę, co innego jest ważne, bo inaczej planujemy przyszłość. Kiedy byłem młody, niczego nie planowałem. Moje miłości były bardzo intensywne, przez co szybko się wypalały. Co szybko płonie, szybko gaśnie. Nie dotyczy to oczywiście białych karłów, to są takie gwiazdy albo planety, nie pamiętam, które mogą płonąć intensywnym światłem wiele tysięcy lat. Młodzieńcza intensywność jest w konsekwencji zabójcza dla miłości. Nie ma w tym wyznaniu nic oryginalnego. Tak jest. 

GALA: A dzisiejsza miłość?

OLAF LUBASZENKO: Teraz jest spokojniej. Trwa to dłużej, bo już dwa lata, ale są też pewne ograniczenia. W tym dorastaniu przeszkadza mi fakt, że z wiekiem pojawiają się pewne zahamowania, lęki, i to niekoniecznie przed tą drugą osobą.

GALA: W takim razie przed czym?

OLAF LUBASZENKO: Przed samym sobą. Związek jest zobowiązaniem obustronnym i w pewnym wieku się to już bardzo dobrze wie. Ale chyba nie jest to takie złe, że człowiek w końcu zadaje sobie pytania o odpowiedzialność? Rozmawialiśmy już wiele razy o uczuciach i pani wie, że nie jestem ekspertem od tych spraw i nigdy nie byłem. Mam za dużo przemyśleń, na każdy zresztą temat, co czasami bywa przerażające, a już na pewno uciążliwe. Głównie dla mnie.

GALA: Pewnie cierpi pan na bezsenność.

OLAF LUBASZENKO: Owszem.

GALA: Co pan wtedy robi?

OLAF LUBASZENKO: Nie muszę nic robić, żeby nie spać.

GALA: Ale co pan robi, żeby nie myśleć o tym, że pan nie śpi?

OLAF LUBASZENKO: Czytam. Ostatnio coraz trudniej jest mi znaleźć wygodną pozycję do czytania i to zaczyna być uciążliwe. Kiedyś najwygodniejsze było leżenie na brzuchu, niestety, teraz musiałbym mieć głowę uniesioną wysoko w górę. Martwi mnie to, bo czytanie to stan, w którym mógłbym zanurzyć się bez ograniczeń, bez zahamowań. Zdarzają się sytuacje, że zaczynam książkę wieczorem i kończę ją następnego dnia, bo tak mnie ten świat pochłania. Film już czymś takim dla mnie nie jest.

GALA: Trudno mi w to uwierzyć.

OLAF LUBASZENKO: Może barierą jest dla mnie sięgnięcie po płytę, wstanie z fotela, włożenie jej do urządzenia? W zupełności wystarczy mi kilka filmów z Hugh Grantem. „Cztery wesela i pogrzeb”, „To właśnie miłość”, „Notting Hill”. Świat kina trochę się dla mnie zamknął w tych trzech tytułach i trudno mi się otworzyć na coś nowego. Za to na okrągło oglądam TVN 24, z małymi przerwami na następujące programy... Mogę się zwierzyć?

GALA: Ależ proszę!

OLAF LUBASZENKO: BBC Knowledge, gdzie w kółko lecą odcinki „Top Gear” sprzed lat, liga piłkarska na Canal Plus i BBC Lifestyle z kuchennymi koszmarami Gordona Ramsaya. Ze zdumieniem odkryłem, że kuchnia w telewizji bardzo dobrze się fotografuje i jest pasjonująca.

GALA: Gotuje pan?

OLAF LUBASZENKO: Tak. Czasami coś z przepisu, ale głównie wymyślam sam. To jest zazwyczaj natychmiastowy impuls, może mieć miejsce np. w Galerii Mokotów przy stoisku warzywnym. Mam taką sałatę popisową albo raczej ulubioną, bo nikt jej nie jadł poza moją Hanią i mną, ale my jesteśmy zadowoleni i daliśmy sobie sto procent pozytywnych recenzji.

GALA: Widzę, że z wiekiem używki też się zmieniają?

OLAF LUBASZENKO: Intensywność się zmienia, używki pozostają te same, bo tu niewiele można wymyślić: alkohol, papierosy. Klasyczne używki nie sprawiają mi już radości, co nie znaczy, że ich nie używam. Jest coś takiego jak zmęczenie materiału. To zależy od intensywności doznań i tego, jak są rozłożone w czasie. U mnie ich kulminacja nastąpiła w bardzo młodym wieku. W zabawę wkładałem ogromny entuzjazm i dzisiaj mi go brakuje. Myślę, że duży zapas radości z używek został w moim przypadku spożyty. Mówię to z lekką melancholią i zupełnie poważnie.

GALA: Coś się jeszcze w panu wypaliło?

OLAF LUBASZENKO: Kilka porażek, projektów, których nie udało się zrealizować, bo ktoś zawiódł, coś zawiodło, coś się rozeszło po kościach, choć było w to włożone mnóstwo zapału i serca... To potrafi zamknąć człowieka dość skutecznie. Odbudowanie w sobie wiary, że tym razem się uda, jeśli powalczę dostatecznie mocno, okazuje się największym wyzwaniem. 

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł