PAWEŁ DELĄG Miłość to igranie z ogniem

Udostępnij

,,Dziś stawiam kroki świadomie, przyjmuję z pokorą to, co dzieje się wokół mnie” – mówi „Gali” Paweł Deląg. I odnosi się to zarówno do pracy, jak i jego kontaktów z 16-letnim synem. Od 7 lat pracuje niemal wyłącznie w Rosji, Francji i na Ukrainie. Dlaczego? Bo tam najpierw patrzą, jak potrafi grać, a dopiero potem oceniają wygląd.

PAWEŁ DELĄG Miłość to igranie z ogniem

GALA: Zagrał pan w spektaklu ,,Dwa słowa. Verbum nobile. Przysięga”, który wystawiono właśnie w Operze Narodowej. Zaczyna pan śpiewać?

PAWEŁ DELĄG: A chciałby pan usłyszeć arię w moim wykonaniu?

GALA: Tak.

PAWEŁ DELĄG: Życie płynie i zaskakuje, więc niczego nie wykluczam... Ale mówiąc poważnie, to wystąpiłem w spektaklu operowym „Przysięga” w reżyserii Laco Adamika, w którym jestem narratorem. To dla mnie zaszczyt i spore wyzwanie zagrać na największej scenie w Polsce i w Europie. Ale przede wszystkim to spotkanie z innym pięknym i nowym dla mnie światem artystycznym. Proszę mi wierzyć, każda próba była wielką przyjemnością dzięki moim kolegom solistom z Teatru Wielkiego. Myślę, że czuje się te emocje na scenie.

GALA: Część spektaklu została wystawiona w języku francuskim, którym pan mówi biegle.

PAWEŁ DELĄG: Opera jest grana w oryginale, bo bardzo trudno przełożyć ją na język polski w taki sposób, by nie straciła swojego muzycznego i literackiego charakteru.

GALA: Ma pan ostatnio więcej wspólnego z Francją i Rosją niż z Polską. W kraju grał pan ciągle amantów i kochanków. Czy dopiero za granicą dostrzeżono, że pan się zmienia?

PAWEŁ DELĄG: Dojrzałem. I jako aktor, i jako mężczyzna. Naturalne jest więc dla mnie to, że postacie, które gram, powinny być inne niż te, w które się wcielałem 15 lat temu. W Polsce otrzymuję propozycje ról, często w dobrych filmach, które nie są dla mnie. Gdy gram w produkcjach zagranicznych, jest inaczej. Tam otrzymuję role, które są sporym wyzwaniem i dają mi po prostu frajdę, pozwalają spełnić się artystycznie.

GALA: I tę zmianę widać na ekranie. Zagrał pan m.in. szpiega, dziennikarza, mężczyznę uwikłanego w kryminalne historie i szefa specjalnych jednostek militarnych. Dla zagranicznych producentów pańska uroda nie jest tak ważna jak w Polsce?

PAWEŁ DELĄG: Żeby zagrać w filmie francuskim albo rosyjskim, muszę wygrać casting. Jestem jednym z kilku aktorów, którzy starają się o pracę. Nie dostaję roli za tzw. ładne oczy, ale dzięki temu, że jestem bardziej anonimowy, mam czystą kartę. Muszę jedynie przekonać reżysera i producenta, że będę w stanie zbudować ciekawą postać, w którą uwierzą widzowie.

GALA: Aktorzy bardzo sobie chwalą tamtejsze warunki pracy. Mówią o wysokich gażach i garderobach-przyczepach, które mają tylko dla siebie.

PAWEŁ DELĄG: Na planie w Rosji czy Francji aktor może mieć swoją przyczepę. Również nie ma problemu, kiedy poprosi o własne menu. To drobiazg, ale miły. A poza tym lepszy jest tam komfort pracy, czyli np. więcej dni zdjęciowych... W tej chwili kończę w Sankt Petersburgu film pod tytułem „Piąta egzekucja”. Pracujemy nad nim od czterech miesięcy, w Polsce to jeszcze rzadkość. Tu film kręci się najczęściej w miesiąc.

GALA: Za granicą lepiej płacą?

PAWEŁ DELĄG: (śmiech) No co mam panu powiedzieć?

GALA: Prawdę.

PAWEŁ DELĄG: Prawdę? Ale to się pewnie nie spodoba. No dobrze. Przeciętna stawka jest tam nawet do trzech razy wyższa niż w Polsce.

GALA: Podobno ma pan we Francji swojego agenta, który zabiega o role dla pana?

PAWEŁ DELĄG: Tak. Z Cyrilem Cannizzem pracujemy razem już cztery lata. To świetny menedżer, który wierzy w możliwości swoich aktorów i daje im to odczuć. Jest poza tym bardzo konkretny, a to cecha, którą niezwykle cenię we współpracy. Dobry agent to dla każdego artysty prawdziwy skarb. I jak to zwykle bywa ze skarbami – raczej rzadka to rzecz...

GALA: Taki agent-skarb przydałby się, kiedy kręcono ,,Quo vadis”. Wciąż ciągnie się za panem zła sława tego filmu?

PAWEŁ DELĄG: Takie są koszty mojego zawodu. Wiele osób miało wygórowane oczekiwania wobec tego filmu. Do tego doszła niejasna sprawa z finansami. Czułem wtedy, że wielu ludzi czeka na porażkę tej produkcji. Po ,,Quo vadis” miałem połamane skrzydła. Ale bez względu na to, jak byłbym krytyczny wobec tego filmu i siebie samego, ,,Quo vadis” będzie częścią mojej tożsamości. Przede wszystkim jestem wdzięczny losowi za to, że mogłem pracować z Jerzym Kawalerowiczem i innymi wspaniałymi artystami. Jestem również wdzięczny za coś innego.

GALA: Za co?

PAWEŁ DELĄG: Za uświadomienie... Po tym doświadczeniu zacząłem rozglądać się za inną drogą w życiu. Bez tego bodźca nie przyszłoby mi do głowy, że może ona istnieć. Dziś stawiam kroki świadomie, przyjmuję z pokorą i dystansem to, co dzieje się wokół mnie. A porażki i cierpienia odczuwam mniej intensywnie. I dziś nie wstydzę się cierpienia, jestem świadomy, że może ono być początkiem czegoś dobrego. I pomaga nam zrobić pewne porządki w życiu.

GALA: A pan długo robił porządki w swoim życiu?

PAWEŁ DELĄG: Zajęło mi to kilka lat.

GALA: Od siedmiu lat podróżuje pan z planu na plan i cały czas żyje na walizkach. Gdzie tak naprawdę pan mieszka, odpoczywa, zaprasza rodzinę?

PAWEŁ DELĄG: Mam takie miejsce, którego dobrą energię czuję zawsze, kiedy wracam z zagranicznych wojaży. To moje warszawskie mieszkanie. Jest ciepłe i harmonijne. Zamiast telewizora w sypialni umieściłem przepiękne, 450-litrowe akwarium. Pływają w nim ryby z gatunku gurami i Rasbora elegans, na które można patrzeć i patrzeć... Tu naprawdę odpoczywam.

 

GALA: Byłoby jeszcze przyjemniej, gdyby w tym ukochanym przez pana mieszkaniu oprócz akwarium z rybkami czekał na pana ktoś bliski.

PAWEŁ DELĄG: Na pewno tak. Powtórzę to, co powiedziałem na początku rozmowy. Życie płynie i zaskakuje, więc niczego nie wykluczam.

GALA: Ale?

PAWEŁ DELĄG: Nie ma żadnego ale. Jestem otwarty na miłość i jeśli się pojawi, postaram się jej nie przegapić. Jak każdy, potrzebuję wzruszeń, radości, emocji, dawania i brania. Wierzę, że warto być cierpliwym i nie można niczego przyspieszać.

GALA: Nie czuje się pan samotny?

PAWEŁ DELĄG: Czuję się dobrze ze sobą. I nie jest to stan o zabarwieniu negatywnym, który zwykliśmy nazywać samotnością. Nie przeraża mnie sytuacja, gdy nie ma obok mnie innych ludzi. Chociaż nie ukrywam, że na co dzień mam towarzyskie usposobienie.

GALA: Jaki ma pan kontakt z synem, który ma 16 lat i zaczyna dorastać?

PAWEŁ DELĄG: Paweł to wspaniały, młody chłopak. Jestem z niego bardzo dumny. Widujemy się tak często, jak tylko praca mi na to pozwala. Bardzo lubię te nasze szczere, męskie rozmowy.

GALA: Unika pan jednak publicznego pokazywania się z Pawłem. Dlaczego?

PAWEŁ DELĄG: Mój syn, choć niezwykły dla mnie, jest przecież normalnym nastolatkiem, który chodzi do liceum i ma swoje sprawy. Nie widzę powodu, dla którego miałbym zacząć fotografować się z nim na bankietach lub opowiadać o jego planach na przyszłość.

GALA: Chce, jak ojciec, zostać aktorem?

PAWEŁ DELĄG: Mogę tylko powiedzieć, że będę go zawsze wspierał. Jakąkolwiek podejmie decyzję.

GALA: Ze swoją młodszą siostrą, aktorką Dorotą Deląg również się pan rzadko pojawia publicznie. Nie lubicie się?

PAWEŁ DELĄG: Niedługo będziemy widywać się i przebywać razem codziennie. Ja, Dorota i jeszcze jeden znany polski aktor, którego nazwiska na razie nie mogę zdradzić, chcemy wspólnie wystawić spektakl. Już znaleźliśmy tekst i niedługo rozpoczniemy próby.

GALA: Opowiadał mi pan o miłości do syna oraz do siostry. A miłość do kobiet?

PAWEŁ DELĄG: Nie ukrywam, że coraz trudniej jest mi się zakochać. Spotykam wiele wspaniałych kobiet, ale miłość... To coś o wiele głębszego.

GALA: Kłopoty zaczynają się, kiedy przelotna znajomość zamienia się w uczucie?

PAWEŁ DELĄG: To igranie z ogniem.

GALA: Kiedyś w jednym z wywiadów powiedział pan: „Nigdy nie daję kobiecie żadnej gwarancji...”.

PAWEŁ DELĄG: I dzisiaj powiedziałbym to samo. Dla mnie gwarancja to jest poczucie własnej wolności. Kiedy się jest z drugim człowiekiem, potrzebuje się wewnętrznej wolności. Poza tym uważam, że nieposiadanie gwarancji i to, że wszystko jest otwarte, może być dla dwojga kochających się ludzi mobilizujące. Żeby się starać o siebie, walczyć...

GALA: Ale są kobiety, które potrzebują gwarancji i pewności, szczególnie kiedy są w związku.

PAWEŁ DELĄG: Gwarancją jest prawdziwa miłość, a nie oczekiwania wobec związku, partnera. Kobieta pewna swojej miłości nie musi pytać o gwarancję. Ona wie.

GALA: A wyobraża pan sobie, że prosi teraz kobietę o rękę i bierze z nią ślub?

PAWEŁ DELĄG: Wtedy sprawa jest prosta. Zrobię to, kiedy się zakocham.

GALA: Wierzy pan w to jeszcze? Czy już machnął pan ręką i powiedział w duchu: „Nic z tego nie będzie”?

PAWEŁ DELĄG: Będzie, proszę pana, będzie.

Komentarze

Marcelina Zawadzka

Vero Moda - Sweter

Kup teraz

129.9 zł

Spódnica sp25

Kup teraz

89 zł

Carinii - Szpilki

Kup teraz

179.9 zł

Mango - Płaszcz Manuela

Kup teraz

199.9 zł