Ląduję na lotnisku im. Johna Lennona. Nie sposób się nie uśmiechnąć. Przy wyjściu mijam napis: „Above us only sky” i już wiadomo, że weekend w Liverpoolu będzie udany. Wśród atrakcji aż trudno wybierać: 29 maja rozpoczyna się festiwal jazzowy i otwiera nowe centrum handlowe, największe w Europie! 30 w Tate Liverpool rozpoczyna się głośna wystawa „Gustav Klimt: Printing, Design and Modern Life 1900”, 1 czerwca podczas koncertu The Liverpool Sound zagra sir Paul McCartney. I to nie byle gdzie, bo na stadionie FC Liverpool, gdzie mecze rozgrywa najbardziej utytułowana brytyjska drużyna. I tym sposobem połączy się to, co miasto ma najlepszego. Futbol i Beatlesi.

W Liverpoolu co krok trafiam na trop beatlemanii. Serce miasta to dzielnica Cavern Quarter, nazwana tak na cześć baru, w którym 21 lutego 1961 r. debiutowali Beatlesi. Gdy dwa lata później nagrali pierwszą płytę, świat oszalał na ich punkcie i fanki przestały się mieścić w ciasnej piwniczce, którą – nie ma co ukrywać – jest ten słynny lokal. Beatlesi zagrali tu 292 koncerty. Zdjęcie pod kultowym czerwonym neonem The Cavern Club (www.cavernclub.org) to klasyka. Po drugiej stronie, niedbale oparty o ścianę, John L. z brązu. Dwudziestokilkuletni, jeszcze bez okularów, trochę niepodobny do wielkiego Lennona. Kurtkę ma wypolerowaną od uścisków fanów. Za nim Cavern Wall of Frame, ściana sławy, powstała 11 lat temu z okazji 40-lecia klubu. Każda cegła upamiętnia artystę, który tu grał. Poza Beatlesami są też Oasis, Rod Stewart, Eric Clapton, Elton John, skrzypek Nigel Kennedy. Niemała ta ściana, imponujące nazwiska. Kawałek dalej dla odmiany różowa Liverpool Wall of Frame. Pod nią muzyczna ławeczka, nad nią złote płyty, obok zdjęcia artystów, którzy pochodzą z miasta. Mel C, Atomic Kitchen. W Liverpoolu powstało najwięcej utworów zajmujących pierwsze miejsca list przebojów.

To niejedyne niespodzianki na barwnej Mathew Street. Kilka kroków za The Cavern Club butik Vivienne Westwood. Drzwi obok, w ceglanej kamienicy, z rzeźbionymi w fasadzie różami, to butik Cricket. Torebki Chloé, Balenciagi, przy niektórych zdjęcia gwiazd noszących ten konkretny model. Dalej ubrania prosto z wybiegów, niekiedy ze zdjęciami modelek z showroomu. Z Mathew Street wychodzę wprost na Met Quarter, modny dom towarowy z cenami z górnej półki. Stąd w trzy strony prowadzi zakupowy deptak. Przy nim popularny i tani Primark (największy w UK). Od 29 maja zakupy można też robić w imponującym Liverpool One (w nim niezliczone sklepy, kina, park). Idę w kierunku wieży radiowej. U jej stóp dwuszeregowa fontanna – popularne miejsce na wyścigi, nie tylko dla dzieci. Strzałki prowadzą do Cultural Quarter. Neoklasyczne budynki z kolumnadami trochę nie pasują do okolicy. W nich teatr, muzeum narodowe i najciekawsza Walker Art Gallery, ze sporą kolekcją rzeźb, sztuki wiktoriańskiej. Są też impresjoniści, a na żywo powstaje wielka niczym „Bitwa pod Grunwaldem” panorama Liverpoolu autorstwa londyńskiego artysty Bena Johnsona. Do 10 sierpnia trwa oryginalna wystawa poświęcona sztuce i... kolei „Art In the Age of Steam”. Na niej „kolejowe” obrazy Moneta, Maneta czy van Gogha. I miła niespodzianka: w większości muzeów w Liverpoolu wstęp jest gratis.

Za darmo można też oglądac dzieło Banksy’ego, kultowego autora graffiti: czarnego kota na budynku koło China Town. Razem z dwoma kamiennymi lwami zdaje się strzec wielkiej, kolorowej bramy smoka. Przechodzę przez nią i teleportuję się do Azji. Napisy po chińsku, metalowe smoki na latarniach i parkometrach, orientalne zapachy i skośnookie twarze. W Liverpoolu mieszka największa po San Francisco chińska społeczność za granicą. Niedaleko China Town jest gigantyczna anglikańska katedra. Największa na Wyspach i piąta co do wielkości na świecie. Wieżę ma dokładnie pośrodku nawy głównej. Wygląda trochę jak ogromny, kamienny pionek. Zaprojektował ją, w wieku 22 lat (!), Giles Gilbert Scott, ten sam, który wymyślił charakterystyczne, czerwone budki telefoniczne. W środku zaskoczenie. Właśnie rozstawiana jest scena na koncert. Dalej kawiarnia i restauracja. W samym centrum katedry! Dopiero przy ołtarzu kilka rzędów ławek. Na pytanie, jak to możliwe, mężczyzna sprzedający bilety na wieżę tłumaczy: „Przecież utrzymanie, oświetlenie i ogrzanie tak wielkiego budynku kosztuje. I musi się jakoś zwrócić”. Nie dziwi mnie, że tu właśnie w listopadzie odbędzie się wystawa poświęcona słynnemu francuskiemu architektowi Le Corbusierowi.

 

Na późny lunch wybieram się do najmodniejszej części miasta. Paradoksalnie to dawny dok – w końcu Liverpool w latach 50. był drugim najważniejszym portem w całym imperium. Dziś ceglany Albert Dock jest centrum rozrywkowym i popularną mariną: w sezonie właściciele jachtów i żaglówek ścigają się, by zająć najlepsze miejsce. Pełno tu knajp, kawiarni, galerii. Tłumy ciągną do muzeum The Beatles Story, które nietypowo, kolorowo i muzycznie przedstawia historię grupy. Jest tu też Tate Liverpool, największa galeria sztuki współczesnej poza Londynem. Na stałej ekspozycji pocałunek Rodina, dzieła Picassa, Matisse’a czy Degasa i sporo instalacji. Tate Liverpool świętuje właśnie 20. urodziny. Z tej okazji po raz pierwszy do Wielkiej Brytanii zawitają obrazy Gustava Klimta (30 maja–21 sierpnia), symbolisty, twórcy secesji wiedeńskiej. Warto zostać do wieczora, by z murów okalających wybrzeże, tuż za Albert Dock, obejrzeć spektakularny zachód słońca nad portową częścią miasta. Bajka.

Wieczorem wszystkie drogi prowadzą na Mathew Street. Tłumek tłoczy się przy selekcjonerze w Boogie Nights (jak obwieszcza tabliczka, kaptury, bojówki i dresy są zabronione). Obok Irish bar z prawdziwego zdarzenia. Przed wejściem tłum palaczy. Dalej The Grapes, klasyczny brytyjski pub, taki jak z reklam piwa. Podobno tu też wpadali Beatlesi. Przed Cavern Club kolejka jak na ich koncercie. W środku dziki tłum. Nie wyobrażam sobie, co się działo w tej piwnicy, zanim w Liverpoolu zaczął obowiązywać zakaz palenia. Zaglądam naprzeciwko, do Cavern Pub, który powstał na fali legendy sąsiada. Gra zespół Kappa. Energia wokalisty szybko się udziela. Wszyscy podrygują. Od panów po sześćdziesiątce, szukających tu wspomnień, po dziewczyny zrobione na lata 60., które dopiero wrócą ze wspomnieniami. Piję piwo wśród fotografi i Beatlesów. „All you need is love!” – krzyczy na zakończenie koncertu wokalista. Czego chcieć więcej?

NASZE ADRESY 
Gdzie się bawić:
 W modnym Newz Bar, www.newzbrasserie.com lub w Boogie Nights 76 Northway. W centrum rozrywki Albert Dock, www.albertdock.com, zawsze trafisz na ciekawą wystawę i wypijesz dobrą kawę. Na www.liverpool08.com i www.visitliverpool. com znajdziesz najnowsze informacje o wydarzeniach w mieście.

GWIAZDY W MIEŚCIE
Patrycja Kazadi
była w Liverpoolu z ekipa „Jak oni spiewają”: „To magiczne miasto. Na ulicach wiszą plakaty, zdjęcia Wielkiej Czwórki. Wrażenie zrobiła na mnie znana z piosenki Beatlesów Penny Lane Street, choć jest mniejsza, niż się spodziewałam”.