"Slumdog" opowiada historię chłopaka wychowanego w slumsach Bombaju, który nieoczekiwanie staje przed szansą wygrania głównej nagrody w indyjskiej wersji "Milionerów". Z dziesięciu nominacji film zgarnął aż osiem statuetek, w tym za najlepszy film. Brytyjczyk Danny Boyle, twórca kultowego "Trainspotting" zdobył nagrodę dla najlepszego reżysera. Akademia przyznała "Slumdogowi" także nagrodę za najlepszą piosenkę i najlepszy scenariusz adaptowany.

Tegoroczny przegrany to "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona". Z 13 nominacji dostał zaledwie trzy statuetki w mniej prestiżowych kategoriach. Największą niespodzianką gali okazała się nagroda dla Seana Penna. W kategorii Oscarów za najlepszą rolę męską zdecydowanym faworytem był Mickey Rourke. Nagroda powędrowała jednak do Penna za rolę pierwszego, otwarcie przyznającego się do homoseksualizmu polityka wybranego do władz miejskich w San Francisco.

Pozostałe nagrody w aktorskich kategoriach nie były zaskoczeniem. Najlepszą aktorką okazała się w tym roku Kate Winslet. Nagrodzono ją za występ w filmie "Lektor". To historia romansu nastolatka ze starszą od niego kobietą, byłą strażniczką w obozie koncentracyjnym. Oscara za drugoplanową rolę kobiecą otrzymała Penelope Cruz za film Woody'ego Allena "Vicky Cristina Barcelona". Wszyscy zastanawiali się, czy Akademia przyzna nagrodę zmarłemu rok temu aktorowi Heathowi Ledgerowi. Spekulacje krytyków potwierdziły się i nagrodą uhonorowano odtwórcę niezapomnianej roli Jokera. Oscara odebrała rodzina aktora.

Najlepszym filmem zagranicznym był w tym roku japoński "Departures". To opowieść o człowieku, który dostał pracę w firmie zajmującej się kremacją zwłok.

Zgodnie z zapowiedziami zmieniła się nieco formuła gali. Nagrody dla najlepszych aktorów prezentowało jednocześnie aż pięciu laureatów z poprzednich lat. Zamiast fragmentów filmów otrzymaliśmy momentami przydługie omówienia nominowanych ról.

Prowadzącym oscarową galę nie był tym razem komik a australijski aktor i tancerz Hugh Jackman. Jego występ nie wypadł jednak tak błyskotliwie, jak się spodziewano. Prowadzący głównie śpiewał z playbacku i opowiadał wyuczone dowcipy.

Jedynym polskim akcentem, a przy okazji jednym z zabawniejszych momentów był występ Janusza Kamińskiego w krótkim filmiku, gdzie operator "zszedł z ekranu" i rozsiadł się na kanapie ze swoimi statuetkami pomiędzy Sethem Rogenem a Jamesem Franco.