BEATA SADOWSKA

Zwykle o której pani wstaje?

Jeśli prowadzę „Pytanie...”, budzik dzwoni o godz. 5.30, bo w telewizji muszę być o godz. 7, a nie lubię pędzić na złamanie karku. W inne dni – najpóźniej o 8.30. Szkoda mi dnia, słońca, światła.

W takim razie pewnie chodzi pani wcześnie spać?

Zawsze ląduję w łóżku przed północą. Najlepiej czuję się po ośmiu godzinach snu. Wtedy bardziej wypoczywam i mam więcej energii.

Śniadanie je pani w domu czy podczas programu?

Nie wychodzę z domu bez śniadania i zielonej herbaty. To nie przeszkadza mi próbować pyszności przygotowywanych przez kucharzy w programie!

Idealny zestaw? Płatki owsiane z rodzynkami, orzechami i bananem, pieczone jabłko. W weekend jajecznica na maśle i ciemny chleb z pełnego przemiału. Zielona herbata i wyciskany sok z pomarańczy. Lubię śniadania na ciepło. Rozgrzewają organizm, dodają energii.

Jak wyglądają pani poranne przygotowania?

Pobudka, spacer z psem lub jogging w parku, prysznic. Krem pod oczy, na twarz i bomba z witaminy C: serum CE Ferulic SkinCeuticals. Mam ten komfort, że w pracy malują mnie i czeszą zawodowcy. A ja wtedy... śpię!

A co pani robi, gdy po przebudzeniu jest zmęczona i niewyspana?

Pomaga mi spacer z psem albo jogging. Organizm się dotlenia, energia buzuje. To naprawdę działa! Potem nakładam jeszcze maseczkę energetyzującą i chłodzące, kawiorowe płatki pod oczy La Prairie.

Często chodzi pani na zabiegi do kosmetyczki?

Regularnie. Uwielbiam łagodzące maseczki, kuracje witaminowe, masaż twarzy. Jestem uzależniona od akupresury wykonywanej przez moją koleżankę Anię Nowicką. Nie wiem, jak ona to robi, ale twarz po wizycie u niej jest młodsza o kilka lat i pełna blasku. Czary! Jestem też stałą bywalczynią salonów Thalgo, firmy, która stawia na naturalne składniki: algi morskie, sól, błoto, olejki. Po półtorej godziny zabiegów czuję się jak nowo narodzona.

Dba pani o siebie.

Wierzę, że ciało wszystko zapamiętuje: zdrowe jedzenie, masaże, sport, sen, i za to wszystko kiedyś mi się odpłaci.

Maluje się pani na co dzień?

Skóra musi odpocząć, ja też. Jeśli nie mam zawodowych spotkań, nie robię makijażu. To ma dodatkowy plus: ludzie często nie poznają mnie na ulicy!

ODETA MORO-FIGURSKA

O której dzwoni pani budzik?

Gdy prowadzę „Pytanie na śniadanie”, o godz. 6.10, ale muszę mieć jeszcze 5 minut drzemki. Oboje z Michałem wstajemy bardzo rano.

A o której kładzie się pani spać?

Padam około północy lub wcześniej, jeśli próbuję obejrzeć film. Muszę chodzić do kina – w domu nie ma na to szans, bo sofa jest zbyt miękka.

Co najlepiej panią budzi?

Gdy mam czas, sauna fińska. Ciepło na zmianę z zimną wodą stawia mnie na nogi.

Ile czasu potrzebuje pani rano?

20 minut. Wieczorem przygotowuję sobie wszystkie ubrania. Rano jestem zbyt nieprzytomna. Po tym jak nabawiłam się zapalenia zatok, myję włosy tylko wieczorem. Gdy jestem zmęczona, nakładam na twarz krem Capture X R 60/80 Diora.

Je pani przed wyjściem?

O tej porze mało kto jest głodny! Robię sobie magnez – dodaje mi energii. W drodze do studia popijam w samochodzie kawę z mlekiem i miodem z termokubka. W pracy, gdy zaczyna pachnieć w kuchni, podskubuję, a na koniec programu jem.

Jak spędza pani ranki w weekendy?

Michał odsypia tydzień, a my z Sonią jemy śniadanie. Córka próbuje go budzić, ale bez skutku. Wspólne śniadania będą chyba na emeryturze...

Jak dba pani o skórę?

Nie mam z nią problemów. Nigdy nie miałam jeszcze pryszcza! Uwielbiam zabiegi nawilżające i relaksujące. Na masażu głowy u fryzjera odpływam. Ostatnio byłam z przyjaciółką w Spa Turówka w Wieliczce. Fajnie, ale nie wytrzymałabym w takim miejscu dłużej niż dwa dni, bo mnie nosi.

Pani ulubione salony w stolicy?

Manikiur robię w Gossip City. Włosy u Leszka Czajki. Na tzw. wklepywanie jeżdżę do Skin Clinic. Od czasu sesji dla „Gali” także do Sharleya, zrobiłam tam sobie permanentny makijaż ust.

Ćwiczy pani?

Dwa lata żyłam w słodkim sportowym lenistwie. Miałam operację kręgosłupa. Rok przed nią i po niej nie mogłam nic robić, ale teraz nie mam już wymówki. Lubię sporty bez wysiłku. Jeżdżę na desce, latem zamieniam samochód na rower.

Wymarzone śniadanie?

Pachnie świeżym ogórkiem. Lubię jajko na miękko lub sadzone, ciepłe, chrupiące pieczywo, najlepiej własnego wypieku. Ale robimy je bardzo rzadko, bo na co dzień stosujemy dietę niskowęglowodanową.

ANNA POPEK

Co pani robi, by dobrze zacząć dzień?

Gdy prowadzę „Pytanie...”, wstaję o 5.15 i nastawiam wodę. Piję na czczo ciepłą z cytryną, dobrze się po niej czuję.

Nie lubi pani spać?

Uwielbiam być w łóżku tuż po godz. 22. Ale przed programem zwykle kładę się po 23, bo czytam lub przygotowuję się do programu. Poza tym zauważyłam, że zbyt długi sen skutkuje cieniami pod oczami. Pewnie limfa krąży zbyt wolno.

Co pomaga pani się obudzić?

Najlepiej działa zimna woda i konkurencja (śmiech). Rano włączam program „Kawa czy herbata?”, czytam newsy w internecie, piję wodę z cytryną, trochę się gimnastykuję. Kawę z mlekiem wypijam w telewizji, w towarzystwie współprowadzącego ze mną program Michała Olszańskiego.

 

Je pani śniadanie w domu o tak wczesnej porze?

Nie wychodzę na czczo z domu. Kiedy mam program, jem płatki owsiane z żurawiną, migdałami i olejem lnianym. To dość pożywny posiłek, a wystarcza mi mniej więcej do godz. 9–10 rano. W czasie programu podjadam coś w kuchni.

Jak wygląda pani poranna pielęgnacja urody?

Myję twarz zimną wodą, nakładam serum, a kiedy mam cienie pod oczami – masuję twarz kostkami lodu. Gdy mam podrażnioną cerę, przemywam ją wodą owsianą (płatki owsiane zalewam wcześniej ciepłą wodą). Mam też specjalny tonik, który dała mi zielarka Stefania Korżawska. To wyciąg z lawendy i innych ziół do odświeżania i przemywania twarzy: ujędrnia i pobudza skórę.

Ile czasu potrzebuje pani rano na przygotowania?

Makijaż i włosy zajmują mi około 20 minut. Mam opanowany zestaw „bezpiecznych” kosmetyków, które świetnie wyglądają na co dzień i są neutralne, dzięki czemu przez cały dzień w różnych sytuacjach mogę mieć ten sam make-up, tylko trochę wzmocniony na wieczór. A w telewizji makijaż i włosy to oczywiście robota fachowców.

Wypróbowane sposoby na świeży makijaż na zmęczonej cerze?

Jak najmniej wszystkiego, ale podkład musi być, dopóki się nie opalę. Do tego tusz do rzęs, róż i błyszczyk w żywym odcieniu.

Często odwiedza pani salony kosmetyczne?

Fryzjera raz na miesiąc, kosmetyczkę podobnie, a spa, gdy jestem zmęczona psychicznie i potrzebuję energii drugiej osoby, by wrócić do formy. Moje ulubione miejsca to salony Sharley i CeCe w Warszawie. Na co dzień uprawiam sport – chodzę na siłownię, pilates, ćwiczenia ze sztangą. Lubię mieć zakwasy!

Jakie śniadanie smakuje pani najbardziej?

Przy okrągłym stole z rodziną. Na talerzach powinno być wszystkiego po trochu: biały kozi ser, suszone pomidory, jajka na miękko (mąż robi bardzo dobre!), wędzona ryba.

Gdy spędza pani poranek w domu, maluje się pani do śniadania?

Prawie nigdy, z wyjątkiem uroczystości lub świąt. Na Wielkanoc na pewno tak.

Jak odpoczywa pani po intensywnym dniu?

Idę na spacer z dziećmi i psem albo na basen, siłownię i do sauny – wszystko zależy od tego, o jakiej porze dnia mogę się zrelaksować.