GALA: Chcę otrąbić publicznie twój sukces!

OMAR SANGARE: Dobre miejsce. Trąbisz!

GALA : Laureaci Oscara, Grammy, Pulitzera, jeden z prezydentów USA ... Oni kiedyś studiowali w Williams College, gdzie obecnie jesteś wykładowcą. Trudno było się tu dostać?

OMAR SANGARE: Kandydatów było dwustu, przyjęli jednego. Nie oceniam statystyki. Podaję liczby.

GALA : To niemal jak egzamin do Akademii Teatralnej.

OMAR SANGARE: Tak, ale egzamin do Williams College trwał pół roku. Aplikowanie, przesyłanie dokumentów, liczne spotkania. Kiedy jechałem na pierwszą rozmowę, byłem pełen obaw.

GALA : Co takiego miałeś, czego brakowało innym kandydatom?

OMAR SANGARE: Przez ostatnie lata zdobywałem doświadczenie na polu międzynarodowym. To zadziałało. Multikulturowość jest ceniona w kraju będącym ojczyzną tak wielu kultur. Moi studenci pochodzą nie tylko ze Ameryki, ale również z Japonii, Botswany, Anglii, Chin, Austrii, Rosji, Niemiec, Bułgarii i innych krajów.

GALA : Za ścianą twojego gabinetu pokój ma David Eppel, o którym uczyłeś się w warszawskiej szkole teatralnej na zajęciach z historii teatru…

OMAR SANGARE: Nikt mi wtedy nie powiedział, że w przyszłości będzie on moim sąsiadem. W latach 70. David był współzałożycielem pierwszego teatru w RPA, w którym czarni i biali aktorzy mogli się spotkać na scenie.

GALA : Jak „kupiłeś” sympatię studentów?

OMAR SANGARE: Myślałem, że w gronie poważnych wykładowców powinienem występować z powagą. Sporo pasowało do takiego wizerunku: publikacje książkowe, role teatralne i filmowe... z wyjątkiem występu w „Szymon Majewski Show”. Trzy lata temu sparodiowałem tam Tinę Turner w piosence „The Best”. Studenci odnaleźli moją Tinę na YouTubie i zobaczyli swojego profesora w szpilkach. „Omar, czy ty naprawdę lubisz Tinę Turner?” – zapytała mnie studentka. Potwierdziłem automatycznie i zorientowałem się, że to mistyfikacja. Później, ku mojemu zaskoczeniu, odkryłem, że taki prowokacyjny profesor bardzo się spodobał w tym liberalnym college’u. Nawet David Eppel dołączył klip z moim występem do programu swoich zajęć. Kiedy jest mowa o radykalnej transformacji aktorskiej, to ja jestem podawany jako przykład.

GALA : Jaki jest profesor Sangare?

OMAR SANGARE: Nadzwyczajny (śmiech). Tak naprawdę to studenci są nadzwyczajni, nastawieni na zdobywanie wiedzy. Każda minuta jest dla nich cenna. Za cztery lata studiów płacą ponad dwieście tysięcy dolarów. Nie muszę ich specjalnie zachęcać do ciężkiej pracy.

GALA: Co było najtrudniejsze, kiedy zacząłeś pracę w Williams College?

OMAR SANGARE: Nie miałem „instrukcji obsługi”. Do wielu schematów musiałem dochodzić sam. Poznawanie systemu nauczania, ocenianie w procentach, terminologia akademicka – to wszystko było nowością. Niedawno rozmawiałem z dziekanem o współczesnych sztukach teatralnych. Zapytał mnie, czy lubię „Mordka”. Nie wiedziałem, o jakim „Mordku” jest mowa. Dziekan się zdziwił, że uczę aktorstwa, a nie słyszałem o popularnym polskim dramatopisarzu. Poprosiłem o tytuły. Wtedy okazało się, że nie tylko o nim słyszałem, ale i grałem w jego sztukach. Sławomira Mrożka poznałem osobiście wiele lat temu w Krakowie.

GALA: Mijają trzy lata od twojego wyjazdu z Polski. Zniknąłeś nagle. To była ucieczka?

OMAR SANGARE: Nie uciekam, ale gonię za marzeniami.

GALA: Czego brakowało ci w Polsce?

OMAR SANGARE: Ryzyka.

GALA: Czyli mocnych wrażeń?

OMAR SANGARE: Tak. Pamiętam swoje zawodowe początki w Polsce. Liczba zaproszeń do produkcji telewizyjnych, teatralnych i filmowych była spora. Bardzo mnie to wciągało, satysfakcjonowało, ale i uzależniło. To jest tak jak z przyjmowaniem używek – z czasem potrzebujesz większej dawki. Zaczynasz od jednego papierosa, w pewnym momencie orientujesz się, że wypalasz paczkę i ciągle nie masz dość. W Polsce się urodziłem, Polskę rozumiem. W moim kraju mogłem zdobywać kwalifikacje, które teraz wyróżniają mnie tutaj, w Stanach. Jestem za to wdzięczny, ale chcę więcej.

GALA: Sukces kosztuje. Jaką płacisz cenę?

OMAR SANGARE: Taką, jaką się płaci za ryzyko.

GALA: Poproszę o konkrety.

OMAR SANGARE: ...zadajesz trudne pytania.

GALA: Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

OMAR SANGARE: Ceną jest poczucie samotności... Poznaję wielu ludzi, ale często świadomie rezygnuję z ich towarzystwa. Biorę czynny udział w tej cywilizacji, chociaż od czasu do czasu jej unikam…

GALA: Dlaczego?

OMAR SANGARE: Cywilizacja, w której żyjemy, jest chora. Nie chcę się zarazić. Żyjemy w czasach nadgorliwych ambicji, lęku i przeceniania wartości materialnych.

GALA: Przecież sam jeździsz mustangiem!

OMAR SANGARE: Cieszę się z zabawek i to wszystko. Wartość samochodu nie przekonuje mnie o wartości kierowcy.

GALA: Pamiętasz dzień, kiedy postanowiłeś wyjechać z Polski na zawsze?

OMAR SANGARE: Nie wyjechałem na zawsze. To był moment konfrontacji z marzeniami. Musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w dalszym ciągu chcę tak jak dotąd wyjeżdżać tylko na chwilę, czy raczej będę w stanie spakować swoje marzenia i wyjechać, ufając w ich realizację, gdzie indziej.

GALA: Wątpliwości?

OMAR SANGARE: Pamiętam wysiadywanie w mieszkaniu w Warszawie i torturowanie się myślami związanymi z przyszłością. W moje wątpliwości wmieszałem przyjaciół. Ci skutecznie sekundowali moim zamiarom. Pamiętam, jak Tomek Kammel dopingował mnie do „kolumbowania”. Przekonany, spakowałem porcelanę Rosenthala i wsiadłem do samolotu. Kiedy już na miejscu zjadłem kolację na talerzu, który przywiozłem z ojczystej ziemi, poczułem ulgę. Miałem wrażenie, że kolację jem ciągle u siebie.

GALA: Nie tęsknisz za krajem?

 

OMAR SANGARE: Po wakacjach będę reżyserował w londyńskiej Akademii Muzyki i Sztuk Dramatycznych. Będę blisko Warszawy, więc na pewno do Polski przyjadę.

GALA: Człowiek sukcesu musi być skoncentrowany na sobie. Jesteś egoistą?

OMAR SANGARE: Nauczyłem się nim być. Egoizm zmusza do pracy nad sobą, do rozliczania się z samym sobą, a przy okazji – bycia przydatnym dla świata. Postawa życiowa daleka od egoizmu może zmienić człowieka w ofiarę własnych poświęceń. Egoista jest świadomy tego, co robi i jak się z tym czuje; jest w stanie przełamywać własne słabości i lęki.

GALA: Jakie są twoje słabości?

OMAR SANGARE: Moją słabością jest bezsenność. Podczas dnia pełnego wrażeń, ludzi, pytań rozpędzam się w działaniu. Wieczorem trudno jest wyhamować. Dzienna porcja adrenaliny funduje mi bezsenne noce. Leżę w łóżku i zamiast zamknąć oczy, zwiedzam sufit.

GALA: I wściekasz się, że nie możesz zasnąć?

OMAR SANGARE: Staram się tak ułożyć plan działania, żeby bezsenność też miała swoje miejsce w konstelacji. Piszę e-maile, czytam, dzwonię do Europy. Moje myśli, które nie śpią, mogą się połączyć z myślami przyjaciół w Polsce, którzy są już właśnie po śniadaniu i na pełnych obrotach.

GALA: A lęki?

OMAR SANGARE: Męczy mnie mnogość informacji, sprzętów, kolorów. Są to moje demony z dzieciństwa. Moja mama cierpiała na schizofrenię. Kiedy jej choroba się nasilała, nasze mieszkanie zamieniało się w wysypisko przedmiotów powyciąganych przez nią z różnych zakamarków i porzuconych bezładnie. Pamiętam powroty ze szkoły i moją mamę, którą zastawałem pośrodku domowego chaosu. Pewnie dlatego lubię porządek i monochromatyzm.

GALA: Ubierasz się wyłącznie na czarno. Nawet samochód masz czarny. Czy to nie oznaka depresji?

OMAR SANGARE: To pragmatyzm – obrona przez chaosem. Poza tym oszczędność czasu i energii. Nie zastanawiam się rano, co na siebie włożyć, nie filozofuję o łączeniu kolorów. Nawet sportowe rzeczy w kolorze czarnym mogą się obronić w sytuacjach biznesowych. Można więc lawirować między różnymi spotkaniami bez obowiązku przebierania się na gwizdek.

GALA: Zmieniłeś się podczas tych trzech lat na obcej ziemi?

OMAR SANGARE: Chyba nie. Ciągle lubię czarny kolor (śmiech). O resztę zapytam przyjaciół w Polsce. Wiem jednak, że są tacy, którzy chcą, bym się zmienił – na przykład mój ojciec Sidiki.

GALA: Odwiedził cię w Williams College?

OMAR SANGARE: Tak i przyznał, że osiągnąłem wiele, ale jeszcze nie wszystko. Kiedyś chciał, żebym został doktorem nauk medycznych. Zostałem doktorem nauk teatralnych – więc go przekonywałem, że po części spełniło się jego marzenie. Zgodził się ze mną, nawet był dumny, ale ostatnio upiera się przy czymś nowym. Chce, abym znalazł w swoim życiu spełnienie osobiste.

GALA: Znalazłeś?

OMAR SANGARE: Nie przychodzę do domu, w którym czekają na mnie żona, dzieci i pomidorowa. Przychodzę do domu, w którym zupę muszę ugotować sam. Czasami ktoś towarzyszy, ale… Jak dotąd moi goście zmieniają się częściej niż menu.

GALA: Spełnił się twój amerykański sen?

OMAR SANGARE: Wiele moich snów stało się tutaj rzeczywistością. Podpisałem kontrakt w Williams College na kolejnych kilka lat, przygotowuję festiwal teatralny w Nowym Jorku, kupuję mieszkanie na Manhattanie na Riverside Drive… Nie wolno mnie budzić. Chcę marzyć dalej.

www.omarsangare.com