GALA: Korzystałeś kiedyś z pomocy hipnotyzera? W sztuce „Hipnoza” grasz go bardzo przekonująco...

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Przed spektaklem próbowałem dotrzeć do jakiegoś, ale nie udało mi się. Chciałem poczuć na własnej skórze, jak działają tacy fachowcy. W rezultacie pracę hipnotyzerów podglądałem w internecie. Zdarzało mi się jednak bywać u uzdrowicieli. Wykonują oni nad naszymi głowami lub ciałem dziwne ruchy, co nam się wydaje śmieszne, a okazuje się, że działa.

GALA : U ciebie zadziałało?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: W trakcie zdjęć do serialu „Teraz albo nigdy” poczułem, że dopada mnie przeziębienie. Koleżanka poleciła mi pana Bogdana. Poczarował wahadełkiem, pomajstrował w mojej aurze (śmiech), dał witaminy sprowadzane z jakichś odległych zakątków świata i… mogłem pracować dalej. Ludzie szukają pomocy w sprawach, z którymi nie radzi sobie medycyna, a które często mają podłoże psychiczne. Jak w naszej sztuce, gdy wspaniała aktorka, która zostawiła scenę na rzecz życia prywatnego, nagle przestaje śpiewać. Konwencjonalne metody leczenia już nam nie pomagają. Jednocześnie jesteśmy zamknięci w sobie, powtłaczani w różne ramki. Inni niż nasi ojcowie, którzy byli otwarci, naturalni i spontaniczni.

GALA : A jaki ty jesteś?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Jestem otwarty na ludzi, których znam. Na tych, którzy są mi życzliwi lub życzliwi wobec świata, otoczenia. Kiedy jednak wchodzę w nowe środowisko, wolę mu się najpierw przyjrzeć. Zobaczyć, kim są ci ludzie, jakich dokonują wyborów, jakie mają priorytety. Od dzieciństwa byłem kimś, kto wolał siedzieć z boku i obserwować.

GALA : A co w życiu jest dla ciebie najbardziej hipnotyzujące? Może pieniądze?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Przyroda. Pieniądze to tylko środek do jakiegoś celu. Moją uwagę przyciąga natura. Ona mnie odpręża, pozwala zapomnieć o codziennej gonitwie. Wprowadza harmonię. Kiedy się przyjrzeć drzewom, okaże się, że najstarsze przetrwały dzięki temu, że były silne. Wiele zasad, którymi warto się w życiu kierować, można odnaleźć w przyrodzie.

GALA: Czy dlatego wyprowadziłeś się z rodziną pod Warszawę?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Tak, życie poza miastem jest znacznie przyjemniejsze. Mniej tu stresu, codziennej szarpaniny.

GALA: Jak zaczynasz dzień? Od wyjścia do ogrodu?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Jeśli tylko czas mi pozwala, bo często już o szóstej wyjeżdżam na plan zdjęciowy. Najpiękniejsze są powroty. Opowiadamy sobie wtedy z żoną, co wydarzyło się tego dnia w naszym życiu. A potem, żeby się wystudzić, wychodzę do ogródka. Jest mały, ma 200 metrów, ale jest! Moi synkowie Piotr i Michał grają tam w piłkę. I nawet strzelają bramki! Okna, szczęśliwie, są jeszcze całe (śmiech).

GALA: Skoro pieniądze nie są dla ciebie ważne, skąd wobec tego taka wolta w twoim aktorstwie? Sądziłam, że aktor, który zdobył najwyższe teatralne i filmowe laury w kraju: nagrody im. Woszczerowicza, Cybulskiego, Feliksa Warszawskiego, który grał w sztukach Szekspira i filmach Wajdy, pójdzie inną drogą. Tymczasem ciebie można zobaczyć jedynie w komercyjnych przedsięwzięciach – w farsach, serialach...

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Cały czas mam nadzieję wrócić do poważnego repertuaru. Na etacie w teatrze siedziałem 15 lat i to mnie zaczęło nudzić, uwierać. Mój teatr dopadł kryzys u sterów władzy. Zobaczyłem, że się nie rozwijam, a żadne rewelacyjne propozycje nie przychodziły. Podjąłem decyzję o odejściu z Teatru Powszechnego.

GALA: Nie rozwijałeś się, grając w sztukach LaBute’a, Szekspira czy Labiche’a?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Jak najbardziej, to były piękne spotkania artystyczne. Z Piotrem Cieplakiem, Anią Augustynowicz, Remigiuszem Brzykiem i innymi młodymi duchem. Przyszedł jednak moment, że to się skończyło, a ja spostrzegłem, że stoję z boku głównego nurtu. Tego, który proponował teatr Grzegorza Jarzyny, Krzysztofa Warlikowskiego, Krystiana Lupy. Decyzja o odejściu z teatru nie była łatwa. Miałem na głowie rodzinę, dwoje dzieci, ale czułem, że odwalam taśmową robotę, przemawiam do publiczności w sposób banalny, a czasami komercyjny. Odszedłem nie dla zagrania głównej roli w serialu ani jakiejkolwiek innej, bo nie miałem żadnych konkretnych propozycji. Ale siedząc w tym samym sosie przez lata, człowiek się cofa. A mnie akurat stuknęła czterdziestka. Uznałem, że to ostatni moment, kiedy mogę jeszcze zawalczyć.

GALA: Od tej pory minęły dwa lata. Wydarzyło się coś, z czego jesteś dumny?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Życie potoczyło się, jak się potoczyło. Znakomite propozycje teatralne nie nadeszły, przyszły zaś role w serialach, w których miałem możliwość pracować ze świetnymi twórcami, takimi jak Grzegorz Kuczeriszka czy Maciej Dejczer. A teraz farsy. To trudna robota aktorska, szczególny rodzaj pracy zespołowej, gdzie każdy z osobna musi się wykazać umiejętnościami. Francuska komedia „Boeing, Boeing” jest napisana świetnie. To nie jest szmira, której będę się wstydzić.

GALA: Nie obawiasz się, że z tej farsowo-serialowej ścieżki nie wezmą cię ani Warlikowski, ani Lupa, ani Jarzyna?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Tego nie wiem. Długo czekałem. Ale ileż można czekać?! Może takie propozycje jeszcze przyjdą. Przecież aktorzy Warlikowskiego też biorą udział w komercyjnych przedsięwzięciach. Z czegoś trzeba żyć. W Polsce przemysł rozrywkowy nie istnieje, aktor nie zarabia gigantycznych pieniędzy na filmie czy spektaklu. Dostęp do reżyserów, o których mówimy, też jest ograniczony. Oni mają grupę aktorów, którym ufają. Ci, którzy się nie załapali, też muszą gdzieś pracować. A ja lubię swój zawód. I uwielbiam farsy!

 

GALA: Czterdziestka to był dla ciebie, jako mężczyzny, przełom w życiu?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Tak. Zrozumiałem, że nie można bać się zmian. Poczułem nową energię, chciało mi się działać, tworzyć. A jednocześnie spostrzegłem, że nie jestem już młody. Do teatru przyszło kolejne pokolenie, a ja wskoczyłem na półkę innego rozdania. I zdobyłem się na odwagę.

GALA: Na co dzień też ją masz?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: I tak, i nie. Nie jestem ryzykantem ani też jakimś wielkim racjonalistą. Choć raczej tym drugim, gdyż staram się być odpowiedzialnym mężem i ojcem. Muszę spokojnie planować, szacować, na jakie szaleństwo mnie stać. Ale podejmuję też ryzykowne projekty. Dbam tylko, by minimalizować straty.

GALA: Proszę o przykłady.

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Moim największym szaleństwem była decyzja o zostaniu aktorem. Decyzja chłopaka ze Zduńskiej Woli, 40-tysięcznego miasteczka, w którym całe moje środowisko, poza bratem, nigdy nie miało kontaktu z tym zawodem. Aktorów widywało się tam tylko na ekranie. Pierwszy raz do teatru pojechałem w wieku 19 lat. Pamiętam do dziś: 1986 rok, Teatr Studio, „Opera za trzy grosze” z Piotrem Fronczewskim i Teresą Budzisz-Krzyżanowską.

GALA: Może wzorem był dla ciebie brat Paweł, który pierwszy odważył się pomyśleć o aktorstwie?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Na pewno tak. Ale jemu też nie było łatwo zdobyć ten zawód, a potem się w nim utrzymać. Obserwowałem to jako licealista.

GALA: A więc jak wygląda teatr, zobaczyłeś dopiero po oblaniu egzaminów do szkoły teatralnej?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Tak. Wszyscy pukali się w głowę: „Będzie aktorem?! Cha, cha, cha!”. Może nie szydzili, ale nie dowierzali, że to możliwe. W małych miasteczkach ludzie boją się dużych przedsięwzięć, gry o wyższą stawkę. Ktoś, kto się nie dostaje za pierwszym razem na studia, rezygnuje, bo już nie ma odwagi. Byłem jednym z nielicznych, którzy się tak uparli.

GALA: Nie jesteś więc aktorem przypadkowym. A czy artysta to dobry partner na życie?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Bardzo trudny, niestety. Więcej na ten temat powiedziałaby pewnie moja żona. Bo ciężko żyć, gdy męża i ojca prawie w ogóle nie ma w domu. Bywa, że wracam późno w nocy. A nawet kiedy fizycznie jestem w domu, też mnie nie ma, bo psychicznie jestem nieobecny, tak bardzo pochłania mnie praca. Mam dwóch synów, jedenasto- i sześcioletniego. Dla dzieci w tym wieku obecność ojca w domu jest bardzo ważna. Moja żona Dorota też mnie potrzebuje, tymczasem z wieloma poważnymi decyzjami zostaje sama. Mogę ją najwyżej wesprzeć po fakcie, bo często trzeba działać na gorąco.

GALA: Wypracowaliście jakąś formułę, złoty środek?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Od początku musieliśmy się obdarzyć wzajemnym zaufaniem.

GALA: Podobno w okresie narzeczeństwa testowałeś Dorotę, czy się sprawdzi jako żona. Na czym polegały te testy? 

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Starałem się nie ukrywać tego, z czym się wiąże aktorstwo. Nie łagodziłem różnych zdarzeń po to, żeby wiedziała, jak to czasami jest. I Dorota wytrwała. Była na tyle silna i umiejętnie się w tych sytuacjach odnajdywała, że wciąż jesteśmy razem. W tym roku minie 14 lat.

GALA: Najtrudniejszy okres?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Kiedy budowaliśmy dom. Trudno było godzić pracę zawodową z byciem ojcem i mężem, a jednocześnie inwestorem, który musi podejmować masę decyzji. I jeszcze koordynować pracę kolejnych nierzetelnych ekip budowlanych. Ponadto moje i Doroty wyobrażenia na temat domu czasami się rozmijały. Były gorące dyskusje, czy podłoga ma być kamienna, czy drewniana, w jakim kolorze wybrać kuchnię, a w jakim kafelki na ścianę.

GALA: Kto był bardziej skłonny do kompromisów?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Oboje. Każdy szczegół był okupiony wielogodzinnymi rozmowami.

GALA: Twoja żona, dziennikarka, zrezygnowała dla ciebie z wywiadów z aktorami, z pisania o tym, co ją interesowało – o filmie, teatrze. Z czego ty zrezygnowałeś dla niej?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Hmmm… Trudno powiedzieć…

GALA: Może z niczego?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Nie, tak na pewno nie jest. Zrezygnowałem z blichtru mojego zawodu. Nie korzystam z przyjemności, których on dostarcza, nie zostaję dłużej na bankietach, nie szaleję. Uciekam do domu, do żony i dzieci.

GALA: To poświęcenie? A ja myślałam, że bankietowe życie cię nie interesuje.

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Byłoby fajnie bywać na bankietach, przeżywać jakieś szaleństwa, ale wiem, że to byłoby zgubne dla mnie jako człowieka. Może jednak byłbym wtedy ciekawszym artystą, bardziej nieokiełznanym, szalonym...

GALA: A nie takim ułożonym chłopcem po czterdziestce – jak jesteś obecnie postrzegany?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Tak się niektórym wydaje. To powierzchowne spostrzeżenie.

GALA: Bo taki jesteś z wyboru?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Tak, to mój wybór.

GALA: Jakim jesteś ojcem?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Staram się być jak najlepszym. Składa się na to wypadkowa różnych obserwacji, nie tylko z domu rodzinnego, ale również ze spotkań ze znajomymi, którzy mają dzieci.

GALA: Zdradź, czym ostatnio zaskoczyli cię synowie?

 

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Po czterech latach postanowiliśmy zmienić Piotrkowi szkołę podstawową, więc Dorota poszła podziękować pani dyrektor za opiekę. I wtedy usłyszała, że Piotrek ma ciekawą osobowość, a w szkole zachowuje się jak członek… bohemy artystycznej. Poza tym jest kontaktowy, szybko zawiera znajomości i zadaje trudne pytania nauczycielom. Kiedy to usłyszałem, trochę mnie zdumiało, że o jedenastolatku mówi się, że jest członkiem bohemy. Ale z drugiej strony ucieszyłem się, bo to coś fajnego i cennego, że ma odwagę i chęć dociekania różnych rzeczy, nawet jeśli to się wiąże z popisem przed klasą. Bo odwaga pomoże mu w życiu. Ja nie byłem taki jak on, w nowych sytuacjach wycofywałem się i obserwowałem.

GALA: Jak reagują synowie na widok taty obejmującego czy całującego aktorki?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Nie sadzamy ich przed telewizorem, by oglądali wszystkie sceny. Ale jeśli już tak się zdarzy, na mój widok reagują zazdrością. Tak było ze starszym synem, kiedy zobaczył mnie w roli ojca, którego synek wylądował w szpitalu. Podobnie gdy w „Teraz albo nigdy” wystąpiłem jako ojciec dwóch córeczek. Chłopcy byli oburzeni: „Jak to?! Przecież to my jesteśmy twoimi dziećmi! Dlaczego obściskujesz jakieś dziewczyny?!”. A kiedy gram męża, Piotrek, który przerabiał w szkole naukę o człowieku i wie już co nieco o sprawach intymnych, zawadiacko na mnie spogląda i śmieje się pod nosem. Młodszy Michał jeszcze tego nie ogarnia. Ale obaj uwielbiali serial „Hotel pod żyrafą i nosorożcem”, w którym grałem z Jolą Fraszyńską i innymi dziećmi.

GALA: Jesteś przystojniakiem i wszyscy pytają cię o to, czy żona jest zazdrosna. Wiadomo, że Dorota świetnie sobie z tym radzi. A czy ty jesteś zazdrosny o żonę?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Jestem. Dorota jest coraz bardziej atrakcyjną kobietą. Dojrzewa, wiek jej sprzyja. Ale wytyczyliśmy granice wolności i pozwalamy sobie na flirty w pracy.

GALA: Tak się umówiliście?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Formalnie nie, to umowa niepisana. Często z opowiadań Doroty wnioskuję, że żartowała z jakimś kolegą, czasem słyszę, w jaki sposób rozmawia przez telefon. Zawsze uszczypliwie komentuję takie sytuacje, ale to rodzaj żartu z mojej strony. W związku trzeba sobie zostawić trochę przestrzeni, bo inaczej każdy z partnerów się udusi. Oby tylko nie przekraczać granic, nie iść za daleko.

GALA: To jednak niebezpieczna gra...

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Nie, jeśli się ją kontroluje.

GALA: Jest coś, czego się obawiasz?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Nagłej choroby, która by dotknęła mnie albo moich bliskich. Takiej, z którą nie moglibyśmy sobie poradzić.

GALA: Kiedyś twój telefon przez dwa lata milczał jak zaklęty. Nie boisz się, że znów może tak być?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Nie. Co więcej, zakładam, że może się tak zdarzyć. Nie jestem niewolnikiem zawodu. Jeśliby się tak zdarzyło, zastanowię się nad inną drogą.

GALA: Marzenie?

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI: Niech tylko wszystko trwa dalej. Tak jak do tej pory.