PASCAL BRODNICKI Ojczyzna polszczyzna

Udostępnij

Uwielbia gromadzić nowe smaki, wrażenia i przyprawy. Dopiero co wrócił z Hongkongu zafascynowany tamtejszą kuchnią, gdzie „je się wszystko, co lata, oprócz samolotów, wszystko, co pływa, oprócz łodzi podwodnych, wszystko, co chodzi, oprócz człowieka”. Pascal Brodnicki zaskoczył nas znakomitym przygotowaniem do rozmowy.

PASCAL BRODNICKI Ojczyzna polszczyzna

Pod każdym względem ma świetny czas. Program „Pascal, po prostu gotuj” jest lubiany, dwie książki z przepisami sprzedały się na pniu. Dostał medal za propagowanie kuchni francuskiej w Polsce. U boku śliczna Agnieszka – partnerka i menedżerka, matka 11-miesięcznego synka Leo. Rodzice nie pokazują go światu, bo nie chcą „lansować się przy pomocy synka”.

GALA: Deklarujesz, że czujesz się Polakiem, więc dlaczego...

PASCAL BRODNICKI: ...wiem, o co chcesz mnie zapytać: dlaczego tak źle mówię po polsku?

GALA: Jesteś naprawdę domyślny.

PASCAL BRODNICKI: Jestem Polakiem, kocham Polskę, ale się tu nie urodziłem, nie chodziłem do polskiej szkoły, nie bawiłem się z rówieśnikami na podwórku. Pracuję zawodowo, odkąd skończyłem 16 lat. Dlatego wiem, że nie będzie żadnego postępu, dopóki nie pójdę na kurs doskonalenia polszczyzny, a nie idę, bo wszyscy twierdzą, że mnie rozumieją.

GALA: Rozmówcy cię poprawiają?

PASCAL BRODNICKI: Niektórzy, ale jak już się trafi taki, co uważa, że to jego powinność, to poprawia mnie co dwa, trzy zdania i nie ma rozmowy. Wtedy ja się nie wkurzam, tylko jestem załamany.

GALA: Ile to już lat jesteś w Polsce?

PASCAL BRODNICKI: Trzeba by policzyć. Dziesięć, jedenaście? Po raz pierwszy przyjechałem do Polski w 1991 roku. Bałem się otworzyć usta, nic nie rozumiałem. Ale słuchałem i uczyłem się, dlatego można powiedzieć, że jestem samo… samoukiem? Dobrze mówię?

GALA: Wyjątkowo dobrze.

PASCAL BRODNICKI: Potem wróciłem do Francji, by zdobyć zawód kucharza. Moja babcia, mama taty, pochodząca z okolic Liège, też mówiła po polsku tak źle jak ja, choć mieszkała w Polsce prawie pół wieku. Dokładnie 48 lat! Przyjechała do Polski ze swoim mężem, a moim dziadkiem, który zbudował tu dom na wsi. Dziś to tereny Galerii Mokotów w Warszawie. Jestem trzecim pokoleniem w mojej rodzinie, które tak...

GALA: ...fantazyjnie mówi po polsku. Męczę cię w kwestii języka, bo spotykam się z opinią, że specjalnie go nie szlifujesz, czyniąc z niego logo, znak rozpoznawczy.

PASCAL BRODNICKI: To by znaczyło, że to celowe, świadome. Prawda jest inna. Zawsze proszę ludzi na planie, żeby mnie poprawiali. Nie robią tego, a potem widzowie myślą, że to moja egzotyka, arogancja, „aktorstwo”. Ludzie nie wiedzą, że program nagrywa się w tempie, tyle trzeba pokazać w 23 minuty. Usłyszałem też, że obrażam polski naród, kalecząc język.

GALA: Żartujesz!?

PASCAL BRODNICKI: Wcale nie. Nawet nie wiesz, jakie rzeczy ludzie piszą na blogu. Jedna pani napisała, że zakazała dzieciom oglądać mój program, nie chce, żeby mówiły jak ja. Nie odpisałem, to dolewanie benzyny do ognia.

GALA: Błąd! Trzeba było zasugerować, by dzieci oglądały twój program i robiły korektę na głos, na bieżąco. Byłby podwójny pożytek, bo lekcja polskiego i gotowania.

PASCAL BRODNICKI: Wiem, że są ludzie, którzy mnie bardzo lubią, rozumieją i współczują, pamiętając, że polski to trudny język.

GALA: Uczymy się całe życie, a ty masz raptem 32 lata.

PASCAL BRODNICKI: We wrześniu skończę 33. I ciągle się uczę, w tym zawodzie trzeba być na bieżąco. A warszawiacy, jeśli chodzi o restauracje, są rozpuszczeni.

GALA: A ilu tu kucharzy! Sowa, Okrasa, Makłowicz, Wachowicz. Wśród medialnych kucharzy jesteś najmłodszy?

PASCAL BRODNICKI: Najmłodszy jest Karol Okrasa. Młodszy ode mnie o dwa lata, mój przyjaciel. Mam wielu kumpli wśród kucharzy. Często słyszę: „to twoi konkurenci”. Protestuję, bo każdy z nas uprawia inny rodzaj gotowania. Ostatnio byliśmy z kumplem na Gwadelupie.

GALA: Co się tam robi? Chodzi do lokalnych knajpek, nurkuje, pije long drinki ze szklanek z parasolkami?

PASCAL BRODNICKI: Odpoczywa. I pije rum z dodatkami różnych owoców, opala i nurkuje. Uwielbiam nurkować. Tyle frajdy, ile nurkowania! Na ostatnich wakacjach na Martynice nurkowałem wśród ławic sardynek.

GALA: Myślałeś: „Dobrze by było mieć was na talerzu”?

PASCAL BRODNICKI: Czasem się pływa pod wodą i widzi ryby, które się jadło, ale w wodzie wyłącznie podziwia się piękno natury. Sardynki opływały mnie, nie dotykając, nie uderzając. Zszedłem 28 metrów – piąty stopień nurkowania – sardynki nagle zwariowały, zobaczyłem wielki cień. Straszne uczucie, bo może to rekin? Okazało się, że „tylko” wielki tuńczyk. Wyszedłem z wody jak po adrenalinie. Albo akupunkturze. Oboje z Agą uwielbiamy akupunkturę. Od lat nie bierzemy żadnych medykamentów. Nawet Leo miał pierwsze seanse. Boleśnie ząbkował, a teraz jest spokojniejszy.

GALA: Kiedyś mówiliście o ślubie. Czyżbyście zmienili plany?

PASCAL BRODNICKI: Ależ mieliśmy termin i listę gości, ale na chwilę przed rozsyłaniem zaproszeń okazało się, że termin ślubu i wesela zbiega się z terminem porodu. Niemal ten sam dzień! Co to by było! Tak czy inaczej chcemy ślubu, będzie kameralny, ale to nie priorytet. Najważniejsza jest miłość.

GALA: Miłość i praca, bo Agnieszka była twoją menedżerką.

PASCAL BRODNICKI: Nadal nią jest! Chciałem ją odciążyć, bo ma dużo pracy przy Leo. Ona na to, że chce, lubi i musi to robić. Największym szczęściem w moim życiu było spotkanie Agnieszki.

GALA: Pamiętam, jak pięknie Agnieszka wyglądała w ciąży.

 

PASCAL BRODNICKI: Lekarz zalecił cesarkę. Aga jest filigranowa, a USG pokazało, że dziecko będzie duże. Po porodzie nie tylko wróciła do poprzedniej sylwetki, ale jeszcze bardziej schudła.

GALA: Rodziłeś, przeciąłeś pępowinę, nie zemdlałeś?

PASCAL BRODNICKI: Wiesz, że każdy kucharz jest rzeźnikiem (śmiech). Nie boję się widoku krwi. A na serio, rodziliśmy razem. Nie zemdlałem, tylko płakałem jak dziecko. To było najpiękniejsze w życiu. Po siedmiu minutach usłyszałem głos naszego bobasa, który nie był w szoku, nie był zmęczony, jego mama też nie. Ten głos rozpoznałbym wśród tysiąca innych głosów.

GALA: Trzymałeś Agnieszkę za rękę?

PASCAL BRODNICKI: Raczej przytrzymywałem jej maskę tlenową. Nie przeżywaliśmy stresu, że nie wiemy, kiedy zacznie się poród. Termin był umówiony z lekarzem. Leo ważył 3550 g. Urodził się o 12.55 w środę, 14 maja. W czwartek Aga sama wykąpała po raz pierwszy naszego synka, a w sobotę już byliśmy w parku na pierwszym w jego życiu spacerze.

GALA: Urządziłeś pępkowe party?

PASCAL BRODNICKI: Jasne! Zaprosiłem swoich przyjaciół do knajpki, a następnego dnia obudziłem się w domu, ale przysięgam, nie wiem, jak do niego dotarłem. To był wariacki, niesamowity dzień, jak mówią Francuzi: une folle journée.

GALA: A na blogu napisałeś, że wziąłeś „urlop tacierzyński”.

PASCAL BRODNICKI: Właśnie wtedy, gdy urodził się Leo, mnóstwo jeździłem po Polsce z Knorrem i akcją „Jem kolorowo”. Akcją próbującą zachęcić dzieci do jedzenia warzyw i owoców, we współpracy z dietetykami. Żeby każde dziecko miało codziennie na talerzu pięć różnych warzyw i pięć owoców. Naturalne witaminy to odporność, lepsza pamięć, nauka, cera, włosy, paznokcie. Wtedy Aga miała ciężko, ale teraz dzielimy się obowiązkami. Uwielbiam poranne zabawy z Leo. Robię mu owocowe kompoty, bo ma alergię na proteinę mleczną.

GALA: Jedenaście miesięcy, a zębów ile?

PASCAL BRODNICKI: Osiem, więc teraz mało śpimy, bo mamy nocne akcje z zębami. Dużo czytamy o psychologii wychowania dziecka. Sam zasypia, płacze troszeczkę, ale my jesteśmy blisko niego. Śpi w sypialni w swoim pokoju na piętrze, ze specjalnym urządzeniem rejestrującym głos. Tak dużo się śmieje, że moją 74-letnią babcię, mamę mamy, wystraszył jego atak śmiechu. Zaczęła prosić: „Zróbcie coś, bo mały dostanie zawału”.

GALA: Do kogo jest podobny?

PASCAL BRODNICKI: Zależy którego dnia. I do mnie, i do Agnieszki. Duży bobas. Ma 11 miesięcy, a ciuchy nosi na 20. Lubi chrupki kukurydziane. Gania za psami, staje przy meblach albo nogach, np. listonosza, i trzyma się. Wychodzimy na plac zabaw z mnóstwem dzieci, gdzie jak chce, grzebie się w piasku, jak chce, to pełza, raczkuje, nie trzęsiemy się. Pozwalamy mu na penetrację świata, pilnujemy tylko, by sobie nie zrobił krzywdy.

GALA: Francuzi mają o wiele więcej dzieci niż Polacy. A wy?

PASCAL BRODNICKI: Mam przyjaciela we Francji, który spodziewa się trzeciego syna. Mam przyjaciela tu, co ma trzy córki. Sam mam siostrę Marion, która mówi po polsku bez akcentu, o wiele lepiej niż ja, końcówki słów poprawne. Tu studiowała, tu mieszka, jest fajną, piękną kobietą, bardzo ją kocham. Więc pewnie Leo też będzie miał siostrę. Jak Bóg da… fajną siostrę. Na pewno nie zamierzam skazywać mojego syna na samotność jedynaka. Marzę o córce, ale doszliśmy z Agą do wniosku, że najpierw musimy trochę odpocząć od kolek i butelek i lepiej z małym pozwiedzać świat. Zaczęliśmy w grudniu od Martyniki, gdzie Leo czuł się jak ryba w wodzie, mimo upałów. Chrzest bojowy ma za sobą. Był najgrzeczniejszym dzieckiem w hotelu, Włosi wprost się w nim zakochali. Witali go gromkim: „buon giorno, Leo”, codziennie przy śniadaniu.

GALA: Pascal, gdzie będziesz, powiedzmy, za dziesięć lat?

PASCAL BRODNICKI: Szczerze? Nie wiem. Tak jak nie wiem, czy będę lepiej mówił po polsku. Bo może moja polszczyzna okaże się niezłe… niedo… niereformowalna?

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł