Szkoda, że nie jestem w stanie spełnić marzenia każdemu... każdego?” – Pascal zastanawia się nad odmianą, gdy rozmawiamy o jego udziale w akcji charytatywnej „Spełniamy marzenia”. Do dziś, mimo wielu lat w Polsce, ma trochę kłopotów z deklinacją. „Odmiana wyrazu przez przypadki, liczby, rodzaje to dla mnie zgroza. Ludzie myślą, że ja robię błędy specjalnie. Tragedia. We francuskim tylko czasy są bardziej skomplikowane” – śmieje się i spogląda na Agnieszkę. To ona jest teraz dla niego najważniejszą nauczycielką. Ich spotkanie w jednej chwili zmieniło całe jego życie. Dla niego to był „szczęśliwy przypadek”, dla niej – „przeznaczenie”. Studiowała romanistykę na Uniwersytecie Toruńskim i miała przeczucie, że w związku z tym „coś się kiedyś zdarzy” także w jej życiu prywatnym. Zdarzyło się więcej, niż mogłaby się spodziewać.

GALA: Gdzie się poznaliście?

PASCAL BRODNICKI: Miałem dwugodzinną przerwę między spotkaniami i wpadłem do kumpla do baru. Tam zobaczyłem Agę. Trzymała pod pachą francuską książkę. Rozmawiała z Francuzką. Sądząc po typie urody, byłem przekonany, że i ona jest Francuzką. Podszedłem i zaczęliśmy rozmawiać.

AGNIESZKA MIELCZAREK: Po studiach pracowałam we francuskiej fi rmie z Francuzami, ale nigdy nie chciałam się z żadnym związać.

GALA: Los cię w końcu dopadł, choć Pascal jest połowicznym Francuzem.

AGNIESZKA MIELCZAREK: Ma wszystko co najlepsze z Francuza i wszystko co najlepsze z Polaka. Po prostu ideał. Wzdycham, oby tak dalej…

GALA: Co jecie poza ślimakami z czosnkiem i schabowym z kapustą? Jakie kuchnie świata poza polską i francuską wchodzą w grę?

PASCAL BRODNICKI: Wszystkie! Wszystkie mnie ciekawią, inspirują. Z całego świata.

AGNIESZKA MIELCZAREK: Jak mamy ochotę na schabowego z kapustą, to ja go muszę zrobić, bo dla Pascala to danie niedające się wyszaleć kulinarnie.

GALA: Naprawdę gotujesz? Nie boisz się oceny profesjonalisty?

PASCAL BRODNICKI: Aga bardzo dużo gotuje w domu. I naprawdę dobrze.

AGNIESZKA MIELCZAREK: A większość to przepisy Pascala. Trzymam się ich, choć czasem staram się go czymś zaskoczyć i… daję plamę. Ostatnio zrobiłam ciasto czekoladowe inaczej. Wyszło twarde, bo przepis był nierzetelny. Pascal od początku mówił, że mi nie wyjdzie.

PASCAL BRODNICKI: Pytałem: „Dlaczego nie wzięłaś mojego przepisu? Jest dobry, prosty, sprawdzony”.

GALA: A mnie się ostatnio w serowym fondue zrobiły grudy.

PASCAL BRODNICKI: Trzeba było dolać whisky i energicznie mieszać, podgrzewając.

AGNIESZKA MIELCZAREK: Mnie Pascal też ratuje różne ciasta, bite śmietany, majonezy, które się warzą. Każe czegoś dolać albo dosypać i jest dobrze.

GALA: Wyczytałam na twoim blogu wspomnienie z wakacji: „Po Lille pojechałem z moją Agą na południe Francji w poszukiwaniu słońca, wsi, dzikiej natury, plaż i prowansalskich przysmaków. Było cudownie. (...) Stary prowansalski dom z XVII wieku, śniadanie w ogrodzie, kilkanaście domowych konfi tur, miód lawendowy, rogaliki i spokój”.

PASCAL BRODNICKI: Wspaniałe wakacje. Kilka kilometrów za miastem, za wielką bramą zamykaną na kłódkę zaczynał się rezerwat przyrody. Piękna natura, niezakłócona przez człowieka. Cisza, spokój. Tylko borsuki, lisy, zioła.

AGNIESZKA MIELCZAREK: Na śniadanie był przepyszny miód lawendowy i croissanty. A do posiłków wino piaskowe, bo szczepy winorośli rosły na takim podłożu, stąd nazwa.

GALA: W Polsce Wielkanoc to jajka, a Boże Narodzenie – karp. Co się pojawi na waszym wielkanocnym stole?

PASCAL BRODNICKI: We Francji oba święta pod względem kulinarnym są do siebie podobne, a jeśli jajka – to z czekolady. Będą na pewno owoce morza i foie gras – pasztet ze stłuszczonych gęsich wątróbek. Na pewno też „jagnięcina Pascala”, jak zawsze. Zamarynowana na co najmniej trzy dni w ziołach, czosnku i oliwie. Może leżeć i tydzień, byle była obracana codziennie, cała pokryta oliwą. W trakcie smażenia, 180 stopni i dwie godziny – nie wolno przekłuwać mięsa. Do tego smażona biała rzodkiew, marchew, ziemniaki w tym samym sosie mięsnym.

GALA: Dużo podróżujecie. Karaiby, Mauritius, Gwadelupa, Dominikana, Maroko. Odwiedzacie tam drogie restauracje?

PASCAL BRODNICKI: Zawsze zaczynamy od kuchni ulicznej, lokalnej. Najlepiej, jak uda nam się wynająć bungalow albo hotelik, ale wtedy nawet śniadań nie jemy na miejscu. Bo w hotelach jedzenie dopasowuje się do gustu turystów, a my wolimy kuchnię tubylców. I produkty jak najbliżej producenta, morza, pola. Wypożyczamy samochód i ruszamy w drogę.

AGNIESZKA MIELCZAREK: Mamy z Pascalem bardzo podobne charaktery i upodobania. Na wakacjach nie lubimy niczego planować. Budzimy się rano, wsiadamy w samochód i decydujemy: na północ czy na południe? Zatrzymujemy się też spontanicznie. W malutkiej knajpce, barze pełnym tubylców, bo wtedy wiemy, że tam muszą dobrze karmić. Także dlatego uwielbiamy Marrakesz.

 

PASCAL BRODNICKI: W Maroku jedliśmy w maleńkich, dzikich, schowanych przed światem wioskach, gdzie turyści się nie zatrzymują, bo za dziko, za brudno jak na standardy europejskie. Na Dominikanie mieszkaliśmy w hotelu, w którym posiłki były wliczone w cenę, a jedliśmy tam tylko dwa razy. W pobliżu był mały bar jak u nas – mleczny, z tablicą, na której kredą wypisano potrawy. I tam zjedliśmy najlepszy posiłek na wyspie, najlepsze ryby na świecie! W malutkiej tawernie na Krecie, w dzikim rejonie, bez turystów znaleźliśmy Papis i mamis, czyli knajpkę „u babci i dziadka”, gdzie jedzenie było niesamowite.

GALA: Za takie smakowanie świata płaci się. Na przykład nadwagą.

PASCAL BRODNICKI: Trzy lata temu zjechaliśmy Francję z północy na południe, nazwaliśmy ją podróżą kulinarną. Spaliśmy i jedliśmy, jedliśmy i spaliśmy. Gdy wróciłem, ważyłem 104 kilo! 11 kg więcej. Wyglądałem jak pyza.

AGNIESZKA MIELCZAREK: Nie wiem, jak on to zrobił, bo ja wróciłam taka, jak wyjechałam. Po powrocie Pascal zniszczył wszystkie zdjęcia z tych wakacji.

PASCAL BRODNICKI: Dużo jemy. Ale teraz uważam. W tym roku kończę 31 lat. Kończą się żarty.

GALA: Są miejsca w Polsce, które budzą waszą nostalgię?

PASCAL BRODNICKI: Miętę kochałem od dzieciństwa, ale jak zamykam oczy i czuję jej zapach, to… jestem nad Biebrzą. Pływałem tam jako dzieciak kajakami, wszędzie rosła dzika mięta. Niesamowity zapach. Oboje kochamy agroturystykę, kontakt z przyrodą.

GALA: Pascal, nie marzysz o otwarciu własnej restauracji?

PASCAL BRODNICKI: Chodzą mi po głowie różne pomysły, ale jeszcze nie…

AGNIESZKA MIELCZAREK: Mowy nie ma. Pascal nie wypuści żadnej potrawy, zanim osobiście jej nie sprawdzi. A to oznacza, że mógłby siedzieć w pracy na okrągło. Chcemy mieć trochę z życia, zwłaszcza teraz.