"Kuchnia czynna całą dobę” – tak nazywa się najnowszy projekt telewizyjny z jej udziałem. Jedyny program kulinarny w telewizji z udziałem dziecka. Prowadzi go z 6-letnią córką Vanessą. Z miłości do kuchni napisała książkę „Zapiekanka, układanka, ciasteczko z bajeczką”. W niedalekiej przyszłości chce stworzyć przewodnik kulinarny po Europie dla dzieci i rodziców.

GALA: Świat zwariował na punkcie gotowania. Ty też włączyłaś się w ten nurt i będziesz gotowała na wizji, zamiast zdradzać sekrety, jak dobrze wyglądać, jedząc tyle co ty?

OMENAa MENSAH: Wiem, od bliskich niejeden raz słyszałam, że lepiej mnie ubierać, niż karmić. Najlepsza metoda to dużo pracy. Najważniejsze jest śniadanie, bo potem nigdy nie wiem, kiedy będę miała następną okazję, żeby coś zjeść.

GALA: Wiesz, że Omena po fińsku znaczy „jabłko”?

OMENAA MENSAH: W języku Aszanti, plemienia, z którego pochodzi mój tata, Omenaa znaczy „kobieta przedsiębiorcza”. Ja i brat urodziliśmy się w Jeleniej Górze, ale co do imion, mojego i brata, tata był bardzo stanowczy. Imiona musiały być ghańskie. Bardzo się cieszę, że postawił na swoim, bo czuję, że imię ma wpływ na to, jacy jesteśmy. Omenaa to na szczęście imię łatwe do wymówienia i zapamiętania. Dostałam je po mamie taty, która uchodziła za gejzer energii i pomysłowości. Mieszkała w Kumasie, jednym z większych miast Ghany, skąd pochodzą Mensahowie.

GALA: Poznałaś babcię, swoją imienniczkę?

OMENAA MENSAH: Na szczęście zdążyłam. Babcia zmarła siedem lat temu. Poznałam także rodzeństwo taty, ale nie w Ghanie, tylko w Londynie, gdzie spędzałam niemal każde wakacje z bratem. Ghana była kiedyś kolonią brytyjską, część rodziny ojca przeniosła się do Londynu.

GALA: Odwiedziłaś kraj przodków?

OMENAA MENSAH: Zawsze prosiłam: „Tato, zabierz mnie do Ghany”. Nigdy nie chciał, nie wiem dlaczego. To, że nie byłam w Afryce, to mój największy ból. Nie byłam, ale na pewno będę. Kuba, mój mąż, już mi to przyrzekł. Tata był najmłodszy z pięciorga rodzeństwa, świetnie się uczył, dostał wielką szansę, stypendia naukowe w Londynie i Wrocławiu. Wybrał Wrocław i dobrze, bo w Polsce są piękniejsze kobiety. Jest bardzo ambitny. Mówi perfekcyjnie pięcioma językami i kocha swoją pracę. Urodzony lekarz. Zawsze powtarzał, że studia medyczne są tu na bardzo wysokim poziomie. Po studiach pracował 18 lat w Polsce, w poznańskim Szpitalu im. Strusia. Nie chciał wracać do Ghany, ale zabiegał o kontrakt w Niemczech. Pracował tam 10 lat, a teraz podjął pracę w londyńskim szpitalu, gdzie do dzisiaj jest świetnym kardiochirurgiem. W Londynie około 35 procent ludności to przybysze z różnych części świata, w tym kolorowi. Tata czuje się tam świetnie.

GALA: Kolorowi? To bardzo niepoprawny politycznie zwrot.

OMENAA MENSAH: Mój tata tak o mnie mówił. Na dodatek mam duży dystans do siebie i swojego koloru skóry. Jako dziewczynka nieraz słyszałam za plecami złośliwe komentarze i kpiny: „Murzynek Bambo”, „czarnuch”, dlatego to po mnie totalnie spływa.

GALA: Pamiętam, że biłam się już w piaskownicy z dziećmi, które żartowały z mojego nazwiska.

OMENAA MENSAH: Też potrafiłam dosolić. Kiedyś z podstawówki w Jeleniej Górze wróciłam do domu z płaczem, że dwóch takich albinosów mnie przezywa. A tata na to: „To im dokop!”. Co też zrobiłam. Dostałam uwagę w dzienniczku, ale przezwiska się skończyły. Trzeba było sobie jakoś w życiu radzić.

GALA: Ale dlaczego mówisz o sobie, że jesteś kolorowa?

OMENAA MENSAH: Bo jestem kolorowa! W tym słowie nie ma nic niewłaściwego. Wytłumaczę ci jak Vanesce: „Mama była biała, tata czarny. Jak się dwa różne kolory zmiesza, wychodzi ktoś kolorowy. A ona na to: »To ja też chcę być kolorowa«. Ależ jesteś, kochanie. Masz zielone oczy, ciemne włosy, oliwkową cerę” – odparłam.

GALA: Jakiego języka używa się w Ghanie?

OMENAA MENSAH: Twi. Mówią nim Aszantowie z plemienia, z którego pochodzę. To plemię najdłużej broniło się przed kolonistami z Wielkiej Brytanii. Z moimi ciotkami i wujami rozmawiam po angielsku. To był i jest język urzędowy Ghany. Kakao, złoto, boksyty, diamenty, lasy tropikalne, największe na świecie sztuczne jezioro Volta i jeden z najgorętszych krajów świata, średnie temperatury wynoszą 33 stopnie Celsjusza. To Ghana. Ale przepiękne krajobrazy mieszają się z rażącym ubóstwem, a wśród ludzi powszechna jest chęć ucieczki do lepszego świata.

GALA: Twoi rodzice poznali się na studiach. To musiała być wielka miłość.

OMENAA MENSAH: Musieli być zakochani i zdesperowani, skoro udało się pokonać tyle trudności i odmienności. Mój ojciec jest lekarzem z powołania, zakochany w swojej pracy. Miałam chyba 17 lat, a brat półtora roku mniej, jak tata dostał kontrakt w Niemczech i wyjechał.

GALA: A jaki był twój brat?

 

OMENAA MENSAH: Miał zupełnie odmienny charakter. Ja składałam się z samych kompleksów, chciałam iść na studia, a jak się na nie dostałam, nadal ślęczałam nad książkami. Z kolei mój brat Asebi był dzieckiem, które wymagało dużo czasu i troski. Trochę wymykał się mamie z rąk. Był pięknym, świetnie zbudowanym mężczyzną, z ogromnym powodzeniem u kobiet. Przysparzał jednak wielu problemów. Nie było siły, aby się na czymś skupił dłużej. Do dziś się zastanawiamy w rodzinie, skąd było w nim tyle energii, którą, niestety, spożytkowywał nie najlepiej. Chuliganił, mówiąc bez ogródek. Jest taki okres w życiu każdego chłopca z temperamentem, że myśli o wszystkim, tylko nie o przyszłości i o tym, co dobre. Złe towarzystwo, w które wpadł, miało, niestety, duży wpływ na niego i jego los. Prowadził szybkie życie, odczuwał wielką chęć posiadania rzeczy, które w jego wieku wcale nie były mu potrzebne. Miał 17 lat, gdy wpadł w kolizję z prawem, ale szczerze mówiąc, nie pamiętam wielu szczegółów.

GALA: Psychologia zna zjawisko wyparcia z pamięci przykrych zdarzeń.

OMENAA MENSAH: Ale są takie, których nie da się wymazać z pamięci. Jego śmierci. Asebi zginął tragicznie 7 lat temu, ale nie chcę mówić o okolicznościach, bo to wciąż boli moich rodziców. Dziś skończyłam 29 lat, Asebi miałby 27 i pół. Jestem pewna, że gdyby żył, dopiero teraz wiedziałby, o co w życiu chodzi. Ciekawe, jaki by był dziś? Najbardziej żałuję, że nie poznał mojej Vaneski. Zawsze uwielbiał dzieci, umiał się nimi zajmować, bawić z nimi. Nawet w tej kwestii byliśmy inni. Długi czas deklarowałam, że nie chcę mieć dzieci w ogóle, unikałam macierzyństwa, mój brat mówił zawsze, że będzie miał dwoje albo troje.

GALA: Czyli zostałaś jedynaczką. Z wyboru losu.

OMENAA MENSAH: Nie jestem nią. Jeśli z kimś żyłam tak długo pod jednym dachem, jak można mnie nazwać jedynaczką? Co zrobić ze wspomnieniami? Mama strasznie przeżyła śmierć Asebiego, tak bardzo, że nawet nie było po niej tego widać. Skuliła się w sobie, zastygła. Chyba udawała, że żyje. Wtedy nie rozumiałam jej.

GALA: A dzisiaj?

OMENAA MENSAH: Odkąd sama mam dziecko, już rozumiem, co wtedy przeżywała. Gdy dziś wymawiam imię brata, tata milknie. Mama już potrafi rozmawiać ze mną na jego temat. Ojciec nadal absolutnie nie. Unika bolesnego tematu. Kochamy naszych bliskich, ale jaki mamy wpływ na ich postępowanie? Czasami żadnego. Nie mamy mocy. Gdyby moja rodzina mogła wpłynąć na postępowanie brata, ta straszna tragedia nie miałaby miejsca.

GALA: Dlaczego teraz o tym mówisz?

OMENAA MENSAH: Pytasz o rodzinę, zatem jestem szczera. Raz w życiu trzeba o tym powiedzieć. Wyrzucić z siebie prawdę. Śmierć to część ludzkiego losu. Przez tę tragedię uważam, że jestem osobą bogatszą emocjonalnie, ale to bolesna nauka.

GALA: Podobno już jako nastolatka byłaś bardzo samodzielna i rezolutna.

OMENAA MENSAH: Żeby zarobić na studia, przez trzy lata miałam firmę, która robiła warkoczyki i dredy w salonach Warszawy, Wrocławia i Poznania. Wyszkoliłam trzy Polki i Afrykankę. Ściągałam kasę, wypłacałam im, miałam pieniądze na studia. Szło mi super. To chyba umiejętność, którą naprawdę dostałam w genach. Potem pracowałam jako modelka w Polsce, Stanach, w Europie Zachodniej. Poznałam ludzi z różnych kręgów. Te doświadczenia, nie zawsze supermiłe, sprawiły, że dziś jestem bardzo świadomą osobą. Nie oceniam ludzi pochopnie, nie osądzam ich po pozorach, umiem rozpoznać mężczyzn o złych intencjach. Boli mnie, jak ludzie mówią: „Piękna laleczka, pusta, nic nie przeżyła, życie ma pewnie usłane różami, bogaty facet zarobi na nią”.

GALA: A jaka jest prawda?

OMENAA MENSAH: Na wszystko sama zapracowałam, nikt niczego mi nie dał. Jestem magistrem ekonomii po bardzo trudnych studiach w Akademii Ekonomicznej. Mam waleczną postawę wobec życia. Moja mama, Iza, jest moją wielką przyjaciółką. Pracuje jako inżynier ochrony środowiska. Kiedyś wpadłyśmy na pomysł, żeby kupić pub. Zrzuciłyśmy się i kupiłyśmy knajpę o nazwie Kurtyna na poznańskiej starówce. Prowadziłyśmy ją trzy lata. Ale zaczęło brakować nam czasu. Karmiłam Vanessę, mama miała firmę i jeszcze pub na głowie. Czasami pieniądze nie są warte tego całego poświęcenia i zmęczenia.

GALA: To w tym pubie tańczyłaś?

OMENAA MENSAH: Lubię tańczyć i tańczę, ale wyłącznie prywatnie. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że ostatnia schodzę z parkietu. Z drugiej strony jest we mnie dużo życiowego rozsądku. W końcu pochodzę z rodziny, której losy ilustrują największy kontrast współczesnego świata. Bo jak inaczej nazwać dzieje ojca z biednej Ghany, kraju kontrastów społecznych, i losy babci Leonory, mamy mojej mamy, wychowanej w pełnym służby, kwitnącym majątku na Litwie? To dzięki niej Vaneska, oprócz tego, że jak każde dziecko jest szaloną dziewczynką, ma nienaganne maniery. Mężczyzn się kocha, są ważni, ale to dzieci są z nami do końca życia.

GALA: Czy Kuba to właśnie ten najwłaściwszy mężczyzna?

OMENAA MENSAH: Wierzę, że tak. Kuba to mój pierwszy mąż i mam nadzieję, ostatni. W życiu nie pokochałabym mężczyzny, który by nie pokochał mojego dziecka albo którego moje dziecko nie akceptuje.

GALA: Vanessa go lubi?

OMENAA MENSAH: Myślę nawet, że kocha. Naprawdę głęboko wierzę, że dzieci, a szczególnie moja córka, powinny widzieć, że tatuś kocha mamę, żeby potem wiedziały, czego w życiu szukać, miały właściwy wzorzec.

GALA: Telewizja nie przewróci w głowie Vanesce?

OMENAA MENSAH: Nie, bo często przypominam jej: „Przyjdzie kiedyś taki dzień, że uroda pójdzie sobie gdzieś, a ty zostaniesz tylko z tym, co masz w głowie. Dlatego masz się uczyć”.