W mieszkaniu Pauliny i Marcina wisi kilkadziesiąt zdjęć siedmiomiesięcznej Leny, oprawionych w jedną, wielką ramę. Lena zaraz po urodzeniu, pierwsza kąpiel, na spacerze z Pauliną, przytulona do Marcina. Lena roześmiana, poważna, w czapce, kapelusiku. „Za jakiś czas schowamy zdjęcia i damy je córce na 20. urodziny” – mówi Paulina. Zawsze chciała urodzić dziecko przed trzydziestką. Dobrze wspomina ciążę. „Nawet nie wiem, co to są poranne nudności. Tylko bardzo chciało mi się spać – śmieje się. – Trochę się martwiłam, jak wchodziłam na wagę i widziałam, że szybko przybywa mi kilogramów”. Paulina usypia Lenę, a ja rozmawiam z Marcinem. „Najpierw mówiłem, że chcę Marcela. Wymyśliłem mu nawet całą karierę piłkarską”. Trochę się krzywił, że będzie dziewczynka. A teraz nie widzi poza nią świata. Opowiada o narodzinach córki. „Niesamowite przeżycie. Kiedy mała wydała głos i położyli ją na brzuchu Pauliny, kompletnie się pogubiłem. Tysiące myśli przebiegało mi przez głowę. Dali mi ją na ręce, byłem tak oszołomiony, że nie wiedziałem, co się dzieje”. To Marcin pierwszy przewijał i wykąpał Lenę. „Mówiłem: Nie patrz tak dziwnie, nikt cię nie przewinie lepiej niż ojciec. Cudownie wspominam pierwsze miesiące, mimo że chodziłem niewyspany. Zasnąłem nawet w dziupli komentatorskiej podczas meczu. Gdyby nie dźwiękowiec, nie wiem, co by się działo na antenie”.

GALA: Dlaczego nie chciałaś, żeby Marcin był podczas porodu?

PAULINA CHYLEWSKA: Nawet bardzo nie chciałam (śmiech). Mówiłam znajomym: Poradzę sobie, mam wysoki próg odporności na ból, nie chcę, żeby Marcin oglądał mnie w tak intymnej sytuacji. Nasłuchałam się historii, że niekoniecznie dobrze to wpływa na parę. Trochę się też bałam pokazania własnej słabości. Ostatecznie ustaliliśmy kompromis. Miałam powiedzieć Marcinowi, kiedy ma wyjść z sali. Ale później już sobie nie wyobrażałam, że mógłby zostawić mnie samą.

GALA: Pamiętasz swoją pierwszą myśl, kiedy zobaczyłaś Lenę?

PAULINA CHYLEWSKA: O rany, jaka ona duża (śmiech). Przez całą ciążę lekarka mówiła, że dziecko będzie ważyło najwyżej 3 kilo. Tak się przyzwyczaiłam do tej myśli, że kupowaliśmy najmniejsze ubranka i nic się potem nie nadawało. Lena ważyła prawie 4 kilo. I miała bardzo dużo włosów na głowie, więcej niż teraz. Patrzyła na nas bardzo przytomnie. Miałam wrażenie, jakby się mnie i Marcinowi przyglądała.

GALA: Bałaś się, kiedy wróciłyście do domu? Myślałaś: Czy sobie poradzę?

PAULINA CHYLEWSKA: Miałam milion wątpliwości. Czy będę potrafi ła Lenę uspokoić, przytulić. Bałam się też, że mogę zagłodzić własne dziecko. Irracjonalnie. Położna mi tłumaczyła, że dziecka karmionego piersią na żądanie nie można zagłodzić. Minęło mi, gdy zobaczyłam, że Lena przybiera na wadze.

GALA: Jaka jest Lena?

PAULINA CHYLEWSKA: Zawsze uśmiechnięta, spokojna, komunikatywna. Ostatnio nauczyła się robić groźną minę. Lubi ludzi, nowe miejsca, wszystkiego jest ciekawa. Wczoraj nauczyła się pokazywać, gdzie małpka ma oko. To jest nasz sukces wychowawczy (śmiech).

GALA: Chodzi z wami na przyjęcia?

PAULINA CHYLEWSKA: Wszędzie ją zabieramy. Ostatnio była z nami nawet u notariusza. Jak miała cztery miesiące, zaczęliśmy ją uczyć pływać. Teraz chodzimy na basen minimum raz w tygodniu. Lena uwielbia wodę, w ogóle się nie boi, mocno chlapie. Pewnie niedługo założy piękny, różowy kostium kąpielowy kupiony przez tatusia. Na razie jest trochę za duży.

GALA: Zmieniłaś się?

MARCIN FEDDEK (przyszedł do nas z Leną, siedzą na podłodze i Marcin pokazuje jej rybki w wielkim akwarium): Praca już nie jest dla Pauliny najważniejsza.

PAULINA CHYLEWSKA: Wcześniej zdarzało się, że pracowałam po kilkanaście godzin na dobę. Dzisiaj sobie tego nie wyobrażam. Jeżeli mam być w pracy do 15, a później się zająć Leną, to choćby nie wiem co się działo, wyjdę o 15 do domu. Praca nabrała innego wymiaru. Już nie jest całym moim światem. Teraz jest nim Lena.

MARCIN FEDDEK: Potrafi my już nawet wyłączyć telefon.

GALA: Bardzo lubisz być mamą.

PAULINA CHYLEWSKA: Tak, tak, tak... Tysiąc razy tak. Ale nie jestem mamą kwoką i nie rozmawiam z ludźmi tylko o moim dziecku. Pod koniec marca zostawiamy Lenę z dziadkami i jedziemy z Marcinem na narty do Włoch. Jeżeli mam ochotę iść do kosmetyczki czy do fryzjera, to idę bez wyrzutów. Mam szczęście, że mogę pracować trzy dni w tygodniu, a resztę czasu spędzać z Leną. Wiem, że mało która mama może sobie na to pozwolić.

GALA: Oboje zajmujecie się dzieckiem w takim samym stopniu?

PAULINA CHYLEWSKA: Mamy panią, która nam pomaga. Ale tylko wtedy, jeżeli musimy pracować oboje w tym samym czasie. Kiedy ja mam dyżur, Marcin jest z Leną cały dzień. Nie ma dla niego problemu, żeby ją przewinąć, nakarmić, pobawić się, iść na spacer. Robi to świetnie i w stu procentach mu ufam.

GALA: Kto wstaje w nocy do Leny?

PAULINA CHYLEWSKA: Oboje (śmiech). Ktoś nam ostatnio powiedział, że powinniśmy się podzielić. Ale u nas to niemożliwe. Budzimy się instynktownie na najmniejsze kwilnięcie Leny.

GALA: Obawiałaś się, jakim ojcem będzie Marcin?

 

PAULINA CHYLEWSKA: Kompletnie nie mogłam sobie wyobrazić Marcina w tej roli. Zawsze był bardzo energiczny i chodził własnymi drogami, nie znosił nudy. Jak mieliśmy wolny dzień, to ja czasem chciałam nie wychodzić z piżamy, a Marcin natychmiast ten dzień planował. Rano pojedziemy pobiegać, potem do znajomych, wieczorem jeszcze coś. Zaskoczył mnie. Jest bardzo troskliwym ojcem. Nawet jak idzie do pracy, to potrafi kilka razy zadzwonić i zapytać, co się dzieje z Leną, czy śpi, kiedy będzie jadła. Nie myślałam, że będzie aż tak dobrze.

GALA: Czujesz, że jesteście z Marcinem jeszcze mocniej związani?

PAULINA CHYLEWSKA: Na pewno. Miłość do niego dzielę teraz na uczucie do Marcina jako mężczyzny i jako ojca Leny. Nasz związek jest pełniejszy. Nawet nie brakuje nam czasu tylko we dwoje, zamieniliśmy to na we troje. Może trochę go zaniedbuję... Ale Marcin mówi, że nie jest źle. Bał się przed porodem, że zostanie odstawiony na boczny tor (śmiech).

GALA: Chciałabyś, żeby Lena miała podobne dzieciństwo do twojego?

PAULINA CHYLEWSKA: Miałam bardzo dobre, radosne, a jednocześnie zwykłe dzieciństwo. Z podwórkiem i trzepakami, koleżankami, kochającymi rodzicami, którzy potrafi li wymagać i przekazać mi jasne zasady. Każdego dnia wszyscy razem jedliśmy obiad, miałam 9 lat i musiałam bez żadnej dyskusji iść o 20 spać (śmiech). Nie podoba mi się, że teraz dzieci często mają zaplanowaną każdą minutę. Z angielskiego na tenis, potem na balet. I nie starcza im czasu, żeby się trochę ponudzić.

GALA: Co chcesz Lenie przekazać?

PAULINA CHYLEWSKA: Czasem myślę, że nie chciałabym, żeby była taka jak ja. Jestem zbyt łatwowierna, za bardzo ufam ludziom. Może powinnam ją nauczyć większej rozwagi. Ważne, żeby Lena zawsze nam ufała.

GALA: Marcin pragnie, żeby Lena miała brata...

PAULINA CHYLEWSKA: Ja już na sali porodowej powiedziałam: Niedługo tu wrócę (śmiech). Lena będzie miała rodzeństwo. Marcin jest jedynakiem i czasem mi zazdrości więzi z bratem. Kiedy czekaliśmy na ogłoszenie, kto będzie organizował Euro 2012, i Michel Platini wyjął kartkę z napisem Polska i Ukraina, zaświtał nam pewien pomysł. Ubieramy się na biało-czerwono, zabieramy biało-czerwone szaliki, wszyscy razem idziemy kibicować naszej reprezentacji. Mówię do Marcina: Będzie super, zabierzemy Lenę. A on: I jej trzyletniego brata też.