GALA: Dla wielu fanów jesteście legendą muzyki rozrywkowej. To wasze brzemię?

CHRIS LOWE: Nie patrzymy na to w ten sposób. Skromni z nas muzycy (śmiech). Nie jesteśmy w końcu Tiną Turner!

GALA: Jak przetrwać na rynku muzycznym ćwierć wieku?

CHRIS LOWE: Po prostu uwielbiamy muzykę, występowanie przed ludźmi. Dopiero wtedy jesteśmy w swoim żywiole, tylko tak możemy się spełnić. To nas napędza.

GALA: Co przez 25 lat zmieniło się w show- biznesie?

CHRIS LOWE: Bardzo wiele! Zmienił się choćby sposób nabywania muzyki. Kiedyś ulubione piosenki były trudno dostępne, teraz ściąga się je z internetu. Technika poszła naprzód. Pamiętaj, że nasz pierwszy album wyszedł na kasecie!

GALA: Jak bardzo zmieniła się wasza muzyka przez ten czas?

CHRIS LOWE: Na początku nasz styl to było sklejanie prymitywnych sampli. Po prostu. To zmieniało się wraz z postępem technologicznym. Nasza muzyka jest w dużym stopniu elektroniczna, więc wiele od tego zależy.

GALA: Skąd tytuł waszego nowego albumu „Yes”?

CHRIS LOWE: Chcieliśmy, żeby tytuł zawierał się w jednym słowie, pozytywnym i dźwięcznym. Projektanci okładki wymyślili graficzny odpowiednik tytułu. Okładka jest kolorowa i jasna. Bardzo popowa. Tytuł i okładka miały korespondować z tym, co znajdziemy na krążku.

GALA: Czyli?

CHRIS LOWE: Jest tu mnóstwo soczystych, popowych brzmień. Wszystko jest bardzo plastyczne i dopracowane. Duży wpływ na styl płyty miała współpraca z teamem Xenomania, odpowiedzialnym za produkcję płyt tak wyśmienitych wykonawców jak Girls Aloud i Sugababes. Jesteśmy fanami popu zaangażowanego.

GALA: Niedawno głośno było o waszym występie podczas rozdania nagród Brit Awards w Londynie...

CHRIS LOWE: Tak, to była niezła zabawa. Wystąpiliśmy z Lady Gagą. Ona jest profesjonalistką. Ma wizję i talent. Podczas naszego występu przebrana była za... porcelanowy dzbanek. Ale dała czadu! To jakby nasza następczyni. Chętnie przekażemy jej pałeczkę.