Połowa września. Słoneczny dzień. Aleja Zasłużonych na warszawskich Powązkach. Pogrzeb Janusza Morgensterna. Ci, którzy przyszli pożegnać reżysera, są zaskoczeni. Spoglądając przed siebie, szepczą podekscytowani. Dlaczego? Niektórzy próbują przecisnąć się w kierunku trumny, dotrzeć jak najbliżej miejsca, gdzie stoi wdowa po artyście i trzymający ją za rękę niski mężczyzna z bujną fryzurą. Roman Polański. To z jego powodu szeptali, z nim chcieli się przywitać. Twórca „Noża w wodzie” przyleciał na pogrzeb kogoś, kto był mu szczególnie bliski, z kim znał się od 50 lat. „To nie był dla mnie wielki człowiek, tylko drogi przyjaciel” – powiedział nad trumną. Kilka lat wcześniej przyznał, że Morgenstern i jego żona są dla niego jak najbliżsi: „Za każdym razem, jak wracam (do Polski), to jest w pewnym sensie moja rodzina tutaj”.

Reżyser przyleciał do kraju tylko na kilka godzin. Jak zawsze po cichu – jedynie ludzie, którym ufa, wiedzieli, że będzie. Od chwili, kiedy ciąży na nim wyrok za gwałt, tak właśnie wyglądają jego wizyty – bez zapowiedzi, bez  potwierdzenia. Wciąż uciekający – przed traumą wojny, strachem, głodem, brakiem miłości, a teraz wymiarem sprawiedliwości – Polański nauczył się z tym żyć. Może dzięki temu właśnie wciąż tworzy? Po dwóch latach od aresztowania przez Szwajcarów i odbycia prawie rocznego aresztu w swoim szwajcarskim domu w kurorcie Gstaad „odrodzony” artysta przedstawia widzom dwa filmy: gwiazdorską „Rzeź” z Jodie Foster i Kate Winslet oraz wstrząsający, jak mówią ci, którzy go widzieli, najbardziej osobisty film w swojej karierze – dokument o samym sobie nakręcony podczas wspomnianego aresztu w górskim domku.

Obudzone demony

Obrazek, który do znudzenia pokazywany był w każdej telewizji na świecie: piętrowy, drewniany dom na zboczu góry, a wokół niego blisko setka dziennikarzy, która z operatorami kamer i fotografami tworzyła żywy kordon otaczający posiadłość Polańskiego. W takich warunkach podczas trwającego od września 2009 r. do lipca 2010 r. aresztu domowego powstał niezwykły dokument. Polański postawił przed sobą kamerę, uruchomił ją, usiadł w fotelu i opowiedział całe swoje życie. O niektórych, bolesnych dla niego sprawach mówił po raz pierwszy. Powstało 30 godzin wyznań, z których zmontowano 90-minutowy film.   

Dlaczego wtedy Polański zdecydował się na filmową spowiedź życia? „Bo znowu utracił wolność, której tak bardzo potrzebuje” – mówi Andrzej Serdiukow, producent filmowy, który współuczestniczył w produkcji tego filmu i będzie jego dystrybutorem w Polsce. „Za sprawą tamtego zatrzymania odżyło to, o czym Polański na dobrą sprawę chciał zapomnieć. Ponadto miał poczucie zagrożenia, ponieważ nie było pewne, czy zgoda na ekstradycję do USA zostanie odrzucona przez Szwajcarów” – dodaje Serdiukow. Spotęgowany w Polańskim strach musiał znaleźć ujście. „W takiej sytuacji człowiek jest niezwykle samotny, nawet mając rodzinę i dzieci jak Roman. Ten film jest rodzajem odreagowania: przejście przez całe swoje życie i wyrzucenie do kamery różnych problemów, które w nim zalegały” – twierdzi producent i dodaje: „Reżyser ujawnia w tym filmie wiele nieznanych nikomu dotąd spraw. Po jego obejrzeniu byłem wstrząśnięty. To niebywały materiał, zbudowany z emocji Polańskiego; kiedy mówi, przeżywa, płacze, śmieje się”. W filmie Polańskiego o nim samym, podobnie jak podczas pogrzebu przyjaciela, jest moment, w którym emocje wygrywają z artystą: „Polański znika wtedy z pola widzenia kamery. Na ekranie pozostaje pustka. Kilka bardzo wymownych sekund”. To filmowa spowiedź zapisana na taśmie, do której scenariusz napisało życie. „Oglądając ją, widać, które wspomnienia dają mu pozytywną energię, a które wywołują gorycz. Widać, czego żałuje, a z czego się cieszy”.

Moje życie jest widowiskiem – ja gram.

Z czego się cieszy? „Uwielbiam błaznować, stroić miny na scenie świata. Prawdę mówiąc, gdybym miał życie zacząć od nowa, poświęciłbym je raczej aktorstwu niż reżyserii” – kilka lat temu wyznał Polański. Do 13. roku życia walczył z nieśmiałością, wtedy latem pojechał na obóz harcerski. Przy ognisku (zgłaszając się na ochotnika!) wygłosił monolog komiczny i zahamowania i lęki zniknęły. „Byłem nieśmiały i oto nagle poczułem przypływ pewności siebie” – opowiadał. „Było to uczucie, jakiego człowiek doznaje tylko raz w życiu: poczucie wrodzonego talentu, który umożliwia dawanie przyjemności innym(...). Od tej pory wszyscy o mnie zabiegali. Organizowałem i reżyserowałem nasze harcerskie imprezy i grałem w nich główne role. Odkryłem swoje powołanie”. Roman Załuski, reżyser (m.in. „Kogel-mogel”, „Och Karol”) studiował z Polańskim w łódzkiej Filmówce. Już wtedy, w 1953 roku,  twórca „Pianisty” był „kolorowym ptakiem” legendarnej uczelni. Skąd brały się nieobliczalne wybuchy ekspresji Polańskiego? „On jest po prostu bardzo inteligentny. Na różne sposoby używał swojej inteligencji. Nigdy nie byłbym taki głupi, żeby posądzać, że on jest głupi” – opowiada Załuski. Polański wyróżniał się spośród studentów, choćby tym, że miał za sobą pierwsze filmowe doświadczenia – zagrał u Andrzeja Wajdy w „Pokoleniu”, a wcześniej w noweli filmowej „Jacek” o budowniczych zapory wodnej.   

 

Na liczącym siedmiu studentów roczniku reżyserii filmowej 1954/53 nie miał sobie równych – egzamin z bycia ekscentrycznym zdałby na pewno: „Potrafił w każdej sytuacji tańczyć. Wskakiwał na stół i rozpoczynało się show” – opowiada Załuski. Na osobowość Polańskiego miał również wpływ Paryż, w którym się urodził, a gdzie mieszkała jego przyrodnia siostra. „Był francuzofilem” – dodaje Załuski i przytacza historię, jak Polański postępował z innym kolegą z roku Januszem Majewskim. Wszystko działo się w Łodzi: „Znając jego drogę z domu do szkoły, chował się w szczególnym miejscu, w zaroślach dzikiego wina, które obrastało jedną ze ścian kamienicy. Kiedy Janusz Majewski zbliżał się do niej, Polański wyskakiwał z wina i straszył Janusza. Zawału można było dostać” – opowiada twórca „Och Karol”. Młody Polański do tego stopnia nie akceptował faktu, że coś może dziać się „po Bożemu”, iż podjął się wyreżyserowania swojego przyjęcia weselnego po ślubie z aktorką Barbarą Kwiatkowską („Ewa chce spać”, „Jowita”). Tak wspominał tamten 9 września 1959 roku: „Było istne pijackie szaleństwo(...). Zaczęliśmy improwizować kawały i skecze, posługując się wszystkim, co nam wpadło w ręce (...) Kiedy wyciągnięto hula-hoop, przeistoczyłem się w pogromcę zwierząt i kazałem skakać przez obręcz Jerzemu Lipmanowi (operator – red.). Ktoś owinął obręcz papierem toaletowym i podpalił, co bardzo podniosło widowiskowy efekt numeru”. Po Kwiatkowskiej Polański miał drugą żonę Sharon Tate (zamordowaną przez bandę Mansona tuż przed urodzeniem Polańskiemu dziecka) i trzecią, Emmanuelle Seigner – francuską aktorkę i piosenkarkę, z którą Polański ma dwoje dzieci: córkę Morgane (18 l.) i młodszego syna Elvisa (13). Od 22 lat pozostają małżeństwem.

Nie znoszę męskich typów.

Polański i jego muzy: kobiety z którymi był i które go inspirowały. Zaczął młodo, kiedy miał osiem lat. Marika Rokk – węgierska aktorka i śpiewaczka była pierwszą, w której się zakochał. Różnica wieku: 20 lat. Nigdy się nie poznali. Oglądał Marikę na ekranie. „Do kina prowadziła mnie wtedy moja siostra. Ona już wtedy była zwariowana na punkcie filmów (…) Nieraz kazała mi, jeśli musiałem, sikać pod fotel, bo nie miała ochoty prowadzić mnie do toalety i stracić przez to jakiejś sceny. Dobrze to pamiętam” – wspominał.

Dorosły już Polański powiedział kiedyś: „Lubię kobiety łagodne, nie znoszę ostrych, dominujących, męskich w typie”. Pierwsze dziecko z Emmanuelle Seigner miał w wieku 60 lat. Artystka tak opowiadała o ich małżeństwie: „Myślę, że jestem dla Romana jasną stroną jego życia. Ja i dzieci wnosimy do jego życia szczęście, którego tak długo szukał. Jestem chyba dla niego swoistym aniołem stróżem(...). Owszem, jestem kolejnym epizodem, ale chyba dobrym, i takim, który nie skończy się za chwilę. To dla mnie powód do dumy” – mówiła. „Nikt przecież nie przystawiał mi spluwy do głowy i nie zmuszał do ślubu z Romanem. Kochamy się, a przeszłość mojego męża nie jest dla nas tematem tabu”. Polański uwielbia dzieci, sam jest „wiecznym chłopcem” – jak mówią jego przyjaciele. Tyle samo serca, ile w kino, wkłada w bycie dobrym ojcem: „Jest niezwykle opiekuńczy. O swoich dzieciach wyraża się z niebywałą czułością. Porównując to z innymi ludźmi jego pokroju, wydaje mi się to być rzadkością” – opowiada Andrzej Serdiukow i przytacza niezwykłą rozmowę Polańskiego o jego córce. ,,Zdumiał mnie, kiedy podczas naszego spotkania zaczął opowiadać o tym, jakiego typu drewniane grzebienie kupuje córce i że sam ją czasami czesze. Opowiadał to tak, jakby to była najważniejsza czynność w jego życiu. W takich momentach natychmiast się zmienia – jest czuły”. Karolina Korwin-Piotrowska, która pracowała w biurze prasowym filmu „Pianista”, przywołuje inną historię z kręgu Polański a dzieci: „Na planie filmu reżyserowi towarzyszyła córka Morgane i syn Elvis. Widziałam, jak bardzo często nosił syna pod pachą, co dziecku niezwykle się podobało. Pamiętam też bardzo trudną scenę na Umschlagplatzu. Aktorzy, statyści, a wśród nich wiele dzieci. Po zakończeniu zdjęć, dla rozładowania napięcia, Polański rozegrał ze wszystkimi dziećmi oraz synem Elvisem mecz piłki nożnej. Mali aktorzy bardzo szybko zapomnieli o stresie. Roman Polański ma bardzo dobry kontakt z dziećmi, może nawet lepszy niż z dorosłymi”.

Ja po prostu lubię kino

Ci ostatni uwielbiają z nim przebywać, pracować. Aktorzy traktują spotkanie z Polańskim jak świętość. Wystarczy przeczytać obsadę najnowszego filmu: Foster, Winslet, Waltz. Największe, a przy tym najdroższe gwiazdy na świecie nigdy mu nie odmawiają. Po pracy z Polańskim, nawet przy najdrobniejszym epizodzie, aktorzy długo pozostają pod wrażeniem jego skromności, której nie zabiła „wielkość” laureata Oscara. „Polański to przede wszystkim niezwykle skromny i wrażliwy człowiek” – mówi Joanna  Brodzik. Podczas kilku dni zdjęciowych, jakie spędziłam na planie„Pianisty”, pierwszego dnia osobiście przyszedł się ze mną przywitać. Pogawędził chwilkę i przepraszając, że musi wracać na plan, pozostawił po sobie wrażenie, że jestem dla niego „bardzo ważna”, choć grałam przecież epizod” – mówi Joanna Brodzik, która w „Pianiście” zagrała: „Żydówkę, kobietę której strzelono w głowę” – aktorka zapamiętała dokładny opis swojej roli ze scenariusza. 

Swój epizod u Polańskiego będzie także pamiętać do końca życia Katarzyna Figura, która poznała reżysera wiele lat temu w Paryżu. „O swój udział w »Pianiście« poprosiłam go po wielu latach” – mówi. „On sobie zażartował i powiedział, że mogę zagrać tylko jedną rolę antysemitki, »bo z twoim wyglądem…«, dodał, myśląc, że może odrzucę tę propozycję. Oczywiście mnie prowokował. Powiedziałam: »Dla ciebie wszystko«”. Ten jeden dzień zdjęciowy Figury odwlekał się w nieskończoność. Miał być kręcony na początku filmu, a pojawiła się na planie pod jego koniec. „Przez te 60 dni hodowałam w sobie tego antysemickiego potwora. Kiedy przyszłam na zdjęcia, od razu zauważyłam, po ustawieniu kamery, świateł, innych aktorów, że będę prawie statystować w tym filmie i niewiele uchowa się z mojej antysemitki na ekranie” – opowiada aktorka. „Zdecydowałam się wtedy na wielką odwagę i powiedziałam »Roman, ja od ponad dwóch miesięcy pracuję nad tą sceną i rolą, co może brzmieć zabawnie. Jednak błagam, pozwól mi zaprezentować to, co chcę zagrać«”. Artysta się zgodził. Kiedy skończyła, powiedział: „To absolutnie genialne!”. „Specjalnie dla mnie poprzestawiał wszystko: kamery, aktorów, światło. Zobaczył, jaką mam w sobie ekspresję. A przecież mógł mnie wyśmiać. Przed ujęciem kazał krzyczeć tak, żeby mnie słyszeli na drugim końcu Warszawy. I krzyczałam” – mówi. 

 

Roman Polański: „Ja po prostu lubię kino i wydaje mi się, że każdy, kto je lubi naprawdę, musi tworzyć rzeczy, które podobają się ludziom, a w ludziach są nietknięte struny, które co jakiś czas udaje się trącić. Jestem człowiekiem sentymentalnym i romantycznym i tylko to od czasów szkoły filmowej się nie zmieniło”. Kiedy poruszy w nas kolejne struny? Jakie ma plany? Co chce jeszcze nakręcić? „Są chyba dwa projekty, o których myśli i propozycja pracy nad filmem w Polsce” – zdradza Andrzej Serdiukow. „Chciałabym wystąpić w jego w filmie, pracować z nim w teatrze” – mówi Figura. „Roman raczej nie kieruje się radami czy wyborami innych. Sam zdecyduje i myślę, że niejeden raz nas zaskoczy. On jest ciągle w drodze” – dodaje. „Rozumiem, że za błędy przeszłości trzeba płacić. Nie zmienia to jednak faktu, że Polański to utalentowany reżyser i wyjątkowy artysta” – twierdzi Joanna Brodzik. „Z pewnego punktu widzenia to właśnie ten rodzaj banicji określił jego twórczość, co wcześniej zdarzało się przecież niejednemu artyście. A dzięki emocjom, jakie wzbudza, stał się legendą już za życia” – uważa aktorka. Krystyna Morgenstern tak ujmuje poplątany życiorys reżysera: „Ma bardzo dużo szczęścia i nieszczęścia”.