Mówi: "Są sprawy ważne i ważniejsze". Tą najważniejszą jest teraz zdrowie jego dziecka. 6 grudnia Przemek Saleta oddaje nerkę swojej starszej córce Nicole. Musi przejść jeszcze kolejne badania i unikać przeziębień. Musi być w formie. Na nową nerkę czeka w Polsce około 1500 osób. Czasem po kilka lat. Dializy utrzymujące chorych przy życiu wyniszczają organizm i utrudniają życie. Dlatego Przemek zdecydował się oddać nerkę córce tak szybko, jak to będzie możliwe. Najpierw musiał sprawdzić, czy może być dawcą, i przejść szczegółowe badania, przede wszystkim badanie czynności nerek i oceniające ich anatomię. Podczas kwalifikacji dawcy nerki wykonuje się m.in.: rtg. klatki piersiowej, EKG, USG jamy brzusznej i układu moczowego. Gdy wykluczone zostaną przewlekłe schorzenia, wykonuje się badanie immunologiczne tzw. krzyżowej zgodności między dawcą a biorcą. W USA przeszczepy nerki od członka rodziny stanowią 50 proc. wszystkich transplantacji. W Polsce to zaledwie 3 proc. Transplantacja nerki od żyjącego dawcy jest bezpieczniejsza dla pacjenta. Sama nerka też lepiej i dłużej funkcjonuje. Pobrana od nieżyjącego dawcy pracuje około siedmiu lat, od dawcy żyjącego kilka lat dłużej. Rekordzista z przeszczepioną nerką żyje w Polsce 19 lat. Przemek decyzję podjął wiele miesięcy temu, ale do tej pory nie chciał o tym mówić.

GALA: Dlaczego nie chciałeś powiedzieć, że oddajesz swojej córce nerkę?

PRZEMYSŁAW SALETA: Nie chciałem, żeby moja operacja traktowana była jak PR. Każdy rodzic zrobiłby to dla swojego dziecka. Nie ma o czym mówić. Tym bardziej że każdego roku kilkunastu, kilkudziesięciu rodziców, bez rozgłosu, oddaje swoim dzieciom nerki, więc jest to dla mnie coś naturalnego. Nie zastanawiałem się, czy to zrobić. Potrzebowałem tylko czasu na niezbędne badania, żeby sprawdzić, czy mogę być dawcą. Udało mi się zachować to w tajemnicy przez kilka miesięcy. Nie czuję się żadnym bohaterem i nie chcę być tak traktowany. Skoro i tak już wszyscy o tym wiedzą, chciałbym wykorzystać swoją operację do promocji przeszczepów rodzinnych, których w Polsce jest bardzo mało.

GALA: Nie udało się znaleźć innego dawcy?

PRZEMYSŁAW SALETA: Po słynnym wystąpieniu ministra Ziobry, który oskarżył lekarza o branie łapówek za przyspieszanie przeszczepów, liczba operacji od obcych dawców drastycznie spadła. Przez kilka miesięcy nie odbyła się żadna. Moja córka jest chora i wymaga przeszczepu. W normalnych warunkach czekałaby na dawcę kilka miesięcy, może rok. Teraz może czekać wiele lat. Jest bardzo dzielna, nie skarży się, ale musi jeździć na dializy trzy razy w tygodniu. Jeśli mogę skrócić jej czas oczekiwania, to oczywiste jest, że to zrobię.

GALA: Czy w waszej rodzinie ktoś cierpiał na choroby nerek?

PRZEMYSŁAW SALETA: Nie. U Niki lekarze wykryli chorobę przypadkiem. Coraz gorzej się czuła, była ciągle osłabiona, senna. Robiliśmy jej różne badania. W końcu okazało się, że to nerki. Przez jej chorobę zainteresowałem się transplantologią, propaguję ideę przeszczepów, działam w radzie fundacji transplantologii. Staram się uświadamiać ludziom, że warto pomagać innym, a lekarze to uczciwi ludzie. Wiadomo, wszędzie może trafić się czarny charakter, ale nie jest łatwo dostać organ poza kolejnością. Najważniejsza jest zgodność medyczna, a o przeszczepie decyduje wielu różnych lekarzy. Ryzyko załatwienia operacji za łapówkę jest znikome. Afera bardzo zaszkodziła transplantacji.

GALA: Boisz się operacji?

PRZEMYSŁAW SALETA: Nie. Mam wrażenie, że badania, które musiałem przejść, by zakwalifikować się do przeszczepu, były bardziej stresujące niż sama operacja. Ufam lekarzom i mam świadomość tego, co trzeba zrobić.

GALA: Wszyscy będziemy trzymać kciuki. Najbardziej pewnie twoja rodzina. To było widać choćby w programie "Gwiazdy tańczą na lodzie", gdzie dopingowały cię pierwsza żona Ewa Pacuła z waszą córką Nicole, druga córka Nadia z małżeństwa z Ewą Byzdrą i obecna narzeczona Ewa Wiertel. Jak się czujesz, skupiając wokół siebie kobiety twojego życia?

PRZEMYSŁAW SALETA: Czuję się dobrze. Mam superukłady z eksżonami, a obecna narzeczona też je lubi i akceptuje moją pogmatwaną sytuację osobistą. Rozwód nie jest przyjemny nigdy, ale trzeba być człowiekiem. Ktoś jest ci bliski przez ileś lat i nagle ma być twoim wrogiem? Bez sensu.

GALA: I to się dzieje tak z dnia na dzień? Tak po prostu?

PRZEMYSŁAW SALETA: Nie będę udawał, że nie było kłótni, gorących dyskusji, problemów. Po cichu człowiek się nie rozwodzi. Ale decyzje o rozwodach podejmowaliśmy w odpowiednim momencie, zanim sytuacja tak się zaogni, że już nie będzie ochoty na rozmowę.

GALA: Może za łatwo rezygnowałeś, może należało o utrzymanie małżeństwa powalczyć?

PRZEMYSŁAW SALETA: Miałem dłużej walczyć, a potem żyć w nienawiści? Lepiej rozstać się wcześniej i dzięki temu mieć prawidłowe relacje.

GALA: I od razu po rozwodzie zostawaliście przyjaciółmi?

PRZEMYSŁAW SALETA: Nie. Potrzeba na to czasu. Ale po kilku miesiącach, gdy emocje opadną, można już zacząć takie relacje budować.

GALA: Co się dzieje w międzyczasie? Byliście na siebie obrażeni?

PRZEMYSŁAW SALETA: W rozmowach raczej staraliśmy się nie poruszać drażliwych tematów. Nawet jak usłyszałem coś przykrego, to choć mnie to bolało, nic nie mówiłem, bo czułem, że nie mam prawa. Czas wszystko łagodzi. Ja dziś wielu rzeczy nie pamiętam, bo nie chcę ich pamiętać. Po co?

 

GALA: Trudno uwierzyć, że to takie proste...

PRZEMYSŁAW SALETA: Tak powinno być wszędzie. Zarówno z pierwszą, jak i drugą żoną nie złamaliśmy sobie życia, nie padły słowa, które ciężko potem zapomnieć. Mój drugi rozwód w nieładny sposób nagłośniono w mediach. Jednak gdy czytałem, że Ewa powiedziała coś przykrego na mój temat, byłem przekonany, że jej słowa zostały zmanipulowane. Nie reagowałem.

GALA: Ale o twoim pierwszym rozwodzie z Ewą Pacułą prasa się tak nie rozpisywała.

PRZEMYSŁAW SALETA: Oba rozstania były podobne pod względem emocjonalnym, tyle że wtedy prasa brukowa nie miała tak silnej pozycji. Rozwód nigdy nie jest prosty, człowiek zawsze się szarpie, nawet jeśli uczucia już wygasły. Dziecko o tyle komplikuje sprawę, że jest argumentem za tym, żeby się jednak nie rozstawać. Z pierwszą Ewą też były rozstania na próbę, powroty, mnóstwo nerwów. To zawsze boli. Na szczęście wyszliśmy z tego obronną ręką.

GALA: Żony nr dwa na trybunach nie było...

PRZEMYSŁAW SALETA: Była zaproszona, ale akurat nie mogła przyjść. Nasze relacje są naprawdę dobre.

GALA: Czyli sielanka. Twoje eksżony umawiają się na kawę, plotkują o tobie?

PRZEMYSŁAW SALETA: Normalnie. Moje byłe żony są modelkami i pracują razem na wybiegu. Myślę, że rozmawiają o mnie. Z dziećmi widuję się tak często, jak mogę, więc byłe żony i narzeczona siłą rzeczy też się spotykają. Tydzień temu moja pierwsza żona zaprosiła mnie i obecną Ewę (Wiertel - przyp. red.) na kolację. Dziewczyny tak się zagadały, że ja z córką Niką poszliśmy do drugiego pokoju pograć na komputerze. Ewy urządziły sobie damski wieczór i tak dobrze się bawiły, że zostaliśmy na noc. Rano obecna Ewa oświadczyła, że chciałaby z Ewą Pacułą pracować u mnie w firmie. Sam chciałem zaproponować byłej żonie współpracę, a one dogadały się między sobą.

GALA: Jak twoje córki odnoszą się do pozostałych kobiet twojego życia i do siebie?

PRZEMYSŁAW SALETA: Mówią do nich po imieniu. Traktują obecną Ewę jak starszą koleżankę. Tak samo Nadia traktuje moją pierwszą żonę, a Nicole drugą. Mądrość mojej narzeczonej polega na tym, że nie stara się zastąpić im matki. 13-letnia Nika jest bardzo odpowiedzialna, czuje się starszą siostrą, opiekuje się Natką, tłumaczy jej wiele rzeczy. Z drugiej strony dla Natki Nika jest wyrocznią. Na przykład gdy nie chce czegoś zjeść, to wystarczy, że poproszę o interwencję Nikę. Natka jej nie odmawia.

GALA: Nie są zazdrosne? Nie pytają: Tato, dlaczego nie jesteś z nami?

PRZEMYSŁAW SALETA: Nie, bo obie czują, że je kocham.

GALA: Pamiętasz daty swoich ślubów, pierwszych randek, rozwodów?

PRZEMYSŁAW SALETA: Niektóre tak. Pamiętam datę poznania ostatniej Ewy, 2 lutego. Pierwszego rozwodu: 2 marca. Drugiego nie pamiętam, w październiku albo listopadzie. Pierwszego ślubu: 24 lub 26 sierpnia. Drugi ślub: 28 grudnia.

GALA: Czym cię urzekły twoje Ewy?

PRZEMYSŁAW SALETA: Bardzo się od siebie różnią. Poza tym innych rzeczy w kobiecie szukałem, gdy miałem 23 lata i poznałem Ewę jeden. Ewę dwa poznałem jako trzydziestolatek, a teraz mam prawie 40. Ale to było tak dawno, że pamiętam tylko, czym mnie urzekła ostatnia Ewa.

GALA: Dyplomatycznie. Czym cię urzekła?

PRZEMYSŁAW SALETA: Poza atrakcyjnością, lojalnością umiejętnością odnalezienia się w trudnej sytuacji. To zasługa jej ciepła, wrażliwości.

GALA: Twoja obecna Ewa ma 26 lat, aż dziwne, że wykazała się tak dojrzałą postawą.

PRZEMYSŁAW SALETA: Ona sama jest zdziwiona, że potrafi podejść do sprawy na takim luzie. Mam mało czasu i ciężko byłoby go dzielić na pracę, chwile dla jednego dziecka, drugiego i dla narzeczonej. Doba ma tylko 24 godziny.

GALA: Jak ty to wszystko opanowujesz logistycznie?

PRZEMYSŁAW SALETA: Ciężko się rozdwoić, jest trochę kombinowania. Ewie W. jestem wdzięczny, że rozumie sytuację, nie jest zazdrosna o czas, który spędzam z dziećmi. Często nam towarzyszy. Gdy zabieram dzieci na weekend i muszę wyjść na trening czy mam coś do zrobienia, to zostaje z dziewczynkami i dobrze się razem bawią. W dniu programu cały dzień miałem próby, nie było czasu, żeby pojechać po Natkę, więc jechała po nią Ewa.

GALA: Myślicie o własnym dziecku?

PRZEMYSŁAW SALETA: Tak, ja chciałbym mieć jeszcze jedno. Ewa też i to w nieodległej przyszłości, bo nie chcę go zawozić do szkoły jako dziadek.

GALA: Pierwsza córka cię wtedy wyręczy.

PRZEMYSŁAW SALETA: Sprytne. Nicola zrobi prawo jazdy za cztery lata, więc będzie jak znalazł.

GALA: Będzie trzeci ślub?

PRZEMYSŁAW SALETA: Nigdy nie mów nigdy. Jeśli kobiecie zależy na ślubie, bo dzięki niemu poczuje się pewniej, to dlaczego miałbym nie sprawić jej przyjemności?