Paulina Krupińska - mama małej Antoniny, zakochana z wzajemnością w jednym z najprzystojniejszych muzyków w Polsce Sebastianie Karpielu-Bułecce. W 2012 roku zdobyła koronę Miss Poonia. Nie sprawia jednak wrażenia niedostępnej piękności, chciałoby się raczej zostać jedną z jej przyjaciółek. To dlatego, że jestem prawdziwa", mówi nam Paulina. Dziś media donoszą, że Paulina Krupińska znów jest w ciąży! Przypominamy jej wywiad dla Gali, w którym opowiedziała, jak sprawdza się w roli mamy i czym jest dla niej macierzyństwo.

Poczułaś się w pełni dojrzała, gdy zostałaś mamą?

Paulina Krupińska: Dojrzała byłam już wcześniej, przynajmniej tak mi się wydaje (śmiech). Jednak za sprawą macierzyństwa wspięłam się na wyższy poziom i tak już zostanie do końca. Jeden z najważniejszych dni w moim życiu, czyli narodziny córki, sprawił, że słowa „dojrzałość”, a przede wszystkim „odpowiedzialność” nabrały zupełnie innego znaczenia.  

Czyli byłaś samodzielna w bardzo młodym wieku?

Gdy skończyłam 16 lat, zaczęłam zarabiać. Dostawałam kilkaset złotych za sesję i czułam się superbogata, wydawało mi się, że mogę kupić sobie wszystko (śmiech). Po maturze wyprowadziłam się z domu. Wtedy dowiedziałam się, co to znaczy samodzielnie robić zakupy, gotować, prać. Moje koleżanki zajmowały się tylko nauką do egzaminów w Akademii Pedagogiki Specjalnej, dla mnie większym wyzwaniem było dorosłe życie. Pomiędzy wykładami chodziłam na castingi, a w przerwach semestralnych wyjeżdżałam do pracy za granicę.

Młodziutkie modelki często wpadają w złe towarzystwo. Miałaś jakieś pokusy?

Świat modelingu ma wiele pokus, pewnie jak każdy inny. Ja jednak nigdy im nie ulegałam, bo twardo stąpam po ziemi. Zawsze z tyłu głowy miałam myśl, żeby nie zawieść rodziców. Dlatego nie imprezowałam, nie brałam narkotyków, nie szalałam.

Jesteś zżyta z rodzicami?

Tak, nawet bardzo. Są pierwszymi osobami, które wiedzą o ważnych wydarzeniach w moim życiu, zawsze mogę na nich liczyć. Jestem im wdzięczna za to, że pomagają mi  w opiece nad Tosią, którą chętnie się zajmują, gdy ja jestem zajęta. Mojemu bratu urodziła się córka rok wcześniej, więc śmiejemy się, że moja mama w prezencie na imieniny już dwa razy dostała wnuczkę.

Dużo zawdzięczasz rodzicom?

Tak, poświęcali nam – mnie i mojemu starszemu bratu – mnóstwo uwagi. Dawali nam duże poczucie bezpieczeństwa i margines na błędy, które czasami zdarzało nam się popełniać. Dlatego nie miałam potrzeby buntu.

Koleżanki nie dziwiły się, że jesteś taka grzeczna?

Nigdy nie ulegałam presji grupy. Nie zależało mi na zdaniu innych.

Byłaś prymuską?

Tak, zawsze miałam jedne z najlepszych ocen w klasie, ze średnią powyżej 5,0, ale nie byłam kujonem. Lubiłam szkołę, uważałam na lekcjach. Miałam swoje sprawdzone patenty. Wiedziałam, że trzeba zgłaszać się na ochotnika na początku roku, żeby potem mieć spokój. Byłam adwokatem innych dzieci, odpowiadałam za wszystkich. „Paulina, ja wiem, że ty wiesz, nie musisz się już zgłaszać”, śmiały się nauczycielki. Cóż, wyczerpałam limit zgłaszania się na ochotnika.

Czy rodzice dużo od ciebie wymagali?

Nie, dawali mi totalną wolność. Mama do dzisiaj jest dumna z tego, że nigdy nie zajrzała mi do zeszytu, bo wiedziała, że sumiennie odrabiałam lekcje. Zapisywałam się też na wszystkie możliwe zajęcia pozalekcyjne: kółko plastyczne,  taniec, zajęcia matematyczne. Reprezentowałam szkołę we wszystkich dyscyplinach sportowych. Musiałam być wszędzie!

Wszystko Ci się udawało?

Nie, ponosiłam też porażki. Dla mnie o wiele trudniejsze było nauczyć się żyć z sukcesem. Gdy pierwszy raz jako nastolatka wzięłam udział w konkursie piękności, nie wszyscy cieszyli się z mojego osiągnięcia. W liceum za plecami część osób się ze mnie śmiała. Na szczęście w wyborach miss Polonia wzięłam udział już jako w pełni świadoma osoba po studiach, gdy przestały mnie dotykać i boleć słowa krytyki. Kiedy osiągasz sukces, rodzi się odpowiedzialność i presja, poczucie, że ktoś patrzy ci na ręce.

Ciężar korony?

Tytuł Miss to łatka. Ja wciąż walczę ze stereotypem, że „ładna” znaczy „głupia”. I zaskakuję ludzi, którzy oczekują, że poznają naiwną miss. Kobiety zazdroszczą ładnym kobietom? Często tak się zdarza. W większości przypadków wynika to z kompleksów i braku poczucia własnej wartości. Ja lubię kobiety i je  podziwiam. Nawet idąc ulicą, częściej zwracam uwagę na kobiety niż na mężczyzn.